poniedziałek, 24 stycznia 2011

Gdzie tu sens i logika?

Korzystając z tego, że Ewa jest Manchesterze i czeka na swoją Little Folksinger (mam nadzieję, że nie pod The Lowry, bo koncert dopiero za kilkanaście godzin), dorzucę kolejne trzy grosze do okołoparadowej dyskusji, rozpoczętej "manifestem" o zdejmowaniu parady z ramówki.

Jak można się było spodziewać, komentarze wokół niego (tutaj, u Abiekta i na Homikach) w dużej części skupiły się nie na meritum sprawy, ale na modnym temacie wizerunku osoby nieheteroseksualnej. Jak zwykle pojawiła się grupka osób, które nie życzą sobie, aby reprezentowały je "babochłopy" oraz "przegięte ciotki", bo osoby z owej grupki wyglądają "normalnie", są "kobiece" i "męskie" (szczerze pisząc, nadal nie wiem, co to właściwie znaczy), a przez takich "nienormalnych" muszą się tłumaczyć przed swoimi znajomymi, że oni wcale nie są tacy, jak owi "reprezentanci" itd., itp., znamy to wszystko na pamięć.

Nie chcą, myślę sobie, mają prawo nie chcieć. Kłopot w tym, że samo niechcenie nie wystarczy, bo tak się dziwnie składa, że mediach głównego nurtu wypowiadają się najczęściej właśnie osoby według nich nieodpowiednie.

Jak temu zapobiec? Moim zdaniem jest na to tylko jeden sposób. Niech wszyscy niezadowoleni z faktu, że są źle reprezentowani, zbiorą się w silną grupę, ubiorą tak jak większość społeczeństwa (i chociaż wiem, że można inaczej, moja wyobraźnia, na którą nie mam wpływu, podsuwa mi taki obrazek: kobiety ubrane a’la Doda na występach publicznych, mężczyźni w spodniach dresowych, bo rzeczywiście takich osób na paradach się praktycznie nie widuje), przygotują transparenty z napisami w stylu: "Głosowałam/em na PiS", "Jestem konserwatywna/y", "Nie mam nic wspólnego z tymi, co mają piórka w tyłku", "Jestem kobieca", "Jestem męski" i wybiorą się na paradę. Mogę zaręczyć, że media głównego nurtu rzucą się na ich jak harpie, w końcu każda nowinka jest ciekawa, no i ile razy można pokazywać drag queenki i lesby w męskim wydaniu. I sprawa załatwiona.

Czy jednak aby na pewno? Otóż nie, bo najczęściej osoby takie piszą również, że nie mają potrzeby jakiegokolwiek manifestowania, ponieważ nie odczuwają żadnej dyskryminacji i wszystko jest w porządku. Wyjątki piszą, że na paradę może by i poszły, bo generalnie z postulatami się zgadzają, ale nie chcą być kojarzone z tymi… No wiecie, z kim.

Nawet pomijając fakt, że jest tak, jak jest, czyli że są miejsca, gdzie takie osoby mogą się wypowiedzieć, pójść zabawić, a homoseksualizm nie jest już bajką o żelaznym wilku, owi komentatorzy zawdzięczają głównie postaciom, które krytykują, ja w ich wypowiedziach nie dostrzegam żadnej logiki. Skoro bowiem nie czują potrzeby manifestowania i uważają, że ich dyskryminacja nie dotyczy, czemu uważają, że osoba głosząca, iż w Polsce panuje dyskryminacja, jest ich reprezentantem? Wszak głosi zupełnie co innego, niż oni myślą! Jeżeli zaś zgadzają się, że w Polsce jest dyskryminacja, to czemu sami się nie zaangażują w działanie i nie pokażą się w mediach, skoro osoby, które to robią, według nich nie są odpowiednie?

