środa, 10 kwietnia 2013

O gejach co kradną Polakom bohaterów

Dokładnie tydzień temu media obiegła skromna notka z PAP-u, w której znalazło się kilka fragmentów wywiadu z Elżbietą Janicką, badaczką literatury z Instytutu Slawistyki PAN, poświęconego "Kamieniom na szaniec" Aleksandra Kamińskiego. Janicka postulowała w nim, by w końcu odmitologizować tę książkę, i wyciągnęła z niej między innymi możliwy antysemityzm harcerzy i potencjalną homoseksualność głównych bohaterów Zośki i Rudego (tak na marginesie: tak, potencjalną; Janicka w żadnym momencie nie mówi, że byli oni parą, a jedynie, że opowieść Zośki nasuwa i takie tropy interpretacyjne). Nietrudno było przewidzieć, co się po owym tekście wydarzy. I rzeczywiście, wydarzyło się. W ciągu siedmiu dni zdążyli zaprotestować niemal wszyscy - od narodowców, przez bardziej umiarkowaną prawicę, po co poniektórych liberałów. Oczywiście największe emocje wzbudziła wyczytana przez Janicką z opowieści Zośki jego relacja z Rudym, która niekoniecznie była li i jedynie przyjacielska. W efekcie po raz kolejny, podobnie jak to się stało w przypadku niedawnego sporu o Konopnicką, mogliśmy poczytać o naszych występkach - jak to geje kradną Polakom ich bohaterów, jak to ich zohydzają, jak obrzydza się prawdziwą męską przyjaźń i (głosy "rozsądku") żeby zostawić bohaterów w spokoju, bo nieładnie wyciągać takie sprawy, nawet jeżeli była to prawda.

Gdy czytałam te wszystkie opinie, przypomniała mi się inna, opisana zresztą na blogu, historia, tym razem współczesna, jak to para kobiet uratowała czterdzieścioro nastolatków z wyspy Utoya. I jak uderzyło mnie, że news ten obiegł wyłącznie strony plotkarskie, choć o innych bohaterach tamtego wydarzenia pisano rzecz jasna w poważniejszych serwisach. No ale lesbijki, nawet najbardziej bohaterskie, najwyraźniej się do takich miejsc nie nadają. Za chwilę wrócę do tej historii.

I w przypadku Konopnckiej, i Rudego i Zośki, i innych znanych i podziwianych postaci, ich orientacja psychoseksualna nie ma żadnego znaczenia i ani nie umniejsza, ani nie powiększa ich zasług. Tyle że to nie jest prawda. A przynajmniej nie w oczach osób, których głos dominuje w mainstreamie. Napiszę to jeszcze raz: obrzydzanie, zohydzanie, wykradanie bohaterów, wpieprzanie się z butami w cudze życie. Nie mogli być gejami, nie byli gejami, to jest potwarz i oszczerstwo, pisanie o tym jest zupełnie niepotrzebne. Co tak naprawdę znaczą te słowa? Że gej (czy lesbijka) nie może być bohaterem, a bohater nie może być gejem. Bo geje nie są ludźmi (którzy, jak wiadomo, bywają i bohaterami, i kanaliami). Są gejami. Tak jak lesbijki ratujące nastolatków z wyspy Utoya nie były ludźmi, były lesbijkami, i dlatego ich tożsamość przykryła to, co zrobiły.

Przesadzam? To spójrzcie na drugą stronę medalu. Na to, jak chętnie przywołuje się czyjąś homoseksualność, gdy ta osoba robi coś, czego się nie akceptuje. Homoseksualne lobby w teatrze, odpowiedzialne za wszystko, co w nim złe. Homoseksualne lobby w Kościele, odpowiedzialne oczywiście za skandale pedofilskie. Homoseksualność Ernsta Röhma, twórcy i szefa SA, przywoływana na potwierdzenie tezy, że osoby homoseksualne nie były prześladowane w III Rzeszy, a wręcz przeciwnie - były prześladowcami. I tak dalej. Krótko mówiąc, te same osoby, które w przypadku Konopnickiej czy Zośki i Rudego będą najgłośniej krzyczeć o tym, jaka to się straszna krzywda dzieje ich bohaterom w wyniku tego, że ktoś śmie dywagować nad ich orientacją, nie mają najmniejszego problemu z mówieniem o homoseksualności innych osób, również jeśli są to postaci historyczne. Pod jednym warunkiem - że uważają je za złe. A ich orientacja jest kolejnym przyczynkiem do tego, by tak sądzić. I by z ich historii wyciągnąć wniosek, że osoby nieheteronormatywne w ogóle są złe i zdolne jedynie do wszystkiego, co najgorsze.

