poniedziałek, 3 maja 2010

Każdy chce spocząć na Wawelu

Cyklu pod tytułem "Każdy chce spocząć na Wawelu" ciąg dalszy. Tym razem na Gaylife, gdzie ukazał się tekst Anki Zet "Nieformalne rodziny" (dostępny dla zalogowanych użytkowników). Anka pisze o osobach homoseksualnych (?), które zginęły w smoleńskiej katastrofie. Pisze z imion i z nazwisk, choć żadna z tych osób nigdy publicznie nie mówiła o swojej orientacji, zastanawia się, kto podjął decyzję o miejscu ich pochówku (bo pewnie nie najbliżsi) oraz dlaczego podczas pogrzebów nikt nie wspomniał o ich homoseksualności. Teza tekstu jest taka, że gdybyśmy mieli ustawę o związkach partnerskich, to wymienione osoby zostałyby również pożegnane przez swoich partnerów/partnerki życiowe. I że ich śmierć i pochówek to kolejny przyczynek do wprowadzenia w Polsce tejże ustawy.

Z całego artykułu zgadzam się z jedną rzeczą - że ustawa jest potrzebna. Reszta to dla mnie takie samo żerowanie na katastrofie jak w wykonaniu wszelkich innych opcji. Nawet jeżeli wymienione osoby rzeczywiście były homoseksualne, to żadna z nich - chociażby z racji tego, że miały poglądy zdecydowanie konserwatywne, również w kwestii związków jednopłciowych - nie może być symbolem walki o nasze prawa, tak że próby ich zawłaszczenia są tyleż śmieszne, co oparte na fałszywych przesłankach.

Jestem za odkłamywaniem historii. Wkurza mnie nieobecność osób nieheteroseksualnych w oficjalnej historii Polski, cieszą takie inicjatywy jak "Homobiografie" Tomasika. Ale odkłamywanie to co innego niż tworzenie mitów o tym, że ktoś się z kimś nie pożegnał, a kogoś nie pochowano tam, gdzie chciał.

16 komentarze :

Nie czytałam tego artykułu, ale jeżeli faktycznie te osoby są podane z imienia i nazwiska, to Anka Zet przesadziła. Nie pierwszy raz zresztą. I kolejny raz udowodniła, że jej zachowanie jest chaotyczne i brak w nim konsekwencji. Nie tak dawno pisała, że nie zamierza upubliczniać nazwisk tych osób, które za życia same nie zdecydowały się na ten krok. Co zatem stało się, że zmieniła zdanie?

Ten komentarz został usunięty przez autora.

Problem w tym Joey, że nawet jeśli Ci się nie podoba zachowanie Anki Zet to nie powinnaś kierować w jej stronę uwag ad personam.

@Arc-en-terre

Wybacz, ale jak pod koniec artykułu czytam taką laurkę:

"Anna Zawadzka / Anka Zet - kobieta ceniąca wartości rodzinne, jakie we własnym podwórku od przeszło 14 lat ze swoją - nadal nieślubną - żoną uprawia."

to nóż w kieszeni się otwiera, zwłaszcza jak się widziało to i owo. Piętnujemy polityków prawicy, którzy wiodą potajemne życie nieheteroseksualne, a nasi aktywiści to święte krowy, mogą mówić jedno, a postępować odwrotnie?

Ponadto autorka w artykule oczernia osoby, które po śmierci nie mogą się bronić, snuje niesmaczne domysły na temat życia intymnego pewnego polityka i przyczyn jego pochówku tam, a nie gdzie indziej i Ty uważasz, że nie w porządku jest wytknięcie Ance Zet jej własnej hipokryzji?

A co do samego artykułu, przytoczę sam wstęp:

"Uwaga od autorki: Poniższy tekst bała się wydrukować gazeta, znana z odważnych publikacji, usprawiedliwiając tym, "że jest niesmaczny i procesowy", a podobnie napisany nie został też przyjęty przez inną ogólnopolską gazetę."

Dla mnie ta kobieta cierpi na jakąś pogłębiającą się od lat chorobę psychiczną, wymagającą leczenia i wolałabym, żeby jako aktywistka lesbijska nie reprezentowała mnie, mojej partnerki, bo zakłamanych polityków mamy w kraju dość.

Joey Skarbie,

ja nie popieram zachowania Anny Zawadzkiej. Jak słyszę o jej nowych dokonaniach to też mi się nóż otwiera w kieszeni.

