piątek, 23 maja 2014

Dwugłos przedwyborczy


"Nie jesteśmy zwolennikami adopcji dzieci przez pary homoseksualne" - stwierdził we wczorajszych "Faktach po Faktach" Janusz Palikot, lider, że tak przypomnę, ponoć najprzyjaźniejszej osobom niehetero polskiej partii. Żeby było zabawniej, kilka dni wcześniej jako zwolennik pełnej równości zadeklarował się nieco bardziej dotychczas powściągliwy w okazywaniu nam swojej miłości Leszek Miller. Oba stwierdzenia tak naprawdę nie mają szczególnego znaczenia, wszak wiadomo, że polityk kłamie wtedy, gdy otwiera usta, a zdanie zmienia w zależności od tego, skąd wiatr wieje. To, co ma znaczenie, to reakcja osób niehetero startujących z list Palikota na jego słowa.

Dwa lata temu, gdy Palikot określił Gowina mianem "katolickiej cioty", w jego obronie natychmiast stanęli Robert Biedroń i Tomasz Szypuła. Wczoraj, po kolejnej "wpadce" szefa (w cudzysłowie, bo, umówmy się, to była celowa deklaracja) na podobny manewr zdecydował się ponownie Tomasz Szypuła oraz, nowość, Yga Kostrzewa:
 
I rozpętali dyskusję, w efekcie której uzupełnili swoje oświadczenia o deklaracje, że oczywiście oni są za pełną równością i w ogóle to nie tak, jak myślicie, za którymi to słowami poszły działania w postaci kilku wypowiedzi dla mediów i nagrania komórką filmiku przy tęczy na pl. Zbawiciela. Odpuszczę sobie analizę dyskusji na Facebooku i akcji, które w jej wyniku nastąpiły, bo tak naprawdę znacznie ciekawsze rzeczy są na wklejonych powyżej obrazkach. 

Po pierwsze mamy deja vu. Oto lesbijka i gej z partii Palikota, zorientowawszy się, że ich szef palnął coś, co może się nie spodobać ich wyborcom, poczuli się w obowiązku dostarczyć dowody na to, że wszak pan od gumowego penisa naszym przyjacielem jest. Dobrze, że tylko jedna lesbijka i jeden gej, bo wszak Palikot ma ich więcej. Milczenie pozostałych pozwala mieć nadzieję, że to nie oficjalne zalecenia - po to was mam, byście byli mym listkiem figowym - a ich samodzielna inicjatywa.

Po drugie mamy klasyczne "my jesteśmy najlepsi, bo inni są jeszcze gorsi". Ci inni to rzecz jasna SLD Leszka Millera. To samo SLD, które, przypomnę, bo to było dawno i może nie wszyscy pamiętają, w 2011 roku, czyli pod koniec poprzedniej kadencji Sejmu, złożyło projekt ustawy o mowie nienawiści autorstwa koalicji organizacji pozarządowych oraz projekt ustawy o związkach partnerskich przygotowany przez Grupę Inicjatywną ds. Związków Partnerskich, w której skład wchodzili między innymi... Yga Kostrzewa i Tomasz Szypuła. I to samo, które, wspólnie z (jeszcze wtedy) Ruchem Palikota złożyło w tej kadencji dwa projekty ustaw o związkach partnerskich. No ale Tomek i Yga z SLD nie startują, więc rzecz jasna już o tym nie pamiętają.

Po trzecie tak naprawdę żaden z tych projektów - czy to złożonych przez SLD, czy to przez TR - nie ujrzałby światła dziennego, gdyby nie organizacje pozarządowe i grupy nieformalne zaangażowane w ich powstanie i lobbowanie na ich rzecz. I to jest to, co mnie najbardziej boli i w tych oświadczeniach, i w ogóle u wielu osób, które z działalności społecznej przerzuciły się na polityczną. Skleroza, która je dopada, gdy już się znajdą - albo przynajmniej mają taką nadzieję - tam, gdzie ich poglądy i działalność stają się całkiem intratne. Wszak to Grupa Inicjatywna (przypomnę - tak, ta, w której byli Tomek i Yga) wychodziła u SLD projekt z 2011 roku. To koalicja organizacji pozarządowych pracowała nad kolejnymi - i dotyczącymi związków, i mowy nienawiści. To Trans-Fuzja przygotowała projekt o uzgodnieniu płci (choć tu nie mogę nie dodać, że Anna Grodzka nie zapomniała w Sejmie, skąd przyszła i po co tam poszła). To Partnerstwo dla Związków (a szczególnie Miłość Nie Wyklucza i Kampania Przeciw Homofobii) organizowało demonstracje pod Sejmem, akcje mailingowe do posłów i posłanek oraz kampanie społeczne, dzięki którym politycy i polityczki poczuli się zmuszeni, by się naszymi sprawami zająć. Tak, RP i SLD złożyły projekty i chwała im za to. Ale żadnego z nich by nie było, gdyby nie wieloletnia nieodpłatna praca aktywistów i aktywistek.

