sobota, 22 września 2012

Homo-pułapki - historia prawdziwa


Fronda ostatnio dostarcza mi dużo radości. Niedawno było tajne przesłanie w kreskówkowych awatarach, teraz mamy pierwszą polską antyhomoseksualną dystopię "Homo-pułapki" autorstwa blogerki Mamuchy.

O czym to? Zdaniem Mamuchy o czymś, co dzieje się już teraz, choć nie w Polsce, i ponoć jest celem działalności światowego homoseksualnego wszechlobby - o naszej dominacji nad biedną uciskaną heteroseksualną większością.
_ . _

Oto przykładna żona i matka Beata zostaje wezwana do nauczycielki swoich synów Michałka i Patryka. Z bardzo poważnego powodu - okazuje się, że Stowarzyszenie do Walki z Przemocą i Wykluczeniami założyło jej rodzinie "kartę zagrożenia". Powód? Ich jeden syn - Michałek - nie chodzi na edukację seksualną, a drugi - Patryk - nie pojawił się na urodzinach wychowywanego przez dwóch ojców Krystianka i odmówił przyjęcia od niego drobnego upominku. Beata jest przerażona. Boi się, że władze odbiorą im dzieci i oddadzą je do domu dziecka - były już takie przypadki. Nauczycielka, w obawie, że ich rozmowa zostanie podsłuchana, zaprasza ją do siebie do domu. Tam, w otoczeniu stylowych mebli i wiszących na ścianie krzyża i reprodukcji "Ostatniej wieczerzy", kontynuują rozmowę. Okazuje się, że nie tylko Michałek i Patryk są na cenzurowanym. Problemy mają też ich rodzice, którzy opuścili zebranie powitalne zwołane dla pary gejów, drugiej już, która w ramach planu "Integracja Orientacji" wprowadziła się do ich bloku. Dodatkowo śmieli wezwać policję, gdy ci urządzili huczną imprezę, połączoną z wymiotowaniem przez okno i wycieraniem się firanką, która następnie wylądowała na chodniku. W efekcie na rodziców Michałka i Patryka są skargi - do szkoły, do kuratorium i do stowarzyszenia od wykluczeń. Ciąg dalszy nastąpi.
_ . _

Materiał do hejtu jak złoto, tym razem jednak hejtu nie będzie. Będzie za to, zainspirowany dyskusją na naszym fejsie, ciąg dalszy. Jeśli autorka ma ochotę, niech skorzysta, ale jak to kiedyś wyda, to chcemy części wpływów. Pójdą na różowy czołg.
_ . _

Beata i jej mąż Bartek postanawiają nie kusić losu. Odbywają poważną rozmowę z Patrykiem, podczas której tłumaczą mu, że wprawdzie ojcowie Krystianka to szuje, ale lepiej się ich synowi nie narażać. Patryk przygotowuje przeprosinową laurkę dla Krystianka, którą wręcza mu przy całej klasie podczas godziny wychowawczej. Tego samego dnia Beata i Bartek organizują przyjęcie, na które zapraszają dwie pary gejów z ich bloku i ojców Krystianka. Spotkanie przebiega w kulturalnej atmosferze aż do chwili, gdy podochoceni przyniesionym alkoholem (Bartek i Beata są abstynentami) goście proponują gospodarzom małą orgietkę. Gdy Bartek protestuje, zostaje obezwładniony, siłą wepchnięty w sukienkę i umalowany (jego zdjęcia następnego dnia pojawią się na fejsie), a ich mieszkanie zdemolowane. W obawie przed oskarżeniami o homofobię nie informują policji. Zdają sobie jednak sprawę, że w tym kraju nie ma już dla nich życia. Zaczynają planować emigrację.

Beata zostaje ponownie wezwana do nauczycielki. Dowiaduje się, że Krystianek opacznie zinterpretował laurkę od Patryka i zaproponował mu "chodzenie". Patryk uprzejmie odmówił, jednak jego "nie" zostało odebrane jako akt wrogości. Beata zwierza się nauczycielce z planu emigracji z Polski. Ta uznaje to za dobry pomysł.

Następnego dnia bladym świtem do mieszkania Beaty i Bartka wpada Specjalna Jednostka Antyhomofobiczna "CZŁON". Rodzina zostaje zapakowana do dwóch samochodów - wrzeszczącego Patryka i Michałka czarna wołga wywozi w niewiadomym kierunku, Beata i Bartek trafiają do aresztu, a chwilę później, po pozbawieniu ich butów, sznurowadeł i zawartości kieszeni, na przesłuchanie, podczas którego odtworzone zostają nagrania rozmów między Beatą i nauczycielką. Okazuje, się, że osoba, której mama Patryka i Michałka tak pochopnie zaufała, jest w rzeczywistości działającą pod przykrywką transseksualną lesbijką agentką, która ma za zadanie zdobywanie kwitów na nieprawomyślnych obywateli i obywatelki. Beata i tak może uważać się za szczęściarę - zazwyczaj, zanim wydawała swoje ofiary, "nauczycielka" szantażem wymuszała od nich seks S/M. Ostatnio jednak, z powodu poważnej niedyspozycji wątrobowej (za dużo alkoholu), odpuściła sobie bujne życie erotyczne i ograniczyła się do trzech kochanek w jednym czasie.

Sąd skazuje Beatę i Bartka na rok przymusowej terapii reorientacyjnej. Ich synowie zostają rozdzieleni - Patryk trafia do ojców Krystianka, a Michałek do imprezowej pary gejów z bloku swoich rodziców, którym z tej okazji miasto przydziela mieszkanie Beaty i Bartka. Panowie urządzają w nim zapasowy darkroom. Firanki bezczeszczą i wyrzucają do śmietnika.

Nagle... Rozlega się tętent kopyt. Nadjeżdżają Jeźdźcy Apokalipsy.

- KONIEC* -

No i co? Ja też mogę być Orwellem/Krasińskim! [demoniczny śmiech]

*Chyba że ktosia/ktoś ma ochotę kontynuować zabawę w komentarzach.

