Przejdź do głównej zawartości

Dylematy przedwyborcze

Media już postanowiły: wybory prezydenckie wygra albo specjalista od antyfeministycznych fraszek i mordowania zwierząt dla przyjemności, albo gość, który kiedyś tam powiedział, gdzie stało ZOMO, ale jako że już tę sprawę wyjaśnił na kongresie swojej partii, to nie zamierza się z niej tłumaczyć, mimo metamorfozy, którą ostatnio przeszedł. Oczywiście mam na myśli media mainstreamowe, bo nasze zachowują się tak, jakby tych zbliżających się wyborów w ogóle nie było. Pewnie, że żaden z kandydatów nie jest tym wymarzonym czy nawet w miarę sensownym. Ale czy to powód, aby w ogóle nie poruszać tego tematu? Po zwiedzeniu kilku forów (ot, choćby tego) wyszło mi, że niekoniecznie. Bo i tak o tym dyskutujemy. Bo mamy wątpliwości, bo agitujemy za tym lub tamtym, choć częściej przeciw temu lub tamtemu. Oczywiście jest ileś tam osób, które decyzję już podjęły i do jej zmiany przekonać ich się nie da. Ale z pewnością jest też całkiem spora grupa, która nie wie, czy pójdzie głosować, a jeżeli pójdzie, to na kogo właściwie powinna ten głos oddać. I kolejna spora grupa, która może i zdaje sobie sprawę, że każdy głos jest ważny, ale skoro wszystko wydaje się być przesądzone, to nie widzi sensu w dokładaniu do urny również swojej (zakreślonej bądź nie) karteczki bądź w wybieraniu między wszystkimi zarejestrowanymi kandydatami, a nie tylko promowaną dwójką.

Przedwczoraj rozmawiałam z redaktorką Homików o wyrazistości naszych portali internetowych, o tym, czy powinny być bardziej określone ideowo, czy też przeciwnie, pokazywać pluralizm poglądów. I choć z jednej strony nadal uważam, że siła tychże Homików leży w otwarciu na różnorodność środowiska, to z drugiej mam wrażenie, że niekiedy należy wykorzystać potencjalną opiniotwórczość i najzwyczajniej w świecie pomóc podjąć decyzję niezdecydowanym. I czas przed wyborami powinien być jednym z takich momentów. Tak że mam nadzieję, że i nasze portale do debaty przedwyborczej się włączą. Bo nawet jeżeli nie będzie to miało wpływu na wynik wyborów (a raczej nie będzie), to przynajmniej będziemy mieć szansą na stworzenie zalążka realnej siły, jaką teoretycznie jesteśmy (mityczne 2 miliony głosów), a z którą może ktoś kiedyś zacznie się liczyć.

Niedawno odwiedzili nas Bożena Keff i Jarek Mikos (a, Bożenka kazała też dopisać, że przyszli z baraniną, czyli mięsem kurczęcym i indyczym, dla Barana, bo tak nazywają naszego psa). W pewnym momencie rozmowa zeszła na stare dobre "Co będzie, jak Jarosław (niestety nie Mikos) zostanie prezydentem?". Na to ja z Gosią, że przeżyliśmy jeden kaczyzm, to przeżyjemy i kolejny. Na co Bożenka, że wszystko fajnie, ale ona nie ma już dwudziestu lat, a chciałaby dożyć czasów, kiedy będzie normalnie. Tylko co to "normalnie" właściwie oznacza? Monopol PO? Na pewno nie dla czwórki, która ową dyskusję prowadziła. Zwycięstwo Napieralskiego? Też nie. Więc co? Odpowiedź jak zwykle banalna - nie ma w Polsce znaczącej siły politycznej, która dla nas by ową normalność uosabiała. Czy to powód, by nie głosować? Bynajmniej. Ale dla mnie to powód, by w końcu przestać się bawić w głosowanie na mniejsze zło. Lub na kogoś, z kim może i się nie zgadzam, no ale przecież "on przynajmniej ma szansę wygrać z Kaczyńskim". Nawet jeżeli ma, to ja to chrzanię. Nie lubię Komorowskiego (bo to ponoć on ma szansę). Nie zgadzam się z nim niemal pod każdym względem i nie zamierzam mu dokładać mojego punkcika poparcia. Pójdę na wybory, bo zawsze chodzę, ale jeżeli będę miała wybór między panami na K., oddam pusty głos (w drugiej turze, bo co do pierwszej, to może jeszcze dam się przekonać do innego wyjścia niż pusty głos). I pewnie to nie będzie w tym roku ani w następnych, ale może w końcu kiedyś liczba pustych głosów stanie się tak duża, że nikt już nie będzie mógł bajać o tym, że jakaś tam większość na niego głosowała, a za to ktoś zacznie się poważnie zastanawiać, co z tymi głosami zrobić. No ale może wcale się tak nie stanie, bo do tego czasu ci wszyscy głosujący na mniejsze zło znajdą swoją normalność. Czego sobie i im życzę.

