środa, 20 maja 2015

Heteroseksualna ciotodrama


Dwóch znanych polityków gejów, Krystian Legierski i Robert Biedroń, zadeklarowało, jak zagłosują w drugiej turze wyborów prezydenckich. Pierwszy z nich napisał, że rozważa możliwość oddania głosu na Dudę, drugi, że odda nieważny głos. Obydwaj umotywowali to dość sensownie. Problem w tym, że niewielu osobom chciało się zagłębić w ich wyjaśnienia, przeczytać ze zrozumieniem, dlaczego tak postanowili.  Za to wiele dziennikarek i wielu dziennikarzy, ludzi z pierwszych stron gazet, polityków, polityczek, a także osoby z grupy ludzi spod akronimu LGBTQetc, zaczęło odsądzać ich od czci i wiary.

Nagle nasza orientacja psychoseksualna stała się ważna. Ta sama, z którą nie powinniśmy się afiszować. Ta sama, która powinna być przezroczysta, a dzięki temu, że dążenia do zrównania ludzi wobec prawa spotkały się z ogromnym sprzeciwem, stała się polityczna. Teraz mamy pozwolenie od białych heteroseksualnych dam i panów na to, aby użyć jej jako oręża. A jak już spełnimy swój obowiązek, to znowu walka o równe prawa stanie się postawą roszczeniową. 

Co mnie na początku bardzo, ale to bardzo wkurzyło, a teraz powoli zaczyna bawić, to fakt, że wszyscy nagle przejęli się losem osób LGBTQetc. Pochylili się z troską nad tym, jak nam będzie się żyło pod rządami PiS z prezydentem Dudą na czele.

Moja odpowiedź? Będzie nam się żyło jak do tej pory. Nadal będziemy żyć jawnie lub w ukryciu. Nadal nie będziemy mieć nadziei na związki partnerskie, że o równości małżeńskiej nie wspomnę. Wybór Komorowskiego, a co za tym idzie PO, nie spowoduje, że nagle w mainstreamowych mediach nie będzie wylewania szamba na nasze głowy, politycy, dziennikarzyny różnej maści i inne znane gęby nie będą próbowali nas zdehumanizować, przestaną wygadywać na nasz temat bzdury, nie będą używać mowy nienawiści.

Tym, którzy się martwią, przypomnę, że co prawda Kaczyński Lech zakazał Parady Równości, ale dzięki temu była to jedna z bardziej udanych parad i o dziwo miała cudowną ochronę. Że jedyna tego typu manifestacja spacyfikowana przez policję miała miejsce w 2005 roku w Poznaniu pod rządami Ryszarda Grobelnego, którego tak chętnie wspiera PO, czyli macierzysta partia Komorowskiego. Że nigdy wcześniej i nigdy później tak wiele znanych osób nie brało udziału w walce o prawa gejów, lesbijek, osób biseksualnych i transpłciowych. Traktowali to wręcz jako swój obowiązek.

Kiedy nastały czasy rządów PO i obecnego jeszcze, a może za chwilę i nadal prezydenta, prawie nikt z tych, którzy nas teraz odsądzają od czci i wiary (jeden znany gej i kilku anonimowych zadeklarowało, że odda głos na Dudę, a oni zachowują się, jakby dwa miliony osób LGBTQetc chciały na niego głosować) nie przyłączył się do walki o równość. Odpuścili. Nie zrobili nic, żeby nas wesprzeć. Nie widziałam ich pod Sejmem ani w pierwszym, ani w czwartym tygodniu dyżurowania, gdy ważyły się losy projektów ustaw o związkach partnerskich. Nie widziałam ich na demonstracjach (włączając w to parady czy marsze równości). Niektórzy wręcz ze swoich wyżyn pouczali nas, co powinniśmy robić, jak się zachowywać, żeby społeczeństwo nas zaakceptowało. Twierdzili, że żądanie równych praw, które nam się należą zgodnie z art. 32 Konstytucji, to trochę za wiele. Teraz zaś mają czelność nas pouczać, straszyć jakimiś konsekwencjami. To by było śmieszne, gdyby nie było żałosne. Oni nawet nie są głupi, są żałośni w przekonaniu o swojej mądrości.