Na naszym profilu na fejsie jeden z czytelników zadał pytanie, po kiego grzyba ktoś się zajął dywagacjami nad tym, czy Zośka i Rudy byli parą, czy tylko przyjaciółmi. Ano właśnie po tego. By odzyskiwać naszą historię, naszych bohaterów i bohaterki. By pokazać, że osoby nieheteronormatywne nie zostały zrzucone razem ze stonką z amerykańskich samolotów i że mają swoje miejsce w historii Polski. Wszędzie - wśród walczących w powstaniu warszawskim, w powstaniu w getcie i w obronie Westerplatte. Wśród ukrywających się w kanałach. Wśród tych, którzy uciekli przed wojną, i tych, którzy na niej zginęli. Na niej i w setkach wcześniejszych i późniejszych wojen, bitew i potyczek. By pokazać, że, tak samo jak pan Wałęsa, co to tak chełpi się tym, że wywalczył nam wolność, od zawsze jesteśmy obywatelkami i obywatelami tego kraju i też dołożyliśmy do jego historii swój, nomen omen, kamyczek. I by w końcu przestano nas traktować jak gejów, lesbijki, osoby biseksualne czy transpłciowe, a zaczęto jak ludzi.

I by za ileś tam lat młodzież mogła przeczytać w szkole historię o tym, jak dwóch młodych mężczyzn kochało się tak bardzo, że jeden z nich postanowił, nie zważając na konsekwencje, wyrwać drugiego z rąk śmierci. A czytając to, nie myślała o ich orientacji, a o tym, czy to, co zrobił jeden z nich, by ratować drugiego, było aby na pewno warte życia tych wszystkich osób, które poniosły śmierć w wyniku jego decyzji.

33 komentarze :

Oczywiście 100% prawdziwości tych słów.
Konserwatyści (szeroko pojmowani) bardzo nawołują do siedzenia w szafie i niewychodzenia, chyba że w formie plotkarskiego newsu, mającego potwierdzić jak to geje/lesbijki są zdemoralizowani. I dlatego mają taki ogromny problem z przypisaniem homoseksualizmu postaciom postrzeganym jako pozytywne. Ten konflikt wewnętrzny jest oczywiście podszyty hipokryzją i zakłamaniem.

A dlaczego zaglądać do łóżek dawnych "bohaterów"?
Bo tak już jesteśmy zrobieni, że ciekawi nas ludzkie życie, że (mówiąc patetycznie)teraźniejszość próbuje zrozumieć przeszłość. A orientacja seksualna (każda) i sama seksualność jest też częścią historii świata. Ona też o nas mówi i w głosach (nawet liberalnych), które mówią, że "o takich rzeczach" nie ma po co rozmawiać, ja bym się doszukiwał zwykłej pruderyjności.

Pruderyjności i też jakiejś tam dozy homofobii. Uprzedzeń, o których nawet się nie wie, że się je ma. Bo jakoś jestem przekonana, że gdyby wypłynęły np. listy miłosne Zośki do łączniczki Jadwigi, wszyscy by je radośnie publikowali i nawet przez głowę by im nie przeszło, że może być w tym coś niewłaściwego i że ma to coś wspólnego z seksualnością. Że byłaby to dla nich najzwyczajniejsza rzecz na świecie.

No i co z tego, że byli gejami? Dla mnie to niczego nie zmienia - byli bohaterami. Jak Tezeusz i Peritroos, jak Herakles i Iolaos... I tylko katolicy maja z tym jakiś problem, który ich przerasta.

W ogóle to zabawna sprawa - wywód przypisywał bohaterom książki homoseksualizm, a ich realnym odpowiednikom związki z najplugawszymi organizacjami przedwojennej Polski. Właśnie w ten sposób, gdyż książkowy "Zośka" to nie historyczny "Zośka", tamten cytowany tekst mógł być prawdziwy, mógł być literacką przeróbką, albo w rzeczywistości nie paść nigdy. Skłonności homoseksualne równie dobrze mógł mieć autor i przez ich pryzmat postrzegać charakter związku innych ludzi (samo się czasem na tym łapię, więc zakładam że inni ludzie mają podobnie).

