Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z grudzień, 2011

2011: ludzie i miejsca

Pod koniec 2010 roku nieopatrznie wyraziłam życzenie, by 2011 był dla nas równie ciekawy. I, choć myślałam, że to już niemożliwe, był. W drugiej części życzeń było coś o chwili odpoczynku. I pewnie takowa też była, kłopot w tym, że "chwila" to wyjątkowo nieostra jednostka czasu. Mam nauczkę, by wyrażać się precyzyjniej.

Co z tego intensywnego roku najbardziej zapadło mi w pamięć? Z rzeczy "krajowych" - wojny torebkowe wokół Parady Równości, prace nad ustawą i promocją związków partnerskich, wybory parlamentarne, dyskusja wokół 11 listopada. Z rzeczy blogowych - tropienie mizoginii i zabawy wizerunkowe. Z kultury - koncert Ani DiFranco, "Drugie życie Lucii", emocje wokół "The Kids Are All Right", lektura "Seks a religia". Ze skutków naszego ślubu - wywiad w "Polityce". Nie pokuszę się o układanie rankingów, wybieranie wydarzeń przełomowych, najważniejszych, najbardziej znaczących. Zamiast tego kilka słów o ludziach, których mi…

Koniec wkurzacza pedalskiego

Jako że odnotowuję tu co ważniejsze zmiany w "naszym" internecie, tego newsa (choć już ciut przebrzmiały) też zabraknąć nie może. Oto 30 grudnia z sieci zniknie portal Gaylife.

Wszystko, co ma swój początek, ma też swój koniec. Tym cytatem z Matrixa moglibyśmy skomentować informację o zawieszeniu działalności portalu Gaylife.pl. 30 grudnia 2011 r. po 7,5 roku działalności. Tego dnia po 22ej zostanie wyłączony serwer portalu i zniknie on z sieci - czytamy w pożegnalnym tekście (udostępnionym, a jakże, wyłącznie zarejestrowanym użytkownikom i użytkowniczkom).

Reakcje w sieci wahają się między "gwiazdkowy prezent" a "wcale mi nie żal", a mnie jest, przyznam, trochę szkoda. Mniej więcej na tej samej zasadzie, na której nadal szkoda mi prywatnego folwarku tajemniczego tworu zwanego Karą Auchemann z czasów jego świetności. Dlaczego? Bo choć materiału do zdrowego hejtu w sieci nie brakuje, to nasze portale w produkcji tego typu treści są gdzieś na szarym końcu. B…

Żona idealna i nieidealny kryminał

Na wypadek, gdyby ktoś się nie domyślił, niższa niż przeciętna aktywność na blogu wynika i z okresu przedświątecznego, i z zaangażowania autorek w akcję "Miłość nie wyklucza". Gryzie mnie to trochę, przyznaję, bo związki związkami, to ważne, kluczowe, bo bez nas (nas, czyli zainteresowanych) może i się uda, ale pewnie później i jeszcze bardziej nie tak, jak byśmy chciały i chcieli, ale z drugiej strony pisanie też jest ważne, ileś tam osób na te wpisy czeka (by pokomentować lub pohejterzyć), a na dodatek wyżej podpisana pisać lubi, nawet bardzo, i sprawia jej to nawet niejaką satysfakcję. Cóż więc teraz? Próbuję to pogodzić, serio. I wierzę, że się uda, a jak nie, to rozpiszę ankietę, z czego powinnam zrezygnować - z bloga, działalności społecznej, pracy zawodowej czy snu. Punktów "życie osobiste" i "rozrywka" oczywiście nie uwzględnię. Ba, nawet coś z tej ostatniej kategorii nawet dziś polecę.

W naszej rodzinie na zaszczytny tytuł fanki seriali zdecydowa…

Po rocznicy - impresje i kontrowersje

fot. Grzegorz Banaszak
Trudno jest podsumowywać imprezę, które się współorganizowało, ale zaryzykuję. Udało się. Na sobotnim beneficie na rzecz akcji "Miłość nie wyklucza" i rocznicy naszego ślubu w jednym dopisali goście i gościnie (przez klub, w sumie niewielki, przewinęło się około 170 osób), artyści i artystki. Nie dotarł wprawdzie, pokonany przez przeziębienie, mój ukochany bard Martin Lechowicz, ale w chyba na dobre wyszło, bo program i tak pękał w szwach. Jak nie było występów, to były powitania, konkursy, licytacja, tort i symboliczny toast. Zebrane i zebrani mieli dłuższą chwilę na złapanie oddechu i pozwiedzanie Pardon, To Tu jedynie przed koncertem Czesława Mozila, kiedy nasz nagłośnieniowiec dwoił się i troił, by podłączyć wszystkie akcesoria, które ekipa Czesława ze sobą przytargała. Część do posłuchania i popatrzenia (kolejno: Maryja Furyja Konopnicka, Da Boyz & the Drag Kids, Furja jako dr Wsadowska, Betty Q & Crew z zapowiedziami Salatix, Czesław Mozi…