Jeszcze bardziej niż ich wypowiedzi przerażają mnie głosy, które słyszę od osób LGBTQetc. Każda wolność, każda równość ma swoją cenę. Nawet to, że osoba homoseksualna odda głos na homofoba, bo takie ma życzenie, kaprys, potrzebę. Przypomnę tutaj cytat, podobno błędnie przypisywany Wolterowi „Nie zgadzam się z twoimi poglądami, ale po kres moich dni będę bronił twego prawa do ich głoszenia”. A od siebie dodam, że jeśli te poglądy są niezgodne z obowiązującym w moim kraju prawem, należy wyciągnąć konsekwencje prawne. Jeśli zaś prawo jest złe, należy dążyć do jego zmiany. Prawo ma służyć wszystkim ludziom. Dla wszystkich ma być jednakie. Nawet dla głupców. Nie może karać za cechy, których wybrać sobie nie możemy.

My z Ewą mamy to szczęście, że urodziłyśmy się w wielkich miastach, w nich się wychowałyśmy i żyjemy w stolicy. Ale warto pamiętać, że również w małych miejscowościach żyją osoby nieheteronormatywne. Osoby, które nie mają możliwości, predyspozycji, aby się wyrwać z tego miejsca. Osoby, które mają trudną sytuację materialną, bo musza np. opiekować się rodzicami, rodzeństwem, bo w ogóle ledwo wiążą koniec z końcem. Zresztą, co ja piszę, takie osoby żyją i w wielkich miastach. I nagle to, że ktoś jest homofobem, przeciwnikiem aborcji czy też antysemitą schodzi na plan dalszy. Liczy się dla nich to, że może jakimś cudem dzięki niemu ich sytuacja materialna stanie się mniej tragiczna. Osoby w takiej sytuacji mogą uwierzyć, że ich status materialny dzięki PiS się polepszy, że może przestaną zastanawiać się, co do garnka włożyć, że znajdą pracę itd., itp. Naprawdę kiepsko się walczy o równość, kiedy jest się głodnym, chorym i znikąd nie ma ratunku. Ma się wtedy inne sprawy na głowie. Ważniejsze. Nie jesteśmy tylko naszą orientacją. Nie ona nas definiuje.

Zanim kogoś nazwiecie głupcem, zdrajcą wczujcie się w jego sytuację. Tym bardziej, że jeśli Komorowski wygra, to nic nie zmieni, bo uzna, że ludzie go wybrali dzięki jego poglądom, chociaż tak naprawdę będzie zdawał sobie sprawę, że tylko ze strachu przed rządami oszołomów. A jeśli raz ta taktyka podziałała, podziała i przy kolejnych wyborach. I może przy następnych. Więc po co się starać? Po co wprowadzać prawo dla ludzi? Po co spełniać obietnice wyborcze?

Strach jest cholernie złym doradcą. Strach wyłącza rozum. Strach nie pozwala myśleć logicznie. Strach paraliżuje. Dlatego ja przy urnie posłucham własnego sumienia. A jeśli ktoś chce mnie do czegoś przekonać, proszę, niech lepiej napisze, dlaczego będzie tak czy inaczej głosował, zamiast mnie straszyć, mówić, że jestem idiotką itd.

Żal tylko, że nie było takiego poruszenia, kiedy Anna Grodzka zbierała podpisy. Przy takiej sile i przy tak idiotycznych wynikach pierwszej tury kto wie, co by się stało.

...

A jako, że ostatnio nas długo nie było, załączam bonus w postaci tekstu, który popełniłam na naszym trzyczęsciowym profilu na FB. Specjalnie dla tych, którzy FB nie mają:

Dziesięć lat temu w radiu TOK FM była sobie audycja na temat sytuacji osób LGBTQetc. Prowadzący oraz zaproszeni działacze zastanawiali się, co osoby spod tego akronimu mają zrobić, jak się zachowywać, żeby społeczeństwo je zaakceptowało. Słuchałam tego oniemiała. Pal diabli prowadzącego, ale działacze? Nie zdzierżyłam. Zadzwoniłam. Kiedy wpuszczono mnie na antenę, powiedziałam to, co powtarzam od lat: że mam w nosie, czy ktoś mnie lubi, toleruje, akceptuje, oczekuję od państwa, że zapewni mi to, co mi się prawnie należy, czyli równe prawa (art. 32 Konstytucji). Odczułam satysfakcję, kiedy na antenie radiowej zapadła cisza, która trwała i trwała, i była niczym najpiękniejsza muzyka dla moich uszu. Po dłuższej chwili prowadzący wydukał, że to dość nietypowe i niespotykane podejście. 

Wspominam o tym dlatego, że wiele osób nieheteronormatywnych uważa, że pewna metacelebrytka miała rację, a jej tekst wcale, ale to wcale nie był wstrętny. 