Dla mnie osobiście nie jest ważne, kto będzie mówił o nierówności w moim kraju i jak będzie wyglądał. Może to być Magda, Kasia, anonimy czy Shadowland, proszę bardzo. Istotne jest, czy mówi z sensem i logicznie. Oczywiście mogę sobie pomyśleć, że dana osoba wygląda dziwnie lub nie jest w moim typie, ale jeśli mówi mądrze, potrafi uzasadnić swoje wypowiedzi, to po chwili jej czy jego wygląd schodzi na dalszy plan, bo mówi o sprawach, które są dla mnie ważne. I które moim zdaniem powinny być ważne dla każdego człowieka (nieważne, czy ma poglądy lewicowe, prawicowe czy wszelkie inne), który pragnie żyć w normalnym kraju, gdzie płeć, kolor skóry, wyznanie czy orientacja seksualna nie są powodem jakiegokolwiek wykluczenia.

36 komentarze :

Jeśli ktoś ma poglądy prawicowe, to prawdopodobnie chce by płeć lub kolor skóry lub orientacja lub cokolwiek innego było powodem wykluczenia.


Ale to tak na marginesie w ramach bezsensownego czepialstwa - z resztą zasadniczo trudno się nie zgodzić.

Chyba, że...

...chyba, że, tak sobie myślę, wszystkim normalnym, kobiecym, nieprzegiętym i męskim powiedzieć "odpierdolcie się", bo w końcu wychodzi, że z "dewiacyjną" resztą mają mało wspólnego.

Nie chcą być porównywani, jest im dobrze w społeczeństwie takim jak teraz - po co prowadzić spór? Oni nie istnieją jako mniejszość bo się z własnej woli maskują, to co ich obchodzi "psucie wizerunku"? Czyjego wizerunku? Przecież nie takich hetero-maskonów jak oni. Kłamca nie może mieć zepsutego wizerunku prawdą, bo od prawdy się odcina.

Niech sobie żyją. Stanowią zbiór rozłączny z niezadowoloną częścią nieheteroseksualnych. Nawet bardziej niż "zwykli i prawdziwi" heterycy.

Sylwku, czy mógłbyś rozwinąć tezę: "Jeśli ktoś ma poglądy prawicowe, to prawdopodobnie chce by płeć lub kolor skóry lub orientacja lub cokolwiek innego było powodem wykluczenia." Bo mam ochotę zaprotestować, ale pamiętam Twoje posty o orientacji politycznej i ponieważ były bardzo sensowne, więc może tym razem po prostu źle Cię zrozumiałam.

To chyba proste: prawicowość zasadniczo odwołuje się do pewnego zespołu norm, który na bazie takiego lub innego kryterium z chęcią wyklucza.

Myślę, że korzenie tego tkwią w konserwatyzmie jakże często z prawicowością powiązanym (można rzec - organicznie). Gdy jesteś konserwatystą to masz jakiś obraz tego jak powinny się rzeczy mieć. Wtedy zawsze się znajdzie ktoś zaburzający porządek. Zawsze - choćby dlatego, że świat sam w sobie jest zmienny, więc niekompatybilny ze statyczną wizją konserwatysty.

BTW: jakie moje posty o orientacji politycznej? :)

wstyd przyznać - nie pamiętam...

Prawicowość zakłada, że ludzie powinni ze swoimi problemami radzić sobie sami, z minimalną pomocą państwa, co może prowadzić do wykluczenia pewnych grup - ot prawo dżungli. Silniejszy ma rację. Ale nie zakłada wykluczania kogokolwiek. Jeżeli mniejszość jest sprytniejsza niż większość, może radzić sobie doskonale, tyle że nikt jej w osiągnięciu tego nie będzie pomagał. Nie ma celowego wykluczania - jest siła intelektu.

Sylwku, nie żebym była prawicowa czy konserwatywna (jestem innej orientacji, aktualnie niereprezentowanej w Sejmie), ale osoby mocno lewicowe w naszym środowisku też potrafią wykluczać tych, którzy są inni. Za mało czerwoni na homików, za bardzo różowi czy wręcz liliowi (poprzez połączenie czerwieni socjalizmu i błękitu liberalizmu).