Tymczasem o homoseksualizm harcerzy jest wielki oburz, zakłamywanie historii i w ogóle ach i och, zaś o związki pierwowzorów z ONR oburzenie zauważyłom w jednym artykule. Moim zdaniem jeśli już czegokolwiek w wypadku tych osób można byłoby się wstydzić (jeśli to prawda), lub oburzać (jeśli nieprawda, z resztą dowody na powiązania z narodowcami są dość grubymi nićmi szyte) to właśnie związku z łysymi szumowinami. Jakby komukolwiek w przyszłości chciałoby się pisać nie wiadomo po co moją biografię, to właśnie sugestii, że miałom kiedykolwiek cokolwiek wspólnego z łysymi bardzo bym nie chciało...

To jest spór o wartości. Narodowcy i ZHR uważają, że homoseksualizm to antywartość, coś co należy potępiać. Według nich patriota nie może być homoseksualny. Środowisko LGBT natomiast nie jest zainteresowane promowaniem patriotyzmu i nie docenia jego znaczenia w polskim społeczeństwie. I tu leży pies pogrzebany. Moim zdaniem pokazywanie gejów patriotów może zrobi dużo więcej dla akceptacji gejów niż parady równości i inne podobne akcje. Uważam, że najwyższa pora głośno krzyczeć o tym, że homoseksualizm nie wyklucza patriotyzmu. Właściwe jest właśnie ukazywanie go w utworach literackich i tworzenie nowych utworów, które będą to pokazywać. Przykład lesbijek w wyspy Utoya jest świetnym scenariuszem na książkę lub film.

Niestety nie jest to takie proste. I z uwagi na reakcje opisane w tekście, i chociażby dlatego, że osoby LGBTQ rozumiejące patriotyzm w tradycyjny sposób, delikatnie mówiąc, nie są mile widziane w środowiskach określających się jako patriotyczne. W każdym razie gdy mówią otwarcie o swojej tożsamości (czyli na jedno wychodzi, bo jak udają hetero, to trudno mówić o tym, że są mile widziane jako homo). Zobacz np., co się dzieje, gdy na paradach czy marszach pojawiają się biało-czerwone flagi. Od razu podnoszą się głosy o profanacji i zawłaszczaniu symboli.

Dla akceptacji najwięcej zrobi pokazywanie się jako grupa różnorodna (czyli zwyczajnie przydałoby się więcej coming outów konserwatywnych osób niehetero, których przecież jest mnóstwo). Nieheteroseksualność nie jest subkulturą, nie warunkuje więc określonych poglądów. Łatwiej jednak jest się ujawnić wśród liberałów/lewicowców niż wśród konserwatystów, tak że siłą rzeczy będzie więcej ujawnionych osób pojmujących patriotyzm w inny sposób niż tradycyjny (jak ja). Ale myślę, że stopniowo również konserwatywne osoby niehetero zaczną być coraz bardziej otwarte i siłą rzeczy konserwatyzm bardziej się na nie otworzy.

ZHP się dość ładnie odniósł do tych rewelacji pani Janickiej - olali kwestię orientacji, kłócą się w kwestii nacjonalizmu: http://wyborcza.pl/1,75248,13703698,Harcerze_bronia__Rudego__i__Zoski___Podejrzenia_o.html
Jak dla mnie - super. Bo skupili się na meritum.

@ Ewa Tomaszewicz - właśnie tym bardziej biało-czerwone flagi powinny się pojawiać na paradach. Nie pokazując postaw patriotycznych sami pozwalamy się spychać na margines i wykluczać. Flaga biało-czerwona jest symbolem uniwersalnym Polaków. Dlatego gdy są protesty - np. przeciwko ACTA, strajki lekarzy i pielęgniarek czy innych grup społecznych jest ona wykorzystywana. Służy ona właśnie pokazaniu, że osoby które ją trzymają są Polakami, szanują swoją ojczyznę i jednocześnie domagają się traktowania przez Polskę w sposób godny i równy. Społeczność LGBT wydaje się tego nie rozumieć. A przecież żyjemy w Polsce i to od Polski powinniśmy się domagać praw a nie jakiegoś tęczowego matriksu. Ale nie jest tak do końca źle. Bardzo mi się podobał pomysł z odśpiewaniem Hymnu państwowego ostatnio, tylko trzeba ludzi uprzedzać że będzie grany, żeby nie byli zaskoczeni i zdezorientowani. Uważam, że Parada Równości zawsze powinna się zaczynać od Hymnu państwowego. To się powinno przerodzić w tradycję.