48 komentarze :

pewne rzeczy nie zmieszcza mi sie w glowie..

ciąg dalszy

Po miesiącu pobytu w ośrodku przymusowej terapii reorientacyjnej Beata i Bartek trafili przed komisję orzekającą. Komisja uznała, że nie kwalifikują się do dalszej terapii, jako jednostki całkowicie zdemoralizowane. Zostają odesłani do "Rezerwatu Licheń".

Patryk stał się utrapieniem dla swoich nowych dwóch ojców. Regularnie zmuszał wszystkie dzieci na podwórku do zabawy o nazwie "pielgrzymka". Krystian skarżył się ojcom, że Patryk każe mu iść na czele i śpiewać jakieś bzdurne pieśni o poczęciu u dziewicy. Sam Patryk na trasie "pielgrzymki" wokół bloku regularnie organizował postoje, w czasie których zaciągał młodsze dizewczynki w krzaki, obnażał je i zmuszał do przyjmowania do ust czegoś, co nazywał "ciałem chrystusa".
Nowi ojcowie Michałka byli zszokowani nawykami Michałka. Ne potrafił posługiwać się nożem i widelcem. Przed pójściem spać międlił w ustach jakieś szamańskie teksty. Jakoś porządnie chciał się myć i ubrać jedynie w niedziele. Na podwórku chodził z tacą i zmuszał inne dzieci, żeby wrzucały mu swoje oszczędności. Za zebrane pieniądze kupował sobie kolejne resoraki.
Skargi rodziców innych dzieci oraz trudności wwychowawcze spowodowały, że zarówno ojcowie Patryka, jak i Michałka zrzekli się dalszej opieki. Komisja uznała, że najlepiej będzie odesłać dzieci do rodziców do "Rezerwatu Licheń".

Beata i Bartek oraz ich synowie Patryk i Michałek trafili do rezerwatu jednocześnie. Szczęściu rodziny nie było końca. Beata z radości tradycyjnie spoliczkowała Patryka, tylko lekko rozcinając mu wargi. Patryk z wielkiej radości zrewanżował się kopnięciem matki w piszczel. Wzruszony ojciec długo kopał Michałka w brzuch, dopóki Beata nie przerwała mu zaproszeniem do łóżka, gdzie wreszcie będą mogli się oddać seksowi bez zabezpieczeń.

Następnego dnia wspólnota rezerwatu zaprosiła Beatę i Bartka do śpiewnego obchodu świętej figury. Dla urozmaicenia obchód odbywać się miał na kolanach po żwirze.

Wspomnienia Patryka i Michałka z otrzęsin w nowej szkole pozostały w pamięci rodziny na długie lata. Kocenie trwało cały dzień i noc. Na początek zlizali śmietankę z kolan i podudzi wszystkich księży i zakonników. Siostry zakonne pieszczotliwie tłukły ich po twarzach różańcami. Patrykowi bardzo się to podobało, a Michałek wreszcie pozbył się przednich zębów mlecznych. Noc każdy z chłopców spędził z innym duchownym. Było to dla nich bardzo kształcące. Dogłębnie poznali własne ciała i ciała dorosłych mężczyzn.

Każdy dzień życia w rezerwacie radował serca rodziny. Wreszcie byli wśród sobie podobnych. Wśród jasno określonych wartości i stylu zycia.

Po dziewięciu miesiącach Beata powiła w domu i zgodnie z tradycją tego pierwszego noworodka zamarynowała w plastikowej beczce, którą Bartek dziń wcześniej ukradł sąsiadom. Nie mogła się doczekać kiedy będzie mogła podrzucić drugie dziecko do "okienka życia".

@Ter SA
Jesteś potworem! Mamucha nigdy by tego nie napisała. Nigdy!

Zajebisty dalszy ciąg! Od razu poprawił mi się humor ;P

Ewa świetnie zaczęła, mnie się pomysł spodobał, przysiędźcie fałdów i pofantazjujcie ;) Włąściwie, to nawet nie trzeba fantazjować, życie przerasta wszelką fikcję.

Otóż to! Mamy już historię z dwóch perspektyw, przyda się kolejna.

"Fronda" - codzienna bibuła
"Chrześcijańska Atlantyda", autor: Mamucha

Nasza wysłanniczka - Mamucha - przedarła się przez kordon, zasieki i pola minowe jakimi homoseksualne lobby rządzące w naszym kraju otoczyło jedyny obszar, gdzie życie płynie w zgodzie z Bogiem i zasadami ustalanymi od wieków przez Ojców Kościoła Powszechnego. Oto jej relacja.

Przygotowania do wyjazdu na teren tzw. "Rezerwatu Licheń" wyznaczonego przez rządzących zboczeńców jako miejsce odosobnienia dla prawdziwych katolików rozpoczęłam kilka miesięcy temu. Zaczełam od wysłania grypsu do Radia Madagaskar, gdzie wraz z całą świtą schronił się Nasz Ojciec Święty Malcolm X. Chodziło o znalezienie wiernych Bogu mieszkańców okolic rezerwatu. Do radia odezwał się Jarosław (imię zmienione). Miałam jeździć po okolicy poszukując kota-partnera dla mojego pupila. Całkowicie homoseksualna kocica, z którą jeździłam, napawała mnie obrzydzeniem, ale co było robić. Nazwać ją musiałam Hermiona, a imię kotki Jarosława miało się rymować. Dla uściślenia Jarosław miał wspomnieć swojego poprzedniego kocura, którego imię miało się rymować do imienia Dupalik. Po wizytach w kilkunastu domostwach trafiłam do Jarosława, jego kocica nazywała się Fiona, a poprzedni kocur miał na imię Alik. Hermiona i Fiona oddały się swoim bezeceństwom, a ja i Jarosław mimo potężnych zakłóceń wysłuchaliśmy przez radio mszy świętej celebrowanej z Madagaskaru przez Ojca Świętego. Przez tajną radiostację próbowaliśmy się połączyć z podziemnym Radiem Maryja, żeby odmówić koronkę. Niestety po okolicy krążyły wozy pelengacyjne i musieliśmy ukryć radiostację.