Generalnie być może tak, jak nadszedł czas na debatę o związkach partnerskich ze społeczeństwem, tak i czas dojrzał do debaty na temat tego, czego my tak naprawdę chcemy.

Spotkałam się ze stwierdzeniem, że sformalizowanych związków partnerskich chcą osoby konserwatywne o nastawieniu asymilacyjnym. Ale z drugiej strony - jako osoba w takim formalnym związku żyjąca wiem, że trzeba być jednak rewolucjonistą i w żadnym wypadku asymilantem (bo ci chcą się zlać z otoczeniem, a ja chcę by otoczenie zatarło granice pozwalając mi być i żyć wedle własnego uznania nie tylko obok nich, ale i z nimi na moich warunkach i z szacunkiem dla mnie).

Wydaje mi się, że wielu "normalnym", nierzucającym się w oczy homikom wychodzącym z szafy jedynie po zmroku należy wyjaśnić, że takie życie jest egzystencją na niby. O tyle niebezpieczną, że jedynie wykształcającą postawę paranoidalną, zinternalizowanej homofobii i nieumiejętności obronienia się przed zewnętrzną homofobią. Takie bytowanie jest drogą de facto samotności - nawet jeśli we dwie/dwóch.

@gadugadanie

zasadniczo nie chcę brnąć w off-top, ale mówienie o "niecelowym wykluczaniu" jest oczywiście jeno zgrabną retoryką.
ponadto, owo oczekiwanie "samodzielności" jest dość dziwaczne - jesteśmy istotami społecznymi a nie jakimiś monadami.

dziwaczne i połączone zazwyczaj z hipokryzją, bo jednak prawicowość, niechętna państwu, nader często wyznawana jest przez bogatsze sfery, które oczywiście za zbędne uznają państwo gdy rozumieć przez nie ochronę biednych, ale gdyby tak im zasugerować, że państwowa ochrona ich majątków jest niewłaściwa...

@Joey, no ok, a w Hameryce bija Murzynów, tylko co z tego?

Mimo wszytko, grzeszki lewicowców (jakie by nie były) nie unieważniają grzeszków prawactwa.

W dyskusji o paradzie błędem jest (według mnie, oczywiście) zakładanie, że instancją stosowną do wyrażania własnego zdania (i w domyśle, ewentualnym adresatem parad w tej czy innej postaci) jest ogół nieheteronormatywnych osób.

A to błąd. Jest sporo nie-heteryków którymi nie należy sobie zaprzątać głowy. jest wreszcie mnóstwo heteryków, którzy powinni być takim samym obiektem uwagi i troski, gdyż to oni, jako potencjalni sprzymierzeńcy w procesie demokratycznym, są niezbędni w projekcie emancypacji mniejszości.

Znamienne, że w większości dyskusji "środowiskowych" mało się mówi o "przyjaznych heterykach" lub traktuje ich jako oczywiste acz nieznaczące tło. Tymczasem to oni są kluczem do przemian społecznych, z tej prostej przyczyny, że jest ich więcej niż samych osób nieheteroseksualnych.

No widzisz. To jednak się nie zgadzam. Jestem osobą nieheteroseksualną, mój status finansowy raczej nie pasuje do opisu, a mimo to mam dosyć prawicowe poglądy i godzę się na "prawo dżungli" I nie widzę tego tak, że prawicowość celowo wyklucza. Godzę się na reguły gry i wierzę, że wygram u większości te związki partnerskie, swoim działaniem i innych osób. Tak jakoś jest w naszym środowisku, że pomimo że mniejszościowe, ma wielki potencjał.

Dlaczego prawicowość ma łączyć się z lepszym (powiedzmy: aniżeli średni) statusem finansowym? Jeśli chodzi o roszczeniowość osób WYKLUCZONYCH ekonomicznie, istotnie nie można mówić o kojarzonej z opcją prorynkową i antyetatystyczną prawicowościa, ale jeśli chodzi o lęk przed zmianami obyczajowymi, czyli wiązany z prawicowością konserwatyzm, proszę patrzeć, jaka retorykę prezentuje - pardon - "Fakt". W kwestii "rozpasania", oburzenie iście "spod kruchty", przy jednoczesnym publikowaniu roznegliżowanych "dziewczyn numeru". Wiktoriańska hipokryzja, ale nie dla burżujów (mieszczan), a dla biedoty. Proszę wybaczyć stylizację na adekwatnie pogardliwy ton.

