czwartek, 3 listopada 2011

Ustawa w miesiąc?

Najpierw ciekawostka, czyli Jacek Żakowski w najnowszej "Polityce":

Prawdziwa kanonada, już całkiem na poważnie, ma się zacząć dokładnie 22 listopada. Czyli w dniu powołania nowego rządu. I skończy dokładnie 22 dni robocze później, czyli 22 grudnia. W ostatnim dniu sejmowym przed Bożym Narodzeniem. Przez te 22 dni Ruch zapowiada, że złoży w lasce marszałkowskiej pierwsze 22, z około 140, projekty nowych ustaw, które chce zgłosić w pierwszym roku kadencji.
Karol Jene, kierownik Klubu Sejmowego Ruchu (...), który nosi cały ten pakiet w laptopie, wolałby strzelać krótkimi seriami. Projekt, kilka dni na dyskusję i dopiero następny. Palikot zdecydował, że musi być kanonada. Tusk nie może mieć ani dnia spokoju. Żaden rząd nie dostał jeszcze od opozycji takiej legislacyjnej serii na dzień dobry. Żadna partia pierwszy raz wchodząca do Sejmu nie przyszła na Wiejską z tak opasłym workiem gotowych projektów.
Autorytet przewodniczącego jest niekwestionowany. Więc w poniedziałki i piątki Ruch będzie strzelał grubymi pociskami wymagającymi debaty. A we wtorki, środy i czwartki mniejszymi. Żeby kurz nie opadł, kiedy opinia publiczna będzie rozprawiała nad grubszymi sprawami.
Nie jest jeszcze jasne, które projekty Ruch uzna za grube. Czy na przykład ustawa o związkach partnerskich jest gruba? Zależy, w jakim wariancie. A bez względu na wynik rozmów z SLD, wariant radykalny znajdzie się w pierwszym pakiecie. Podobnie jak ustawa o in vitro, zawierająca gwarancję refundacji takich zabiegów. (...) W tym pakiecie będzie też ustawa o osobach transseksualnych, o parytetach, o edukacji seksualnej i o dostępie do antykoncepcji. (fragment tekstu "Ani dnia spokoju")

A teraz to, co już pewnie wiecie. Wczoraj w Sejmie spotkały się grupa skupiona wokół akcji "Miłość nie wyklucza", Grupa Inicjatywna ds. Związków Partnerskich oraz Ruch Palikota w osobach Roberta Biedronia, Anny Grodzkiej i Pawła Jasińskiego. Efektem tego spotkania było powołanie grupy roboczej złożonej z prawników reprezentujących wszystkie zainteresowane "frakcje", którzy wspólnie stworzą projekt ustawy. Pierwsze wyniki ich pracy poznamy za miesiąc.

Niezależnie od tego, czy dzięki tym działaniom powstanie ustawa naszych marzeń (tak na marginesie, to czy w ogóle taka istnieje?), czy nie, zawiązanie grupy prawnej nie oznacza, że można spocząć na laurach. Przed nami wiele pracy chociażby nad stworzeniem "klimatu społecznego", który pomógłby we wprowadzeniu korzystnych dla nas rozwiązań. Bo nie ma co się łudzić, że Sejm tak po prostu przyjmie choćby najlepiej napisany projekt. Dlatego gorąco zapraszam na spotkanie grupy "Miłość nie wyklucza" w tę sobotę o godzinie 16 w Lenivcu (Warszawa, ul. Poznańska 7). Szczegóły tu.