Rocznicowe przemyślenia

Rok i dwa dni temu najdłuższy dzień w naszym życiu powoli dobiegał końca. W oparach zmęczenia snułyśmy się po imprezie weselnej w Nowym Jorku, ambitnie planując mały wypad na miasto, gdy w końcu pozwolą nam pobyć trochę tylko ze sobą i "po cywilnemu". Skończyło się na szumnych deklaracjach - gdy tylko dotarłyśmy do hotelu, niemal natychmiast poszłyśmy spać.

Rok, dwa dni i kilkanaście godzin temu nasza przygoda z konkursem SAS weszła w fazę kulminacyjną. 11 tysięcy metrów nad ziemią powiedziałyśmy sobie w wielu szczęśliwszych miejscach i dla wielu szczęśliwszych par sakramentalne, a dla nas nadal jedynie symboliczne "tak".

Dziś, rok, dwa dni i kilkanaście godzin później jako mieszkanki kraju nad Wisłą o bardziej znaczącym "tak" nadal możemy jedynie pomarzyć. Co nie znaczy, że w tym czasie nic się nie zmieniło i nie wydarzyło się nic dobrego. W wielkiej polityce - zamiast jednego planowanego projektu ustawy mamy jeden gotowy (SLD plus GI), jeden w przygotow…

Nowe szaty Zielonych

Niedzielny mikronews: po kongresie Zielonych 2004 Krystian Legierski pożegnał się z tą partią. "Powodem jest niezdolność partii, w jej obecnym kształcie, do podjęcia koniecznych decyzji uzdrawiających wewnętrzną sytuację partii. Ponadto po raz kolejny moje koncepcje co do kierunków rozwoju nie zyskały poparcia większości uczestników Kongresu, a skład wybranych organów partii jest cementowaniem niezdrowych relacji" - wyjaśnił na Facebooku. Co się konkretnie wydarzyło? Krystian przegrał w wyborach na przewodniczącego z Radosławem Gawlikiem (przewodniczącą została Agnieszka Grzybek).

Transfery międzypartyjne i spektakularne odejścia nie od dziś są w modzie, tak że nie byłoby w tej sytuacji nic specjalnie ciekawego, gdyby nie to, że nowa przewodnicząca postanowiła dość niefortunnie przegraną Krystiana skomentować. Całość tu:


A najciekawszy jest ten fragment: "Fakt, że został wybrany Radek Gawlik, pokazuje kierunek, w którym idziemy. (...) Wybór Krystiana na przewodniczącego…

Niewychodzenie z szafy

Ewa wyjechała. A jako, że na blogu (i w domu też, ale milcz serce moje) pusto, to zainspirowana tekstem o autobiografii Marka Niedźwiedzkiego w „Dużym Formacie” oraz krótką dyskusją o nim na FB, postanowiłam popełnić tekst o niewychodzeniu z szafy przez jednego prezentera radiowego i jedną wokalistkę.

Podobno tajemnicą poliszynela jest to, że obie te osoby poza zainteresowaniami muzycznymi łączy również odmienna od heteroseksualnej orientacja psychoseksualna. Słowa „podobno” użyłam świadomie z dwóch powodów. Po pierwsze ludzie wiele rzeczy gadają i nie zawsze jest to prawda. Po drugie opisywani mogą czytać „garniturek” i mogą zechcieć wytoczyć nam proces o zniesławienie i inne takie. Swoją drogę wtedy ja, jako autorka tego tekstu będę mogła również wytoczyć im proces o zniesławienie, skoro określenie  „lesbijka” czy „gej” jest dla nich uwłaczające. I tak będziemy się sądzić do dnia sądnego.

Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że ludzie mają prawo do ochrony prywatności. Wszak nie koc…