@gadu
no cóż, zaczynamy wchodzic na poziom samoopisu itd...

Nie mam ochoty w to wnikać.

Zwracam tylko uwagę, że póki co sytuacja LGBT jest (wedle optyki "prawa silniejszego") najzupełniej w porządku - homofoby są silniejsze więc geje i lesbijki żyją trochę jak upodlone zwierzątek. I (oczywiście), to nie jest celowe wykluczenie, po prostu ci wszyscy geje i wszystkie lesbijki nie są (jeszcze?) dość sprytne by wywalczyć co im się należy.

BTW - gej jest z natury gejem, zaś niedostosowany społecznie może być z natury niedostosowany społecznie (choćby z powodu upośledzenia). Mniemam, że jeśli jesteś konsekwentna, wykluczenie takiego niedostosowanego społecznie nie jest celowe, wykluczają "reguły gry", nie ludzie, czyż nie?

@inari - ta, na przykład USA jest przykładem społeczności przetrąconej prawicowo, o tyle, że tak zwane "wartości prawicowe" są istotnym zrębem systemu wartości większości ludzi ze wszystkich sfer społecznych. Efekt? Na przykład absurdalny system opieki społecznej i medycznej promujący rozdęte do granic możliwości pasożytnictwo koncernów od ubezpieczeń - nie do ruszenia, bo naiwni Amerykanie dają sobie wmawiać, że ograniczenie krwiopijność tychże koncernów to zamach na świętą wolność gospodarczą i bla bla bla...

Zresztą nierówność społeczeństwa pod względem dystrybucji majątku też jest znacząca.

Skoro chodzi o reguły gry ( a chodzi) to należy brać pod uwagę, że to społeczność jest ich autorem. A jeśli tak, to ofiary "prawicowych reguł gry", są ofiarami tych co te reguły wprowadzili.

QED

zapomniałem dodać - jednocześnie a Amerykańskim społeczeństwie zwykle im kto biedniejszy tym mniej konserwatywny obyczajowo i religijny.

Taki ostatnio zauważony paradoka.

Faktycznie, wydaje się, ze te dwa komponenty #prawicowychzaburzeń - umiłowanie darwinizmu społecznego i konserwatyzm obyczajowy są luźniej zasocjowane niż to się zwykle wydaje.

Szalenie trudno odciąć się od polityki w momencie walczenia o swoje prawo, ale póki co, to trudno uczestniczyć w zmianie praw jako takich, bo najpierw trzeba zbudować lobby (nie lobię tych amerykańskich słów)
Sprawa zmian i poprawy naszej bytności, to najpierw praca u podstaw, która ciągle gdzieś z oporem się spotyka samego środowiska.
Proponuję i sama tak robię, nie zważać na siedzących w szafach (przepraszam za uproszczenie), inaczej ani ja, ani moje dzieci nie doczekają zmian. Dla mnie niezbywalnym prawem jest, zawieranie związków, dziedziczenie, adopcja i szereg innych, które należą sie obywatelowi tegoż kraju.

Nie miałaś kiedy tego napisać, tylko wtedy kiedy jestem chora i leżę z gorączką? ;)

Jednak zostałam wywołana z imienia zatem postaram się odpowiedzieć - tak jak napisałam na homikach dla mnie zaprzęganie państwa w zapewnienie równości swoim obywatelom jest czymś co rodzi mój głęboki sprzeciw. Dlatego nie widzę swojej roli w tym, abym o taką równość zabiegała. Owszem podejmowałam pewne działania w sferze publicznej, dawałam swoją twarz pod jakieś inicjatywy, ale zawsze robiłam to dla U. Bo miłość dla mnie jest ważniejsza od ideologii ;).

