Przejdź do głównej zawartości

Efekt tęczy


A zatem Conchita Wurst wygrała Eurowizję, co dla niektórych homo-, trans- czy queerofobów jest jednoznaczne z upadkiem Europy, początkiem trzeciej wojny światowej albo przynajmniej stało się przyczyną złego humoru o poranku. Gdyby sobie uświadomili, że poniekąd wygrała właśnie dzięki nim, to dołączyłaby do tego zapewne chęć wyprowadzki na Marsa albo przynajmniej do Rosji. Albo do Rosji nie, wszak ta, w przeciwieństwie do Polski, dała wzmiankowanej jakieś punkty. Jakieś pięć nawet. Tak czy siak znowu nas oszukali, i to kim, jakąś austriacką Grodzką, jakąś europejską poprawnością polityczną, jakimś faszystowskim genderem, co przedkłada brodę nad zdrowe polskie cycki podrygujące nad maselnicą.

Tyle że to zupełnie nie tak.

Conchita śpiewa fajnie, prezentuje się jeszcze fajniej, a jej piosenka ma niegłupi tekst. Czy to wystarczyło, by wygrać? Niekoniecznie. Wszak walory artystyczne to tylko jedna ze składowych decyzji jury. Na ile w tym przypadku istotna, można by się było dowiedzieć, gdyby świat był nieco piękniejszy i gdyby broda czy kiecki Wurst budziłyby sensację, bo są ładne (lub nie), a nie dlatego, że są. Niestety nasz świat piękny nie jest, więc zamiast rozmawiać o rozrywce, rozmawiamy o polityce i o tym, kogo broda obraża, a komu zagraża. Lista jest imponująca. Obraża miliony Rosjan, Armeńczyków i Białorusinów, którzy pokusili się nawet o próby wycięcia jej z transmisji. Zagraża austriackim politykom skrajnej prawicy, którzy postulowali, by jej nosicielkę wysłać do psychiatry, a nie na międzynarodowy konkurs piosenki. Przeraża naszych rodzimych prawicowców, którzy ujrzeli w niej, a jakże, europejską ofensywę genderową. Oburza rzesze fanów i fanek polskiego cyca i maselnicy, złości i zniesmacza cyc i maselnicę, wkurza wszelkiej maści fobów i fobki z innych krajów. I w efekcie... budzi sympatię sporej liczby osób. Również tych, które, jak ja, z Eurowizją styczność miały ostatni raz w dzieciństwie, kiedy była jednym z nielicznych rozrywkowych programów w telewizorze.

Nie widziałam występu Wurst. Teledysk do "Rise Like A Phoenix" obejrzałam do połowy, by stwierdzić, że głos ciekawy, ale muzyka zupełnie nie moja. A jednak poświęciłam jej, a właściwie atakowi na nią, kilka sążnistych notek na naszym fejsie, i gdybym się nie zaczytała i nie przegapiła właściwej chwili, pewnie bym na nią zagłosowała. By pokazać, że Polska nie tylko fobiami stoi. By wyrazić solidarność z osobą, która ma odwagę być, kim chce, a wymierzoną w nią nienawiść kwituje uśmiechem i robieniem swojego. By zrobić na złość tym, którzy i które w jej istnieniu dopatrują się jakiejś tragedii. By wesprzeć to, co mi bliskie - różnorodność, akceptację, wolność, indywidualizm, a przede wszystkim rzeczywistość, w której za bycie sobą nie spotyka nikogo kara.

Wurst, jak napisała na fejsbuku pewna mądra osoba, która czasami i tu zagląda, jest jak nasza tęcza na pl. Zbawiciela. Nie kochamy jej i nie bronimy, bo aż tak nam się podoba. Kochamy to, czego symbolem się stała - różnorodność, tolerancję, akceptację dla inności - a bronimy, bo sprzeciwiamy się nienawiści, która już kilkakrotnie stała się przyczyną jej spalenia. Współczucie w stosunku do atakowanych mobilizuje nas do wyrażenia sprzeciwu wobec agresorów. I tak zdecydowana większość mieszkańców Warszawy polubiła tęczę, a sporo Polaków i Polek okazało solidarność z austriacką piosenkarką. Wszak w głosowaniu naszych telewidzów była czwarta, to jury zepchnęło ją dalej. W sumie więc wyszło na to, że nienawiść nieszczególnie nas kręci. Jest nieźle.

Komentarze

  1. A mnie tam szkoda naszych pięknych kobiet , Wurst był ok, trochę za bardzo Jezusowaty.

    OdpowiedzUsuń
  2. No jak miło dla odmiany przeczytać coś w innym tonie, coś co powoduje, że szklanka jest znowu do połowy pełna, i że „jest nieźle”. Właśnie dlatego od jakiegoś czasu Tu zaglądam.
    Dzięki za fragment:
    „By pokazać, że Polska nie tylko fobiami stoi. By wyrazić solidarność z osobą, która ma odwagę być, kim chce, a wymierzoną w nią nienawiść kwituje uśmiechem i robieniem swojego. By zrobić na złość tym, którzy i które w jej istnieniu dopatrują się jakiejś tragedii. By wesprzeć to, co mi bliskie - różnorodność, akceptację, wolność, indywidualizm, a przede wszystkim rzeczywistość, w której za bycie sobą nie spotyka nikogo kara.”
    Z pewnością wiele osób właśnie dlatego głosowało, ale jak zauważyłaś „i w tym też nic złego nie ma”.
    Danka

    OdpowiedzUsuń
  3. Ech, tu szklanka ostatnio jest zazwyczaj nawet nie do połowy pusta, a rozbita.:)
    Ale akurat w tym przypadku widzę pozytywy. Choć szkoda, że dotyczą drobiazgów. No ale może od drobiazgów się zaczyna.

    OdpowiedzUsuń
  4. @atkabe nie kochasz Jezusa ?? usmażysz się w piekle :P

    eurowizji nie widziałem, piosenka/klip kiełbaski może być jak na tego typu muzykę

    mnie jakoś zastanawia dlaczego jak kogoś wyślemy w świat to zawsze ze słomą w butach i burakami w kieszeniach?? i już nie chodzi nawet o to szczucie cycem (widocznie osoby decyzyjne przy kandydaturach eurowizji PL uważają, że polska to głównie eksport prostytucji i prymitywnych prac domowych) ale o te potrzebę dzielenia się przemyśleniami jak już się coś innego w wielkim świecie zobaczyło niż budkę z kebabami i fasadę sklepu prady...

    OdpowiedzUsuń
  5. Ewo, i na drobiazgach się kończy ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Tylko, że to był konkurs piosenki, a nie pokazu tolerancji,
    Oddałabym na nią głos tylko dlatego, że całkiem fajnie zaśpiewała, chociaż mnie i tak bardziej podobał się Cleo.

    OdpowiedzUsuń
  7. Eurowizja nigdy nie była (i długo jeszcze nie będzie) konkursem piosenki. Zawsze jest jakoś uwikłana w politykę - wystarczy sobie przypomnieć, jak potraktowano w tym roku Rosjanki. Występ Conchity też nie był założony jako polityczny, ale tak został potraktowany - m.in. przez polskich widzów i reprezentantów. W efekcie nie wiemy, czy wygrała otwartość, czy piosenka, czy jedno i drugie. I o tym też piszę.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…