Przejdź do głównej zawartości

Amsterdam w Warszawie

Mamy w Warszawie nowe miejsce nastawione na kobiecą klientelę. To klubokawiarnia Amsterdam, usytuowana przy Jana Pawła 43/30B (w podziemiach). Oficjalna parapetówka 9 lipca, ale już dziś można było wejść do środka i zamówić pierwszą kawę. Klimat skojarzył mi się trochę z kawiarnią Madam Puddifoot's (kto czytał "Harry Pottera", ten wie, o co chodzi) - jest więc dość przytulnie, dość różowo (krzesełka i myszka Amsterdamka do przytulania), stoliczki są małe i głównie okrągłe, do tego świeczki, kwiatki, trochę gier i dobrej lektury.

Amsterdam chce być nie tylko kawiarnią, ale też miejscem spotkań - w najbliższych dniach odbędzie się tam pierwszy polski minifestiwal komiksu lesbijskiego i queerowego Comix Queerz oraz panel o początkach polskiego ruchu lesbijskiego połączony m.in. z projekcją fragmentów "Polskiego seksu", dokumentu o polskich lesbijkach i gejach z 1989 roku wyprodukowanego przez Channel 4, oraz programu "Na każdy temat" z 1995 roku, w którym polskie lesbijki po raz pierwszy ujawniły się w telewizji (o tym drugim wydarzeniu będę jeszcze pisać, bo, nie ukrywam, to inicjatywa Gosi). Pełne kalendarium najbliższych wydarzeń w Amsterdamie tu.
Amsterdam - pierwsze wrażenie
Właścicielki za barem

Przyznam, że nie śledzę dokładnie klubowej oferty Warszawy, tak że nie wiem, czy Amsterdam jest pierwszą tego typu (czyli nastawioną na kobiety nieheteroseksualne) inicjatywą w Warszawie od czasu upadku praskiego Wolnego Czasu. Kojarzę wprawdzie Freedum (ale to jednak co innego, bo dyskoteka), który też w pewnym momencie stwierdził, że z samych kobiet wyżyć się nie da, i wprawdzie się nie zamknął, ale zmienił nazwę i charakter na LGBTQ friendly. W każdym razie mam nadzieję, że Amsterdamowi uda się przełamać złą passę ciążącą nad kawiarniami dla LBTQ. Na pewno inauguracja w czasie EuroPride i zaangażowanie się w organizowane w tym czasie wydarzenia to dobry pomysł. A co dalej? Po wyprowadzce UFY z Solidarności 82 ma szansę na przyciągnąć część jej stałych bywalczyń. Reszta zależy po części od inwencji właścicielek, a po części i od samych gościń, które mogą ją nagrodzić, zostawiając w klubie swoje pieniądze, albo postąpić stereotypowo, wnosząc swoje napoje i wynosząc kawiarniane książki. Przesadzam? Pewnie trochę tak, ale z drugiej strony w stereotypowych opiniach, że kobiety nieheteroseksualne są kiepskimi klientkami, bo najedzą i napiją się przed wyjściem do klubu, na miejscu zamówią jednego drinka, którego będą uzupełniać "zapasami" ukrytymi w torbie, a tak w ogóle to wolą posiedzieć przy piwku w domu, coś niestety jest. Pozostaje mi mieć nadzieję, że w ciągu ostatnich kilku lat coś się w tym względzie zmieniło i właśnie Amsterdamowi uda się to udowodnić. Czego z całego serca dziewczynom życzę, bo, mimo że w Warszawie jest całkiem sporo klubów, to jednak miejsc, gdzie można po prostu posiedzieć "we własnym towarzystwie" i pogadać przy fajnej, acz niekoniecznie ogłuszającej, muzyce, wciąż mamy jak na lekarstwo.

Komentarze

  1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  2. Komantarz został przeniesiony pod post, którego dotyczy:

    http://trzyczesciowygarnitur.blogspot.com/2010/06/list-otwarty-wybory-i-runaways.html

    Bardzo proszę o niekomplikowanie dyskusji:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Haha, jak tutaj nie wierzyć w te stereotypy, skoro wśród moich znajomych są także te z torbami pełnymi napojów "z zewnątrz"? Choć generalnie o podprowadzonych książkach nie słyszałam, w przeciwieństwie do uprowadzonych popielniczek.

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajnie, że coś powstało, choć rzeczywiście hasło, że knajpa dla lesbijek się nie opłaca, bo przyjdą, żeby coś "wyrwać" i potem już nie przychodzą, chyba wciąż jest aktualne.
    Wśród moich znajomych sporo jest jednak takich, które mają wystarczająco dużo lat, żeby stać je było na herbatę, drinka i coś do jedzenia :). I niekoniecznie chcemy "wyrywać" ;). Z pewnością zajrzymy.
    dubiduu

    OdpowiedzUsuń
  5. byłam, widziałam, jest super! dziewczyny w każdym wieku (obok nastolatek siedziały przedstawicielki pokolenia ich mam).

    faktycznie nie miejsce raczej na pierwszą randkę niż szybki podryw ale latte była znakomita. mam nadzieję, że dziewczyny rozszerzą ofertę jedzeniową.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ech, następny stereotyp. To nie jest tak, że kobiety lbgt i inne literki wnoszą swój alko i wynoszą srebra rodowe. To robi specyficzny typ klienteli, niezależnie od orientacji, genderu czy łotewer. Lokal musi umieć przyciągnąć nie tylko takie specyficzne typy, ale także osoby na poziomie, które chętnie zostawią tam pieniądze. Ale do tego trzeba mieć ofertę i obsługę na poziomie. Proste... ale właściciele/lki wolą narzekać, że klientki nietakie, niesiakie.
    - off

    OdpowiedzUsuń
  7. @Anonimowy/a

    No oczywiście, że stereotyp. Pytanie, dlaczego żaden warszawski lokal dla kobiet nieheteroseksualnych długo się nie utrzymał i dlaczego lesbijki mają (stereotypowo) złą prasę w klubach LGBTQ oraz uważane są za gorsze (czyli również rzadziej bywające i mniej pieniędzy zostawiające) klientki.

    Teoria pierwsza jest taka, że kluby dlatego padają, bo lesby takie są. Teoria druga, że nie wystarczy zrobić czegokolwiek "dla lesbijek", by zaczęły tam tłumnie bywać, trzeba się jeszcze postarać, by było to właśnie ICH miejsce. Pytanie tylko, co konkretnie trzeba w tym kierunku zrobić.

    Zauważ, że praktycznie we wszystkich krajach klubów dla gejów jest dużo więcej niż klubów dla lesbijek. Czyli jest jakiś ogólny trend, pytanie, z czego wynika.

    OdpowiedzUsuń
  8. pytanie ciekawe - a więcej jest ujawnionych lesbijek czy gejów?

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…