Przejdź do głównej zawartości

Garść impresji ze ślubu i podróży

Od wylotu z Polski minęło pięć dni, od ślubu trzy. Przez ten czas wydarzyło się tak wiele, że nie potrafię tego teraz ogarnąć. Tak że dziś to, co ogarniam, a uzupełnienia historii pewnie wkrótce.

4 grudnia
Na Okęciu nie było wielkiego pożegnania, ale pojawiło się przedstawicielstwo z akcji "Miłość nie wyklucza" w osobach Uschi, Magdy i Abiekta oraz Joey i Graża. Zostałyśmy obfotografowane, obdarzone czymś pożyczonym w postaci przypinek w kształcie tęczowych serduszek i obmachane na pożegnanie. Przy bramce na lotnisko pojawiłyśmy się ciut za późno, dzięki czemu Gosia spełniła swoje marzenie o byciu wywołaną przez głośnik, a obie podjechałyśmy do samolotu "prywatnym" busem. W samolocie pierwsza niespodzianka - zaproszono nas do kabiny pilotów:
W Kopenhadze (nie ma bezpośrednich lotów SAS-u do Sztokholmu, dzięki czemu miałyśmy okazję zobaczyć to piękne miasto) zajęły się nami Jutka i Ireth (adminki forum Kobiety Kobietom). Zwiedziłyśmy miasto (zimno i wieje, musimy tam pojechać znowu, gdy będzie cieplej) oraz dwa kluby - gejowski i lesbijski. W tym drugim dostałyśmy przedślubne błogosławieństwo ponoć od sławnej reżyserki Helli Joof (pani w futrze tuż za mną - EDIT: to jednak nie ona, ale co tam!):

5 grudnia
Rano spotkanie z Klausem Bondamem, burmistrzem Kopenhagi, który wspierał nas w konkursie. Przemiły, otwarty człowiek - prawdziwy wzór polityka.

O 16 miałyśmy lecieć do Sztokholmu, ale nasz lot został odwołany z powodu burzy śnieżnej. Udało nam się przebukować na 20, ale i tu nie obyło się bez opóźnienia, bo załoga nie mogła się doliczyć jednego pasażera. W efekcie w Sztokholmie znalazłyśmy się koło północy, do hotelu dotarłyśmy przed pierwszą w nocy, poszłyśmy spać po drugiej. Następnego dnia trzeba było wstać przed szóstą i od razu jechać na lotnisko, tak że Sztokholm obejrzałyśmy sobie przez okna - hotelu i taksówki. Szkoda, ale może jeszcze będzie okazja, by to nadrobić

6 grudnia
Najdłuższy dzień naszego życia. Jakimś cudem udało się nam nie zaspać. Przebrałyśmy się w ślubne kreacje i o wpół do siódmej pojawiłyśmy w holu, gdzie w końcu miałyśmy okazję poznać parę niemiecką - Aleksa i Shantu (bardzo sympatyczne chłopaki z mnóstwem walizek). Potem szybciutko na lotnisko, tam, w wedding reception ostatnia korekta makijaży i pierwsza kawa, po której zaczęły się zdjęcia i wywiady. Nie mam pojęcia, ilu dziennikarzy było obecnych, z najczęściej zadawanych pytań pamiętam: "Jak się czujecie?" oraz "Jak się poznałyście?". Koło dziesiątej zostaliśmy sami (chłopaki i my) z Christoferem Fjellnerem, urzędnikiem i eurodeputowanym, który miał udzielić nam ślubu. Pół godziny później weszliśmy na pokład Airbusa. Przy wejściu powitała nas śpiewająca załoga samolotu:

Mała dygresja - początkowo SAS planował, że ten lot będą obsługiwać wyłącznie osoby nieheteroseksualne, ale potem stwierdzili, że to bez sensu i poprosili, by chętni po prostu wpisywali się na listę. I ponoć dostali rekordową liczbę zgłoszeń. Dygresja numer dwa - pani z gitarą wzięła ślub ze swoją żoną sześć lat temu, mają już dwójkę dzieci.

Ceremonia zaślubin była bardzo krótka i odbyła się tuż po starcie, nad terytorium Szwecji. Christofer śmiał się, że słowa szwedzkiej przysięgi są wprost stworzone do takich wydarzeń, bo jej wypowiedzenie zajmuje mniej niż minutę.
Później przyszedł czas na pierwszy posiłek (potem były chyba jeszcze ze trzy) i kolejne wywiady. A dopiero po jakimś czasie były nasze własne przysięgi i był to chyba najbardziej wzruszający moment całego lotu. Postanowiłyśmy wygłosić je po polsku, ale najpierw chciałyśmy wytłumaczyć zebranym, dlaczego wolimy to zrobić w języku, którego większość z nich nie rozumie. No i opowiedziałam o oddźwięku, jaki konkurs wzbudził w Polsce, o tym, że mówiąc po polsku, chcemy poświęcić ten moment tym wszystkim, którzy nas wspierali i którzy wspólnie z nami walczą, by kiedyś i u nas takie śluby były możliwe. Efekt był piorunujący - w internecie krąży trochę zdjęć, na których my płaczemy, a ja żałuję, że nikt nie sfotografował płaczących dziennikarzy.