Komentarze

  1. Cóż więcej dodać? Dobrze napisane. Mam dosłownie takie same przemyślenia. Tylko, że wnioski trochę inne... Czy naprawdę warto głosować na Olechowskiego? Bo jak mniemam taki będzie Twój wybór.

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj nie, w życiu! Napieralskim ktoś (bardzo bliski:)) mnie kusi, tyle że to też kompletnie nie moja bajka.

    OdpowiedzUsuń
  3. Piszesz, że nasze portale powinny poruszyć temat wyborów, a czy jest jakiś kandydat, którego moglibyśmy zaproponować jako (przynajmniej w pewnym stopniu) przychylnego sprawom LGBT? Kto Twoim zdaniem powinien być tym "polecanym" na branżowych stronach?

    OdpowiedzUsuń
  4. 1.Artykulacja: nie wiem czy kandydaci wiedza jakie masz wobec nich oczekiwania.
    Jesli nie pokazuja ze wiedza znaczy to ze one dosc niereprezentatywne, albo ze masz problem z ich artykulacja tak by i oni znali te oczekiwania.

    2.Jesli twa kwantyfikacja jakosci kandydatow zupelnie nie przystaje do powszechnych podzialow to moze pojsc za tymi powszechnymi podzialami? Albo wogole sobie wybory darowac boo one wg kryteriow jakie ciebie interesuja sa zupelnie bez znaczenia?
    Boo twoja odrebnosc (potrzeb) na tyle wielka ze wybory prezydenckie tak ci wazne jak wybory na prymasa czy laureata Tanca z Gwiazdami.

    3.Oczekiwanie identyfikacji kandydatow z naszymi potrzebami przekracza żadania takiej identyfikacji wobec nam najblizszych.Jak to jest: tym najblizszym dajemy luz, od tych z telewizora oczekujemy identyfikacji absolutnej?

    4.Posada prezydenta: co w ramach prawa wybrany na to stanowisko gostek moze zrobic dla realizacji twoich postulatow?

    5.Pare lat temu p.Kaczynska zrobila 8 marca-party.
    Moze DZIS, jeszcze zanim dopelnia sie wybory, zwrocic sie do zon kandydatow z TWOIMI postulatami?
    Tu rozmawiac -i tak trafi do glownego nurtu.

    m@B

    neospasmin.blox.pl

    OdpowiedzUsuń
  5. @Labryska
    To już zależy od portali. Generalnie chodzi mi o to, aby nie udawać, że tych wyborów nie ma, nawet jeżeli nie mamy w nich swojego kandydata. Bo znacznie lepiej jest wystawić recenzję tym, którzy są (z lub bez wskazywania faworyta), niż w ogóle milczeć. Mam wrażenie, że redakcje portali czasami z góry zakładają, że ludzie szukają informacji nie tylko w "branżowych" miejscach. A tymczasem jest mnóstwo osób, które nie szukają w sieci informacji, a rozrywki czy kontaktów. Reszta do nich dochodzi po łebkach - coś tam gdzieś usłyszą, coś przeczytają. Skierowanie tekstu do nich, na ich portalu, może sprawić, że jednak stwierdzą, że mają jakiś wpływ na rzeczywistość. I trochę się nią zainteresują.