Jarosław był bardzo ostrożny. Udało mu się uniknąć szykan i represji, bo był kawalerem i jakoby nie potrafił znaleźć dla siebie partnera, nawet na czaterii. Udawane zamiłowanie do spedalonych kocurów i lesbowatych kotek pozwalało mu uśpić czujność władz.
Dobrze znał dojście do rezerwatu, bo jego znajoma - Anna (imię zmienione) - często fatygowała się na te tereny, żeby udając dziewczynę zmarłej partnerki - de facto zatwardziałej katoliczki - starać się o jej ekshumację.
Poczekaliśmy do północy, gdy patrolujący teren żołdacy i żołdaczki udali się na kwatery, by czynić codzienną rozpustę.
Pokonanie ohydnych różowych zasieków przebiegło prosto. Za nimi pusty teren oświetlały mrożące krew w żyłach tęczowe reflektory. Wykrycia udało nam się uniknąć dzięki kopii całunu turyńskiego, którego cudowna moc czyniła nas niewidzialnymi. Pole minowe okazało się być banalne do sforsowania. Zboczeńcy ułożyli miny według wzorów fallicznych.

Do zabudowań dotarliśmy o świcie. Już z daleka cieszył oczy widok wielu kościelnych wież. Gdy podeszliśmy bliżej okazało się, że kościoły stoją co 200 metrów. Skromne, ale zadbane gliniane domostwa mieszkańców między nimi mają duże okno przez które widać sypialnie mieszkańców i ich samych śpiących snem niewinnym.

Uwagę przykuwają wspaniałe rezydencje duchowieństwa ze wspaniałymi samochodami luksusowych marek zaparkowanymi przed nimi.

Jarosław musiał wracać, ale doprowadził mnie do domu Beaty i Bartka, gdzie miałam zamieszkać. Otworzył nam Bartek - szykował się do porannej mszy. Czułym kopniakiem obudził Beatę i zasiedliśmy do stołu. Po półgodzinnej modlitwie do wszystkich świętych z podziękowaniem za dary zjedliśmy kanapki i popiliśmy dla rozgrzewki wódką "Duch Święty" produkowaną przez tutejszych braciszków zakonnych. Przebraliśmy się we włosienice i wyszliśmy na ulicę.

ciąg dalszy relacji Mamuchy w kolejnej bibule

Padłam, umarłam, nie ma mnie. Tereso, wysoko podniosłeś poprzeczkę. Biedna Mamucha, gdyby wiedziała, co wywołała.

Bartek wszedł do pobliskiej świątyni, gdzie był kościelnym. Ja poszłam z Beatą do pałacu prymasowskiego, by towarzyszyć jej w codziennych obowiązkach. Beata jak wszystkie kobiety w rezerwacie jest odpowiedzialna za utrzymanie czystości w toaletach.

Pałac oszałamiał mnie swoim przepychem. Wszędzie dębowe parkiety, złote klamki i armatury, na ścianach niedoścignione w swej religijnej wymowie obrazy namalowane przez lokalnych mistrzów Franciszka Matoła i Józefa Pacana.
W prymasowskiej toalecie spotkał nas zaszczyt. Znienacka wszedł sam Prymas. Nie zwracając uwagi na nasze nędzne istnienia załatwił przy pisuarze swą potrzebę. Po czym łaskawie pozwolił nam ucałować swą upierścienioną dłoń. Czułam jak moje wargi zapadają się w obwisłe fałdy skórne dłoni Prymasa. Myślę, że otarłam się o ciężki złoty pierścień wysadzany wielkimi diamentami, który Prymasowi podarował Ojciec Święty nim władzę w kraju przejęli zboczeńcy.

Przy czyszczeniu ostatniego sedesu Beata skaleczyła się. Siostrzyczki obsługujące na codzień prymasowki pałac nie miały poza kadzidłami do egzorcyzmów żadnych bandaży. Poszłyśmy więc do apteki. Tam przeżyłam szok. Wszędzie wisiały plakaty zachęcające do zakupu środków wczesnoporonnych, smakowych prezerwatyw, domacicznych wkładek antykoncepcyjnych, spiral i pigułek antykoncepcyjnych. Wszystko by zachęcić do mordu poczętych dzieciątek.
Patrzyłam na to przerażona wyobrażając sobie te niewinne boże istoty krzyczące z przerażenia i drobnymi dłońmi usiłujące przedrzeć się przez te mordercze narzędzia, by po dziewięciu miesiącach zaczerpnąć świeżego powietrza. Okazało się, że to wymóg zboczeńców. Odmówili zaopatrywania apteki jeśli tych reklam zabraknie. Beata uspokoiła mnie, że prowadzący aptekę farmaceuta został zesłany do rezerwatu za deklarację konfliktu sumienia. Choć apteka była otwarta od 6 rano do 22, to dla kupujących tylko od 15 do 17. Resztę czasu farmaceuta spędzał na dziurawieniu prezerwatyw, podmienianiu pigułek wczesnoporonnych na witaminę C oraz rozwijaniu spiral.

Po powrocie do domu Beata przygotowała szybki obiad na bazie resztek jakie za pracę dostała z pałacu prymasowkiego. Trafiła się nam nawet skorupa homara, którego konsumował może nawet sam Prymas.
Patryk i Michałek opowiedzieli o swoim dniu w szkole. Michałek uczył się jak leżeć krzyżem i nie dostać reumatyzmu. Patryk miał lekcję języka polskiego, na którym omawiano jedną z encyklik Naszego Ojca Jana Pawła II. Lekcja WOS'u miała za temat, gdzie donieść, gdy wiara kolegi lub koleżanki zacznie słabnąć. Na matematyce dzieci uczyły się, jak zachęcic wiernych do większych datków na tacę. Patryk dostał dyplom na lekcji biologii za przygotowanie makiety pokazującej, jak Bóg rozmieścił szczątki zwierząt kopalnych, by wykazać, że zapisy Biblii są prawdziwe.