Dlaczego warto przyjść? Bo jest i co robić, i z kim, i na dodatek wierzę, że zobaczymy realne skutki swojej pracy. Dla mnie, jako osoby od początku zaangażowanej w akcję, to, co się wokół niej wydarzyło przez ostatni rok i czego efekty możemy obserwować teraz, gdy na spotkania przychodzi już nie kilka, a kilkadziesiąt osób (a drugie tyle pewnie też by się wybrało, gdyby mieszkało w Warszawie), jest czymś niesamowitym. Bo nagle okazało się, że mimo że tyle się słyszy o kryzysie "naszych" organizacji, a może na przekór temu, jest naprawdę dużo osób, które nie mają ochoty czekać z założonymi rękami, aż "się zmieni", ale chcą w tych zmianach brać czynny udział. Chociaż nie miałam możliwości być na pierwszym spotkaniu "nowej" grupy (był na nim za to Maćq, którego relację polecam), to wystarczyła mi wczorajsza wizyta w Sejmie, podczas której miałam okazję poznać kilka z tych osób, które ostatnio dołączyły do grupy, by się przekonać, ile przez ostatni rok się zmieniło. Bo nie dość że jest ich (a właściwie nas) dużo, to na dodatek są to świetni ludzie. Tacy, którym się chce i z którymi człowiek wierzy, że się uda - jak nie w tym roku, to w następnym, albo jeszcze następnym, albo jeszcze. Tak że wielki ukłon i w kierunku "naszych" prawników, przed którymi niełatwe zadanie, i tych wszystkich, z którymi miałam i będę miała okazję pracować (również tych, którzy wspierają akcję zdalnie, internetowo i na wszystkie inne możliwe sposoby). Plus specjalne głaski dla Wojtka, który to wszystko spina.

Na koniec "słit focia", która obiegła już fejsa, czyli wyżej podpisana, Maćq i Wojtek na sejmowych schodach. Uwiecznił Wiktor.

30 komentarze :

Tak jak piszesz, jakbym był z Warszawy, albo akurat przejazdem, to z pewnością wpadłbym ;)

A tak pozostaje mi wpatrywanie się w Twoje zdjęcie z autografem:)
Ale liczę, że kiedyś będziesz przejazdem;P

Również na to liczę, żeby się z Wami spotkać ;)

Ustawa, (choć potrzebna) ani za miesiąc ani za rok. Nie ma przestrzeni społecznej, politycznej i ekonomicznej. Obawiam się, że "spalone podejście" tylko pogorszy sytuację. Ruch Palikota to polityczne "harcerstwo i partyzantka", zbyt wielu amatorów, jak na razie, przynajmniej. Jeden rozgrywający (Palikot)to, zdecydowanie, za mało.
Przy okazji, mówienie jednym tchem o związkach partnerskich i ułatwieniach w zakresie "korekty płci", refundacji zabiegu grs i zmian KK w kwestii "mowy nienawiści" to strzał w stopę. Własną.

A mi się wydaje, że trzeba próbować. Bo debata jest jednym z elementów zmiany świadomości i tworzenia owego klimatu. Pod warunkiem, że będzie to debata nad DOBRYM projektem, który można składać bez obaw, że zostanie uwalony ze względów formalnych. Czy taki może powstać w miesiąc? Cóż...:)

Debata, tak. Kierowanie projektu, do, za przeproszeniem, laski marszałkowskiej, bez szans na powodzenie, to błąd taktyczny. Pytaniem bez odpowiedzi pozostaje, co oznacza DOBRY projekt. To co znalazłam na stronie MNW jest, nie waham się użyć tego słowa, idiotyczne.
Przy okazji, sposób procedowania w polskim parlamencie jest, jaki jest i odnoszę wrażenie, że pomysłodawcy projektów ustaw nie biorą tego pod uwagę. Nie trzeba zbyt bujnej wyobraźni do tego aby wyobrazić sobie taką sytuację, w której projekt, np. MNW, przechodzi cała ścieżkę legislacyjną (do uchwalenia i podpisania przez Prezydenta, włącznie) z jednym, "drobnym" dopiskiem, że wyłącza osoby tej samj płci. I co wtedy? Ano, "dupa blada". Nowelizacja, jak sądzę, odłożona ad calendas graecas...Pyrrusowe zwycięstwo.

