poniedziałek, 25 listopada 2013

Gołe dupy Renaty Przemyk


Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi. 
Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie nieporozumienia biorą się z niewłaściwej interpretacji Biblii, zresztą to samo dzieje się ze świętymi księgami innych religii, np. z Koranem. 
Siadaj, Przemykówna, dwója z religioznawstwa i znajomości „świętych” ksiąg. Stary Testament jest książką o treści łagodnej, w Nowym zaś nie mamy różnych radosnych świętych Pawłów, aż ociekających miłością do kobiet.

Generalnie nasza piosenkarka jest zdenerwowana wypowiedziami Michalika i innych, ale…
Kiedy mowa o arcybiskupie Michaliku, ponoszą mnie emocje, ale to jeszcze nie powód, żebym zwracała akt chrztu, wypisywała siebie i dziecko z Kościoła.
Jasne, lepiej żyć w zakłamaniu (ups, a to nie grzech?) i być hipokrytką. Ale o kim ja to piszę?

I sporo wie o homoseksualizmie:
Czytałam trochę na temat homoseksualizmu i wiem, że na skutek zmian hormonalnych zachodzących jeszcze w życiu płodowym, człowiek rodzi się z określoną orientacją seksualną, więc nie może być za to potępiony.
Nie no, serio? Łał.

O paradach:
Jeśli ktoś epatuje wulgarnym strojem i zachowaniem, to niezależnie od swojej orientacji, budzi we mnie niesmak. Jak ktoś pokazuje na Paradzie Równości gołą dupę, to przecież nie o równość tu chodzi, a o sensację. 
Nie wiem, na ilu paradach równości Renata była. Czekajcie, chyba na żadnej, bo gdyby była, to gazety by o tym pisały. Ja byłam na większości i jakoś gołych dup zero. A szkoda. Fajnie byłoby zobaczyć realną gołą dupę w mieście pełnym billboardowych gołych dup. Ale jaka nośna wypowiedź. To nic, że kłamliwa. Na Frondę w sam raz.

Nie mogło też zabraknąć klasyki:
Mam wielu przyjaciół z tego środowiska, którzy chcą żyć normalnie i bez rozgłosu. A przez takich pieniaczy muszą potem przekonywać zwykłych ludzi, że homoseksualizm nie jest agresywny, toksyczny ani zaraźliwy. 
Albo kłamie, albo należy współczuć znajomych oraz znajomych znajomych. Gołe dupy zaraźliwe? A jak się to niby przenosi?
Dlatego nie uważam, żeby słuszne było wywijanie komuś tęczową flagą przed nosem, żeby później walnąć go jeszcze tą flagą po głowie.
Przyznać się, kto wali tęczową flaga po głowie? Panie wiatr, do raportu! A swoją drogą, kto pójdzie ze mną na koncert Reni z tęczowymi flagami? Serio piszę.
Jestem za równymi prawami w pracy, w szkole, w życiu codziennym. Każdy reprezentuje sobą to, co ma w sercu i w głowie, czy jest porządnym człowiekiem. 
Naprawdę? Zdziwiłam się nieco, przeczytawszy wypowiedzi Reni. Ale nic to.
Podoba mi się piękny monogamiczny związek Tomasza Raczka. Dwoje ludzi po prostu się kocha i chce spędzić z sobą życie. 
Bo jak wiadomo walący flagami po łbach aktywiści pięknych monogamicznych związków nie tworzą. A może i zresztą nie tworzą, kto ich tam wie. W każdym razie jak się naszej pieśniarce takie związki podobają, to nic nie stoi na przeszkodzie, by takowy stworzyła. Lub o nim opowiedziała, jeżeli tworzy.
Nie przeszkadzałoby mi również gdyby nauczyciel mojego dziecka był gejem, jeśli poza tym byłby po prostu fajnym człowiekiem i specjalistą w swoim zawodzie.
A jakby był niefajnym człowiekiem i kiepskim specjalistą, to przeszkadzałoby to, że jest gejem, czy to, że jest słabym nauczycielem? I czy nie byłoby jeszcze fajniej, gdyby była to kompetentna nauczycielka? Nie tylko dziecko mogłoby mieć z tego korzyści...