    @Marcin
    Dlatego też postuluję, aby o tych wyborach pisać chociażby na naszych portalach. Bo inaczej pokazujemy, że są nam obojętne, a kandydaci nie muszą się z nami liczyć. Co do mojego idealnego kandydata/kandydatki - nie chodzi o podejście do praw mniejszości, chodzi o program w ogóle. Ja już niestety nie potrafię wybierać między "zgadzam się gospodarczo, ale nie światopoglądowo" a "zgadzam się światopoglądowo, ale nie gospodarczo". Szczególnie, że najczęściej nie zgadzam się ani tu, ani tu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ewa, te wybory odbywaja sie wg zupelnie innych kryteriow niz bysmy tego chcieli.
    Nie wedlug wiekszego dobra, tylko wg kryterium mniejszego zla.

    Co wiecej- one juz sie odbyly, boo nie ma narzedzia do zmiany kryteriow wyboru.

    Dlatego tez (niestety) gospodarczy,swiatopogladowe kryterium oceny kandydatow poszlo sie bujac.

    Nie znaczy to ze do nastepnych wyborow (parlamentarnych) nie mozna przystapic z wlasnym/wlasnymi skrystalizowanymi postulatami.

    Juz dzis mozna zaczac je nazywac i budowac wokol nich mase krytyczna.
    Tak by za rok byc gotowym.

    Sam juz wtedy bede daleko,ale dzis moge,razem z toba, szukac takiego programu, ktory przewartosciuje dychotomie PO/PiS.

    m@B

    neospasmin.blox.pl

    OdpowiedzUsuń
  7. @Marcin
    Sęk w tym, że nie musimy wybierać mniejszego zła. Są jeszcze dwie opcje - niepójście na wybory i pójście, ale oddanie pustego głosu. I gdyby ta rzesza ludzi, która czuje się niereprezentowana, zamiast - jak co cztery/pięć lat - głosować na mniejsze zło, zdecydowała się na inny krok, to też byłby to sygnał, że czas już najwyższy na nową siłę polityczną. I od tego zaczynam - nie za rok, ale od teraz.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ewa,nowa sila polityczna nie powstaje dlatego ze ktos nie poszedl na wybory,ale dlatego ze poszedl.

    Nie dlatego ze cos kontestujesz,ale dlatego ze wokol tej kontestacji potrafisz zgromadzic mase krytyczna.



    Jesli uwazasz ze wystarczy dac znak ze jestes otwarta na nowe, polityczne oferty a juz kolejka sie ustawi to sie mylisz.

    m@B

    OdpowiedzUsuń
  9. To ja odwrócę pytanie - jaka jest Twoim zdaniem korzyść z głosowania na mniejsze zło (szczególnie w sytuacji, kiedy tak naprawdę trudno jest powiedzieć, co jest tym mniejszym złem)?

    OdpowiedzUsuń
  10. Temat trzeba poruszać! Jesteśmy siłą polityczną i dobrze, gdyby ta siła miała wspólny mianownik!Zróbmy akcję"Niech się z nami liczą!".

    OdpowiedzUsuń
  11. Ewa,
    - system demokratyczny nie ma tobie niczego do zaoferowania, a jesli nie ma to nalezy na nim laske polozyc.

    Sam to widze inaczej; wybieramy nie sposrod tego sposrod czego wybierac chcielibysmy, ale sposrod tego co dostepne.

    Ta dostepnosc to rowniez sytuacja w ktorej "wlasnorecznie" buduje swoja wlasna reprezentacje polityczna a potem pracuje nad tym by jak najwieksza populacja poznala nasze postulaty a potem na nas glosowala.
    Nie buduje to wybieram sposrod tego co inni mi oferuja.
    Bb. podobnej sytuacji doswiadczam na Paluchu: tam jest 2300 psow.
    Zeby stanac na dwunastnicy to nie da sie im wszystkim dac tego co potrzebne- domu.Baa, nie da sie nawet z wszystkimi raz na miesiac na spacer wyjsc boo wolontariuszy zawsze za malo. Czy oznacza to ze nalezy nic nie robic? Nie jezdzic tam?

