Przejdź do głównej zawartości

Żona idealna i nieidealny kryminał

Na wypadek, gdyby ktoś się nie domyślił, niższa niż przeciętna aktywność na blogu wynika i z okresu przedświątecznego, i z zaangażowania autorek w akcję "Miłość nie wyklucza". Gryzie mnie to trochę, przyznaję, bo związki związkami, to ważne, kluczowe, bo bez nas (nas, czyli zainteresowanych) może i się uda, ale pewnie później i jeszcze bardziej nie tak, jak byśmy chciały i chcieli, ale z drugiej strony pisanie też jest ważne, ileś tam osób na te wpisy czeka (by pokomentować lub pohejterzyć), a na dodatek wyżej podpisana pisać lubi, nawet bardzo, i sprawia jej to nawet niejaką satysfakcję. Cóż więc teraz? Próbuję to pogodzić, serio. I wierzę, że się uda, a jak nie, to rozpiszę ankietę, z czego powinnam zrezygnować - z bloga, działalności społecznej, pracy zawodowej czy snu. Punktów "życie osobiste" i "rozrywka" oczywiście nie uwzględnię. Ba, nawet coś z tej ostatniej kategorii nawet dziś polecę.

W naszej rodzinie na zaszczytny tytuł fanki seriali zdecydowanie zasługuje Gosia. Ja jestem w stanie wymienić zaledwie kilka, które obejrzałam od pilota po ostatni odcinek, który, tak na marginesie, rzadko domyka fabułę, za to znacznie częściej pozostawia poczucie niedosytu połączone z irytacją (superchlubny wyjątek to "Sześć stóp pod ziemią"), nieszczególnie też już pamiętam owo lekko euforyczne uczucie, które w czasach, gdy byłam jeszcze podłączona do telewizji, towarzyszyło oczekiwaniu na kolejne odsłony jakiegoś tasiemca. Teraz oglądam blokami po kilka odcinków i na wyrywki - pierwszy sezon zazwyczaj w całości, kolejne w miarę czasu i stopniowo zanikającej potrzeby. Ostatnio na ten tryb oglądania załapały się dwie rzeczy - "Rizzoli and Isles" i "The Good Wife". Łączą je fajne główne bohaterki i okołośledcza tematyka, poza tym to trochę inna serialowa liga. Pierwszy to dość naiwna seria historyjek z życia wydziału do spraw zabójstw spod znaku "rozwiąż nawet najbardziej skomplikowaną intrygę w 45 minut z reklamami". Atut: tytułowe panie - policjantka i patolożka, które nie, nie są parą (choć czytelniczki After Ellen momentami mają inne zdanie), ale robią za bardzo ładny duet - jedna twarda, nieokrzesana, z niższych sfer, druga zakładająca mini i bluzkę z odpowiednią metką nawet do sprzątania, chodząca Wikipedia o niemal arystokratycznym pochodzeniu. I właśnie dla relacji między tą dwójką warto przynajmniej parę odcinków obejrzeć:
"The Good Wife" to dla odmiany klasyczna produkcja pod Złote Globy i inne Emmy (parę zresztą dostała). Mocna obsada (w tytułowej roli Julianna Marguiles, dla której zresztą sięgnęłyśmy po ten serial), świetny duet producencki Ridley Scott plus Tony Scott, niemal perfekcyjna gra aktorów, zarówno ze starszego, jak i z młodego pokolenia (zresztą ilekroć oglądam jakiś amerykański serial, zastanawiam się, jak to się dzieje, że "ich" dzieciaki są takie dobre, a "nasze" takie drewniane). A o czym jest? Krótko - o Alicii Florrick, żonie wpływowego prokuratora, która po tym, jak ten trafia do więzienia za korupcję, zatrudnia się w kancelarii prawniczej, broni zazwyczaj niewinnych klientów, dochodzi do tego, kto naprawdę zawinił i próbuje uporać się z wystawieniem swojego życia na widok publiczny (mąż prokurator, poza tym, że jest podejrzany o korupcję, raczył ją zdradzać i dać się w trakcie popełniania tej zdrady nagrać) i, mimo oporów, ale dla dobra dzieci, wspierać apelację męża. Plusy - niebanalne sprawy, sporo dylematów moralnych (konieczność obrony klienta niezależnie od tego, czy jest winny, czy nie, kara śmierci, rasizm, nielegalni imigranci itd.) i niezłych zagadek, szósty zmysł Alicii, która w zabazgranym kawałku papieru potrafi dostrzec rozwiązanie zagadki, oraz pani śledcza z tejże kancelarii, czyli grana przez Archie Panjabi Kalinda Sharma:
Kalinda potrafi zdobyć każdą informację i zmusić do mówienia najbardziej oporną osobę, i w sumie trudno się temu dziwić. A na dodatek interesują ją zarówno panowie, jak i panie. Ale nie tylko dla niej (chociaż mnie by wystarczyła) warto pooglądać.