Jednakże uważam,że Twoja opinia "że jest psychicznie chora" jest niegrzeczna i nie na miejscu. Nawet gdyby była to prawda, to tak samo niepoprawnym jest publikowanie tej informacji, jak publikowanie nazwisk osób rzekomo homoseksualnych, które zginęły w tamtym samolocie.

Pamiętajmy, że krytykując osoby publiczne, nie krytykujemy ich samych, a ich działalność. A Anki działalność jest w najwyższym stopniu niepoprawna i niekulturalna.

Bardzo proszę o powstrzymanie się od argumentów ad personam i niewyciąganie na forum prywatnych spraw. Dyskutujmy z poglądami, nie z tym, co kto robi poza godzinami działalności.

Na prośbę Ewy wykasowałam mój wpis. Niemniej jednak coraz częściej zastanawiam się, co zrobić z oszołomstwem w naszych szeregach. Niby nie reprezentuje mnie osobiście - ale to jest tak, jak z Polakami za granicą, motocyklistami oraz wszelakimi mniejszościami - inni rozrabiają, a na ciebie krzywo patrzą.

@Ewa

Oczywiście to twój blog i "ty tu (u)rządzisz" ;-) ale zastanawia mnie gdzie się kończy krytyka, a gdzie zaczynają wycieczki ad personam.

Czy jeżeli napiszę, że IMO Jan Pośpieszalski jest osobą przejawiającą chorobę psychiczną, skrytykowałabyś moją wypowiedź w taki sam sposób? A może chodzi o to, że Anka Zet jest osobą "z branży" i pewnych rzeczy nie wypada pisać?

Jana Pośpieszalskiego oprócz jego chorych poglądów i manipulacji faktami potępiam m.in. za świętoj*liwą postawę, podczas gdy sam nie był święty, brał narkotyki, zdradzał żonę, robił rzeczy niegodne o czym zresztą wspominał kiedyś jego przyjaciel muzyk, a teraz uderza w ton księdza z ambony i poucza innych.
Tak samo odbieram postawę AZ.

No więc jak to jest z tym krytykowaniem?

Gdyby poglądy można było zaprowadzić do lekarza psychiatry, celowałby zapewne w zaburzenia osobowości z grupy B.
Absolutnie nie odnoszę się do osoby. Jedynie do poglądów, które - obrażone - mogą mi wytoczyć proces.

@Joey
Dziękuję. A Twoje pytanie jest bardzo dobre, choć trudno chyba na nie odpowiedzieć. Wydaje mi się, że jedyna, co można zrobić, to wykazywać, że nie tędy droga, starać się rozsądnie argumentować. Bo chyba nie ma co walczyć tą samą bronią.

@Anonimowy/a
Poprosiłam Joey o usunięcie komentarza nie ze względu na ocenę poglądów/osoby, ale wzmianki o życiu osobistym tejże. Jestem zdecydowanie przeciw robieniu świętej krowy z kogoś tylko dlatego, że teoretycznie jest po tej samej stronie barykady co ja. Przeciwnie - uważam, że jeżeli takie osoby robią coś źle lub głupio, trzeba o tym pisać, co też staram się robić. Bo to jeden z nielicznych sposobów, w jaki mogę wpłynąć, choć nieznacznie, na klasę naszych działaczy.

Granice krytyki to strasznie trudna rzecz i absolutnie nie czuję się wyrocznią w tym względzie. Ba, ilekroć piszę coś krytycznego, zastanawiam się, czy nie przeginam. Tak że będę wdzięczna za głosy w tej sprawie:)

Artykul jest lekko niesmaczny (omawianie zycia prywatnego niedawno zmarlych), jest prowokacja, ale jednoczesnie - jest dobry i jest potrzebny. (Komentuje wylacznie artykul, nie autorke)

Jesli rodziny zmarlych zdecyduja sie na proces, oczywiscie, maja do tego prawo, ale przypominam ze pomowieniem moze byc tylko cos co nie jest prawda. Jesli w tym kraju "pomowieniem", "obelga" czy "bezczeszczeniem pamieci" jest stwierdzenie lub sugestia ze ktos jest homo, to znaczy ze sytuacja jest naprawde zla.

Dodam ze juz wczesniej zetknelam sie z opiniami (rowniez osob homo) ze sugestie ze w katastrofie statystycznie zginelo prawdopodobnie kolo 9 homo sa "nie na miejscu" i sa "bezczeszczeniem pamieci (wszystkich? nawet tych homo?) ofiar". Jak takie opinie swiadcza o nas?