Ewa, wiem, że to grafomania, ale sama to we mnie poruszyłaś i świetnie się przy tym bawię ;)

Ja też:) I chętnie udzieliłabym Ci łamów na osobny wpis, bo w komentarzach się to dobro trochę marnuje. No chyba że wolisz u siebie - wtedy zapewniam godną promocję.

Ty zaczęłaś, Ty tym władaj ;)

Liczyłbym na innych, dałoby to pożywkę do rozwoju tematu.

Przyznam, że musiałem się cenzurować, żeby nazbyt drastycznymi tekstami nie obciążać Ciebie i Twojego bloga.

Ostrzegam! Nie ręczę za siebie i jak znajdę czas, to jeszcze powrzucam.

System ekonomiczny rezerwatu jest bajkowy. Nie ma VATu, PITów, urzędów skarbowych. Wszystko oparte jest o dobrowolne datki na tacę i wpłaty na konto kurii. Nikt nikogo do niczego nie zmusza. Mieszkańcy dobrowolnie składają na tacę pieniądze, a przy ich braku rodzinne kosztowności. Proboszczowie z licznych kościołów zabiegają o wiernych oferując niskie ceny za poświęcenie poczęcia, obsługę duchową ciąży, pępkowe, chrzest, przygotowanie do komunii świętej, samą komunię, pierwszą ejakulację/miesiączkę, zaręczyny, ślub, duchowe wsparcie w czasie nocy poślubnej oraz pogrzeb.

Niektóre parafie są w rozbudowie. Widać przepiękne pałace probostw i leżące obok fundamenty pod nowe świątynie. Parafianie z radością ponawiają tam chrzty i śluby, a starsi ludzie przystępują do ceremonii pogrzebowych po kilkakroć nim wreszcie odejdą do Boga, byle tylko zebrać niezbędne środki na budowę świątyni.

Przypomniało mi to program ekonomiczny zdelegalizowanej partii politycznej PiS. Ten wielki skok gospodarczy. który miał służyć całej Polsce, został zaprzepaszczony po wygranej zboczeńców w wyborach.

System bankowy oparty jest o instytucję zwaną Bursztynowy Opłatek. Każdy mieszkaniec, który wpłaci tam swoje oszczędności ma zagwarantowane 115% zwrotu w życiu pozagrobowym. Zgodnie z ulotką, zawierającą pozłacaną pieczęć prymasowską, korzystanie z Bursztynowego Opłatka jest Bogu miłe. Iinstytucja chwali się wspieraniem organizacji kościelnych zajmujących się wycieczkami turystycznymi dla duchowieństwa do krajów tropikalnych. Dzięki temu mieszkańcy mogą liczyć na posługę kapłanów wypoczętych, opalonych i w świetnej kondycji psycho-fizycznej, o moralnej nie wspominając.

Booskie (ze sie tak wyrażę) !!! A Teresy 'rozwijanie spiral mnie rozwaliło doszczętnie ;)
Alleluja i do przodu!

Ter SA: Człowiek by się i podłączył, ale nikt Ci nie dorówna:D

Nieprawda! Czytam Wasze teksty i jestem pewien, że potraficie wnieść ożywczy powiew. Ja walę na jedną nutę, a chętnie przeczytam coś z innej tonacji. Poza tym czasem muszę jeść, spać i udzielać się.

W przygotowaniu jest służba zdrowia i wykrycie obcego elementu - tych dwóch aspektów proszę mi nie zabierać ;)

Pochlebstwa na mnie działają ;) a jakże, jednak potrzebuję pomysłów. Nawet kilkuzdaniowe fragmenty rozwiną opowieść. Bawmy się razem! ;)

No, liczyłam że Sak maj sosydż dołoży swoje, wszak "Rezerwat Licheń" to jego klimaty.

Tymczasem "na powierzchni" trwa ekspansja zboczeńców. Parlament przegłosowuje dalszy etap programu "Integracja Orientacji" - we wszystkich domach wielorodzinnych, które zamieszkuje przynajmniej jeden gej/jedna lesbijka, ma w ciągu najbliższych trzech miesięcy zostać wprowadzony parytet - na jedną osobę homoseksualną ma przypadać jedna heteroseksualna. W sytuacji, gdy nie uda się znaleźć wystarczającej liczby gejów/lesbijek, część heteryków powinna się wyprowadzić lub też przejść terapię reorientacyjną. Parytet ma również zacząć obowiązywać na wyższych szczeblach administracji publicznej i w spółkach skarbu państwa.

Dzieciom zostają zakazane zabawy promujące heteroseksualny styl życia. W środkach komunikacji miejskiej zostają wydzielone specjalne miejsca dla homoseksualistów. Heteroseksualiści mogą je zajmować jedynie do momentu, gdy w pobliżu pojawi się gej/lesbijka. Podobnie w miejscach użyteczności publicznej i w lokalach gastronomicznych wprowadzone zostają strefy dla uprzywilejowanych.

Aby usprawnić przestrzeganie nowych zasad zostaje wprowadzona obowiązkowa rejestracja heteroseksualistów. Zarejestrowane osoby otrzymują specjalne opaski, a pod skórę na karku wszczepia im się czipy.

Wśród uciskanych heteroseksualistów powoli zaczyna narastać bunt.