Hm, mówisz o tym projekcie:
http://files.gildia.pl/reklama/abiekt/projekt.pdf ?
Niedopracowany? Tak, dlatego, o ile zdecydujemy się zbierać 100 podpisów, najpierw zostanie dopracowany i uzupełniony o uzasadnienia. Idiotyczny? Dlaczego?

Zauważ też, że w tekście, który komentujesz, nie ma mowy o projekcie MNW. Ma powstać nowa rzecz, łącząca dotychczasowe.

Scenariusz, który przedstawiasz, jest o tyle niemożliwy, że, jak wynika z prac w podkomisji nad poprzednim projektem, większe szanse na przyjęcie ma projekt WYŁĄCZNIE dla par jednopłciowych. Bo alternatywne dla małżeństw rozwiązanie dla par różnopłciowych może być, wg SN, niezgodne z Konstytucją. Tak że jeżeli ktoś zostanie wykreślony to, niestety, będą to pary różnopłciowe.

Skomentowałam to, co miałam "pod ręką", jako przykład. Fakt, nie "siedzę w temacie", chociaż, teoretycznie, mnie, także, to dotyczy. Bardziej, z racji wykonywanego, niegdyś, zajęcia interesuje mnie możliwość i sposób prowadzący do uchwalenia takiej ustawy. Odezwałam się, zachęcona przez "chłopca w wełnianej marynarce", z sąsiedniego wątku.
Ja, generalnie, jak wspomniałam wyżej, uważam, że podstawowym problemem jest brak przestrzeni i rozgrywanie tego, istotnego "meczu" przez drużynę amatorów. Mam na myśli Ruch Palikota, żeby było jasne. Wiem też, co niektórzy mi zarzucają, że nie mieszkając w Polsce, nie widzę tego co się dzieje w społeczeństwie. Nie widzę ale czytam. I, potrafię mysleć samodzielnie a mając doświadczenie w tzw. marketingu politycznym, formułuje wnioski. Zapoznam się z linkiem, który wkleiłaś, będę "mądrzejsza".

Wiesz, chyba nie jest tak źle, jak piszesz. Zachęcam do przeczytania innych postów oznaczonych tagiem "Miłość nie wyklucza" (i nie tylko), bo, choć może to być dość chaotyczna lektura, trochę pokazuje, co się działo w ciągu ostatniego roku i w czym upatrujemy nadzieję, że na ustawę przyjdzie nam czekać nie kilkanaście lat, a kilka.

Tak w skrócie, to rzecz się nie opiera jedynie o Ruch Palikota i SLD, ale też o część posłów i posłanek PO i nasze doświadczenia z tą partią. Być może jest ich w tej chwili zbyt mało, by ustawa przeszła, ale wystarczająco dużo, by o niej rozmawiać już na poziomie Sejmu, a nie jedynie opinii publicznej. By lobbować i przekonywać kolejne osoby. A do tego potrzebny jest konkretny projekt, a nie bliżej nieokreślone zapotrzebowanie społeczne. Bo na poziomie konkretnych zapisów nagle okazało się, że jest całkiem sporo osób, które są gotowe o nich rozmawiać i nad nimi pracować.

Jako silly cow, należę do przeżuwaczy. "Trawię", właśnie, opinię SN. To jest klucz. Stanowisko doktryny jest najistotniejszym czynnikiem.
SLD się nie liczy w tej rozgrywce. Opinią wiążącą dla PO będzie stanowisko władz klubu a nie pojedynczy posłowie. Cóż, doświadczenia z tą partią, mają to do siebie, że są...Różne. Czasem, skrajnie. Powtórzę, jak mantrę - debata, tak. I TYLKO debata, kierowanie jakiegokolwiek projektu na ścieżkę legislacyjną to błąd. Kilka lat czekania na ustawę tak fundamentalną, to niewiele. Gra, oczywiście, JEST warta świeczki ale pośpiech jest wskazany, jedynie przy łapaniu pcheł. Są pewne zaszłości, nazwijmy, ogólnej natury, które psują klimat. Nie chcę się akurat w to zagłębiać bo to oddzielny wątek, dość...Ehmmmm...Wybuchowy. Przetrawię com połknęła, i spróbuje wyprodukować nieco mleka. Oby nie było skwaśniałe, bom, z natury, złośliwa;)

