piątek, 21 sierpnia 2009

Grzybobranie i działaczostwo

Zacznę od anegdoty. Moja mama, gdy jeszcze była czynna zawodowo, brała dyżury na toksykologii. A konkretnie badała, czym się delikwent przywieziony do szpitala zatruł. I do owych badań potrzebowała materiału porównawczego, w okresie letnio-jesiennym - zarodników największych trucicieli. Tak że chodziła sobie po lesie, zbierała sromotniki i w całej jej karierze nikt nigdy nie zwrócił jej uwagi, że to, co ma w koszyczku, to śmiertelnie trujące muchomory. Oczywiście jest kilka wyjaśnień tego faktu - niektórzy mogli myśleć, że to "gąski", niektórzy - że to nie ich sprawa, że starsza pani ma ochotę otruć siebie lub męża, jeszcze inny wstydzili/bali się jej zwrócić uwagę. Ostatnia możliwość - nikt nie zauważył sromotników, bo wszystkich obchodzą tylko ich własne koszyczki.

A sromotnik wygląda tak:


Tak się ostatnio zastanawiam - z racji całego szumu wokół EuroPride 2010, Fundacji Równości, ale również w kontekście działań organizacji LGBTQetcetera wszelkich - dlaczego właściwie po (przeszło) 20 latach walki o równość nie mamy, a właściwie to nie wychowaliśmy sobie kogoś, kogo z czystym sumieniem moglibyśmy nazwać ikoną ruchu lesbijsko-gejowskiego(-etcetera). Bo generalnie jest tak, że ktoś tam coś robi (mądrze albo głupio), ktoś mu w tym czasami pomaga, ktoś krytykuje (jak głupio, to się go ignoruje, jak mądrze - próbuje zakrzyczeć lub ułagodzić lub obie rzeczy jednocześnie), ale większość po prostu pilnuje własnych koszyczków, a resztę ma w głębokim poważaniu. Ja generalnie mam tak, że jak się coś niefajnego dzieje, to najpierw patrzę, co ja robię źle, a dopiero jak nie znajdę, szukam usprawiedliwienia w okolicznościach zewnętrznych (to po mamusi chyba). I wyszło mi, że nasz problem z działaczami polega na tym, że oni myślą (ci "dużego formatu", z których myślenia rzeczywiście dużo - choć nie zawsze dobrze - wynika), że wiedzą lepiej niż my, ale tylko dlatego tak myślą, że nigdy nie przyzwycziliśmy ich myśleć inaczej. Inaczej mówiąc, zasada, żeby nie krytykować, żeby prać swoje brudy we własnym gronie, jest do chrzanu. Bo zwalnia z odpowiedzialności, skoro nikt, przed kim mielibyśmy być odpowiedzialni, nie zgłasza żadnych pretensji.

Nie piszę tu o krytykanctwie rodem z pewnego clubbingowego portalu, że ten sobie wybudował domek, a tamten nakłamał za granicą czy w sprawozdaniu finansowym (choć i w tych głosach na pewno jest trochę prawdy), ale o nieukrywaniu rzeczy, co do których mamy pewność i dowody, że miały miejsce. Na przykład jeżeli wiem, że jakaś fundacja namawia ludzi do działania "dla sprawy", a potem robi na tej sprawie grube pieniądze albo dobry PR - ale tylko sobie - a swoich współpracowników ordynarnie oszukuje, powinnam to po prostu ujawnić. Bo co z tego, że oszukani ludzie drugi raz się nabrać nie dadzą, skoro znajdzie się następna grupa, która nie mając pojęcia, jak się sprawy mają, da się namówić na kolejną akcję "dla sprawy" i po jakimś czasie powiększy grono rozczarowanych. Ewentualnie zacznie robić coś na własną rękę. I albo polegnie, bo bez zaplecza (nawet słabego) jest jednak trudniej, albo mu/jej się uda i wtedy prawdopodobie stwierdzi, że lepiej robić mniejsze rzeczy samemu niż użerać się z kolejną organizacją.