O aktywistach LGBTQetc.:
I myśli pani, że przekonają społeczeństwo do swoich praw wychodząc na golasa i trzęsąc tym i owym?
Słuchajcie, mili moi znajomi i nieznajomi aktywiści. Może to jest myśl? Tego żeśmy nie próbowali. Potrząśnijmy tym i owym. Rany, ale ta kobieta ma fantazje erotyczne.
Ludzie przekonają się do homoseksualistów, kiedy poznają miłych, uśmiechniętych i uczynnych ludzi żyjących obok nich. Nie wszyscy może i nie od razu, ale więcej i szybciej niż agresją.
Agresywnie wzięłam podniebny ślub z moją ukochaną. Na paradach równości pojawiają się hasła typu: „Raz sierpem, raz młotem heteroseksualną hołotę”, „Hetero do gazu!”, a na czele niesiony jest różowy krzyż celtycki. Agresywny jest baner Miłości, co Nie Wyklucza, który rzuca się na ludzi swoją wielkością, różowatością i agresywnym hasłem! Kłania się też historia ruchów równościowych. Kobiety również kiedyś były miłe, uczynne i uśmiechnięte. I co, i o swoje prawa musiały walczyć, między innymi o prawo do niebycia miłymi, uczynnymi i uśmiechniętymi. Często dość agresywnie. Tak przy okazji, palenie staników to jednak mit. Szkoda.

A jak już przy feminizmie jesteśmy, to uwaga, niespodzianka, Renata (chyba) jest feministką, chociaż goli nogi. Niestety podaje również powód, dla którego uważa, że nazwa ta odbierana jest pejoratywnie:
Dlatego właśnie, że pod feminizm podpięły się radykalne osoby i środowiska. I utopiły w swojej agresji ideologię, która jest ważna i potrzebna. I potem feministki są postrzegane jako brzydkie baby z nieogolonymi nogami, które nienawidzą facetów.
Ręce, nogi (ogolone) i biust mi opadły.

A na koniec, no niemal, jest o tęczy:
To chore, z jakim strasznym przewrażliwieniem traktujemy ten temat. To po prostu ładna rzecz, która dodaje koloru szarej stolicy i zniszczenie jej było zwykłym wandalizmem. Podejrzewam, że ludzie, którzy to zrobili, chcieli się po prostu zabawić. Niektórym głupie zabawy przynoszą więcej radości niż inne.
Nie doczytała biedna, że spalili tę tęczę nie dlatego, że im się nie podobała, tylko dlatego, że dla nich nie jest symbolem przymierza z bogiem, ale symbolem homoseksualizmu. Ale cóż, młodość musi się wyszumieć. Wybaczmy, to tylko zabawa, głupia, ale zabawa. A niejaka Renata Przemyk jest ikoną osób LGBTQetc. Tak tylko przypominam.
Podoba mi się pomysł przemalowania jej na biało-czerwono.
Przemykówna, religioznawstwo i historię oblałaś koncertowo, teraz fizykę i zjawiska przyrodnicze. Cienko widzę maksimum punktów na maturze. No ale na trzydzieści procent może szansę masz. Może.

I w końcu nie może się obyć bez przypomnienia o symetrii:
Tolerancja nie oznacza jednak faworyzowania i powinna działać w obie strony.
Rozumiem. To znaczy nie rozumiem. Mamy pozwalać na nienawistne hasła, dać się pobić, zgodzić się na nierówne traktowanie? Reniu, przetłumacz, proszę.

A gdybyż tylko sama siebie posłuchała i zamilkła, nie miałabym ochoty jej outować (z jej braku przygotowania do matury, rzecz jasna):
(…) ale nie uważam się też za mędrca, który musi się wypowiadać na wszystkie możliwe tematy.
Na sam koniec zgodziłam się z Renatą. Ja też nie uważam jej za mędrca.