Padłem ze śmiechu czytając Wasze teksty. Love it :)

Miałam okazję poznać system opieki zdrowotnej rezerwatu. Czysty i schludny szpital - dzięki pracy setek mieszkanek rezerwatu - prezentował się o niebo lepiej niż jednostki zarządzane przez NFZ w kraju rządzonym przez zboczeńców. Na wszystkich ścianach krzyże oraz dowody cudownych uleczeń od wdzięcznych pacjentów w postaci lasek, kul, sztucznych gałek ocznych, itp. W całym budynku unosi się przyjemny zapach leczniczych kadzideł. Zgodnie z doktryną sprawdzoną przez wieki doświadczeń każdemu lekarzowi towarzyszy ksiądz egzorcysta. Jego zadaniem jest wykurzenie demona wywołującego chorobę. Asysta lekarza pozwala na reakcję, jeśli demon zaczyna zwyciężać w ciele pacjenta. Gdy pacjent opanowany przez demona zaczyna przeraźliwie krzyczeć z cierpienia lekarz może podać morfinę, by wrzask pacjenta nie rozpraszał egzorcysty kontynuującego swe działania.

Największy problem pojawił się wraz z osobami heteroseksualnymi zsyłanymi przez zboczone władze kraju. Usunięcie chipa udawało się przy minimalnych nakładach pracy księży egzorcystów. Śmiertelność jednak sięgała 99%. Każde odejście do Boga było w szpitalu świętowane uroczyście. Pogrzeby w zbiorowych mogiłach celebrował każdorazowo ksiądz prymas, o ile liczba zmarłych sięgnęła dwustu ciał, a złożone w szpitalnych sejfach środki pokrywały koszty jego obsługi. W przypadku heteroseksualnych Żydów, Mahometan, Świadków Jehowy, zielonoświątkowców oraz osób innych wyznań, byli oni chrzczeni pośmiertnie poprzez polewanie poświęconym niegaszonym wapnem.

Największymi sukcesami szpital szczyci się na oddziale ginekologicznym. Dzieci są rodzone przez matki, które zmarły z racji powikłań już kilka miesięcy wcześniej. Wprowadzono też nowatorski program czuwania gwałcicieli w ramach pokuty przy łóżkach zgwałconych przez siebie kobiet.

Niezachodzące w ciążę kobiety otaczane są wszechstronną opieką. Są lekko otumaniane kadzidłami, żeby łatwiej ulegały modlitwom. Każdej nocy czuwa przy nich inny duchowny. Wlyw ich modlitw jest dostrzegalny w 70% niepokalanych poczęć.

Nie bez kozery szpital jest imienia Ducha Świętego NB destylowanego w tym samym budynku.

Wpływy kościoła dobiegają końca, a więc trzeba sobie znaleźć wroga, a najlepszym wrogiem jest ten rozpoznany, no bo ślepy już tylko nie widzi, że ta instytucja jest krypto-gejowska.

Rany Boskie Teresa!!! To Ty znikasz z mojego życia na całe godziny, mało tego, nie chodzisz do pracy - tylko dlatego, że piszesz tu takie opowiadania?! Ogarnij się koffana, bo tu sława czeka Cię raczej mołojecka.

Na jednym ze skrzyżowań zauważyłam grupkę ludzi. Obrzucali błotem i zgniłymi warzywami dwie dziewczyny. Stały przy wbitych w bruk palach z dłońmi związanymi za plecami wokół tych pali. Ubrane były w dominujące na ulicy włosienice, jednak z włosami nadal wyglądającymi na czyste mimo grud błota docierających do celu. Na ich twarzach malował się strach. Widać było poczucie niepewności losu. Mimo tego jedna bezczelnie patrzyła na słusznie oburzony tłum. Widać było poruszenia jej rozbitych od uderzeń warg. Czy złożeczyła tłumowi, czy szeptała coś do współwinnej, trudno było powiedzieć. Druga dziewczyna pochyliła głowę. Nawet nie próbowała uchylać się od pocisków. Czasem tylko spod długich rzęs spoglądała wzrokiem czy to błagalnym, czy to przepraszającym na swoją wspólniczkę.
Za dziewczynami stali ich rodzice. Tłum nie pastwił się nad nimi. Ich wstyd wypisany był na tekturach wiszących na ich szyjach. "Ojciec lesby", "Matka lesby". Ojciec jednej, o czerwonej nalanej twarzy wykrzykiwał coś pod adresem córki szukając aplauzu tłumu. Jej matka zwiesiła milcząco głowę, ni to zgadzając się z małżonkiem, ni z niewiarą, że mogło ich to spotkać. Rodzice drugiej dziewczyny, tej bardziej poddanej losowi, patrzyli na nią jakby sami odczuwali każdy cios jaki na nią spadał. Płynące po ich twarzach łzy oraz naprężone mięśnie wskazywały, że gdyby nie przytrzymujące ich dłonie rzuciliby się, by własnymi ciałami osłonić córkę.
Patrzyłam na tę scenę przerażona. Jak to możliwe, że w otoczeniu tak heteroseksualnym mogło się to zdarzyć! A jednak! Homoseksualny wirus potrafi dotzreć wszędzie. Potrafi zakazić zdrową tkankę niezauważenie i mimo wszelkiej profilaktyki.
Szczęśliwie moralność rezerwatu zostanie zachowana. Zboczone dziewczyny zostaną zabrane przez nadzorców rezerwatu. Sąd prymasowki pozwala rodzicom na pozostanie w rezerwacie, jednak wszystkie pozostałe dzieci oraz mające się narodzić zostają rodzinie odebrane i przekazane moralnym rodzinom zastępczym.

Pojawił się Jarosław, który wyprowadził mnie do świata zgnilizny moralnej. Widok Hermiony zabawiającej się z należącą do Jarosława Fiony uprzytomnił mi do jakiego świata wróciłam. Wróciłam, by zdać tę relację i już tęsknię za powrotem do krainy wolnej od zboczeń. A przynajmniej, gdzie zboczenia duszone są w zarodku.

@Jakiś
Sława jak sława, gorzej z kasą i chwałą.

A tymczasem do grona piszących wróciła Mamucha (http://www.fronda.pl/blogowisko/wpis/nazwa/homo-pulapki_(odcinek2)_38762). I ma przeczucie, to znaczy jej bohaterka ma przeczucie, że odbiorą jej synów. Gdyby wiedziała, co się jeszcze wydarzy.