A traw, traw ową opinię na zdrowie, tylko dopraw ją proszę odrobiną przyprawy o nazwie "nie mam pełnej wiedzy". Nie twierdzę, że ja lub ktokolwiek inny ją ma, ale wiem jedno - to nie opinia któregoś z sędziów SN będzie się w ostatecznym rachunku liczyć, a to, kto ją zamówi i jakie będzie miał intencje. Inaczej mówiąc, myśmy już ową opinię z kilkorgiem konstytucjonalistów przedyskutowali i zdanie jest jedno: tyleż w niej merytoryki, co ideologii. Ideologia się zmieni, to i merytoryka się zmieni.

Debata toczy się w Polsce, niespodzianka, nie od lat kilku, ale od około dwudziestu. I, póki nie będzie projektu, który wyjdzie poza komisje, nadal się będzie toczyć, w nieskończoność. To jest moja lekcja z ubiegłego roku - rozmawiać można tylko o konkretnych zapisach. Projekt musi przejść ścieżkę legislacyjną chociażby po to, by zobaczyć, jak wygląda projekt pod względem formalnym idealny.

I jeszcze jedna ciekawostka do przemyślenia. Otóż któreś z centrum badań opinii społecznej (nie pamiętam w tej chwili, czy OBOP, czy CBOS) sprawdziło w tym roku, jak reagują badani na pomysł związków partnerskich jako takich, a jak, gdy się ich pyta o konkretne zapisy. I, co nie jest chyba niespodzianką, nawet w grupie przeciwników związków całkiem spory procent (czasami więcej niż połowa), nie ma nic przeciwko poszczególnym zapisom. I to dotyczy również posłów i posłanek. Wystarczyło im tylko pokazać, że rzecz niekoniecznie się rozchodzi o śluby kościelne i adopcję setki niewinnych sierotek. A ową znaczącą zmianę w dyskursie zawdzięczamy właśnie temu, że pojawił się konkretny projekt. Co pokazuje, że nie jest to zła droga.

To, że debata się toczy od lat, wiem. Sama się "otarłam" o nią pod koniec lat dziewięćdziesiątych.
Opinia SN nie jest wyrocznią ale pokazuje słabe punkty.
Nie twierdzę, że mam pełną wiedzę, ba, jestem gotowa postawić dolary przeciwko orzechom, że masz znacznie większą wiedzę w tej kwestii. Traktuj mnie, raczej, jako advocatus diaboli.
Z wiekiem, zapewne, straciłam na przenikliwości (i na urodzie) ale z wyników tych badań, nie wyciągałabym aż tak daleko idacych wniosków.

Oczywiście, że pokazuje słabe punkty. Tylko każdy tego typu dokument można potraktować na dwa sposoby: zwiesić głowę i stwierdzić "za wcześnie, za wcześnie" lub powiedzieć "no dobrze, to co teraz z tym zrobimy?".

Do badan opinii społecznej podchodzę ze sporym dystansem, ale fakt faktem, że jeżeli ta sama grupa ludzi potrafi być jednocześnie przeciw ustawie i za poszczególnymi rozwiązaniami, to jest to rzecz dająca do myślenia.