Dodatkowy smaczek - jakieś 20 sekund z któregoś z wcześniejszych odcinków pierwszej serii, kiedy to szefowa Alicii, biznesowa feministka, dowiaduje się z plotkarskiego telewizyjnego szoł, że ukrywa swoją homoseksualną orientację. Jej reakcję polecam wszystkim uczestniczkom niedawnej outingowej debaty na tym blogu.

Komentarze

  1. Z "The Good Wife" warto obejrzeć więcej niż pierwszy sezon. Serial jest mega, Kalinda też się rozkręca:)
    v.

    OdpowiedzUsuń
  2. Łojezusiczku nienarodzony jeszcze, jakież to tony podkładu i liposukcji!

    Jak już kryminał, to Crossing Jordan :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Bejbe, jak miło. Stęskniłam się:) Wygląd to akurat szczegół, pani odtwarza naprawdę ciekawą postać - taką doroślejszą, ale nadal autystyczną Salander. Nadal polecam;P

    OdpowiedzUsuń
  4. Któryś raz w ciągu ostatnich kilku dni coś słyszę o "The Good Wife", ale z racji zawodowych takie seriale za bardzo mi chyba na nerwy działają (do "Damages" mimo Glenn Close też się nie mogę zebrać).

    Może prędzej skuszę się na "R&I", chociaż obawiam się, że ten podtekst raczej do niczego nie prowadzi. Swoją drogą na AfterEllen ostatnio coraz rzadziej zaglądam właśnie w związku z trochę męczącym promowaniem par, które nie istnieją. Do szału doprowadza mnie zwłaszcza "Brittana", która mnie kompletnie nie przekonuje (tak jak zresztą cały, niestety koszmarny, obecny sezon "Glee").

    Ale żeby nie było, że tylko marudzę: z tym śmiechem rozumiem, że chodziło o Christine Baranski? Polecam jej występy w "The Big Bang Theory" - kradnie absolutnie każdą scenę. :D

    OdpowiedzUsuń
  5. la_petite_parisienne25.12.2011, 12:03

    A, mnie się spodobało to zdanie:
    "...sporo dylematów moralnych (konieczność obrony klienta niezależnie od tego, czy jest winny, czy nie,...".

    OdpowiedzUsuń
  6. @Metaxu
    Wiedza empiryczna morduje wszelkie naciągane produkcje. Dlatego R&I poległo u mnie po pierwszych odcinkach. Już chyba lepiej wrzucić The Killing albo rewelacyjny The Wire.

    OdpowiedzUsuń
  7. @Metaxu
    Tak, chodzi o śmiech Christine Baranski. Jak Ty to robisz, że nie oglądasz, a wiesz?:)

    OdpowiedzUsuń
  8. @balcerkowa
    "The Killing" i "The Wire" już od dawna są w kolejce. Muszę wreszcie się za nie zabrać.

    @Ewa
    Polecałaś, to musiałam sprawdzić. ;) A wyszukiwanie na YB nie było trudne (pierwszy wynik dla "good wife laugh lesbian"). :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…