@Ewa
Niestety muszę skończyć moją grafomanię - siła wyższa ;)

Może dać znać Mamusze, żeby się nie wysilała, bo pracę już za nią wykonaliśmy ;)

Szkoda, no ale jak siła wyższa, to siła wyższa. Z mojej strony wszystko zmierza ku rewolucji - wysiedleni heteroseksualiści się organizują i obalają władze zboczeńców. Wszystko powoli wraca do normy.

W wolnej chwili połączę historie i zrobię cd.

Dzięki za kawał dobrej zabawy:)

Przewidujesz palenie na stosie, czy jakieś bardziej mrożące krew w żyłach działania odwetowe heteroseksualistów? ;)

Dzięki za zabawę, ale jeśli będzie dalszy ciąg, to może coś napiszę z ukrycia ;)

Mamucha to moja kandydatka do Tęczowego Lauru. Od lat nikt tak świetnie nie ośmieszył katocymbalskich kocopołów.
A teraz przyznać się - kto wysłał tę Mamuchę do Frondy? Musi to nasza agentka (pewnie Agentka Tomka).

Teresa - chapeau bas!

- Wasza Świętobliwość - nieśmiało zagaił ksiądz kamerdyner.
- Słuchamy, drogi Rodrigo - papież podniósł wzrok znad klawiatury swojego laptopa odzywając się swym piskliwym pluralis majestatis.
- Przyszedł gryps od Mamuchy... z Polski - ksiądz Rodrigo nie był pewny, czy ze swoim newsem trafił w dobry moment.
- Czego znowu chce ta głupia kobieta? Daliśmy jej przecież kontakt do tego matoła Jarosława? - Malcolm X był najwyraźniej rozdrażniony.
- Tak, ona już skorzystała i zakończyła swoją misję. Nowa wiadomość jest dosyć enigmatyczna. - bycie kamerdynerem takiego papieża jak Malcolm X czasem nie było przyjemne.
- No to mówże! Czego znowu chce ta moherówa?! - papież już całkiem nie ukrywał swojej irytacji wtargnięciem kamerdynera.
- Siostry kryptografki bose mówią, że tekst brzmi albo "Mamy rewelacje", albo "Mamy rewolucję" - nie miało sensu owiijać w bawełnę. Dalsze drażnienie pryncypała mogło się skończyć zesłaniem do jakiegoś ubogiego probostwa w Wietnamie.
- Jeśli to pierwsze, to sobie odpuśćmy. Pewno jakąś maryjkę w szybie zobaczyli. Ale jeśli to drugie, to może warto się przyjrzeć, bo kasy to za dużo nie ma w skarbcu. Poślijcie jej jakiś obrazek i niech doprecyzuje. Może ten popularny - Jego Świętobliwość wyświetlił na ekranie swoją sugestię (http://dailynewsdig.com/wp-content/uploads/2012/08/Hilarious-Parodies-Of-The-Christ-Restoration-Fail-8-550x474.jpg)
- I jakoś jej wyraźnie napiszcie, żeby dała znać o co kaman, bo nie mam czasu na jakieś biblijne kalambury - ksiądz Rodrigez usłyszał w tonie, że wyczerpał już cierpliwość Jego Świętobliwości. Uniżenie zaczął się wycofywać.
- Rodrigo! - gwałtowny okrzyk zatrzymał kamerdynera w pół kroku. - Ty łacinę to jeszcze pamiętasz?
- Tak, Wasza Świętobliwość, w czym mogę pomóc? - Rodrigo trochę się przestraszył, bo te różne łacińskie hokus-pokus już mu trochę wywietrzały z głowy.
- Jak jest po łacinie "poświęcony" - rzucił Malcolm X.

Miękkie kolana Rodrigo przestały drżeć. Znał odpowiedź, nawet bardzo dobrze.

- Sacer, Wasza Świętobliwość - sprawnie odpowiedział.

Odchodząc, zaczął się zastanawiać, skąd to dziwne nawiązanie do jego standardowego nicka na czaterii. Jednak Wietnam! A może...

ojezu pani nauczycielka i matka polka sam na sam, razem, wieczorem, aż mi zatrzepotało w żołądku, a tu taki klops.
"integracja orientacji" -to sobie pomyślałam o własnych sąsiadach. jak widać dla pani pisarki, sytuacja z 2 parami homoseksualnymi w bloku to jakieś sf, lub najczarniejszy scenariusz gdy ta degrengolada dostanie prawa do mariażu. lecz u nas, kurde, nikt nie uświetnił sobie wizytówki tęczą, nasz blokowy "Krystianek Mróz" nie ma zadatków do wręczania laurek z gumą do żucia, ni my ni ci drudzy niehetero sąsiedzi nie kłujemy w oczy dziwacznym ubiorem bądź ostentacją. YH, ciężki żywot, muszę się nad sobą zastanowić.

P.S jeszcze
mam inny rozwój wydarzeń. fakt, w ramach przestrachu przed konsekwencjami Beata i Bartek mówią Patrykowi by ładnie się zachował wobec kolegi, dał mu laurkę i takie tam, ale żeby ZAWSZE bezwzględnie po kontakcie mył ręce. nauczycielka na kolejnym zebraniu wyznaje, ze to za mało, Beata i Bartek organizują imprezę w domu, zapraszajac tych ojców i inne homo pary, dochodzi do propozycji orgietki i...
tutaj Beata jako, że towarzystwo jest raczej gejowate nie ma za wiele roboty, zaszywa się w kuchni, myjąc naczynia po jajkach w majonezie i innych specjałach polskich tradycyjnych domów mieszczańskich. Bartek z początku niechętnie oddaje się, któremuś z gości. standardowo wpierw z obrzydzeniem, w miarę upływu dni zaczyna rozmyślać, aż umawia się z którymiś panami na ryby w weekend. i tak niczym w Dirty Dancing historia się toczy.
Beata w wielkim smutku, choć "obowiazki małżeńskie" uważała, że mąż życzył sobie nazbyt często, a wyszła za niego bo w rodzinie 19 lat i brak męża wróżyło staropanieństwo zaczęła częściej rozmawiać z nauczycielką, z która od czasu feralnego zebrania rodziców bardzo się zblizyła. wieczorami siadały razem, przy herbacie z lipą, dyskutowały długo w noc o niesprawiedliwościach tego swiata. podczas jednej z takich rozmów Beata nie wytrzymała, i wpadła w czarną rozpacz. nauczycielka zaczeła ją pocieszać, objęła ramieniem, później zaczeła scałowywać łzy z jej policzków, aż ich usta połączyły się w nieśmiałym pocałunku.

pisarką nie jestem, toteż dołączam się do zabawy ze swym prostym chłopskim językiem.

