niedziela, 11 maja 2014

Efekt tęczy


A zatem Conchita Wurst wygrała Eurowizję, co dla niektórych homo-, trans- czy queerofobów jest jednoznaczne z upadkiem Europy, początkiem trzeciej wojny światowej albo przynajmniej stało się przyczyną złego humoru o poranku. Gdyby sobie uświadomili, że poniekąd wygrała właśnie dzięki nim, to dołączyłaby do tego zapewne chęć wyprowadzki na Marsa albo przynajmniej do Rosji. Albo do Rosji nie, wszak ta, w przeciwieństwie do Polski, dała wzmiankowanej jakieś punkty. Jakieś pięć nawet. Tak czy siak znowu nas oszukali, i to kim, jakąś austriacką Grodzką, jakąś europejską poprawnością polityczną, jakimś faszystowskim genderem, co przedkłada brodę nad zdrowe polskie cycki podrygujące nad maselnicą.

Tyle że to zupełnie nie tak.

Conchita śpiewa fajnie, prezentuje się jeszcze fajniej, a jej piosenka ma niegłupi tekst. Czy to wystarczyło, by wygrać? Niekoniecznie. Wszak walory artystyczne to tylko jedna ze składowych decyzji jury. Na ile w tym przypadku istotna, można by się było dowiedzieć, gdyby świat był nieco piękniejszy i gdyby broda czy kiecki Wurst budziłyby sensację, bo są ładne (lub nie), a nie dlatego, że są. Niestety nasz świat piękny nie jest, więc zamiast rozmawiać o rozrywce, rozmawiamy o polityce i o tym, kogo broda obraża, a komu zagraża. Lista jest imponująca. Obraża miliony Rosjan, Armeńczyków i Białorusinów, którzy pokusili się nawet o próby wycięcia jej z transmisji. Zagraża austriackim politykom skrajnej prawicy, którzy postulowali, by jej nosicielkę wysłać do psychiatry, a nie na międzynarodowy konkurs piosenki. Przeraża naszych rodzimych prawicowców, którzy ujrzeli w niej, a jakże, europejską ofensywę genderową. Oburza rzesze fanów i fanek polskiego cyca i maselnicy, złości i zniesmacza cyc i maselnicę, wkurza wszelkiej maści fobów i fobki z innych krajów. I w efekcie... budzi sympatię sporej liczby osób. Również tych, które, jak ja, z Eurowizją styczność miały ostatni raz w dzieciństwie, kiedy była jednym z nielicznych rozrywkowych programów w telewizorze.

Nie widziałam występu Wurst. Teledysk do "Rise Like A Phoenix" obejrzałam do połowy, by stwierdzić, że głos ciekawy, ale muzyka zupełnie nie moja. A jednak poświęciłam jej, a właściwie atakowi na nią, kilka sążnistych notek na naszym fejsie, i gdybym się nie zaczytała i nie przegapiła właściwej chwili, pewnie bym na nią zagłosowała. By pokazać, że Polska nie tylko fobiami stoi. By wyrazić solidarność z osobą, która ma odwagę być, kim chce, a wymierzoną w nią nienawiść kwituje uśmiechem i robieniem swojego. By zrobić na złość tym, którzy i które w jej istnieniu dopatrują się jakiejś tragedii. By wesprzeć to, co mi bliskie - różnorodność, akceptację, wolność, indywidualizm, a przede wszystkim rzeczywistość, w której za bycie sobą nie spotyka nikogo kara.

Wurst, jak napisała na fejsbuku pewna mądra osoba, która czasami i tu zagląda, jest jak nasza tęcza na pl. Zbawiciela. Nie kochamy jej i nie bronimy, bo aż tak nam się podoba. Kochamy to, czego symbolem się stała - różnorodność, tolerancję, akceptację dla inności - a bronimy, bo sprzeciwiamy się nienawiści, która już kilkakrotnie stała się przyczyną jej spalenia. Współczucie w stosunku do atakowanych mobilizuje nas do wyrażenia sprzeciwu wobec agresorów. I tak zdecydowana większość mieszkańców Warszawy polubiła tęczę, a sporo Polaków i Polek okazało solidarność z austriacką piosenkarką. Wszak w głosowaniu naszych telewidzów była czwarta, to jury zepchnęło ją dalej. W sumie więc wyszło na to, że nienawiść nieszczególnie nas kręci. Jest nieźle.

7 komentarze :

A mnie tam szkoda naszych pięknych kobiet , Wurst był ok, trochę za bardzo Jezusowaty.

No jak miło dla odmiany przeczytać coś w innym tonie, coś co powoduje, że szklanka jest znowu do połowy pełna, i że „jest nieźle”. Właśnie dlatego od jakiegoś czasu Tu zaglądam.
Dzięki za fragment:
„By pokazać, że Polska nie tylko fobiami stoi. By wyrazić solidarność z osobą, która ma odwagę być, kim chce, a wymierzoną w nią nienawiść kwituje uśmiechem i robieniem swojego. By zrobić na złość tym, którzy i które w jej istnieniu dopatrują się jakiejś tragedii. By wesprzeć to, co mi bliskie - różnorodność, akceptację, wolność, indywidualizm, a przede wszystkim rzeczywistość, w której za bycie sobą nie spotyka nikogo kara.”
Z pewnością wiele osób właśnie dlatego głosowało, ale jak zauważyłaś „i w tym też nic złego nie ma”.
Danka

Ech, tu szklanka ostatnio jest zazwyczaj nawet nie do połowy pusta, a rozbita.:)
Ale akurat w tym przypadku widzę pozytywy. Choć szkoda, że dotyczą drobiazgów. No ale może od drobiazgów się zaczyna.

@atkabe nie kochasz Jezusa ?? usmażysz się w piekle :P

eurowizji nie widziałem, piosenka/klip kiełbaski może być jak na tego typu muzykę

mnie jakoś zastanawia dlaczego jak kogoś wyślemy w świat to zawsze ze słomą w butach i burakami w kieszeniach?? i już nie chodzi nawet o to szczucie cycem (widocznie osoby decyzyjne przy kandydaturach eurowizji PL uważają, że polska to głównie eksport prostytucji i prymitywnych prac domowych) ale o te potrzebę dzielenia się przemyśleniami jak już się coś innego w wielkim świecie zobaczyło niż budkę z kebabami i fasadę sklepu prady...

Ewo, i na drobiazgach się kończy ;)

Tylko, że to był konkurs piosenki, a nie pokazu tolerancji,
Oddałabym na nią głos tylko dlatego, że całkiem fajnie zaśpiewała, chociaż mnie i tak bardziej podobał się Cleo.

Eurowizja nigdy nie była (i długo jeszcze nie będzie) konkursem piosenki. Zawsze jest jakoś uwikłana w politykę - wystarczy sobie przypomnieć, jak potraktowano w tym roku Rosjanki. Występ Conchity też nie był założony jako polityczny, ale tak został potraktowany - m.in. przez polskich widzów i reprezentantów. W efekcie nie wiemy, czy wygrała otwartość, czy piosenka, czy jedno i drugie. I o tym też piszę.

Prześlij komentarz