Przejdź do głównej zawartości

Grudniowe pocieszajki

Zbliża się przerwa świąteczna, co w moim przypadku oznacza, że nastrój mam taki sobie. Jak co roku żałuję, że nie załatwiłam kwestii prezentów na przykład w sierpniu, bo teraz każde wejście do jakiegokolwiek sklepu oznacza obowiązkowe zetknięcie z piosenkami i ozdobami świątecznymi, choinkami, "promocjami" i oczywiście z dzikim i wcale niepodekscytowanym całym tym zgiełkiem tłumem. Jak co roku mówię sobie, że następnym razem drugą połowę grudnia spędzę nad ciepłym morzem, na leżaczku, obstawiona drinkami z parasolkami i obłożona ulubioną lekturą, i jak co roku wiem, że przez przynajmniej kilka najbliższych lat to nie wyjdzie. Do tego dochodzą coraz śmielsze testy sylwestrowych fajerwerków dokonywane przez małoletnich piromanów, od czego nasz pies ma ataki paniki, i świadomość, że znowu trzeba będzie kursować między moją gdańską (biologiczną) a warszawską (z wyboru) rodziną, bo wszak to rodzinne święta, a jako że ja ich wszystkich w sumie lubię, za nic nie chciałabym im sprawić przykrości "demonstracją" wcale nierodzinnego podejścia do tych "najważniejszych dni w roku".

W związku tym wszystkim funduję sobie rozmaite pocieszajki i dziś będzie o kilku z nich. Pierwsza jest książkowa, a jej autorka to Connie Willis. Zazwyczaj określana jako twórczyni science fiction (ma zresztą na koncie najwięcej nagród Hugo i Nebula ze wszystkich pisarek i pisarzy tego gatunku), jednak o ile jej pierwsze opowiadania rzeczywiście można spokojnie zaliczyć do nurtu ekologicznej fantastyki naukowej, o tyle już z powieściami, jak "Przewodnik stada" czy "Nie licząc psa", jest znacznie trudniej, bo tam warstwa obyczajowa jest równie ważna jak w sumie dyskretny sztafaż fantastyczny. Przy okazji muszę się przyznać, że to właśnie "Przewodnik stada", którego bohaterka jest socjolożką, a konkretnie badaczką trendów i mód, natchnął mnie do szukania źródła kłopotów z wizerunkiem polskich lesbijek, czemu wyraz dałam w poprzednim poście. Ostatnio za wydawanie Willis wzięła się Agencja "Solaris" (ciekawe, czemu "agencja", a nie "wydawnictwo", swoją drogą), dzięki czemu zanabyłam sobie zbiór opowiadań "Śmierć na Nilu", w którym znalazłam aż dwie świąteczne, a zarazem anykonsumpcyjne historie, w związku z czym zrobiło mi się nieco lepiej. Tak że jak szukacie inteligentnej poprawiaczki nastroju, Willis jest jak znalazł (o ile odpuścicie sobie jej wczesną pesymistyczną twórczość).  

Moja druga pocieszajka jest stricte rozrywkowa, a nazywa się lip dub. Dla nieuświadomionych (do których do niedawna należałam) lip dub to nagranie wideo, które łączy technikę lip synchronization (dopasowywanie dźwięku do ruchu warg) oraz dubbing, w efekcie czego powstaje teledysk, w którym amatorzy udają, że wykonują daną piosenkę, i wzbogacają ją o własną interpretacją wizualną. Początki lip dub to występy solowe, potem (w 2007 roku) zaczęły powstawać nagrania grupowe, pomysł podchwycili też pracownicy biurowi, z czego narodził się office lip dub, a w 2008 roku na Uniwersytecie Hochschule Furtwagen w Niemczech zrodził się pomysł na wersję uniwersytecką. Niemieccy studenci zrealizowali film, w który zaangażowało się ponad sześćdziesiąt osób - "piosenkarzy", statystów, asystentów, profesorów. A wyszło tak:



W rezultacie narodził się uniwersytecki lip dub, którego główne zasady to realizacja całego filmu za pomocą jednego ujęcia oraz udział przynajmniej jednej osoby z kadry uniwersyteckiej. Pomysł Niemców podchwyciły inne kraje, ostatnio również Polska. Więcej o zjawisku tutaj, warto też poszukać innych (szczególnie uniwersyteckich) klipów na Youtube. Jak dla mnie - świetna zabawa.