Gdzieś w odległej galaktyce...

- Generale Hofman, kierujemy naszą flotę na planetę Ziemia - głos Imperatora wydobywający się spod kaptura brzmiał zdecydowanie.

Ściągnięcie jednostek wraz z misjonarzami nie było łatwym zadaniem. Na szczęście hasło "Ziemia" wyzwoliło we wszystkich oddziałach nadludzkie siły. Zebranie kompletu niszczycieli zabrało niecałe dwie kosmiczne doby.

Planeta Les w układzie Równości.

-Lea? - Kara weszła do kwatery lekko spłoszona. - Jesteś tu? - mogła być tu, albo się gdzieś zapuściła. Niby księżniczka, ale lubiła zwykłe dziewczyny. Szczególnie te z maszynowni.

- Jestem, jestem - Lea wylegiwała się na ich wspólnym łożu. - Co tam?
- Luke nadał sygnał, że flota Imperatora zebrała się w sektorze Kato. Jeszcze nie wyczuwa co się święci.
- Odkąd Luke związał się z Hanem, to jakoś słabo wyczuwa intencje Imperium. Uważasz, że oni do siebie pasują? - Lea nie była zachwycona związkiem brata. Chyba uważała, że Han jest dla Luka trochę za stary.

- Wiesz, nam też nie wróżyli długiego związku, a jesteśmy ze sobą juz od dziesięciu lat. - Fakt, dziesięciu, szkoda tylko, że Lea urozmaicała sobie ich związek częstymi wizytami w maszynowni.
- A ty coś wyczuwasz? Jesteście przecież rodzeństwem! - Kara nie chciała być arogancka, ale Lea też czasem mogłaby skorzystać ze swojej mocy. Lea zamilkła. Przez chwilę była jakby nieobecna. W końcu przerwała milczenie:
- Nie wiem czemu, ale często jawi mi się, że Chewbacca ma siostrę o imieniu Mamucha.

@Anonimowa
Wersja nr 3 (a nawet 4, jeśli doliczyć Mamuchę) bardzo mi się podoba. Tylko co z Michałkiem i Patrykiem?

@Ter SA
Jeszcze chwila, a Mamucha dostanie fanpage na fejsie i własny tag na blogu.
BTW, lubię, jak "kończysz" grafomanię:)

Michaś i Patryk jak to dzieci, najszybciej przywykli do nowej sytuacji. ogólnie to się nawet cieszą, bo przez to, że ojciec i matka randkują kupili im PS3, by nie zawracali głowy, więc aktualnie zdobywają jakieś trofeum w Skyrim. niebawem wkraczając w wiek gimnazjalny zaczną popalać papierosy, upijać się puszką piwa i wszystko to, co przeciętne nastolatki w ich wieku. mało barwne postaci (postacie?) z nich są, jak widać.

Teresa, a co powiesz na wprowadzenie Mamuchy do któregoś z popularnych seriali? Może Grażynka z Klanu mogłaby mieć dziewczynę o imieniu Mamucha - miłą i ładną katechetkę o jedwabistych wąsach? Nie znam się na serialach, ale była kiedyś postać Hanki Mostowiak w którymś z nich - czy to aby nie Mamucha w przebraniu?

@Metka Boska
Pomysł na serialową Mamuchę już mam. A nawet kilka pierwszych tekstów scenariusza. Tylko muszę dopracować, a najbliższe dni zapowiadają się niestety na oblężone, więc najwcześniej w niedzielę lub poniedziałek.

@Ewa
To wszystko Twoja wina. Jak zamkniesz komentarze do tej notki, to ja uświerknę ;( A kto Ci kazał zajmować się jakąś Mamuchą i jej dąsami! Owszem, postać Mamuchy pobudza moją wyobraźnię, ale to jak zajmowanie się pojawieniem się Yeti. Do tego Jakiś patrzy na mnie... z politowaniem.

Fajne, fajne, ale fikcja nie zawsze musi być fikcją, świadomość ludzi się zmienia i ja nie wykluczam heterofobii, choć jestem przeciwnikiem jakichkolwiek fobii :)

- René, jak ci się podobają moje nowe bokserki? - Hubert niemal odtańczył Jezioro Łabedzie w ich wspólnym apartamencie nad kawiarnią.
- Hubercie, wiesz przecież, że wolę cię bez niczego - René kłamał jak z nut. Porucznik Hubert Gruber ani go ziębił, ani parzył. Edith zamieszkała z Monsieur Alfonsem, Yvette wyprowadziła się do lasu, jedynie Herr Gruber dawał René możliwość zaspokojenia jego potrzeb seksualnych. A kto je zaspokajał, to już dla René było obojętne. Zresztą poświęcał się dla Ruchu Oporu. Wciąż brzmiały mu w uszach słowa Michelle wypowiedziane jeszcze nim Edith odeszła:
- Słuchajcie uważnie, bo nie będę powtarzać, musimy zwabić naszych wrogów do lasu i tam nawrócić.
René więc codziennie się poświęcał, choć nie bez satysfakcji. No może poza tymi ciagłymi zapewnieniami, że Hubert jest jeden jedyny i że go strasznie kocha. To zadziwiające jak podobne do siebie są kobiety i geje. Bez przerwy wymagają tych zapewnień.

Yvette szykowała akcję. Nie chciała nic powiedzieć poza tym, że jej tajną bronią jest Madame M.