Jak by nie było - z takiego działania masowego ruchu nie będzie. Bo do tego potrzebny/a jest lider/ka, który/a potrafi kierować ludźmi i potrafi ich przy sobie zatrzymać. A jeżeli do tego będzie skuteczny/a, to nikt poważny nie będzie się zastanawiać, czy czegoś z tego dla siebie nie ma. Ba - nawet powinien/na mieć, bo dochodowej działalności poświęcić się jednak łatwiej. I właśnie taką osobę powinniśmy sobie wychować lub wręcz stworzyć. Jak - ano właśnie patrząc jej na ręce, informując o nieprawidłowościach, wskazując, jak się poprawić. I robiąc to naprawdę na masową skalę. Oczywiście nie na wszystkich to podziała, ale przecież nie chcemy współdziałać z kimś, kto jest tak przekonany, że jest gąską, że nawet nie zauważył, że to jeszcze nie pora roku na gąski, a on w rzeczywistości jest sromotnikiem (wybaczcie grzybiarskie porównania, ale jakoś do pierwszej części wpisu nawiązać muszę). Ale każdy dobry grzybiarz wie, że trujaki należy omijać z daleka (nietrującego sromotnika wstydliwego, z racji wydzielanego przez niego zapachu, też) - więc takich ludzi trzeba zostawić samych sobie, aby we własnym gronie przygotowywali sobie zupki i hamburgery. Na zdrowie!

Na zakończenie - piosenka grzybiarza:

21 komentarze :

Droga Ewo !!!

O podobny tekst posadzil bym wielu ale nie ciebie. NIe dlatego ze palamy do siebie miloscia czy chocby odrobine sie lubimy, ba nawet powiem ze gdyby nas spuscic ze smyczy zagryzlibysmy siebie nawzajem, nie mniej jednak, pomimo moich mniej lub bardziej skrywanych emocji czy uczuc z toba zwiazanych, uwazalem ze to co pisujesz jest na tyle rzetelne i sprawdzone by pozniej sie tego nie wstydzic. Bo skoro twierdzisz ze owa jakas tam fundacja robi ogromne pieniadze i z nikim sie nie dzieli (rozumiem ze dziela te ogromne pieniadze miedzy soba ow ci co poczynili te zyski) i malo tego powolujesz sie na niezbite dowody to ja cie wzywam na pojedynek, oko w oko, ty przeciw mnie, ty mowisz fakty ja mowie fakty... i choc z natury nie jestem zbyt rozmowny, jestem gotowy obnazyc sie przed wszystkimi i dac sie zazucic owymi faktami i dowodami... i dam sie dlatego ze nie staje do walki gdy wiem ze jestem z gory na przegranej pozycji. Znam fakty i jak bardzo bys sie nie chciala wpisywac w owa retoryke typu tamten pan domek a tamten wycieczke, to niestety wpisalas sie w nia w pelnej rozciaglasci, a szkoda bo do nie dawna mialas jedna z lepszych cnot jaka jest rzetelnosc dzieninkarska.

Z pozdrowieniami

ten co kradnie i innym nie daje

Adam

Adamie,
nie wiem, dlaczego uważasz, że ów post dotyczy Fundacji Równości - nigdzie tego nie napisałam, ba, pisząc go, miałam na myśli moją przygodę z zupełnie inną fundacją, sprzed około pięciu lat. Przygodę na tyle dawną, że, skoro odpuściłam ją wtedy, nie zamierzam jej wyciągać i teraz - bo to już po prostu nie ma sensu. Sam post natomiast powstał kilka dni temu w wyniku moich przemyśleń wokół działalności i organizacji w ogóle i w związku z dylematami moralnymi, które mnie przy okazji różnych niejasności nurtują. Tak jak napisałam - teraz - zupełnie inaczej niż przed laty - stoję na stanowisku, że lepiej być pieniaczem i niektóre brzydkie sprawy upubliczniać - ale tylko te, co do których mamy dowody - niepodważalne. I tylko tyle. Przykro mi, że odbierasz ten post jako atak na FR - nie było to moim zamiarem.
Pozdrawiam,
Ewa

Uderz w stół a nożyce się odezwą. Stare powiedzenia mają wady, bo nie jest prawdą że kiedy chłop baby nie bije to jej wątroba gnije, ale tutaj jest coś na rzeczy.

wiec dlaczego odnosniki ktore przypisalas ewo pod twoim postem dotycza fundacji rownosci i Europride ???

Co do Wojtka, jezeli uwazasz ze cos jest na rzeczy prosze uargumentuj to bo pozostawanie w domyslach jest gorsze niz gorzka prawda.

Odnośniki fachowo nazywają się tagi, służą pozycjonowaniu (czyli SEO, co mnie bardzo interesuje), a zostały przypisane do tekstu, bo wspominam w nim o EuroPride i Fundacji Równości. O tu:

"Tak się ostatnio zastanawiam - z racji całego szumu wokół EuroPride 2010, Fundacji Równości, ale również w kontekście działań organizacji LGBTQetcetera wszelkich - dlaczego właściwie po (przeszło) 20 latach walki o równość nie mamy, a właściwie to nie wychowaliśmy sobie kogoś, kogo z czystym sumieniem moglibyśmy nazwać ikoną ruchu lesbijsko-gejowskiego(-etcetera)."

