Przejdź do głównej zawartości

"Furia" o popkulturze

Właśnie wyszła nowa "Furia". Numer drugi poświęcony jest popkulturze, czyli temu, co niżej podpisana lubi najbardziej. W ręku jeszcze nie miałam, jak dostanę, to się odpowiednio pozachwycam. A póki co wrzucam fragment mojego wkładu w moje być może wkrótce ulubione pismo:

W serialach telewizyjnych nieheteroseksualni bohaterowie wciąż stanowią rzadkość. Według badania przeprowadzonego przez amerykańską organizację Gay & Lesbian Alliance Against Deformation, która od lat monitoruje m.in. telewizyjne ramówki, w minionym sezonie geje, lesbijki, osoby biseksualne i transgenderowe stanowiły zaledwie 3 procent serialowej populacji w stacjach ogólnokrajowych w Stanach Zjednoczonych. Szczęśliwie wielbicielki i wielbiciele nienastawionej na osoby heteroseksualne rozrywki nie muszą już polegać na telewizji – ostatnie lata przyniosły nam prawdziwy wysyp internetowych seriali, których bohaterami są osoby spod znaku LBGTQ. I bynajmniej nie oznacza to kilkunastu czy kilkudziesięciu, ale prawdopodobnie setki, a nawet tysiące (bo z chyba oczywistych przyczyn zawartości Internetu ogarnąć się po prostu nie da). A żeby było jeszcze lepiej, w tej mnogości znajdą coś dla siebie wielbicielki praktycznie każdego serialowego gatunku. Lesbijskie Z Archiwum X? Proszę bardzo, mamy InSight… Rise of The Sire. Serial młodzieżowy? Anyone But Me będzie jak znalazł. Coś bardziej glamour? Jest Venice, miłego oglądania. A może kryminał? Oczywiście, polecam choćby B.J. Fletcher: Private Eye. Obyczajówka? Jest brytyjskie
Far Out, wprawdzie wolno się kręci, ale jednak kręci, tak że w oczekiwaniu na kolejne odcinki można sięgnąć po The Lovers & Friends Show. Coś sensacyjnego dla odmiany? Girltrash! chociażby. Komedia romantyczna? We Have to Stop Now, Julie and Brandy – to tylko dwa z tytułów godnych polecenia. Chcecie więcej? (...)

To jak, chcecie? Kupcie "Furię"! Spis treści i zajawki pozostałych tekstów tu. A okładka tym razem żółta.

Komentarze

  1. No proszę, nie wiedziałam, że jest tego aż tyle! Muszę poszperać w Internecie ;) A jeśli chodzi o bohaterów LGBT w serialach tv to właśnie mi się wydawało, że jest ich sporo... Praktycznie w każdym amerykańskim serialu, który oglądałam przewinęła się jakaś osoba "z branży", np. Przyjaciele, Gotowe na wszystko, Brzydula Betty, Nowe przygody "starej" Christine, Seks w wielkim mieście... No ale trzeba przyznać, że w większości są to jakieś poboczne wątki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jest znacznie, znacznie więcej. Zajrzyj tutaj:
    http://www.onemorelesbian.com/videos/lesbian-web-series
    To chyba najlepsza baza.

    OdpowiedzUsuń
  3. Gdzie można jeszcze dostać ten numer? Proszę o kontakt xzy93 at o2.pl

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…