I jeszcze dwie rzeczy: opinia SN dotyczy projektu Grupy Inicjatywnej, a nie projektu MNW czy tego, który teraz powstaje. Zgadzam się też, że pośpiech jest złym doradcą (co chyba zresztą widać w powyższym tekście) i nieszczególnie wierzę, by cokolwiek sensownego mogłoby z tak szybko napisanego i złożonego projektu wyniknąć. Z drugiej strony - na działania polityków mamy wpływ niespecjalny. I teraz tak: albo można powiedzieć pomysłowi nie i robić swoje, albo wziąć udział w takiej akcji, a przez to mieć choć minimalny wpływ na to, co się dzieje i postarać się wyciągnąć z tego maksimum wiedzy dla siebie. I ja jestem za tą drugą opcją. Bo nawiązane kontakty i zyskane doświadczenie mogą się okazać bezcenne w sytuacji, gdy jednak przyjdzie nam tworzyć własny, społeczny, projekt (za rok? za dwa?) i zabiegać o poparcie dla niego.

Ależ ja nie twierdzę, że należy zwieszać głowę! Trzeba, umiejętnie, tę opinię, wykorzystać! Projekt MNW, który, upraszczając, dopisał "związek partnerski" do ustaw (z wyjątkiem Konstytucji)z użyciem słowa "związek małżeński", zrównawszy oba w prawach i obowiązkach, dokonał seppuku na starcie. Dlatego napisałam, że jest idiotyczny.
Moim zdaniem, to fundamentalna kwestia czy chcemy rozwiązania "wszystko albo nic", czy też chcemy osiągnąć tyle, ile, bez całkowicie zbędnego, zadęcia ideologicznego, można osiągnąć. Bo można, trzeba tylko zmienić taktykę, język czy, szerzej, sposób kontaktu ze społeczeństwem i, odpowiednio, dobrać rozgrywających. To bardzo trudne ale możliwe. Dlatego uważam, że forsowanie szybkiego wejścia, kolejnego projektu na ścieżkę legislacyjną, taki "zwiad, bojem", pogorszy sytuację bo dyskurs prowadzony krzykiem, przy użyiu haseł ideologiczno-religijno-obyczajowych nie służy NAM!
Może czas najwyższy, przestać startować w konkurencji "Strzał w stopę". Tytułów mistrzowskich i medali jest już dość.
Co do wniosków z badań...To żadne novum, że ludzie odrzucają coś (cokolwiek) en bloc, pytani o szczegóły, zazwyczaj znajdą fragmenty, dla nich, do przyjęcia. I, to, de facto, nie ma żadnego znaczenia, najważniejsza jest ocena całości.

Link, który wkleiłaś, nie działa. Nie poczytałam.
Po przeczytaniu opinii SN, pomijając kwestię zgodności bądź niezgodności projektu z art.18 Konstytucji, jestem zdumiona ilością "niedoróbek" prawnych. Z tego co czytałam, w przygotowaniu projektu brali udział prawnicy, podobno wybitni. Mimo wszystko, nie wierzę, że na opinii zaciążyły kwestie światopoglądowe, przynajmniej nie w tym zakresie. Pewne sformułowania, użyte w tekście a odnoszace się do kwestii art.18 mogą budzić odczucie, że przeważył światopogląd nad prawem.
Piszesz o tym, że dyskutowaliście o tej opinii w gronie konstytucjonalistów i, że wyrazili pogląd, że tyle tam ideologii co merytoryki. Czy owa ideologia odnosi się do interpretacji niezgodności projektu z art.18 czy do poszczególnych, wykazanych potknięć w projekcie.
Przy okazji, czy któryś ze wspomnianych konstytucjonalistów nie mógłby sie pokusić o polemikę z opinią SN? Sądzę, że łamy GW byłyby wystarczającym forum do wywołania debaty na ten temat.

Hm, skoro link nie działa (u mnie działa:)), to przyznam, że nie bardzo wiem, o czym piszesz i którego projektu dotyczą właściwie Twoje uwagi (o maksymalnym zbliżeniu do małżeństw itd.). Tak że trudno mi cokolwiek odpowiedzieć, bo w związku z tym nie wiem, co właściwie uważasz za zbliżone do małżeństw.

Projekt GI na modłę francuskich PACSów? Projekt MNW powielajacy instytucję związku partnerskiego (z wyłączeniem części zapisów, jak chociażby adopcja zewnętrzna)? Projekt, który teraz powstaje, a o którym póki co wiadomo tyle, że prace się nad nim toczą, a efekty poznamy pewnie w grudniu?