Jak mamy byc postrzegani jako normalni jesli nie postrzegamy samych siebie jako normalnych? Rowniez w zalobie i/lub po smierci? IJN nie wstydzila sie poparcia dla nas, a po smierci osoby organizujace jej pogrzeb uznaly ze temat jest "wstydliwy" za nia!

Lilianne - ok, jestem jak najbardziej za outingiem. Ale pod warunkiem, że mam na to twarde dowody. A nie na zasadzie magla. Skąd Anka czerpie swoją wiedzę? Skąd ma pewność, że najbliższe osoby nie miały nic do powiedzenia na temat pochówku itd. itp.?
Jakoś nie chce mi się wierzyć, że artykuł oparty jest na rzetelnych, mocnych przesłankach, poprzedzony osobistym wywiadem i rozmową z najbliższymi.
@anonimowy2 - chciałabym być na tym procesie;)
@anonimowy1 - jak najbardziej wytykać, ale znowu wracamy do sprawdzonych informacji.

Co do outingu mam mieszane uczucia. Jestem za bezwzglednym outowaniem kryptogejow-homofobow, ale uwazam ze nie powinno sie outowac osob ktore homofobiczne nie sa. A czy outowac kogos kto juz nie zyje? To jest dluzszy temat, mniej jednoznaczny, z argumentami i za i przeciw. Dobro rodziny powinno byc wziete pod uwage, ale rzeczywiste, a nie na zasadzie "nie chcemy zeby bylo wiadomo ze mielismy syna / brata / ojca pedala, bo to wstyd, grzech i obciach".

Byc moze nie rozwinelam tego wystarczajaco - nie znam odpowiedzi na pytania ktore zadalas i nie wiem czy Szczyglo byl gejem czy nie. Natomiast przestrzegam przed potepianiem tego i podobnych tekstow w oderwaniu od tego czy podane fakty sa prawdziwe czy nie. Jesli nie sa autorzy oczywiscie powinni ponosic konsekwencje z odpowiedzialnoscia karna wlacznie. Ale nawet wtedy pewne ogolne schematy poruszane w nich pozostaja prawdziwe.

@Lilianne
Ogólne schematy, czyli jakie? Że jak zbierzemy w jednym miejscu ileś tam osób, to jest duże prawdopodobieństwo, że będą wśród nich osoby nieheteroseksualne? Jasne, że jest. Że wiele osób uważa, że jest coś niewłaściwego w mówieniu o homoseksualności znanych osób po ich śmierci? Tak, tak jest, spotkałam się z tym chociażby podczas dyskusji o odkłamywaniu "les-historii" (chodziło o Marię Konopnicką). Że taka postawa może wynikać z uwewnętrznionej homofobii? Jak najbardziej może.

Tylko czy to wszystko usprawiedliwia konfabułowanie na temat tego, kto, kogo, gdzie i jak? Moim zdaniem nie. Jak chcemy odkłamywać rzeczywistość, to róbmy to MĄDRZE.

"Ogolne..." w skrocie, tak, takie.

"Tylko..." Sadze ze moje "Jesli [fakty] nie sa [prawdziwe] autorzy oczywiscie powinni ponosic konsekwencje z odpowiedzialnoscia karna wlacznie" jest jednoznaczne. Ale tutaj i u Abiekta widze malo troski o prawdziwosc lub nieprawdziwosc tych faktow, za to duzo checi dokopania Ance. Dlaczego po prostu nie skomentujecie bezposrednio pod artykulem, nie zarzadacie rozwiniecia / uzasadnienia / przedstawienia dowodow?

No toś mnie zastrzeliła. Jak się coś pisze/robi, trzeba liczyć się z krytyką. I nie widzę specjalnej różnicy między robieniem tego na blogu a pisaniem komentarzy pod tekstem. W tekście Anki nie ma cienia dowodów na to, co w nim opisuje - a to ona, jako autorka (a nie osoby komentujące) powinna zadbać o rzetelność podawanych informacji. I zatroszczyć się o potwierdzenie ich prawdziwości. Nie sądzę, by ktoś ocenzurował tekst Anki przed publikacją, bo wersja, którą rozsyłała na różne listy dyskusyjne, jest identyczna. Więc mam pewność, że właśnie tak miał zdaniem autorki wyglądać. Tak że proponuję się skupić na tym, co w nim jest, a nie na tym, czego nie ma. A to, co jest, jest moim zdaniem nie do obronienia.

Prześlij komentarz