wtorek, 12 listopada 2013

Została satysfakcja, ale nawet jej brak


Ach, jak bardzo chce mi się od wczoraj powtarzać: a nie mówiłam? A nie pisałam - rok temu, dwa lata temu, trzy lata temu, jakie to fajne te Marsze Niepodległości są? I jak bardzo co poniektórzy dają się wkręcać w historyjki o lewackich prowokacjach, o Kolorowej Niepodległej, co to napadła na biednych narodowców maszerujących pół kilometra od niej i zdemolowała pl. Konstytucji? Jak bezsensowne są teorie o wszelkiej symetrii, bo tu nie ma symetrii, nie ma prowokujących i prowokowanych, tu jest bomba z wcale nieopóźnionym zapłonem, której wystarczy, że jest w ruchu, by wybuchła? I co? I teraz już chyba nikt, nawet wątpliwi bohaterzy wczorajszego popołudnia, nie wierzy w opowieści o tym, że to tęcza zaczęła, że skłotersi zaczęli, że ambasada zaczęła i samochody, drzewka i kostka brukowa zaczęły. Teraz mamy wielkie poruszenie, premiera, rząd, ministrów, którzy w końcu zauważyli, że tu nie starły się żadne dwa ekstremizmy, ale po raz kolejny pokazał, co potrafi, jeden tylko, również przez premiera i jego kumpli w ostatnich latach karmiony, teraz mamy masę spontanicznych akcji sprzeciwu (dobrych, potrzebnych), jak wtykanie kwiatów w spaloną tęczę, teraz nawet część dotychczas sprzyjających narodowcom mediów się od nich odwraca.

I pewnie powinnam czuć jakąś satysfakcję z tego "a nie mówiłam?", satysfakcję, że w końcu, po tylu latach, działania narodowców budzą jakieś szersze oburzenie i nie są zaliczane do kategorii bójek między kibicami przeciwnych drużyn. Tyle że ja na pierwszej blokadzie byłam w 2006 roku, czyli w czasach, kiedy nasi patrioci jeszcze nie nosili garniturów i nie ukrywali, co ich naprawdę kręci. Wtedy utkwiliśmy na parę godzin w policyjnym kordonie. Jak dziś pamiętam, jak moja (nie)ślubna oferowała się na wymianę za mnie, bo ja musiałam pędzić na zajęcia (nomen omen na podyplomowych genderach). Nie podziałało, ale było zabawnie. I wtedy, w tym 2006, można było spróbować jakoś przeciwdziałać, postawić tamę pewnym poglądom, powiedzieć "nie" na szczeblu innym niż "Gazeta Stołeczna" (z redaktorem Blumsztajnem na czele, z którym nie zawsze się zgadzam, ale jego niemal niezmienną sympatię do działań Antify w czasie świąt niepodległości podzielam). Ale nie. Trzeba było kolejnych marszy, coraz większych, kolejnych deklaracji, coraz butniejszych, by w końcu, po tylu latach, nasi rządzący uprzejmie spostrzegli, że to nie mityczna już niemiecka Antifa jest problemem. I że swoim zaniechaniem wyhodowali siłę, która jest po prostu niebezpieczna i z którą sobie prawdopodobnie już nie poradzą.

I proszę mi nie pisać, że to, co się wczoraj działo w Warszawie (i we Wrocławiu, i w Białymstoku, i...) to drobne incydenty, że przecież tysiące ludzi szły spokojnie. Proszę nie apelować o umiar. Napaści na skłoty i ambasadę, podpalenie tęczy, atakowanie strażaków (i, tradycyjnie już, policji), łamanie drzewek, wyrywanie kostki brukowej, demolowanie i palenie samochodów to nie są żadne drobne incydenty. To jest zwykłe bandyctwo. Zaaprobowane i od wczoraj usprawiedliwiane przez organizatorów marszu, większość wspierających go mediów (trąbiących teraz o rzekomej prowokacji skłotersów, którzy niby to dziwnym trafem byli przygotowani na atak; oczywiście, że byli, bo nie mieli złudzeń co do zamiarów części uczestników marszu) i prominentnych członków komitetu honorowego marszu w rodzaju Ziemkiewicza, Cejrowskiego i innych milasich panów.

Tak więc nie czuję satysfakcji. Nawet tego, cholera, nie mam. Nie cieszę się, że moje miasto po raz kolejny musiało zostać zdemolowane, by w końcu do kogoś więcej niż osób, które już wcześniej protestowały, coś dotarło. Bo to i tak pewnie nic to nie zmieni. A w każdym razie nie na długo. Dlatego też, w ramach odreagowania i przerwy od wściekania się, udałam się w przeszłość, do czasów, kiedy słowo "patriotyzm" nie wywoływało u mnie dreszczy. I napisałam o tym tekścik dla Queer.pl. Poczytać można tu. Zapraszam.