Opinia SN dotyczy projektu GI (przygotowanego przez jednego prawnika, nie wiem, czy wybitnego) i w kwestii niedoróbek jest naszym zdaniem jak najbardziej słuszna, w kwestii art. 18 - co najmniej dyskusyjna. Dlatego też jak najbardziej będziemy z nią polemizować.

Decyzja o szybkim złożeniu projektu w Sejmie jest decyzją polityków. My, czyli strona społeczna, nie możemy jej negocjować. Możemy się włączyć w prace albo nie. Ja uważam, że zawsze lepiej jest współpracować niż być na nie. O powodach pisałam wyżej.

Napisałam, że: "Projekt MNW, który, upraszczając, dopisał "związek partnerski" do ustaw (z wyjątkiem Konstytucji)z użyciem słowa "związek małżeński", zrównawszy oba w prawach i obowiązkach, dokonał seppuku na starcie. Dlatego napisałam, że jest idiotyczny."
Reszta dotyczy projektu GI i opinii SN. Wydawało mi się, że jest to jasne...O powstającym projekcie wiem, że powstaje i tyle...
Jak sama pisałaś, macie kontakty z posłankami i posłami PO, więc można, jak sadzę, spróbować na nich wpłynąć, oni zaś mogą wpłynąć na innych, skoro nie macie "przełożenia" na posłankę Grodzką i posła Biedronia, wchodzących w skład grupy roboczej w Sejmie. Oczywiście, jeśli wybieracie opcję "zwiadu, bojem" to nie będziecie chcieli zatrzymać tego procesu. Sądząc po aktywności niektórych grup, odnoszę nieodparte wrażenie, że traktuja to jako wyścig z innymi organizacjami czy stowarzyszeniami, o to, kto przejdzie do historii polskiego ruchu LGBT. To, dobrze nie wróży...
Posłanka Grodzka i poseł Biedroń nie są genialnymi amatorami pokroju Schliemanna, tylko amatorami, którym wydaje się, że są politykami, w dodatku, niestety zachowują się jak słonie w składzie porcelany. Ale to inna historia...

Ok, tylko że pod linkiem, który Ci się nie otwiera, jest właśnie projekt MNW. Stąd pytanie, o czym piszesz.

Co do reszty - pozwól, że nie będę się wypowiadać, dopóki nie będzie efektów dotychczasowych działań. Bo to jest trochę jak wróżenie z fusów. Będzie konkret, będzie działanie i ja mam nadzieję, że będzie to działanie wspólne. Bo sytuacja, w której każdy ma własny projekt i próbuje go przepchnąć na własną rękę jest niepotrzebnym rozbijaniem i tak niewielkich sił.

No to już się wyjaśniło. Projekt MNW miałam z innego źródła, sądziłam, że Twój link jest do kolejnego, społecznego projektu.
Zgadzam się, że sytuacja, w której "każdy sobie, rzepkę skrobie" jest jeszcze gorsza. Jasnym jest, że, jeśli jest możliwość trzeba się próbować włączyć, choćby po to aby uczyć się na błędach, najlepiej cudzych.
Hmmmm...Niewielkie siły, aż tak niewiele osob w Polsce jest zainteresowanych tą sprawą? Czytałam, że już 20% dzieci w Polsce pochodzi ze związków pozamałżeńskich. A może oni nie potrzebują tej ustawy?

Ha, no widzisz, koniec końców wyszło, że myślimy podobnie:)

Projekt MNW nie jest, jak pisałam, gotowym projektem. To raczej zarys powstały na bazie ankiety przeprowadzonej wśród zainteresowanych (w sumie wypełniło ją ok. 4,5 tys. osób), taki "projekt marzeń". Jeżeli będzie się z nim działo coś dalej, to na pewno weźmiemy pod uwagę obecną sytuację społeczną. Może jednak nie będzie takiej konieczności. Zobaczymy.