Jestem po prostu zwolenniczką minimalnej ingerencji państwa w życie społeczeństwa. Jak dla mnie mogłoby się to sprowadzać do ochrony granic. I nie mogę postawić się w jednym szeregu z osobami, którym system rozdziału praw i przywilejów, pasuje i który zależy na tym aby państwo ich tym objęło.

Ja wierzę w rodzinę i obyczaj.
Bo wiem, że bez względu na to co by zostało spisane przez aparat państwowy i jakich bym przywilejów w moim związku z U. nie dostała i tak moją rodzina z własnej woli i miłości do nas obydwu da nam więcej niż jakiekolwiek prawo.

Jeżeli namąciłam, to przepraszam, dojdę do siebie z chorobą i najwyżej będę wyjaśniać :)

bo ci chcą się zlać z otoczeniem, a ja chcę by otoczenie zatarło granice pozwalając mi być i żyć wedle własnego uznania nie tylko obok nich, ale i z nimi na moich warunkach i z szacunkiem dla mnie

nie bardzo rozumiem co konkretnie znaczy zacieranie granic i jakie sa te Twoje warunki, ktore chcialabys dyktowac otoczeniu

@Magda, jedna sprawa (chociaż Twój post nie do mnie), ale ogólnie skomentuję.
Gdybym widziała, że jest to możliwe, to Państwo w moich potrzebach bym totalnie pominęła. Na dzień dzisiejszy podlegam temu Państwu i zmieniam, bądź chcę zmienić, to co jest realne, a nie to co jest Utopią.

Jestem w pełni tego słowa za RÓWNOUPRAWNIENIEM. Dyskryminowanie kogokolwiek z jakiegokolwiek powodu tym bardziej przez osoby opowiadające się za równymi prawami jest ŻENUJĄCE. Bywają również homoseksualiści opowiadający się przeciwko legalizacji związkom partnerskim i tacy którzy sprzeciwiają się prawom adopcji dzieci - tak mnie drażni ich egoizm. Ludzie często nie potrafią zrozumieć, iż opowiadanie się za równymi prawami nie musi oznaczać, że muszę zalegalizować swój homoseksualny związek, jak również to, że nikt mnie nie zmusi do adopcji dziecka. Prawo dając mi równe prawa daje mi WYBÓR, którego teraz nie mam. Uważam, iż każdy świadomy człowiek powinien dążyć do równouprawnienia wszystkich ludzi niezależnie od ich poglądów politycznych, wyznania, płci, orientacji seksualnej, koloru skóry itd. Miło byłoby mi na Paradzie Równości iść w jednym rzędzie z wierzącym i ateistą, z czarnoskórym i chińczykiem, z Prawicowcem i Lewicowcem itd. NAM WSZYSTKIM NALEŻĄ SIĘ RÓWNE PRAWA, KAŻDY Z NAS POWINIEN MIEĆ MOŻLIWOŚĆ WYBORU i do tego powinniśmy dążyć wszyscy wspólnymi siłami. KASIA

Sylwek naprawdę uważasz, że taki poziom dyskusji wyszydzająco - deprecjonujący przystoi komuś, kto uważa, że ma coś do powiedzenia na ten temat?

Droga Małgosiu,
Rownież zostałam przez Ciebie wywołana w poscie z imienia, wobec tego daje mi to prawo odpowiedzi.Zarzucasz mi ( nam) brak logiki i sensu
"Skoro bowiem nie czują potrzeby manifestowania i uważają, że ich dyskryminacja nie dotyczy, czemu uważają, że osoba głosząca, iż w Polsce panuje dyskryminacja, jest ich reprezentantem"-otóż jeżeli osoba głosząca o dykryminacji Homoseksualistów jest Homoseksualna- to automatycznie staje się reprezentantem tego środowiska.Gdyby typowy Aryjczyk, głosił o dyskryminacji np.osób czarnoskórych,to byłby ich lobbystą,przedstawicielem ale nie REPREZENTANTEM w pełni znaczenia tego slowa.
Reprezentant-ze słownika "osoba mająca cechy typowe, reprezentatywne dla jakiejś grupy"
Pozdrawiam, Katarzyna

