Przejdź do głównej zawartości

Dwie części duszy

Znacie wyciagamykarteczki.pl? To blog gromadzący skany z kartkówek i zeszytów, zazwyczaj z zabawnymi komentarzami nauczycieli. Mnie urzekło to (akurat bez komentarza):
Słodkie, prawda? I od razu przypomniała mi się nieco bliższa oryginałowi wersja mitu o androgynach zobrazowana w piosence "The Origin of Love" z musicalu Johna Camerona Mitchella "Hedwig and the Angry Inch":



Przy okazji - jak ktoś jakimś cudem tego nie widział, proszę natychmiast nadrobić. Znakomita historia, genialna muzyka (post-punk neo glam rock!). Po prostu lektura obowiązkowa.

Komentarze

  1. Ojej, to znaczy, że każdy homoseksualista to półgłówek, w zamian aż połowa heteryków to bezmózgi...

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmm, ciekawe, która połowa;P

    OdpowiedzUsuń
  3. faceci podobno myślą, przepraszam za wyrażenie, fiutami.

    OdpowiedzUsuń
  4. A geje ponoć myślą o seksie 8 razy częściej niż heterycy. Coś mi nie gra na tym rysunku:)

    OdpowiedzUsuń
  5. no wiem wiem.

    Choć z tym 8 razy częściej to nie wierzę, bo to by już uniemożliwiało jakąkolwiek inną aktywność.

    OdpowiedzUsuń
  6. Boska jest ta kartkóweczka :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Przesłodka kartkówka :D Rozczuliła mnie normalnie. Przypomniałam sobie, mój stan "objawienia" przy okazji czytania "Uczty" :)

    Niewątpliwie, wybitny umysł; albo przydałby się dopisek - "zerżnięte z Platona" ;)

    I już wiem, co będę w weekend oglądać, bo, aż wstyd się przyznać, pierwsze słyszę o tym musicalu...
    Jak to dobrze, kiedy człowiekowi takie perełki podsuwają (po fragmencie zapowiada się świetnie) :D

    OdpowiedzUsuń
  8. jako ciekawostkę dodam, że cover przewrotnej piosenki "Angry inch" z tego filmu nagrał Mroczny i Gotycki zespół Type O Negative:) (znany m.in. z superheteroseksualnego wokalisty Petera Steela, który właśnie umarł)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…