Nie, nie powinny. MOGĄ. Mogą się pojawiać. Jeśli ktoś chce przynieść flagę, niech przyniesie. Jeśli chce śpiewać hymn, niech śpiewa, bo ma takie samo prawo do tego jak każdy inny. Ja flagi nie przyniosę i hymnu na paradzie śpiewać nie będę, bo mnie osobiście mierzi wykorzystywanie symboli narodowych na każdym kroku. Ale, powtórzę - jak ktoś chce, niech śpiewa i niech flagi przynosi. Ale jeśli robi to TYLKO dlatego, by komuś coś pokazać czy udowodnić, to moim zdaniem nie powinien tego robić.

To nie flaga czy hymn sprawia, że jestem Polką i obywatelką.

@ Ewa Tomasiewicz, mierzi Cie wykorzystywanie symboli narodowych na każdym kroku? To powiedz proszę jak często nasze środowisko te symbole wykorzystuje - podaj te przykłady, ich częstotliwość? Ja ich wykorzystywania wcale nie widzę. Za to tęczowe flagi są wszędzie. Symbol tęczy wykorzystywanej na każdym kroku przez społeczność LGBT Cie nie mierzi? Poza tym nikt sam sobie na imprezie masowej typu Parada Hymnu śpiewać nie zacznie. Zastanów się co piszesz, bo jest to niepoważne...

Anonimowy: rozumiem, że podpisanie się nawet nickiem jest trudne, głasząc takie poglądy też bym się wstydziła. Ale na litość Bogini, poprawne napisanie nazwiska autorki tekstu, który się komentuje, też cię przerasta?
A co do flag, weź łaskowco/czyni zrób pospolite ruszenie i już, kto ci broni.

Wszyscy mówią o związkach, małżeństwach!!! A zapomniano o przyjaźni. Przyjaciel to najpiękniejsze słówo. To ktoś z kimś się przyjaźnię.
Lektury, w których ukazana była przyjaźń były przejmujące. Jak Lassie wróc. Przyjacielu wróć/do świadomości ludzi/zanim przysłonią cię związkowcy./ci od związków/etykietkujący wszystkich orientacjami.

Lassie, powiadasz?
Chyba znowu wyłączę anonimowe komentowanie.:)

Po raz kolejny serwuje Pani Pani Ewo końska dawkę homo propagandy szkodliwej , bo sprowadzającej poziom dyskusji o homoseksualiżmie i państwowej instytucjonalizacji związków homoseksualnych do poziomu mentalnego prostactwa po obu stronach "barykady", a nawet potrójnie, bo wykluczającą z dyskusji tych , którzy próbują znależć rozsądne , kompromisowe rozwiązanie .

...I by za ileś tam lat młodzież mogła przeczytać w szkole historię o tym, jak dwóch młodych mężczyzn kochało się tak bardzo, że ...
no więc ..NIE
Chodzi o to żeby za lieś tam lat młodzież mogła zrozumieć tragizm sytuacji ludzi miażdżonych przez dwa straszliwe totalitaryzmy w wyniku uwarunkowanej przez ich historię wojny, w sytuacji słabośći
ekonomicznej, militarnej i politycznej własnego kraju , uwarunkowanej min wcześniejszą utratą jego suwerenności i samobójczej, a raczej zabójczej decyzji militarnej rządu na uchodżctwie tzn z tyłkami na wygodnych kanapach :)