    Z wyborami tak samo.

    m@B

    OdpowiedzUsuń
  12. Paluch to zły przykład - zwierzaki potrzebują KAŻDEJ pomocy, tu nie ma mniejszego zła, tu jest zawsze dobro.

    Obywatelskie nieposłuszeństwo też jest elementem demokracji. A ja już widzę pierwszy efekt mojego wpisu:
    http://homiki.pl/modules.php?name=News&file=article&sid=3911

    OdpowiedzUsuń
  13. Ewa, olanie wyborow to nie jest nieposluszenstwo-nie MUSIMY w tym uczestniczyc.
    Wsadzalac rece do kieszeni pokazujemy co innego- to ze zasadnicza os sporu politycznego nas wogole nie zaczepia.Ze nasze wybory, nasz udzial w zyciu (w tym spolecznym) nie ma sie nijak do stanowienia prawa czy szerzej-rzadzenia.

    Tak sie dzieje tylko u ludzi szczesliwych czy takich ktorym panstwo(z jego instytucjami) ani niczego nie daje ani niczego nie odbiera.

    m@B

    Piszac o Paluchu chcialdem pokazac ze "troszke" jest tez oki.

    @B

    OdpowiedzUsuń
  14. Przeczytaj jeszcze raz mój wpis - nie piszę, że olewam wybory, wręcz przeciwnie - piszę, że zawsze na nie chodzę. I że brakuje mi debaty na ten temat w naszym środowisku oraz oddolnego ruchu, który wykorzystałby nasz potencjał. Takiego "niech się z nami liczą", jak napisała Narfa. Nie zamierzam za to głosować na mniejsze zło. Przy okazji - czekam na odpowiedź na pytanie, jakie są korzyści z oddania głosu na mniejsze zło.

    OdpowiedzUsuń
  15. Masz do wyboru dwa kredyty: pierwszy oprocentowany na 10%, a drugi na 12%.

    Wybierz, prosze mniejsze zlo.

    Oczywiscie mozesz nie podejmowac zadnej decyzji( nie isc na wybory) a kwestie ktory kredyt wybrac scedowac na Gosie( oddac glos niewazny).

    m@B

    OdpowiedzUsuń
  16. Kredyt nie jest złem, jest sposobem na uzyskanie dóbr materialnych (zbędnych bądź nie). Poproszę o konkretną odpowiedź.

    OdpowiedzUsuń
  17. Chciałbym się też odnieść, zmotywowany Twoją wypowiedzią. Szczerze, wolę Komorowskiego niż Jarosława i strasznie mnie wkurza ten szantaż sondażowy i wybór mniejszego zła. Ja nie poszedłem w 2005 roku głosować w wyborach prezydenckich (w drugiej turze), bo wybór między Tuskiem a Lechem Kaczyńskim był dla mnie koszmarem, a przecież to było przed IV RP. I żałowałem tego przez całą prezydenturę śp. Lecha. Nie mam pojęcia, co teraz uczynię, nigdy nie głosowałem na "prawicę", ale skłaniam się ku pragmatyzmowi, czyli de facto szantażowi sondażowemu, bo jednak wolę Komorowskiego z jego wąsami, gromadką dzieci, korzeniami sięgającymi Grunwaldu, tudzież katolickimi "wartościami" niż Jarosława realizującego swój "testament", który dyktował bratu przez całą jego prezydenturę (choć oczywiście obaj lubimy koty).

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja w 2005 roku nie zagłosowałam w drugiej turze, bo nie miałam ze sobą dowodu osobistego (kursowałam wtedy weekend w weekend między Gdańskiem a Warszawą i tak jakoś głupio wyszło). Pamiętam, że, ulegając rozpaczliwej prośbie koleżanki, chciałam oddać głos na Tuska. Czy żałowałam, że go nie oddałam? Szczerze mówiąc, ulżyło mi, bo postąpiłabym wbrew sobie.