W jednym Tomasz i Yga mają rację. Na listach TR i w Sejmie jest dużo osób naprawdę przyjaznych naszym sprawom. I niekoniecznie są to osoby nieheteronormatywne. Co pokazuje, że naprawdę czas już skończyć z fetowaniem Palikota, bo dzięki niemu mamy otwartego geja i osobę transpłciową w Sejmie, a zacząć oceniać i jego, i wszystkie osoby startujące z jego list tą samą miarą co innych. Patrzeć, co ich obchodzi i na czym im tak naprawdę zależy. Jak traktują swoich wyborców i wyborczynie oraz swoje zobowiązania wobec nich. Co są w stanie poświęcić dla partii. Czy grają na siebie, czy na społeczności, na rzecz których zadeklarowali się działać. Czy są osobami godnymi zaufania. Słowem, czy dobrze pracują na rzeczy tych, którzy zdecydowali się dać im pracę.

Ja, jak może już wiecie, nie zdecydowałam się po raz kolejny zaufać Twojemu Ruchowi. Nie ze względu słowa Palikota - te przeważyły szalę u może kilkudziesięciu, może kilkuset osób, ale nie u mnie, ja odpuściłam sobie TR już wcześniej. Miałam jednak wahania w trakcie tej ponoć najgorszej kampanii wyborczej wszech czasów - gdy dowiedziałam się, że z EPTR startują Barbara Nowacka i Marta Abramowicz oraz gdy TR jako jedyny konsekwentnie sprzeciwił się uchwale w sprawie kanonizacji papieża. Koniec końców jednak mój głos powędruje do Zielonych, którzy zresztą na wczorajszej deklaracji Palikota trochę zyskali (i dobrze):
Nie dlatego, że wierzę, że przekroczą próg wyborczy. Dlatego, że nie ma tam ludzi, których poglądy mnie odstręczają. I tym ludziom właśnie chcę dać znać, że doceniam, popieram i niech działają dalej. 

Współprzewodnicząca Zielonych tak wczoraj skomentowała zamieszanie wokół słów Palikota:
A ja nie mogę nie dodać: i oby tak zostało. Obyście się nie zmienili.

Ewa

***

Ewa jak zwykle napisała mądrze, sensownie, więc ja tylko tak króciutko:
Jeśli nie zagłosujesz na..., to:
1. Znowu do głosu dojdzie POPiS.
2. Nic się nie zmieni.

A poza tym to:
3. Nie masz innej partii, która ma szansę przekroczyć próg wyborczy.
4. Jesteś homofobką.
5. Głosuj na Żalka.
6. Jesteś idiot(k)ą.
7. Załóż własną partię, która będzie podzielać Twoje poglądy, przecież to proste.
8. Nie znasz się na polityce.
9. Przecież oni już tyle dla nas zrobili.

Znacie te argumenty? Znacie aż za dobrze. Ludzie je głoszący się nie zmieniają, zmieniają się tylko partie, które wspierają. A ja może nie znam się na polityce, a szczególnie takiej, w której cudze zasługi przypisuje się sobie, jednak wolałabym, żeby ludzie mnie reprezentujący tego nie robili (nawet pośrednio), szczególnie jeśli są ze środowiska LGBTQetc.

Każda partia ma szansę przekroczyć próg wyborczy, jeśli odda się na nią głos. Tylko od nas zależy, czy tak się stanie. W wyborach do polskiego parlamentu zaryzykowałam i moja kandydatka dostała się do Sejmu. Nie kalkulowałam, poszłam i oddałam swój głos. Teraz mam zamiar zrobić dokładnie to samo. Wierzę bowiem, że trzeba dać szansę ludziom, którzy niezależnie od swojej orientacji psychoseksualnej będą walczyć między innymi o równe prawa dla wszystkich.

I dlatego zagłosuję na Zielonych. I nie uważam, że mój głos będzie stracony. Czas w końcu dać szansę ludziom, którzy pewnie zmuszeni będą iść na różnego układy i kompromisy, ale w pewnych sprawach będą stanowczy, a przynajmniej jej członkowie nie będą musieli tłumaczyć się ze swoich poglądów równościowych przed prezydium partii.