Chodzi o to, że jak obywatele jakiegoś kraju nie podejmą za niego odpowiedzialności w odpowiednim momencie to znajdą się inne kraje które to zrobią ze skutkiem zmiażdżenia kolejnego pokolenia pięknych, mających piękne marzenia i pięknie kochających ( tak czy inaczej )młodych ludzi ..a i starych i brzydkich .. czemu nie ?
O TO CHODZI.. a niekoniecznie o propagandową homolawstory..chociaż czemu nie ? ale z zachowaniem priorytetów

bo mówiąc prosto ..dla lepszego zrozumienia ..jak przyjdzie rusek i niemiec to wszystko jeden gender i jedna orientacja..do gazu albo do łagru
oczywiście żartuję :) taki czarny humor

korzystając z krótkiej niewątpliwie chwili Pani gościnności , przed ostatecznym zbanowaniem mnie na wieki wieków :)
obstawanie przy tezie homoseksualizmu Konopnickiej jest absurdem ośmieszającym stawiających tę tezę ale i niestety innych zamieszanych w sprawę..
w najlepszym razie była biseksualna.. ale raczej na pewno jest dowodem na płynność orientacji seksualnej człowieka ( w tym kobiety)i zróżnicowaniu potrzeb psychicznych seksualnych w różnych etapach życia ..
co do E Rohma ..to znowu ja zostałam zbanowana na queer pl za....no no ..? za wyplucie w twarz faktu że w dzień rocznicy wyzwolenia Auschwitz na ich stronie króluje "spartański pederasta "(to tytuł artykułu biograficznego.. oczywiśćie jako ten zły ale ze pięknym zdjęciem dumnego geja spartanina )
I BEZ SŁOWA WSPOMNIENIA O POMORDOWANYCH HOMOSEKSUALISTACH

opanujcie się

Przyznam, że jestem w kłopocie, bo nie rozumiem żadnego z zaprezentowanych tu stanowisk. Sytuacją wyjściową jest zmierzenie się z Mitem. Celowo piszę z dużej litery, bo nasze polskie mity zawsze traktowane były jako monolity. A te są – jak widać - wciąż nietykalne. Pytanie: dlaczego? Ano, dlatego, że są ściśle związane z nieszczęsną Historią naszego narodu, który blisko półtorawiekową pustkę niepowodzeń, kontynuowaną jeszcze przez 40 lat po II wojnie światowej, wypełniał patriotyczną, krzepiącą mitologią, która siłą rzeczy musiała być prosta, jednoznaczna by uruchamiać właściwe zbiorowe emocje. Tak, jak sądzę, rozumie to np. Pani Barbara Z., podkreślając mitotwórczą, narodową moc. Gdyby tej mocy zabrakło – coś ważnego, jakieś nasze wspólnotowe spoiwo – mogłoby puścić… i nieszczęście gotowe. Ja się z tym nie zgadzam. Co więcej, uważam, że dopóki będziemy traktować Mity jako nietykalne – nie pozbędziemy się naszych polskich kompleksów. Niemal 24 lata przywykania do wolności, to – wydawać by się mogło – dość czasu, by zmierzyć się z Mitami. One od tego nie staną się mniej wartościowe, nie zawalą się, a tylko wzbogacą o różne wątki. Lecz, czy to już możliwe? Na różnych marginesach to się powoli dzieje. Co prawda, reakcją na to są na razie raczej „pyskówki”, ale od czegoś trzeba zacząć.
I jeszcze słowo o homoseksualności w kontekście mitów. Upominajmy się o lesbijki i gejów w naszej historii rozważnie, żebyśmy sami nie wpadli w tę naszą polską mitotwórczość, bo to duża pokusa…
Ewa Bator

Barbara Z: Idąc tym tokiem rozumowania dochodzę do wniosku, że o mówiąc o heteroseksualnych relacjach bohaterów stosuje się heteropropagandę?
A ja bym chciała, teraz i za ileś lat młodzież w szkole mogła i nie bała się zadać pytania czy ta cała akcja miała sens? Czy jeden "Rudy" wart był tysiąca zamordowanych w odwecie niewinnych ludzi? Co mogło tak naprawdę skłonić "Zośkę" do podjęcia tej szalonej decyzji?
Marzy mi się, aby ludzie zaczęli myśleć.