Zastanawiam się, dlaczego tak uważają. Podejrzewam, że ma to coś wspólnego z faktem, że nadal tkwi w ludziach LGBTQetc. poczucie, że są gorsi od innych i na równe prawa muszą sobie zasłużyć. Poczucie, które mogło wziąć się stad, że nie spełniamy typowych norm społecznych. Że nigdy nie założymy typowej rodziny on, ona i dziecko (lub dzieci). Przynajmniej u mnie tak było. Do momentu, kiedy (przy nieumyślnej pomocy mojej rodzicielki) uświadomiłam sobie, że jedyne, co różni mój związek od związku moich heteroseksualnych znajomych, jest to, że w życiu, ale to w życiu żadna z nas nie zajdzie przypadkowo w ciążę. 

A potem było już z górki. Zadałam sobie kilka pytań: Czy jakakolwiek grupa społeczna (ludzie o odmiennym od białego kolorze skóry, kobiety, chłopi, robotnicy), która walczyła o równe prawa, musiała w jakiś szczególny sposób na nie sobie zasłużyć? Czy wprowadzenie równouprawnienia tych grup spotkało się z powszechną akceptacją? Czy prawa osób nieheteronormatywnych w innych krajach zostały wywalczone na kolanach (czy w innej pozycji błagalnej)? Na każde z tych pytań odpowiedź była jedna. Nie. Dlaczego więc z nami w naszym kraju miałoby być inaczej, skoro tak naprawdę między osobami hetero i homo nie ma tak naprawdę żadnych różnic. Jesteśmy mądrzy bądź głupi, wierni lub nie, pragmatyczni lub chaotyczni, konserwatywni lub lewicowi, wierzący lub nie, i tak mogę długo. 

Biorąc to wszystko pod uwagę, nie zgadzam się na takie traktowanie mnie, mojej rodziny, moich przyjaciół i Was wszystkich jako osób, które mają być wdzięczne tym niby nam przychylnym za możliwość swobodnego istnienia w przestrzeni publicznej. Nie zgadzam się, by żądanie równych praw osób LGBTQetc nazywać postawą roszczeniową. Nie zgadzam się na wmawianie mi i Wam, że to oni wywalczyli dla nas tolerancję. Bo to nieprawda. 

Nikomu nic nie zawdzięczamy. Nikomu nie musimy nic zawdzięczać (no może sobie). Równe prawa nam się należą tak jak wszystkim innym obywatelom i obywatelkom naszego pięknego kraju nad Wisłą. Tylko tyle i aż tyle.

8 komentarze :

Korwin-Piotrowska to dopiero początek :-) Można machnąć ręką i powiedzieć "co ona tam może wiedzieć".
Dziś coś zupełnie podobnego powiedział Adam Michnik

Pytanie
Co powiesz młodym lewicowym wyborcom, którzy chcą w II turze zostać w domu?
Michnik
W ten sposób głosują na Jarosława Kaczyńskiego - to jest ich wybór. To jest demokracja, ale warto, aby wiedzieli, jakie są tego konsekwencje: jak im nowa władza zakaże demonstracji, np. w sprawie obrony praw gejów (już tak się zdarzyło za czasów Lecha Kaczyńskiego), to żeby pretensje mieli do siebie, a nie do całego świata. Na pewno będą tego żałować.

To się dzieje na serio! Okazuje się, że jeśli politycy coś spieprzą, bo tak jak PO zaniedbają całą sferę społeczno-obyczajową, to winni są wyborcy a najbardziej osoby LGBT, od których się oczekuje, że będą nadal klakierowały Platformie.

No jak już Adam Michnik zabrał głos, to znaczy, że się naprawdę boją. Co do tego, co napisał - cóż, tu akurat specjalnie poglądów nie zmienił. Nigdy nie przepadał za osobami niehetero i ich specjalnie nie wspierał. Choć, co należy mu oddać, nie zamykał też łamów GW na tych, co sprzyjają.

Takie coś mi się wczoraj napisało. Bo nie podzielam. Argumentacji tych za ani kontrargumentacji tych przeciw.