Trzecia pocieszajka to przygotowania do programu świątecznego. Teraz już mogę zdradzić część szczegółów. Otóż na występ z nami dali się namówić między innymi Marcin i Michał z Homików, Abiekt, Ela Wycech (kabaret E.K.G, a ostatnio stand up comedy w Ustach Mariana) i nasze wspaniałe reżyserki jako para aktorów niekonwencjonalnych. Do tego będzie kilka naszych skeczy wybranych w głosowaniu na Homikach (oczywiście w świątecznych aranżacjach) oraz chyba dwa specjalnie na tę okazję napisane numery. Tak że zapraszam serdecznie do UFY na 12 grudnia i do Ust Mariana na 17 grudnia.

A skoro już przy Ustach Mariana jesteśmy, to mój ulubiony polski stand-upowiec (występujący właśnie tam) nazywa się Krzysztof Unrug i wygląda tak:



Jutro znów dzień pracy, a ja mam wrażenie, że w weekend jak zwykle nic nie zrobiłam. Chyba zgłoszę zapotrzebowanie na szkolenie z zarządzania wolnym czasem.

PS Właśnie pojawiła się kolejna pocieszajka - recenzja naszego ostatniego występu na blogu Neo. Link również w komentarzu pod tym postem, ale miejsce należy się i tu.

Komentarze

  1. http://neospasmin.blox.pl/2009/12/Barbie-Girls-live.html

    Kulawa ta recenzja,ale jeszcze kilka dni a zapomnalbym co widzialem.

    Czy list o gadgetach do pani doszedl?

    m@B

    OdpowiedzUsuń
  2. Doszedł, doszedł, nie on jeden doszedł :) Ja na wszystko poodpisuję tylko nastrój gdzieś znajdę.

    I dziękuję - również tu - za recenzję. A już szczególnie za opinię o moich wprawkach do stand-upu.

    OdpowiedzUsuń
  3. głowa do góry! grudzień minie. masz an to moje słowo ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. :) Super ten lip dub, aż chce się wziąć kamerę, zebrać kilkadziesiąt osób i samemu coś takiego zrobić :)

    A może by tak stworzyć paradowy lip dub? :D Zamiast maszerować i wymachiwać transparentami "odśpiewać" swoje :D

    OdpowiedzUsuń
  5. lip dup... tfu dub wyglada calkiem ciekawie :) przypomina mi sie najslynniejszy lip dup (tfu... znowu...) dub slynnego Mili Vanili czy jak sie to tam panowie nazywali :)

    Oj Ewciu... od stand-upu to juz tylko krok od wlasnego serialu komediowego!!! Podniecam sie wlasnie z mezem-2B Jaroslawem ostatnio popularna na BBC 'Miranda', ktora potrafi sie z siebie smiac :)
    Buziaki i pamietaj --- za pare dni Hanukkah :) hihi

    OdpowiedzUsuń
  6. @Arc - tyś wszak studentka - zróbcie :)

    @Adaś - no rzeczywiście, zabrakło MW (ładny skrót, swoją drogą). Program w telewizji, bo się rozmarzę :)))

    OdpowiedzUsuń
  7. Paniewa,

    tvn.religia -tam przeba zlozyc projekt programu.
    Moznaby zaczac chocby od koled.

    Nie wierze by odrzucili...

    Sam moge wam na te okazje moherowe baseballowki sprezentowac. Byscie sie choc troche w otoczenie wpasowaly. Rozowe? Biale( dla lesbianek-bielanek)? A moze czarne(najlepiej w swietle kamer poswiecanych wyjda)?


    m@B,wasz wylenialy cheerleader

    Ide na kontrowersje.net powiesic zaproszenie na wasz swiateczny wystep.Gdybym mial z tym jakies problemy to zrobi to pani sama?

    zorro

    OdpowiedzUsuń
  8. I zeby nie bylo ze sie nasmiewam: barbiowie w tv.religia mialyby dokladnie taka role jak p.Janke w TOKFM- nakrecic ogladalnosc poprzez dostarczenie publice emocji.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ale na parady nie chodzą sami studenci przecież ;) Chodziło mi o tęczowy lip dub :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…