Co do zainteresowania, to nawet jeżeli jest, to zupełnie go nie widać. Sprawę ciągną niemal wyłącznie osoby nieheteroseksualne, którym, siłą rzeczy, po prostu bardziej na ustawie zależy. Ale nadal nie jest to duża grupa.

Implikacja...Skoro ja myślę podobnie jak chłopak w wełnianej marynarce, a On z kolei, podobnie myśli jak Ty to, w końcu, te proste, nierównoległe, przeciąć się musiały...
Swoją drogą, od dłuższego czasu męczy mnie myśl, że ustawa jako odrębny akt legislacyjny, nie jest potrzebna. Pewne zmiany mogłyby zostać wprowadzone jako kolejne nowelizacje właściwych ustaw.
Wzorowanie się na rozwiązaniach prawnych, stosowanych w innych krajach, np. na PACS, jest skazane na porażkę bo Diabeł tkwi w szczegółach.

Ech, nie wiem, nie znam się, od tego mamy prawników:) Wiem, że projekt MNW, tak jak i zresztą GI, opiera się właśnie na zbiorze nowelizacji iluś tam ustaw, ale nie mam pojęcia, kiedy taki zbiór uważany jest za odrębną ustawę, a kiedy właśnie za ileś tam nowelizacji.

I też uważam, że nie ma co niewolniczo trzymać się obcych wzorców. Inspirować - tak, najlepiej na krajach, które mają podobne rozwiązania ustawodawcze, ale zawsze biorąc poprawkę na polską specyfikę.

Minął miesiąc, o szumnie zapowiadanym projekcie ustawy o związkach partnerskich nie słychać...
Nie, żebym się czepiała bo przewidywałam (w swej przenikliwości, pochwalę się, a co?) taki bieg rzeczy. Tak se piszę, wieszałam nowy kalendarz i tak mi się przypomniało bo grudzień się już skończył. No, chyba, że ja mam jakiś inny kalendarz...

W to, że powstanie w miesiąc, też nie wierzyłam, co zresztą chyba widać w tym poście. Napisałam: "pierwsze wyniki ich pracy poznamy za miesiąc". I poznaliśmy - było drugie spotkanie w Sejmie, kolejne za kilka tygodni.

Ewa, przecież, ja się Ciebie nie czepiam. Zauważyłam, że też jesteś sceptyczna co do miesięcznego terminu. Moment pierwszego zachłyśniecia się faktem bycia w Sejmie, przeszedł w fazę, co mnie, z resztą nie dziwi, "grzania ławy".

Dobra, dobra, ja swoje wiem:)
A tak serio, to wydaje mi się, ba, nawet troszkę więcej, niż wydaje, że nie jest to takie proste. Bo trzeba zderzyć swoje ambicje działaczowskie z ambicjami politycznym i podzielić przez realne układy partyjne. Zabłysnąć tak, by nie utonąć i się za bardzo wszystkim nie narazić. W każdym razie - cieszę się, że to nie miesiąc, bo jest nadzieja, że to, co powstaje, nie będzie pisane na kolanie.

Pisałam o tym wcześniej...To "zderzenie" jest o tyle boleśniejsze, że, niestety, sprawę pilotuje para amatorów - Grodzka i Biedroń.

Hm. Nie bardzo wiem (i o tym też już chyba pisałam), co masz na myśli, pisząc "amatorów". Nowicjuszy - tak, jak ponad setka innych posłów i posłanek. Amatorów? Nadal będę się upierać, że mają znacznie większe doświadczenie niż całkiem sporo osób, które pierwszy raz zasiadły w sejmowych ławach.

Wymienieni są nowicjuszami w Sejmie. Zgoda. Wymienieni są amatorami w działalności politycznej. Podkreślam, politycznej a nie społecznej, to nie jest tożsame.

Prześlij komentarz