Gosia

niedziela, 11 maja 2014

Efekt tęczy


A zatem Conchita Wurst wygrała Eurowizję, co dla niektórych homo-, trans- czy queerofobów jest jednoznaczne z upadkiem Europy, początkiem trzeciej wojny światowej albo przynajmniej stało się przyczyną złego humoru o poranku. Gdyby sobie uświadomili, że poniekąd wygrała właśnie dzięki nim, to dołączyłaby do tego zapewne chęć wyprowadzki na Marsa albo przynajmniej do Rosji. Albo do Rosji nie, wszak ta, w przeciwieństwie do Polski, dała wzmiankowanej jakieś punkty. Jakieś pięć nawet. Tak czy siak znowu nas oszukali, i to kim, jakąś austriacką Grodzką, jakąś europejską poprawnością polityczną, jakimś faszystowskim genderem, co przedkłada brodę nad zdrowe polskie cycki podrygujące nad maselnicą.

Tyle że to zupełnie nie tak.

Conchita śpiewa fajnie, prezentuje się jeszcze fajniej, a jej piosenka ma niegłupi tekst. Czy to wystarczyło, by wygrać? Niekoniecznie. Wszak walory artystyczne to tylko jedna ze składowych decyzji jury. Na ile w tym przypadku istotna, można by się było dowiedzieć, gdyby świat był nieco piękniejszy i gdyby broda czy kiecki Wurst budziłyby sensację, bo są ładne (lub nie), a nie dlatego, że są. Niestety nasz świat piękny nie jest, więc zamiast rozmawiać o rozrywce, rozmawiamy o polityce i o tym, kogo broda obraża, a komu zagraża. Lista jest imponująca. Obraża miliony Rosjan, Armeńczyków i Białorusinów, którzy pokusili się nawet o próby wycięcia jej z transmisji. Zagraża austriackim politykom skrajnej prawicy, którzy postulowali, by jej nosicielkę wysłać do psychiatry, a nie na międzynarodowy konkurs piosenki. Przeraża naszych rodzimych prawicowców, którzy ujrzeli w niej, a jakże, europejską ofensywę genderową. Oburza rzesze fanów i fanek polskiego cyca i maselnicy, złości i zniesmacza cyc i maselnicę, wkurza wszelkiej maści fobów i fobki z innych krajów. I w efekcie... budzi sympatię sporej liczby osób. Również tych, które, jak ja, z Eurowizją styczność miały ostatni raz w dzieciństwie, kiedy była jednym z nielicznych rozrywkowych programów w telewizorze.

Nie widziałam występu Wurst. Teledysk do "Rise Like A Phoenix" obejrzałam do połowy, by stwierdzić, że głos ciekawy, ale muzyka zupełnie nie moja. A jednak poświęciłam jej, a właściwie atakowi na nią, kilka sążnistych notek na naszym fejsie, i gdybym się nie zaczytała i nie przegapiła właściwej chwili, pewnie bym na nią zagłosowała. By pokazać, że Polska nie tylko fobiami stoi. By wyrazić solidarność z osobą, która ma odwagę być, kim chce, a wymierzoną w nią nienawiść kwituje uśmiechem i robieniem swojego. By zrobić na złość tym, którzy i które w jej istnieniu dopatrują się jakiejś tragedii. By wesprzeć to, co mi bliskie - różnorodność, akceptację, wolność, indywidualizm, a przede wszystkim rzeczywistość, w której za bycie sobą nie spotyka nikogo kara.

Wurst, jak napisała na fejsbuku pewna mądra osoba, która czasami i tu zagląda, jest jak nasza tęcza na pl. Zbawiciela. Nie kochamy jej i nie bronimy, bo aż tak nam się podoba. Kochamy to, czego symbolem się stała - różnorodność, tolerancję, akceptację dla inności - a bronimy, bo sprzeciwiamy się nienawiści, która już kilkakrotnie stała się przyczyną jej spalenia. Współczucie w stosunku do atakowanych mobilizuje nas do wyrażenia sprzeciwu wobec agresorów. I tak zdecydowana większość mieszkańców Warszawy polubiła tęczę, a sporo Polaków i Polek okazało solidarność z austriacką piosenkarką. Wszak w głosowaniu naszych telewidzów była czwarta, to jury zepchnęło ją dalej. W sumie więc wyszło na to, że nienawiść nieszczególnie nas kręci. Jest nieźle.

środa, 7 maja 2014

Kościelni idioci


Jako że dawno nie było żadnego wpisu, należy Wam się, drogie czytelnictwo, parę słów wyjaśnienia. Mnogość absurdów, które zalewają nasz piękny kraj nad Wisłą, jest tak wielka, że czego człowiek się nie tknie, poraża i powoduje opad rąk, nóg i innych części ciała oraz porażenie mózgowe.