Mi też :)
Ale Wy właśnie teraz nie rozumiecie albo nie chcecie zrozumieć mojego ( nie tylko) stanowiska, tylko powtarzacie do znudzenia wyuczoną na gender studiach lekcję...ja też ją znam :)to jest skutek jak się polonistki za politykę biorą :)
Ja nie wspomniałam ani słowem o mitach ,mitycznych spoiwach,polskich kompleksach i podobnych bzdurach ( mnie porządni socjolodzy i historycy w porządnych szkołach uczyli:)Ja mówię właśnie o tym, że żaden mit (homo czy hetero)nie zastąpi świadomości nadrzędności praw historycznych, politycznych ekonomicznych i społecznych , żaden mit (ani homo ani hetero )nie utrzyma w kupie rozsypującego się ekonomicznie i politycznie państwa a skutki tego są(wielomilionowa emigracja najlepszych, młodych w niepewne ) i będą opłakane( podobno kryzys ekonomiczny dopiero się zaczyna :) i znowu miażdżyć się będzie pięknych ludzi z pięknymi marzeniami i pięknie kochających ( tak czy inaczej )

Pani Barbaro, a mnie się wydawało, że punktem wyjścia do tej rozmowy jest mit, bo od niego Ewa Tomaszewicz zaczęła. Całkowicie się z Panią zgadzam co do wagi "świadomości nadrzędności praw historycznych, politycznych ekonomicznych i społecznych"! Tylko, że jakoś chęci do takiego myślenia u naszych skłóconych "elit politycznych" nie widzę. Za to chęć ogromną do utrwalania mitów dotychczasowych i tworzenia nowych. Stąd protestowanie na tym blogu, to niespecjalnie trafny wybór. A, swoją drogą, ciekawa jestem, gdzie Pani szkoły kończyła, że mitami Panią nie zaczadzono:)
Pozdrawiam, Ewa Bator

Tak na dobrą sprawę to ten tekst nie jest o mitach - ani nowych, ani starych. Janicka napisała o mitach, ja zajmuję się czymś innym (i z pewnością nie jest to szukanie sposobu na "utrzymanie w kupie rozsypującego się państwa") - tym, jak wyglądała reakcja na wywiad z Janicką (bardzo zachowawczy zresztą, bo ona przecież żadnych mitów nie tworzy, a jedynie pokazuje inne tropy interpretacyjne) i skąd moim zdaniem takie reakcje się biorą. Oraz jak powinna wyglądać sytuacja dla mnie modelowa - że orientacja po prostu znaczenia nie ma.

Tworzenie nowych mitów jest zapewne ciekawe, ale znacznie bardziej interesuje mnie (i zawsze interesowało) przyglądanie się tym, które już są.

Tu, w tym kraju, Ojczyżnie mej- Biało-Czerwonej -Polsce . od Piasta Kłodzieja do Cudu nad Wisłą..i tak dalej...:)
i ja nie protestuję...tylko próbuję naświetlić sprawę z nieco innej strony
innej niż mitotwórcza rola mitów ...:)
i o tę inna stronę chodzi :)

Ale jaką sprawę? I z której strony? Przeczytałam pani komentarze ponownie i nijak mi się one nie odnoszą do tego, co napisałam. Czy aby na pewno komentuje pani ten tekst, który chciała pani skomentować? A może chodzi o to, by się po prostu gdzieś wypisać na tematy pokrewne i padło na mnie?

Polecam więc ponowne przeczytanie tekstów Pani i moich..tym razem ze zrozumieniem
Pozdrawiam:)

Pani Barbaro Z. Proszę odłożyć na chwilę butelkę. Przepraszam za uwagę, ale Pani pełne wielokropków wpisy są całkowicie nieczytelne i sprawiają wrażenie pisanych "po pijaku". Proszę w dwóch krótkich zdaniach napisać, o co Pani chodzi?

Może proszę się odnieść do takiej tezy (jeżeli to Pani ułatwi uporządkowanie wypowiedzi): to fantastycznie, że Janicka napisała esej m.in. o homoseksualizmie bohaterów idiotycznego powstania. To fantastycznie, że mówimy o lesbijstwie Konopnickiej. Dlaczego? Bo heteroseksualna większość uprawia gigantyczne kłamstwo historyczne, zawłaszczając panteon narodowych bohaterów i ukrywając ich homoseksualność. Prawda jest taka, że wśród największych Polaków było charakterystycznie wielu ludzi LGBT. I Wasza heteronorma to zakłamuje, wypiera i ukrywa. Wy, heteroskeualiści, nie różnicie się niczym od okupantów: trzymacie kilka milionów Polaków w opresji. Nas, ludzi LGBT, jest więcej niż było członków Solidarności w 1988 r. A już ganienie za pisanie prawdy jest obrzydliwe.
I jeszcze druga teza: mam w dupie starcie totalitaryzmów, bogoojczyźniane jęki i całe to państwo. Dla mnie jest ono złą macochą, a nie matką. Dopóki Polska będzie traktowała mniejszości seksualne jak wrogów, dopóty będziemy się cieszyć z każdej jej porażki. Polska jest obrzydliwym państwem, a Polacy są obrzydliwym społeczeństwem. Wy, heteroseksualiści, stworzyliście dla nas getto. Nie oczekujcie, że będziemy się przejmować powstańczymi mitami. Dla nas ważne jest nasze życie i nasza walka o nasze prawa. Za prawo do życia zgodnie ze swoją orientacją seksualną zginęło przez wieki zapewne nie mniej ludzi, niż w Powstaniu. Państwa przemijają. Orientacje seksualne - nie.