Oczywiście był tort, były też próby tańców - najzabawniej było, gdy zamieniliśmy się partnerami i Gosia zaczęła szaleć z Shantu, a ja z Aleksem usiłowaliśmy robić cokolwiek, bo oboje jesteśmy słabymi tancerzami. Udało się nam też trochę odpocząć:

I w końcu przyszedł czas na życzenia. Tu czekały nas wspaniałe niespodzianki. Anders odczytał telegram, który dostałyśmy od Magdaleny Środy, Agnieszki Graff, Kingi Dunin i Kazimery Szczuki:

Drogie Panny Młode - Ewo! Gosiu!
Szkoda, że nie możemy Was zobaczyć w tych seksownych welonach, na tych szpilkach...
Ślub w samolocie, ale czad. 
A tak serio, to wzruszamy się bardzo, myśląc o Was. A Wasz ślub uważamy za moment historyczny. 
Robicie coś ważnego - nie tylko w Waszym życiu ale w życiu kobiet i mniejszości seksualnych w Polsce.
Nadajecie rangę publicznego wydarzenia Waszemu związkowi.
Bierzecie ŚLUB, rzucając wyzwanie tym wszystkim, którzy chcą ten rytuał rezerwować dla par hetero.
Wasz gest to coś więcej niż "coming out", który mówi "istniejemy, tolerujcie nas". 
To jest "coming in" - wejście tam, gdzie konserwatywne społeczeństwo Was nie zaprasza, ale gdzie macie przecież prawo być - do świata legalnych związków. 
Polskie prawo jeszcze tego nie przyjęło do wiadomości, ale to tylko kwestia czasu. Wy ten czas właśnie skróciłyście. I dałyście nadzieję całej masie ludzi, którzy czekają na zmiany. 
A tak prywatnie to życzymy Wam, by ten ślub nic a nic w Waszej miłości nie zmienił.
Bo znamy Was i wiemy, że jesteście fantastyczną parą!
ściskamy i całujemy z ziemi,
ale sercem jestem jesteśmy z Wami wśród chmur.

A później Darek z TVN pokazał nam filmy, na których nagrał życzenia od naszych przyjaciół z grupy Tel-Aviv oraz mojej ekipy z pracy.

Po trzynastej (czasu lokalnego) wylądowałyśmy w Nowym Jorku. Tam szybkie zakwaterowanie w hotelu, krótki wypad na Lexington Avenue, przy której jest nasz W Hotel i jazda na imprezę poślubną, podczas której poznałyśmy Brendana Faya (słynny gej z orędzia) Bretta i Thomasa, którzy wygrali amerykańską edycję konkursu (na zdjęciu wszystkie trzy pary):

A bawiła się z nami też cała załoga Airbusa i Efva Attling, artystka, która zaprojektowała nasze obrączki (na zdjęciu w czerwonej sukni):

Do hotelu dotarłyśmy koło 21 (trzecia nad ranem według polskiego czasu), zapdejtowałyśmy naszą stronę na Facebooku i w końcu poszłyśmy spać.

7 grudnia
Gosia pierwszy raz w życiu z własnej i nieprzymuszonej woli wstała o szóstej rano (dwunasta czasu polskiego). Co dalej? Zwiedzanie! 5th Avenue, Central Park, potem nagrywanie z TVN - Chrysler, Empire State Building, a wieczorem obiad w Hurleys' i "La Cage Aux Folles" na Broadwayu. Przed sztuką publiczność zagrzewała w stylu stand-up comedy drag queen. Wśród pytań, które zadawała, było i takie "Czy są na sali jakieś lesbijki?". Oczywiście podniosłam rękę i zostałam poproszona o przykręcenie kilku półek w jej mieszkaniu. Sama "Klatka wariatek" świetna - zabawna, wzruszająca, rozśpiewana. Aż nam się zachciało zobaczyć coś jeszcze, ale to może następnym razem.

Pierwsze wrażenia z NY? Jest głośno, tłocznie, różnorodnie, strasznie zimno. Mogłabym tu zamieszkać.

Tak karmią w Hurleys' (strasznie słono, mnóstwo mięsa, mało warzyw):

Central Park:
Z ekipą TVN:

Broadway:

8 grudnia
Kolejny dzień pełen wrażeń. Rano spotkanie z Brendanem, który oprowadził nas i TVN po World Trade Center i opowiedział historię swojego przyjaciela - księdza geja - który tam zginął. Odwiedziłyśmy kościół św. Pawła, który służył za schronienie ocalonym i ratownikom, a gdzie teraz jest coś w rodzaju małego muzeum WTC (duże będzie już za rok, w dziesięciolecie zburzenia Twin Towers):
Poszliśmy też na Brooklyn Bridge:
I opłynęliśmy Statuę Wolności:

A wieczorem China Town i Times Square (tak, wygląda dokładnie jak na filmach!):

I na ostatnich nogach dowlokłyśmy się do hotelu. Jutro znowu wczesna pobudka, bo wylatujemy do Los Angeles. Do przeczytania!