    Niezależnie od indywidualnych preferencji, najbardziej zależy mi na tym, abyśmy się w końcu zmobilizowali - piszę o tym trochę więcej w dzisiejszej notce. A tak swoją drogą ciekawa jestem, jaki byłby wynik wyborów, gdyby nikt z głosujących nie uległ szantażowi sondażowemu.

    OdpowiedzUsuń
  19. Też wierzę, że puste głosy kiedyś zaczną coś znaczyć.

    OdpowiedzUsuń
  20. Kredyt nie jest zlem, jego oprocentowanie jak najbardziej.

    Teraz do przykladow: mnejsze i wieksze zlo; w dzisiejszej notce piszesz o kieleckim radnym.
    Jak sadzisz czy radny z SLD/PO osmielilby sie zachowac w sposob w jaki opisana przez ciebie osoba?

    To tez jest wskazanie gdzie mniejsze a gdzie wieksze zlo.

    m@B

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja wiem, gdzie jest mniejsze zło (przynajmniej patrząc krótkofalowo, bo długofalowo zwycięstwo Komorowskiego może oznaczać wygraną PiS w wyborach parlamentarnych, a to już będzie BARDZO DUŻE zło). Ja się pytam, jaka jest korzyść z jego wyboru. BTW radni PO też mają swoje za uszami - przypominam historię radnego Adamusa z Tomaszowa Mazowieckiego, przywołaną pod najnowszą notką. Oraz że w PO są teraz dawni Wszechpolacy, jak Piotr Stachura (który swojego czasu blokował krakowski marsz tolerancji) czy Wojciech Bosak. Co oczywiście nie jest żadnym usprawiedliwieniem dla skandalicznego zachowania Gębskiego.

    OdpowiedzUsuń
  22. Oczywiscie zaglosuje na kandydata ktory popiera kapitalizm laissez-faire i rzeczywista rownosc wobec prawa (czyli rowniez malzenstwa homo).

    Oh wait. Nie mamy takiego. Pozostaje mi oddanie "niewaznego" glosu.

    Dla osob ktore rowniez planuja lub zastanawiaja sie nad oddaniem glosu pustego lub blednego (np. skreslenie wszystkich) - mozna to zrobic troche, nazwijmy to, "wyrazniej" - dopisujac i zaznaczajac "wlasnego" kandydata, np. znanego polityka z innego kraju. Taki glos oczywiscie rowniez nie jest wazny, ale jesli media podchwyca temat to wieksze wrazenie zrobia tysiace glosow na np. Zapatero, Obame, Rona Paula i Davida Camerona niz puste/bledne karty. Dodatkowo, jesli optymistycznie zalozyc ze te "bledne" glosy nie pojda prosto do niszczarki, to jest to nie tylko deklaraja "nie mam na kogo glosowac" ale rowniez "na polskiej scenie politycznej brakuje mi opcji X". (Pomysl nie jest moj i nie jest nowy, nie pamietam gdzie widzialam go po raz pierwszy. Zachecam do kopiowania i rozpowszechniania)

    OdpowiedzUsuń
  23. Mniejsze zło, mniejsze zło...
    Zastanawiam się skąd ten mit, że PO jest pro-homo. NIE JEST. A tym bardziej konserwatywny Komorowski. Z PO jest jeden problem, oni chcą się przypodobać każdemu. PIS ma właśnie ten jedyny plus, że wiemy czego się spodziewać. PO niby jest nie jest negatywnie do NAS nastawione, ale o ile dobrze pamiętam po ostatnich wyborach dało nam do zrozumienia co o NAS sądzi to chyba była wypowiedź na temat małżeństw homoseksualnych. Przypomnieć należy też wypowiedzi Gowina, których nie powstydziłby się Wierzejski. Macie swoje mniejsze zło.