W głębi lasu.

- Już wkrótce nasi wrogowie znajdą się w naszej mocy. Wytypowaliśmy jedną z naszych towarzyszek do zbożnego dzieła nawrócenia naszych wrogów. Proszę powstań - Yvette spojrzała nad płomieniem ogniska na jedną ze swoich podwładnych - Madame M.

Wywołana patrzyła na Yvette spod swoich mocno owłosionych brwi. Uniosła dłoń salutując. Jej równo przyczesane pod pachą włosy skłoniły koleżanki do sprawdzenia gęstości koków na głowie. Podrapała się subtelnym gestem po owłosionym udzie.

Koleżanki stroniły od Madame M. Wydawała im się dziwna. Jej życia pochłaniało tylko jedno - nawracanie zboczonych. Nie wspominała wprawdzie o swoich sukcesach na tym polu, ale można było wyczuć, że zadania podejmowała się wielokrotnie.

- Hubercie, zabierz mnie na wycieczkę za miasto - spędzanie czasu w apartamencie było bardzo przyjemne, ale rozkaz Yvette był jednoznaczny - René ma wyprowadzić Huberta z miasteczka.
- A gdzie byś chciał się wybrać kochany? - Porucznik Gruber gotów był zrobić wszystko dla swojego kochanka.
- Za lasem jest śliczna łączka, dzień taki piękny, chciałbym żebyśmy się kochali na łonie natury - René zaczął realizować sekretny plan.
- Ależ kochany, to szalenie niebezpieczne! Wiesz przecież, że w po lasach szaleją bandy Ruchu Oporu! - René spodziewał się problemów i był na to przygotowany.
- Wiem, wiem, ale możemy pojechać twoim czołgiem - odpowiedział i od razu zapobiegliwie dodał - Mam nawet przygotowaną odpowiednią ilość paliwa na naszą eskapadę.
- Kochanie, jak ty o wszystkim potrafisz pomyśleć - wydawało się, że ryba połknęła haczyk. - Oczywiście, jedziemy. Zaraz poproszę o przydzielenie nam 50 żołnierzy obstawy i możemy ruszać. Oj, co to za wspaniała orgietka będzie, oj ty mój zboczusiu - Porucznik Gruber już się uśmiechał do własnych myśli.
Mina René zrzedła. Taka liczba żołnierzy w obstawie nie wróżyła akcji powodzenia. Za późno już było jednak na odwoływanie tej śmiertelnej randki.

Hubert prowadził swój czołg, a René wystawił głowę na zewnątrz, by ochłodzić twarz. Jechali wolno przez las, a za nimi poszturchując się i obściskując w wolnym tempie nadawanym przez czołg maszerowali żołnierze. René trochę to nudziło i chciałby już mieć tę nieudaną akcję za sobą. Poza tym myśl, że będzie się musiał kochać z Hubertem na oczach wszystkich żołnierzy onieśmielała go.

- Hubercie, dodaj gazu, już niedaleko, zaczniemy sami - Niech już będzie po wszystkim - pomyślał René.
Rozochocony Hubert też już nie mógł się doczekać. Dodał gazu i żołnierze szybko zostali w tyle.

- Imperatorze - dowodzący akcją z niszczyciela unoszącego się na ziemskiej orbicie wiedział, że z Imperatorem można się łączyć tylko w ważnych sprawach. Oby ta okazała się taka jak dowódcy podpowiadała intuicja.

- O co chodzi? - niski głos Imperatora potrafił zmrozić krew w żyłach.
- Jedna z naszych maszyn kroczących wykryła pędzący przez las czołg i bięgnących za nim w dużej odległości zboczonych żołnierzy.
Imperator pogrążył się w interpretacji zawiłych zaburzeń heteroseksualnej mocy. Po chwili wszystko było jasne.
- Ostrzelajcie żołnierzy, wybijcie ich do ostatniego. Czołg ma pozostać nietknięty - wyrok zapadł, a połączenie zostało natychmiast przerwane.

René usłyszał jakiś świst, potem kolejny. Nie był pewien, czy widział błysk słońca, czy było to coś innego. Wzbijany przez czołg kurz całkowicie zasłonił widok, a warkot silnika zagłuszał wszystkie dźwięki.
Czołg wjechał na łąkę. Hubert szybko wyskoczył i od razu rozłożył kocyk. Gdy usiedli z René Hubert wskazał mu odległy punkcik na drodze po której jechali. - Patrz, nasza obstawa już wkrótce do nas dołączy.

W miłosnym uścisku nagich ciał René w ogóle nie zwracał uwagi na otoczenie. Uderzenie w głowę i straszliwy krzyk Huberta zlały się w jego świadomości w jedno.

Zmysły powróciły do René szybko. Z oddali słyszał przeraźliwe wołania Huberta - René! Ratuj! René! Nie!!! Nie!!! Nie!!!

Niosące go na noszach kobiety trwożliwie mamrotały jakieś sylaby, które w głowie René ułożyły się w słowa - Madame M., Madame M., Mamucha!

Ooo, serialowa Madame M., odsłona pierwsza. Nie zamknę komentarzy do tej notki, co to, to nie. Nawet jak Jakiś nade mną z pistoletem stanie.

Już prędzej otworzę forum z fanfikami:)

Uwaga, jest cd. wersji Mamuchy: http://www.fronda.pl/blogowisko/wpis/nazwa/homo-pulapki_(odcinek3)_38942

Wychodzi na to, że póki co prawdziwy homoseksualista się jeszcze nie pojawił. Czyżby czekał nas suspens spod znaku "heteroseksualiści heteroseksualistom zgotowali ten los"?

Przyznaję, że Mamucha ma lepszy dryg do pisania niż ja, jednak przechodzi do sedna w tempie wzwodu swojego małżonka - każdego może to zniechęcić ;)

Widze, ze F wysmazyla kolejna rozrywkowa perelke w klimacie "Operacji Chusta".

Prześlij komentarz