Za obywatelski bunt zapłacą najsłabsi
Nie mają chleba? Niech jedzą ciastka… To właśnie tłucze mi się w głowie, gdy myślę o niedzielnym głosowaniu. Mieszkam w Polsce powiatowej. Jestem biseksualna. Nie jestem wierząca. Ogarnia mnie rosnące przerażenie. Zwłaszcza po wysłuchaniu głosu mojego idola – Roberta Biedronia i lubianego przeze mnie Krystiana Legierskiego.
Z perspektywy osoby o wysokim standardzie życiowym, polityka posiadającego status celebryty, sprawy wyglądają całkiem inaczej. Z tej perspektywy można negocjować z PO, wyciągać argument obywatelskiego buntu w postaci nieważnych głosów, z tej perspektywy można nazywać kampanię PO „straszeniem PIS-em”.
Z mojej perspektywy PIS-em nie trzeba straszyć. PIS – i wspomnienie jego rządów- jest wystarczająco straszne samo w sobie.
Nie chcę wyobrażać sobie, jak na powrót powoli zmienia się mój świat. Jak rozsądna otwartość krok po kroku, metr po metrze ustępuje miejsca wrednemu tradycjonalizmowi. Jak przyzwala się na coraz więcej, od niesmacznych żartów po przemoc. Jak normalne rzeczy stają się najpierw niestosowne a potem nielegalne. Ponad połowa naszego społeczeństwa jeszcze w tej dekadzie potrafiła poprzeć wrednych tradycjonalistów. To są moi sąsiedzi i sąsiadki, panie i panowie w sklepie, nauczycielki i nauczyciele mojego dziecka, koledzy i koleżanki z pracy. Na wielu płaszczyznach współpracujemy i się rozumiemy, na płaszczyźnie zasadniczej nieTo oni byli w kościele, kiedy ich proboszcz czytał list biskupów o ideologii gender w niedzielę świętej rodziny. Byli i nie wyszli. Więc chyba im się podobało. Oni uważają, że takich jak ja trzeba zaszczuć. Choć do mnie osobiście i bezpośrednio wielu z nich nic nie ma. Ja się bronię jak umiem - rozsądkiem, urokiem osobistym, ciężką pracą, wypracowywaniem sobie pozycji, do której nie da się doskoczyć z zębami. Codziennym staniem na pozycji „ani kroku dalej”. I głosowaniem.
Nie mam za sobą siły, nie dyktuję warunków. Nie stać mnie na cholerne ciastka, umożliwiające mi, to, bym stała się od jutra odizolowana i jeszcze bardziej niezależna od sąsiadów, pań ze sklepu, nauczycieli i koleżanek. Zwłaszcza, że oni i one w niedzielę pójdą do lokali wyborczych i powiedzą mi co o mnie myślą. A ja będę się bronić jak umiem. Bo potrzebuję chleba... I nie mam zamiaru słuchać, że mam jeść ciastka od ludzi, którym najwyraźniej wydaje się, że istnieje w Polsce możliwość stworzenia w pięć dni partii, która doprowadzi świat do całkowitego porządku, mimo głosu moich sąsiadek, panów ze sklepu, nauczycielek i kolegów. Albo, że jest taka możliwość, tylko to zajmie pięć lat i na to nas stać. Kogo stać, tego stać. Ale nie wydaje się cudzej kasy, cudzego życia.
Za obywatelskie nieposłuszeństwo, do którego nawołują ludzie o wysokiej pozycji zapłacą najsłabsi tu, w Polsce powiatowej- dzieci szczute w szkole za inność, ofiary przemocy domowej, dziewczyny uznane za same sobie winne. Zapłaci też każda osoba, której sąsiedztwo, państwo, nauczycielstwo i koleżeństwo w świetle prawa będzie chciało włazić z butami w życie. Nie mam zamiaru słuchać, jakim to świetnym pomysłem jest danie na to przyzwolenia tylko dlatego, że nie ma kandydata, który zapewniłby mi wszystko, czego chcę.

Z innej beczki, ale pewnie z tej samej. Nie lubię Parad, bo Parada to radość. A ja jestem zla ze nie mamy równych praw. Może by tak w tym roku oprocz/zamiast parady zorganizować porządny protest? Wiem, że Wy i kilkadziesiąt jeszcze osób zbiera się pod Sejmem, ale niestety nadal jest to garstka ludzi w porównaniu z Parada. Zróbmy wiec w tym roku, wcześniej porządnie nagłośniony protest wkurzonych. Protest jak pielęgniarki czy 'bezdzietne matki', a nie Paradę jak weterani. Szeroka akcje na którą mogliby zjechać się ludzie z całej Polski. Ja mam zbyt słabe zdolności organizatorskie i nie znam żadnych aktywistów, ale może Wy? :)
Pozdrawiam serdecznie
M.