Więcej zdjęć, wrażenia i reakcje na gorąco na naszych stronach na Facebooku tu i tu, zajawka programu TVN o nas tu.

Komentarze

  1. Dzięki za pierwszą tak obszerną relację! Aż się łezka w oku kręci. Bawcie się dobrze. Czekamy z utęsknieniem na wasz powrót i relacje oralne - ale najpierw LA! :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziewczyny serce mi ściska jak Was widzę,taki wielki milowy krok zrobiłyście dla środowiska.
    Uściskujemy Was z żoną, niestety nie prawną, ale prawo ma mnie gdzieś i ja je także, więc z żoną życzymy Wam cudownych chwil tam na obcej ziemi :))

    OdpowiedzUsuń
  3. DZIEWCZYNY GRATULACJE !!
    marzenia się spełniają.
    FB :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Fantastycznie, tak przy śniadaniu, z kawką - poczytać jak to wszystko wyglądało!!! fajnie musicie mieć tam bardzo, Dziewczyny :) ide obudzić swoją 'Gosię' -przedpołudniowego śpioszka.
    Pozdrawiam Was serdecznie z Krakowa i strasznie się dla Was cieszę!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale super :) Ale super :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Rano obudziły mnie trzy śpiące ze mną kociaki, a teraz jeszcze przy płatkach z mlekiem kolejna niespodzianka - w końcu Wasze relacje ze ślubu i wyjazdu! :)
    Fajnie tak z rana się pocieszyć, że ktoś zrobił taki krok - nieustannie wierzę, że w tej głupiej Polsce się coś zmieni - i do tego ma taką fajna zabawę ;)
    Czekam na dalsze relacje i jeszcze raz gratuluję! :)

    Ha, fajno jest wiedzieć, że to głosowanie me 3 razy dziennie z różnych przeglądarek nie poszło na marne ;p

    OdpowiedzUsuń
  7. GRATULACJE!
    New York, New York :) super!

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja chyba mam "no comments". Czekam aż wrócicie i opowiecie na żywo. Nie odpuszczę wam tego ;-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Relacja super!
    A telegram od Czterech Bogiń koronuje wszystkie inne piękne gratulacje, te które były i te które jeszcze nadejdą.

    OdpowiedzUsuń
  10. A to jedzonko w Hurleys'.... hm, o walorach smakowych trudno coś wnioskować (może i jakieś niebo w gębie, ale chyba nie). Szczerze? Wizualnie właściwie niewiele różni się od dań serwowanych w dawnych stołówkach uniwersyteckich w czasach głębokiego PRL-u, czy w innych socjalistycznych jadłodajniach ;))).
    I to by pomyślał, że nasza ustawa antynikotynowa aż tak daleko dotarła... nawet do Broadway'u te łapy sięgają! :))

    OdpowiedzUsuń
  11. Czy ja moge dwie uwagi do czesci kopenhaskiej? Nie jestesmy adminkami, nawet modkami nie, a ta pani to jednak nie byla Hella Joof, ona jest starsza i ma inna fryzure; nie wiem, kto wam sprzedal te informacje ;)
    Buziaki i bawcie sie dobrze w L.A.!
    Ireth

    OdpowiedzUsuń
  12. :)


    pozdrowienia

    KaFor

    OdpowiedzUsuń
  13. Się popłakałam...

    OdpowiedzUsuń
  14. @Ireth - to moja połowa sprzedała te informacje - ona normalnie już wszędzie widzi celebrytki! :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ewa - I think that smile is permanently stuck on your face now - very sweet :) Marriage does become you both!

    OdpowiedzUsuń
  16. Super, że Wam się udało! Może w końcu coś ruszy w tym temacie!

    OdpowiedzUsuń
  17. Niesamowite wrażenia :) Cieszę się bardzo, że Wam się udało! Wstawcie jakieś nagranie z Waszej przysięgi :) Jeśli chodzi o USA to jestem zauroczona ostatnim zdjęciem! Uwielbiam takie kolorowe od neonów miasta tętniące życiem! zakochana-w-dziewczynie.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  18. Wielkie gratulacje, dziewczyny :)

    OdpowiedzUsuń
  19. mam nadzieję, 2 Gracje, że sms gratulacyjny ode mnie doszedł :) dobrej zabawy i świętowania, a słonego nie jedzcie za dużo, bo to nawet za oceanem szkodzi - na humor!

    OdpowiedzUsuń
  20. ahhh, dopiero teraz zobaczyłam ten pocałunek za bukietem - śliczne :) dzięki za to, Dziewczyny!

    OdpowiedzUsuń
  21. Serdeczne gratulacje. Szczęścia!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…