Czyli we fragmencie, w którym tłumaczę, dlaczego taki a nie inny temat poruszam.

Adamie,
Zanim wyzwiesz kogoś na pojedynek przeczytaj tekst ze zrozumieniem, raz, drugi, trzeci i tak aż do skutku:) Zapewniam cię, że gdyby Ewa chciała napisać o FR to by napisała używając pełnej nazwy a nawet wymieniając dwa nazwiska na Beeee. Zastanawiam się czy kupiłeś ostatnio sobie domek albo pojechałeś na ekskluzywną wycieczkę, że się tak złościsz.
Poza tym zarzucanie Ewie nierzetelności dziennikarskiej (pomijając fakt, że jest to wpis na blogu, a nie w medium jakimkolwiek) jest nie tylko bezzasadne, ale także obraźliwe dla niej. I jeżeli ktoś miałby tu kogoś wyzwać na pojedynek to zdecydowanie Ewa ciebie.
PS.Ewa na smyczy nie chodzi:)

Tak zauwazylem ten wpis i nie twierdze ze nie powinnas swoich przemyslen pisac w sposob dla siebie wlasciwy, jednakze stawiajac w pozycjonowaniu fundacje rownosci, europride i jednoczesnie akapit dalej piszac o tym ze fundacja x oszukuje jednoznacznie nasuwa sie skojarzenie z wyzej wymieniona. Nie wiem czy to sie nazywa pozycjonowanie, tagowanie czy jakkolwiek jeszcze, wiem jak latwo jest laczyc ze soba blisko wyrazone opinie... Takie jest moje spostrzezenie, oczywiscie masz prawo sie z nim nie zgadzac.

Rude de Wredne nie kupilem sobie domku a jezeli nawet to nikogo to nie powinno obchodzic. Z cala odpowiedzalnoscia moge powiedziec ze rozumiem tekst i polecam go tobie przeczytac jeszcze kilka razy. Uwazam ze stawianie blisko siebie informacji o fundacjach jezeli wczesniej mialo sie odwage napisac o fundacji rownosci aby zachowac jasnosc wypowiedzi pownno sie albo wyraznie odciac domysly ze nizej wymieniona fundacja to juz nie ta sama, albo napisac jaka to fundacja. Uwazam ze kazdy kto czuje sie pomowiony ma prawo do obrony, zwlaszcza jezeli wyraznie artykuuje gdzie znajduje punkt sporny.

Powiem tak - nie muszę się zgadzać lub nie zgadzać, to mój tekst i doskonale wiem, co miałam na myśli, pisząc go, a czego nie. Dlatego też mój pierwszy komentarz - o tym, że nie miałam na myśli FR - zamyka sprawę.

A tagowanie to pożyteczna rzecz, ale nie służy uściślaniu treści - ale to już na pewno wie wasz webmaster.

Skoro tak twierdzisz niechaj tak pozostanie, mam nadzieje ze ktos bedzie mial ochote przeczytac komentarze by dowiedziec sie ze nie chodzi tu o FR. Tak nawiasem tekst mi sie podoba co do zasady lecz nie zgodze sie z toba ze przynaleznosc do kogos tresci zamyka sprawe do konca. Jezeli ktos napisze satyryczny tekst o skapych zydach i brudnych murzynach tez moze argumentowac to wlasnoscia intelektualna jaka jest napisany wpis w blogu, reportaz, tekst itp. Nie zmienia to jednak faktu ze tekst co do zasady nie ma tresci akceptowalnej przez wieksza czesc spoleczenstwa ktore moze wyrazic na ten temat swoja opinie. Moja opinie znasz. Masz racje ze nie warto kontynuowac dyskusji bo kazdy z nas widzi swoja racje. Pozdrowienia i do zobaczenia.

Widzisz Adamie u mnie czytanie ze zrozumieniem to cecha wrodzona:). Jak na razie swoim oburzeniem, na skądinąd słuszne przemyślenia, dajesz innym materiał, no właśnie, do przemyśleń czy to aby nie chodziło o FR? Co do faktów, które tak chętnie chcesz podać, hmmm, czyżby byłby to pierwszy raz kiedy odpowiedziałbyś jasno i konkretnie na pytania??;)

I teraz uwaga żart: jeśli kupiłeś domek za pieniądze nie swoje, a jakiejś fundacji to chyba kogoś to powinno obchodzić:D.