    P.S. Założyłam, że oddasz swój głos na Olechowskiego, bo o ile się nie mylę on jest najbardziej "friendly" ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. Ewa:

    "Ja wiem, gdzie jest mniejsze zło (przynajmniej patrząc krótkofalowo, bo długofalowo zwycięstwo Komorowskiego może oznaczać wygraną PiS w wyborach parlamentarnych, a to już będzie BARDZO DUŻE zło)."


    Nie lapie: wg ciebie nalezy grac na porazke p.Komorowskiego boo to podnosi szanse na porazke PiS w wyborach parlamentarnych? To chcialas napisac?


    "Ja się pytam, jaka jest korzyść z jego wyboru."


    Ktos wyzej napisal ze wartoscia PO jest chec przypodobania sie wszystkim.Po polsku brzmi to ze oni sluchaja wszystkich ktorzy maja cokolwiek do powiedzenia a nie forsuja (jakakolwiek) ideologie.To juz jest bb duzo.




    "BTW radni PO też mają swoje za uszami - przypominam historię radnego Adamusa z Tomaszowa Mazowieckiego, przywołaną pod najnowszą notką. Oraz że w PO są teraz dawni Wszechpolacy, jak Piotr Stachura (który swojego czasu blokował krakowski marsz tolerancji) czy Wojciech Bosak. Co oczywiście nie jest żadnym usprawiedliwieniem dla skandalicznego zachowania Gębskiego."

    Napisz prosze co dzis robi pan z Tomaszowa Maz: dalej jako radny z PO deklaruje wartosci/obrzydliwstwa jakie wtedy tak poruszyly?
    A ci wszechpolacy? Kooperujac/wstepujac do PO nadal propaguja homofobie/wszechpolactwo?
    jesli nie, jesli uwazasz ze deklaracja przystapienia do jakiejs organizacji formatuje czlowieka bardziej nizli organizacje pod wplywem nowego czlonka to nie jest az tak zle.

    Teraz disclaimer: nie uwazam by PO bylo super partia.Uwazam natomiast ze z oferty wszystkich partii majacych cokolwiek do powiedzenia oni sa najlepsi-ich wybieram. Dzis, nie na cale zycie.

    Teraz clou twoich uwag: masz pretensje ze zaden z kandydatow nie odnosi sie do postulatow srodowiska niehetero.
    Dla mnie powod jest oczywisty; te postulaty nie sa wyartykulowane.
    Przejscie mimo nich nic nie kosztuje zadnego z kandydatow.

    Jesli masa krytyczna ludzi je popierajacych osiagnie wlasciwy poziom to nawet kandydat Marek Jurek bedzie sie musial odniesc.

    To poparcie pewnie tez z innego nazwania postulatow: nie jako tych srodowiskowych,ale szerzej: rownosciowych, praw czlowieka, sekularyzujacych, modernizujacych...
    tak by byly w stanie pociagnac za soba wiekszy odsetek wyborcow nizli tylko niehetero.

    sama z reszta wiesz...

    m@B

    OdpowiedzUsuń
  25. Ewa:

    i zeby nie bylo: na kandydata PO (dowolnego) bede glosowal z najwyzszym obrzydzeniem.
    A z drugiej strony to pewnie me ostatnie polskie wybory wiec w jakims sensie swieto....

    OdpowiedzUsuń
  26. @yeshivagrl
    Zainspirowana słowami Lilianne oddam swój głos na Hillary Clinton :)


    @Marcin
    Nie, nie uważam, że należy grać na porażkę Komorowskiego. Uważam za to, że należy sięgać dalej niż najbliższe wybory. A przy okazji prognozuję skutek uboczny ewentualnej wygranej Komorowskiego - i obym była złym prorokiem, bo to raczej nie są moje ostatnie polskie wybory:)

    To, że PO chce się przypodobać wszystkim, jest według mnie największą wadą tej partii. Nie da się zadowolić wszystkich, dodatkowo taka postawa skutkuje niepodejmowaniem istotnych decyzji - bo przecież ktoś mógłby z nich być niezadowolony. Trzeba mieć wyrazisty program, poglądy, ideały, a nie grać o stołki.