Allku,
nie dam się wpędzić w poczucie winy. Jeśli jestem czegoś winna, to tego, że być może za mało się starałam. Być może zrobiłam zbyt mało, byśmy mieli teraz inny wybór niż dwa razy zło, może trzeba było rzucić wszystko i 24/7 stać na barykadach. Być może by coś to dało. Choć wątpię.
To, że istnieje całkiem realna szansa, że Duda wygra te wybory, wynika jednak z zaniedbań PO, nie z postawy Legierskiego czy Biedronia. Z poczucia PO, że czegokolwiek nie zrobią, ludzie i tak będą na nich głosować, nie trzeba nic robić, wystarczy straszyć PiS-em. Tylko że to przestało działać. Na ich własne życzenie. Nie zauważyli radykalizacji poglądów - a może była im na rękę? Nic nie zrobili, by jej przeciwdziałać. I w końcu wygląda na to, że obróciło się to przeciw nim. Czy mnie to cieszy? Czy mam satysfakcję? Nie. Wolałabym, by PO była naprawdę, a nie tylko z nazwy, obywatelska. Wolałabym, by "zgoda i bezpieczeństwo" nie były wyłącznie pustymi hasłami. Ale nie jest. Gorzej - PO jest, i jestem tego niemal pewna, czymś znacznie gorszym niż PiS. Bo nie mając poglądów, przyzwala na, więcej, przejmuje te, które wydają jej się najbardziej opłacalne. Przyzwala na postępującą klerykalizację i postępujące gnojenie inaczej myślących. I przy tym wszystkim śmie udawać partię nowoczesną i progresywną. A ludzie to kupują.
Ten bunt, o którym piszesz, nic nie znaczy. Nie zmieni wyniku wyborczego. I chętnie dodałabym: niestety. Bo autentycznie chciałabym przyłożyć rękę do tego, by PO zniknęła z polskiej sceny politycznej. Bo tylko wtedy będzie szansa na sensowny centrolew, a nie PiS przebrany w ładniejsze garnitury, używający gładszych słów i co jakiś czas rzucający ochłap w postaci z bólem przyjętej ustawy antyprzemocowej. A w międzyczasie rozmontowujący prawa pracownicze, system sprawiedliwości, system szkolnictwa itd. itp.

@Anonimowy
Były już takie próby. Niestety, organizatorzy parad mają inną koncepcję. Szeroka akcja, o której piszesz, to ogromne przedsięwzięcie organizacyjne. Plus z naszych dotychczasowych doświadczeń wynika, że polityka słabo ściąga ludzi. A zabawa jak najbardziej. Ale może dorośniemy kiedyś do naszego marszu wkurzonych.

Faktycznie "strach jest cholernie złym doradcą. Strach wyłącza rozum. Strach nie pozwala myśleć logicznie. Strach paraliżuje." Być może to właśnie strach przed przegraną spowodował, że sobie o Was i o Waszych głosach przypomniano. Nie wiem. Tak samo jednak dziwi mnie ta nagonka. Każdy wybiera sam i każdy ma prawo do własnych wyborów. Bardzo trafny komentarz na FB p. Eweliny o tym, aby patrzeć dalej, niż czubek własnego nosa. Z tym jednak jest kłopot i tu upatruję źródło konfliktów.
Wciąż jednak tłumaczycie to samo i do jednych trafia, do innych nie. I tak trzymajcie. Do mnie trafiło. Nie wszyscy uważają, że skoro nie głosujecie na Komorowskiego, to jesteście głupie lub to będzie wasza wina, jeżeli wygra Duda. Ja tak nie uważam. I więcej, to dzięki temu co i jak komentujecie, poszerzacie moją wiedzę. O nowych poznanych słowach już nie wspomnę. :-) I za to Wam dziękuję.
Danka

W tym kraju z racji jego dziwnych to zamiast parady musiałby iść kondukt żałobny.
Z innej beczki, świat jest rządowy przez korporacje, Poland mam wrażenie ze mentalnie jeszcze w ZSRR, ale pocieszam się, w myśl pisowskiego strachu homoseksualne lobby ma pieniądze, tymi pieniędzmi kupi PiS i każda inna partie. Może my jako młody kapitalizm jeszcze trochę na krzywy ryj chcemy, ale poważnie, póki korporacje, którym zależeć będzie na lub z jakiejś przyczyny nie zasponsoruja tych głupców dopóty będziemy mieli pole buraków.

Prześlij komentarz