A teraz ostrzeżenie dotyczące tego wpisu: Jeśli Twoja wiara jest tak słaba, że napisanie o osobach ze struktury kościoła katolickiego powoduje u Ciebie obrazę uczuć religijnych, to:
a) nie czytaj tego tekstu,
b) zastanów się, w co wierzysz i czy naprawdę wierzysz.

Słowa i opinie, jakie wydaliły z siebie usta kretynów wyznania katolickiego po wywiadzie Kamili i Beaty (słynne rodzicielki Julka) w ostatnim "Newsweeku", są skandaliczne, zakłamane, a przede wszystkim idiotyczne.

Parszywe kanalie w postaci Pięty, Mularczyka i psychopatycznego Żalka (wierzcie mi, miałam nieprzyjemności spotkać tego obślizgłego typa na żywo - on ma wzrok maniaka) mają czelność porównywać dwie kochające się kobiety wychowujące syna do rodziny patologicznej. Wystarczyło przeczytać wywiad, uważnie i ze zrozumieniem (ale do tego potrzeba minimum rozumu, którego te osobniki nie posiadają). Niejedno dziecko na świecie chciałoby mieć taką opiekę. I nie twierdzę tutaj, że nie zdarzają się jednopłciowe rodziny patologiczne. Niestety, zdarzają się. Tutaj jednak chodzi o tę jedną konkretną całkowicie normalną.

Te typki nie zdają sobie sprawy, że większość normalnych, myślących i rzetelnych psychologów, psychiatrów, a nawet pediatrów potwierdza z całą mocą swojego autorytetu, że dziecko najlepiej wychowuje się w pełnej i kochającej się rodzinie. A pełna rodzina według nich to taka, gdzie jest dwójka pełnoprawnych opiekunów niezależnie od płci (oczywiście nie oznacza to, że z samotnym rodzicielstwem jest coś nie tak, choć podołanie wszystkim obowiązkom w pojedynkę z może być po prostu trudniejsze, choćby dlatego, że wszelkie możliwe problemy i obowiązki spadają na jedną osobę).

Ale nasi spece od polskiej „moralności” katolickiej wiedzą lepiej. A polska "moralność" katolicka to twór złożony z nienawiści, nietolerancji, pychy i obłudy. Przynajmniej tak wynika z wypowiedzi naszych rodzimych cytowanych katolików oraz urzędników katolickiej korporacji. Nienawiść i nietolerancja do każdego innego, czy to wyznania, czy orientacji, a często nawet koloru skóry pojawia się w większości wypowiedzi różnej maści księży, tu prym wiedzie niejaki Oko, ale inni mniej medialni nie ustępują mu pola (przynajmniej takie są doniesienia z ambony). Wtórują im dzielnie politycy Pawłowicz, Gowin, Pięta, Godson (który o dziwo katolikiem nie jest), Mularczyk, Kempa, i cała reszta tychże „miłujących” bliźniego swego.

Pycha i obłuda takoż, ale szczególnym przykładem może być ostatnia wypowiedź Gądeckiego, przewodniczące Konferencji Episkopatu Polski: "Kościół, jeśli jest autentyczny, powinien być duszą państwa, bez duchowych wartości, jakie przynosi Kościół, ciało państwa obumiera. (…) Religia jest głównym czynnikiem uspołecznienia, wychowania i wyrabiania cnót w społeczeństwie". Wydaje się, że miał on na myśli tę religię, której gorliwymi wyznawcami są wyżej przeze mnie wymienieni, a także Gil, Wesołowski, Paetz, Rydzyk, siostra Bernadetta i jej podwładne itd. Zaiste, niezłe cnoty można w sobie wyrobić, biorąc z nich przykład.

Zakłamanie to chociażby jakże „głęboka” prawnicza interpretacja czynnego adwokata, a przy okazji ministra w rządzie Donalda Tuska, Królikowskiego, twierdzącego, że nasza Konstytucja oparta jest na wartościach chrześcijańskich i chroni ona tylko rodziny „tradycyjne”.

Przykładów jest więcej, ale szkoda moich palców na cytowanie ludzi, którzy z chrześcijaństwem mają tyle wspólnego, co dawniej lwy.

Tak że ludzie, opamiętajcie się, przestańcie dawać spychać się na margines, protestujcie głośno, piszcie pozwy, walczcie o swoje prawa. Bo jak tego nie zaczniemy robić, to "miłosierdzie" katolickie porani nam nie tylko duszę, ale i dobierze się do naszych ciał i rodzin. Tak jak miłościwi posłowie Mularczyk i Pięta chcieliby się dobrać do rodziny Kamili i Beaty. Szczęśliwie już nie mogą.