    Ani razu nie napisałam, że moje zastrzeżenia wobec wszystkich kandydatów są związane z brakiem w ich programach postulatów równościowych, tak że nie wiem, skąd wziąłeś twierdzenie, jakobym miała do nich pretensje właśnie z tego powodu. Zresztą przynajmniej trzech kandydatów ukłony w stronę osób nieheteroseksualnych robi, kłopot w tym, że ich poglądy gospodarcze są dla mnie nieakceptowalne. Tak że nie ma mowy o braku artykulacji - w sprawie praw osób nieheteroseksualnych wypowiedzieli się już chyba wszyscy kandydaci. A skoro masa krytyczna może sprawić, że i Jurek poprze homomałżeństwa, to nie jest to niestety żaden argument za Komorowskim.

    I jeszcze jedna istotna kwestia - w wyborach prezydenckich (podobnie zresztą jak parlamentarnych) zawsze głosuję na ludzi, nie na partie. Bo inaczej nie byłabym w stanie głosować w ogóle. W tym roku tak się pechowo złożyło, że z czystym sumieniem nie jestem w stanie postawić krzyżyka przy żadnym z kandydatów. Gdyby na liście znalazła się Hanna Gronkiewicz-Waltz, prawdopodobnie bym na nią zagłosowała, choć jest z PO. Podobnie z Kaliszem czy Kluzik-Rostkowską. Problem w tym, że pan Komorowski z jego zerową charyzmą, wojującym antyfeminizmem, jowialną sarmackością i niezwykłą umiejętnością popełniania gaf, ilekroć otworzy usta, jest kandydatem fatalnym, nawet abstrahując od partii, która go popiera.

    OdpowiedzUsuń
  27. Ewa:



    Nie mam zadnej wizji w kwestii wyzwan jakie beda staly przed Polska za 5-10 lat.
    Stad spekulacje w kwestii dokad pojda wyborcy PO i czemu nie wydaja mi sie wystarczajaco uzasadnione.

    Sadze ze kwestie malzenstw niehetereo czy zastapienia PLN przez EUR zostana zrealizowane w ciagu najblizszej prezydenckiej kadencji stad nie oceniam tego jako wyzwan.





    "To, że PO chce się przypodobać wszystkim, jest według mnie największą wadą tej partii. Nie da się zadowolić wszystkich, dodatkowo taka postawa skutkuje niepodejmowaniem istotnych decyzji - bo przecież ktoś mógłby z nich być niezadowolony. Trzeba mieć wyrazisty program, poglądy, ideały, a nie grać o stołki."

    To pokazuje twe preferencje: wolisz byc podrywana nizli sama podrywac.
    Sam wole politykow ktorzy sluchaja a nie twierdza ze wiedza lepiej.

    Z tego sluchania wynika tempo zmian: jesli dzis oglosisz ze spozycie miesa przez ludzi bedzie scigane prawem to nie masz szans na zwyciestwo w wyborach.
    Jesli przedmiotem twej deklaracji zakaz kary smierci to twe szanse wiksze: boo niewielu KS dotyczy.Dlatego tez z kwestii KS nikt osi swego programu nie robi.


    "Ani razu nie napisałam, że moje zastrzeżenia wobec wszystkich kandydatów są związane z brakiem w ich programach postulatów równościowych, tak że nie wiem, skąd wziąłeś twierdzenie, jakobym miała do nich pretensje właśnie z tego powodu."


    Nie napisalem tak, ale przepraszam boo pomyslalem.Pomyslalem ze to twe kluczowe kryterium oceny kandydatow/partii.


    "Zresztą przynajmniej trzech kandydatów ukłony w stronę osób nieheteroseksualnych robi, kłopot w tym, że ich poglądy gospodarcze są dla mnie nieakceptowalne. Tak że nie ma mowy o braku artykulacji - w sprawie praw osób nieheteroseksualnych wypowiedzieli się już chyba wszyscy kandydaci. A skoro masa krytyczna może sprawić, że i Jurek poprze homomałżeństwa, to nie jest to niestety żaden argument za Komorowskim."