Ja również pisałem u siebie na blogu na ten temat i tam powiedziałem wszystko co mam do powiedzenia. Zapraszam: http://versuslog.pl/blog/historycznie-i-homofobicznie/

(To oczywiście nie jest chamska próba reklamy, tylko link do mojego komentarza w tej sprawie. Jeśli admin uzna, że jest inaczej, to nie obrażę się jeśli usunie ten komentarz)

Pozdrawiam ;)

Metko Boska, dałaś czadu i może Ci nieco ulżyło. Ale co poza tym? Jak dla mnie - i mówię to bez żadnej ironii czy złośliwości - wpisałaś się tą wypowiedzią (jakże polską!)w styl naszej narodowej "debaty" o czymkolwiek by ona nie była. Złość, emocje, argumenty na jednej strunie (mocno napiętej), pogłębianie okopów pomiędzy onymi - hetero i nami - homo. Słodkie polskiemu sercu uogólnienia i wielkie kwantyfikatory...
Ewo: zaznaczasz, że nie o mitach piszesz i nie o nie tu "biega", lecz o reakcję na wywiad z Janicką. Ależ to była reakcja, i będę się przy tym upierać, na próbę (delikatną lecz PRÓBĘ, co już jest obrazoburcze)naruszenia Mitu bohaterskich chłopców, którzy "daninę krwi itd". Janicka tę książkę napisała kilka lat temu i wówczas pies z kulawą nogą się na jej temat nie wypowiadał na szerszym forum, bo interesowała ona co najwyżej literaturoznawców ze względu na użytą metodę analizy dzieła. I raptem, bo akurat toczą się narodowe swary o miejsce homoseksualistów w tzw. demokratycznej przestrzeni, jakaś/kiś PAP-owiec, żeby sobie wierszówkę podreperować, wyciągnął pracę p. Janickiej słusznie przewidując tego skutki. I powiedz mi, co takiego nowego, zaskakującego się w internetowej pyskówce z tego powodu pojawiło? Bo dla mnie godne uwagi w tej materii jest właśnie to, że do kręgu oburzenia oburzonych po obydwu stronach barykady wpadł kawałek MITU narodowego. A to, z mego punktu widzenia, jednak krok do przodu w dążeniu rodzimego LGBT do równych praw. I pełna zgoda - równe będą wówczas, gdy orientacja seksualna taka, śmaka czy owaka nie będzie budziła żadnego zainteresowania.

Versus: nieco pomyliłeś w swoim wpisie pozycje seksualne z orientacją psychoseksualną. Czuwaj druhu, podpisano drużynowa Rude de Wredne

Moim zdaniem nie była to reakcja na próbę naruszenia mitu, a na jedną konkretną rzecz - wskazanie możliwości innego odczytania relacji Zośki i Rudego. Napisanie, że bohaterowie mogli być homoseksualni. Zauważ, że mało kto podchwycił wątek antysemityzmu (oprócz, niespodzianka, harcerzy), większość skupiła się na homoseksualności. Czyli - jak napisałam - większość ma problem z obecnością osób nieheteronormatywnych w naszej historii (zresztą nie tylko naszej i nie tylko historii). Nie z mitami, a z dostrzeżeniem w osobach nieheteronormatywnych zwykłych ludzi, którzy są po prostu różni, bo sama tożsamość o niczym nie przesądza.

Ewo, bo antysemityzm w konfrontacji z homoseksualizmem nie jest już tak atrakcyjny:)

Kamienie na szaniec?

