sobota, 8 października 2011

Drugie życie Lucii

Czytam opis "Drugiego życia Lucii" i słucham opinii na temat tego filmu na stronie dystrybutora, czytam recenzję na Homikach i zastanawiam się, dlaczego tak wiele osób ustawia tę historię na osi świat kobiet - świat mężczyzn, którzy tych pierwszych nie rozumieją. Nie twierdzę, że takie odczytanie jest nieuprawnione, ale mam wrażenie, że patrzenie na "Drugie życie Lucii" przez pryzmat różnicy płci spłaszcza tę opowieść, z której cała czwórka bohaterów finalnie dowiaduje się czegoś bardzo ważnego właśnie o sobie, nie o swoim partnerze/swojej partnerce płci przeciwnej. Ale od początku.


Oto mamy dwie pary - dobrze sytuowane małżeństwo w średnim wieku Lucię (Sandra Ceccarelli) i Bruna (Cesar Bordon) i dwójkę niebieskich ptaków - dużo młodszych Leę (Francesca Inaudi) i Marco (Guillermo Pfening).  

Tytułowa bohaterka  ma depresję. Dusi się w swoim poukładanym życiu, u boku męża lekarza, z pracą stewardessy, którą wykonuje równie mechanicznie jak żyje. Na zewnątrz chłodna i zdystansowana, swoje emocje wylewa w zostawianych wszędzie notatkach. I oto pewnego dnia spotyka Leę, pozornie swoje kompletne przeciwieństwo. Lea to taki psotny chochlik - wiecznie uśmiechnięta anarchistka, która niczego zdaje się nie traktować poważnie, bez wahania sięgająca po to, czego pragnie. Pod maską małej łobuzicy kryje się jednak wielki smutek i tęsknota za ojcem, idolem jej dzieciństwa, pragnieniu spotkania z którym podporządkowuje całe swoje życie. To dla niego wyjedzie z Buenos Aires na odludne wybrzeże Patagonii, zabierając ze sobą Lucię.

Co wyniknie z podróży tych dwóch kobiet? Lea pokaże Lucii, że nigdy nie jest za późno, by spróbować zacząć żyć na nowo. Nauczy ją wyrażać emocje, bez zastanowienia sięgać po swoje, śmiać się i nie zważać na to, co myślą inni. Kiedy Lucia chce analizować ich relacje, mówiąc, że nigdy dotąd nie myślała, że zwiąże się z kobietą, Lea zbywa ją prostym: "Ja też nie". Problemy zaczynają się, gdy Lucia nie ustępuje i chce nazwać to, co je połączyło. Bo Lea wbrew pozorom nie przyjmuje wszystkiego tak, jak jest. Ona też ma swojego trupa w szafie, od którego musi się uwolnić, by pójść dalej. Zostawia Marco nie dlatego, że ten jej nie rozumie, a dlatego, że nie potrafi kochać tego co tu i teraz. Dla niej momentem formacyjnym będzie chwila, gdy uświadomi sobie, że przejmuje się losem przyjaciółki i kochanki. Że zależy jej również na innych, nie tylko na sobie.

A panowie? Bruno, odkrywszy notatki żony, przekona się, jak stereotypowo konstruował swój związek i jak ważna jest rozmowa i słuchanie drugiej osoby. Ale (tu wraca kwestia domniemanego konfliktu płci): Lea też tego nie potrafi. Nie słucha Lucii, tak jak wcześniej nie przejmowała się Marco. Co zabawne, to ten ostatni okaże się najbardziej pewny tego, kim jest, co czuje, jak i z kim powinien żyć. Pozostali bohaterowie muszą się tego dopiero nauczyć.

Reżyser "Drugiego życia Lucii" Stefano Pasetto wskazuje jeszcze jeden trop interpretacyjny swojego filmu - czytanie go jako opowieści o zdradzie. Drugiej osoby, ale też przede wszystkim samej/samego siebie, która jest prawdziwym piekłem. To zdecydowanie bliższa mi perspektywa. Bo i dla mnie jest to opowieść o pozorach i emocjach, które się pod nimi skrywają. I o tym, jak, przejrzawszy się w cudzych oczach, można odnaleźć przede wszystkim siebie.

2 komentarze :

Dawno nie komentowałam, ale na politykę nie mam jakoś specjalnej ochoty. :]

Raczej unikam wypowiadania się o filmach, których nie widziałam, ale że na ten chyba niestety będę musiała poczekać aż do DVD, piszę póki temat jeszcze w miarę świeży.

Niby zwiastun mnie nie powalił, ale im więcej czytam i słucham, tym bardziej mam ochotę obejrzeć.
I widzę, że w audycji na Trójce chyba niepotrzebnie skoncentrowali się tak mocno tej męsko-damskiej dynamice. Ale ogólnie dobrze, że trochę szumu wokół tego filmu. Chociaż pewnie te odniesienia do Kieślowskiego też dodają mu u nas skrzydeł.

Swoją drogą ostatnio "wypłynęło" sporo filmów kiedyśtam zapowiadanych. Od koszmarnych ("Elena Undone"), przez nadrabiające treść formą ("Kyss Mig" - choć baardzo ładna forma), po dość męczące ("Como esquecer"). Ten ostatni też kręci się wokół kobiety w depresji. Ale widzę, ze chyba w "Drugim życiu..." ze zdecydowanie lepszym skutkiem. I zapowiada się najciekawiej (obok "80 Egunean").
Chociaż chętnie obejrzałabym jeszcze "Circumstance" i "Triggera".

Nawet jest co oglądać ostatnio. :)
A to w końcu ułamek propozycji festiwalowych.
Tak na dobrą sprawę Tongariro naprawdę ma co sprowadzać. I to w przeróżnym wydaniu, bo to w końcu głównie kino nieanglojęzyczne.

Trochę boli, że nic polskiego nie ma do dodania. :/

Obejrzyj koniecznie - czysta magia (choć pierwsza scena okropna, ale wystarczy na chwilę zamknąć oczy, potem jest już dobrze). Jak tylko wyjdzie na DVD, to na stałe trafi na naszą półkę.

Prześlij komentarz