    "I jeszcze jedna istotna kwestia - w wyborach prezydenckich (podobnie zresztą jak parlamentarnych) zawsze głosuję na ludzi, nie na partie. Bo inaczej nie byłabym w stanie głosować w ogóle. W tym roku tak się pechowo złożyło, że z czystym sumieniem nie jestem w stanie postawić krzyżyka przy żadnym z kandydatów. Gdyby na liście znalazła się Hanna Gronkiewicz-Waltz, prawdopodobnie bym na nią zagłosowała, choć jest z PO. Podobnie z Kaliszem czy Kluzik-Rostkowską. Problem w tym, że pan Komorowski z jego zerową charyzmą, wojującym antyfeminizmem, jowialną sarmackością i niezwykłą umiejętnością popełniania gaf, ilekroć otworzy usta, jest kandydatem fatalnym, nawet abstrahując od partii, która go popiera."


    Masz racje, p.Komorowski nie jest Napoleonem. Sam go wyceniam poprzez kontekst towarzystwa w jakim sie obraca. Ze wlasnie to towarzystwo nie da mu zrobic czegos kardynalnie gupiego.
    I to juz jest cos.
    Mysle sobie ze bedzie to prezydent z ktorego nazwiskiem kojarzyc sie bedzie wprowadzenie w RP malzenstw homo.

    Dla mnie idea "next door boy" a nie "przywodca narodu" w kontekscie ograniczonych uprawnien prezydenta wydaje sie oki.
    Blizsza Szwajcarii,Austrii,Niemiec nizli Francji czy USA.

    m@B

    OdpowiedzUsuń
  28. Znów stara zgraja szczęśliwym trafem,
    bez głów, bez planów, za to z rozmachem
    do żłobu toczy swe tłuste cielska;
    Idzie Platforma Obywatelska!
    ***
    Do sądu złodziej śmiało ucieka
    Bo wszak korupcja prawem człowieka!
    Czar PRL-u wraca do formy
    Wdzięczni jesteśmy ludziom z Platformy?!
    ***
    Zwrot w dyplomacji to rozdział drugi
    Od dziś będziemy świadczyć usługi
    Dla Wladimira i dla Angeli.
    Czas na kolanach iść do Brukseli!
    ***
    Szef MSZ-u już ma kaganiec
    Śląsk i Pomorze weźmie Germaniec
    Trzeba wywłaszczyć polskiego chłopa
    Vivat Platforma, Vivat Europa!
    ***
    Angela z Ritą ręce zaciera,
    By na wschód ruszyć tropem Hitlera,
    A za nią ziomków procesja tłumna
    Vivat Platforma - piata kolumna.
    ***
    "Za tawariszcza Tuska zdarowie";
    Piją Gazpromu oligarchowie
    Władimir Putin z radości śpiewa:
    "Nu tiepier budiet kak za Breżniewa";
    ***
    Odwrót z Iraku, z Afganistanu
    Osama śmieje się spod turbanu,
    Taki sojusznik jak Tusk się przyda;
    Vivat platforma i… Al-Kaida!
    ***
    Koniec z lustracją! Koniec rozliczeń!
    Dla konfidentów to koncert życzeń
    "Od dzisiaj wszyscy jesteśmy święci"
    Vivat platforma i konfidenci!
    ***
    Niech żyje wolność! Ćpun na wagarach
    Łbem durnym kreci w dymu oparach
    Całkiem legalnie ćmiąc porcje zielska
    Vivat platforma Obywatelska!
    ***
    Niech żyje miłość! Rusza parada
    Sprośnych pedałów cała gromada
    Gzi się bezwstydnie wśród publiczności
    To dar Platformy! Tryumf wolności!
    ***
    Elektoracie! Wyborco durny!
    Gdy będziesz wrzucać głos swój do urny,
    A chcesz być sługą Niemca i Ruska,
    Dalej popieraj Donalda Tuska!
    (znalezione w internecie)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…