No cóż, raczej bolesna lektura z siódmej klasy. Nudna (poza paroma momentami) i bardzo selektywna - bohaterami są niemal tylko faceci, których oczywiście trzeba opłakiwać, a jednocześnie ich przykład patriotycznych postaw ma być orzeźwiający, ma byś źródłem miłości ojczyzny.

To przecież smutna historia nad którą z pewnością warto się pochylić, ale jednocześnie zapładnianie określonym patriotyzmem in vitro w szkolnych laboratoriach wiedzy, co autor "miał na myśli".

No i jak to dobrze że ktoś wreszcie powiedział, co autor miał na myśli.

A tu dookoła taki pomruk niezadowolenia... no a przecież ktoś nareszcie podniósł rękę do odpowiedzi, powiedziała ją. Więc nie będzie dwój ani pał, ciekawość historii została zaspokojona i wszyscy jakoś doczekają do dzwonka. No ale tej prymusce co odpowiedziała to spuszczą solidne lanie na przerwie...


A co z opłakiwaniem?

Co z moją oziębłością? Dlaczego nie było mi dane płakać nad nimi ani wtedy, w siódmej klasie, ani teraz?

Czy wolę "wyważony" patriotyzm a la PO? Nic podobnego. Czy w ogóle tamta historia mnie nie porusza? Tak też nie jest. Ale czy z tej historii mogę jak to przyjęło się ostatnio mówić - "przepracować" coś pozytywnego dla siebie, na dzisiaj, na niepewną przyszłość?

Nie, a może po prostu nic już nie pamiętam. I nie jest to przecież wina nikogo, to ja nie sięgam już więcej po prawie żadne stare książki.

I może lepiej niektóre rzeczy zapomnieć. Dlaczego mam - jak już się nie mawia - sublimować dla siebie miłość dwóch chłopaków, którym nieuniknione a może i pisane było umrzeć? Czy proces opłakiwania ma przypieczętować to, że zaakceptuję, iż umarli? Nie, nie akceptuję tego bo umierali w wyniku przemocy, ale dlaczego ich eros ma być kolorytem dla tej śmierci?

I dlaczego miłość bez śmierci w ogóle nie wchodzi w rachubę?


Więc moze to właśnie dlatego nie czuję solidarności?! Może potrzeba miłości jest na tyle bystra, że nie chce odnaleźć się w śmierci, ale już miłość jest nieuchronnie skazana na śmierć i zapominanie? I może wolę zapomnieć niż bez końca codziennie umierać w miłości.

Tak, a więc to nie jakieś inne lektury uodporniły mnie na Kamienie na szaniec, ale to moje doświadczenia, które być może już i wtedy predestynowały mnie do tego, by nie pragnąć już śmierci ani miłości.



((( P.S. Ale pocałunki, które składam - jakże przypominają chwilami ich pocałunki. Ale jakie są jednak beznamiętne i beznadziejne. Ranią, ale inaczej. )))

Ależ pani Barbaro! Niech Pani drzwi nie wyważa. W mitologii greckiej już dawno tego dowiedziono. Zresztą ichni bogowie byli bardzo gendżerowi, więc i herosi nie musieli się "czaić":)
pozdrawiam

Barbara Z osoba o niezwykłej inteligencji charakteryzującej się między innymi czytaniem ze zrozumieniem i logicznym myśleniem. Hehe

Dziękuję za ten tekst, przypomniała mi się jest historia Fryderyka Wielkiego, który był homoseksualistą. Fryderyk zakochał się bez pamięci w swoim przyjacielu, Pawle i postanowili zbiec na koniach z cesarstwa. Pewnej nocy. Zdołali uciec zaledwie do granicy Renu. Tam schwytał ich ojciec, Fryderyk Wilhelm i umieścił swojego syna, Fryderyka w twierdzy o chlebie i wodzie, licząc na to, że skłoni go do zmiany swoich upodobań. Pawła przygotował do egzekucji. W dniu kaźni twarz zagłodzonego Fryderyka przywiązano do krat, aby nie odwrócił wzroku w momencie, kiedy mężczyźnie, którego kochał, ścinają głowę. Paweł zginął, a Fryderyk na całe życie został zatruty obrazem śmierci swojego przyjaciela. Zgorzkniał. On stworzył Niemcy rządzone żelazną ręką.

Prześlij komentarz