Owszem powinno jezeli ma sie niezbite dowody na to ze srodki finansowe na ow domek pochodzily rzeczywiscie z fundacji. Same domysly nie wystarczaja. Co do przeslanek na ktore znow sie powolujesz to gdybym mial cos do ukrycia nie zaproponowalbym konfrontacji. Nie mam zadnych watpliwosci co do przejrzystosci finansow FR. Co do odpowiadania jasno i konkretnie na pytania... byc moze nie odpowiadam na wszystkie na ktore odpowiadac nie musze, ale to i tak lepsze niz burczenie pod nosem... nieprawdaz ??? ;)

Hmmm, wniosek na wiele pytań odpowiadać nie musisz:)I nie chodzi o sprawy osobiste:)

"Uwazam ze stawianie blisko siebie informacji o fundacjach jezeli wczesniej mialo sie odwage napisac o fundacji rownosci"

To już trzeba mieć odwagę, żeby o Was pisać? No to trafiliście na bardzo odważnych ludzi :)

Nie znam pana Biskupiaka, chyba o nim nie słyszałem wcześniej (już go nie lubię po tych komentarzach), ale strasznie się pieni w odpowiedziach, przynosi wstyd FR, uważam.

Inna rzecz to taka, że zgadzam się z postem - działacze z górnej półki byli nietykalni, a skoro chce się zrobić największą imprezę w historii ruchu gej-les w Polsce, to nie ma żartów (ta prezentacja to żart, ta ankietka i wpisy pana B. powyżej także).

To już nie prywatny folwark, ale rzecz ważna dla nas wszystkich, więc pilnujcie tego w naszym imieniu, bo skoro pan B. pisze o odwadze, to jakieś odważne sumienie jest potrzebne, zwłaszcza dla zarządu Fundacji, na pewne sprawy warto spojrzeć zupełnie z boku.
Osobiście uważam, że po klęsce tegorocznej parady, Hiacyntów i w ogóle całokształtu, panowie z FR nie powinni się zabierać do EP2010. Pokazali, że się nie nadają do tego. Cała Polska widziała...

Jak bym w pracy nawalił na taką skalę, to by mnie zwyczajnie wywalili. A tu jest taktyka głaskania po głowie, bo wiadomo: "działacze z górnej półki", których nie wolno skrytykować, bo to szkodzi całemu ruchowi.
Anonimowy

Drogi Anonimowy, chyba znaczenie slowa pieniacz jest ci obce bo w moich wypowiedziach nie ma kszty pieniactwa a moge powiedziec ze sa wrecz wywazone i spokojne. Gdyby nie ci panowie o ktorych piszesz, Europride nigdy nie odbyloby sie w Polsce a juz napewno nie w najblizszej przyszlosci. Zawsze mozesz pojawic sie na spotkaniu i wyrazic swoja opinie o FR, nie musisz pozostawac anonimowy i nie musisz pozostawiac tego innym. Pozdrowienia i milego dnia.

Co do jednego zgoda, EP2010 to wasza zasługa, wygrana w Strasburgu to zasługa Tomasza Bączkowskiego - nie będę tego kwestionował, nikt przy zdrowych zmysłach także, zapisaliście się w historii i chwała wam za to. Tyle, że na tym sukcesy się kończą. A co się zaczyna po tej kresce...?
Klęska ostatniej parady mówi sama za siebie. Wtedy mieliście parę, motywację, widać już nie macie. Permanentny odpływ wolontariuszy też mówi za siebie. A KPH czy Lambda kwitną (dla porównania).
Ale nie chcę z tobą polemizować, nie wzbudziłeś mojego zaufania, zresztą cała FR nie wzbudza w obecnym składzie (kojarze 2 osoby, zresztą trudno wygooglac, kto w ogóle jest w zarządzie).

Anonimowy - aktualny (chyba) skład zarządu FR jest tutaj: http://www.paradarownosci.pl/wiki/index.php/EuroPride2010:Portal_spo%C5%82eczno%C5%9Bci .

Ja właśnie od wczoraj zapoznaję się z treścią tego bloga i o ile cały blog mi się podoba, a tyle muszę zgodzic się z wypowiedzią Adama Biskupiaka.

Notka została napisana tak, że wszystko, co jest po miejscu, w którym została wymieniona FR, brzmi jak aluzja do niej. Naprawdę. Po przeczytaniu sprostowania nie twierdzę, że Autorka specjalnie tak napisała, widzę w tym raczej niedoskonałość stylu.

O nie, tu się nie zgodzę - mój styl jest doskonały :)

Niestety niejedna fundacja mi na odcisk nadepnęła, dlatego też to słowo (a nie np. organizacja) przy bardzo niekonkretnych (choć z życia wziętych) zarzutach padło. Co nie zmienia faktu, że w tej akurat notce piszę czysto teoretycznie: "jakaś fundacja", "jeżeli wiem... to powinnam...". Kiedy piszę już o konkretnych zarzutach (w tekście o paprotkach) w stosunku do FR, to jest i nazwa, i dowody :)

Prześlij komentarz