@Katarzyno (moja imienniczko)

Nie rozumiem jak osoba homoseksualna czy też biseksualna-jak to jest w moim przypadku, nie czuje się dyskryminowana w kraju który wręcz kipi homofobią, w kraju w którym ów osoba nie ma prawa wyboru. To że ktoś jest akceptowany przez środowisko w którym się obraca nie znaczy, że nie dotyka go dyskryminacja. Dyskryminacja ze względu na nierówne prawo w stosunku do każdego obywatela tegoż samego kraju dotyka każdej osoby nieheteroseksualnej.
KASIA

podam przykład: Ktoś pobił murzyna bo nie odpowiadał mu jego kolor skóry. Inny czarnoskóry powie, że to nie go pobito więc on nie widzi problemu rasizmu.

Oto logika myślenia osób o orientacji nieheteroseksualnej twierdzącej iż w Polsce nie ma dyskryminacji. Pozdrawiam Magdę ,)

KASIA

@gadugadanie
Naprawdę nie musisz brać udziału w dyskusjach poniżej twojego poziomu. Pamiętaj o tym.

Ruda- jak to mówi DV- znów wrzuciłaś granat pod zatęchłą pierzynę :D

@Sylwek Pamiętam, dlatego Ci już merytorycznie nie odpowiedziałam.

"Dla mnie osobiście nie jest ważne, kto będzie mówił o nierówności w moim kraju i jak będzie wyglądał."
Dla homofobów i krytyków wyglądu obecnych działaczy też to nie ma znaczenia. Nawet jakby działacze wyglądali super męsko a działaczki superkobieco (cokolwiek ktokolwiek przez to rozumie) to i tak byliby poszczegani jako lesby, pedały, babochłopy i cioty. Taki już urok uprzedzeń, ze cecha do której ktoś jest uprzedzony powoduje negatywny ogląd całości. Dlatego homofoby nadal by pluły i krytykowalły, a krytykujący wizerunek nadal by znaleźli powody żeby krytykować wygląd przedstawicieli.
Zasada jest prosta: co z oczu to z serca. Bieżące wiadomości serwowane przez media to częsty temat rozmów między ludźmi. Pojawienie się tematyki homo powoduje komentarze o homo. Cisza medialna znacznie zmniejsza zainteresowanie tematem. Słysząc negatywne komentarze pod adresem homo możemy przyjąć do wiadomośći, że to o nas i zareagować lub nie zreagować. Alternatywą jest udawanie, ze to nie o nas tylko o tym "homoseksualnym środowisku" do którego przecież nie należymy ;) Wtedynie nie tylko nie trzeba reagować ale i można się przyłączyć do krytyki. Bo przecież wiadomo, że przyczyną homofobii są krótkie włosy lesbijek i miękkie gesty gejów. Gdyby nie te jednostki, które tak pchają się do mediów, wszyscy by nas pokochali i dali nam wszystkie prawa. Już jutro i bez porzeby jakiejkolwiek nieprzyjemnej konfrontacji.

@Shadowland - poczytaj sobie o różnicy między asymilacją a integracją, a wtedy może mnie zrozumiesz.

@reader

Całkowicie zgadzam się z Tobą. Największą głupotą jest staranie się dogodzić homofobom by się przypadkiem im nie narazić, a już szczytem głupoty jest wypominanie homoseksualistom iż nie próbują przypodobać się im.

KASIA

@lajt

Zmieniam to co jest realne, kiedy zmieniam skarpetki lub pracę:)
Sprawy bardziej zagmatwane wymagają większych nakładów pracy, większego poświęcenia i determinacji, ale jeżeli się w nie wierzy, to trzeba próbować.
Można powiedzieć, że chęć wprowadzenia małżeństw jednopłciowych z równoczesną adopcją dzieci to w Polsce utopia jakiej mało, no ale grono zwolenników się by uzbierało.


Mnie, po prostu generalnie nudzi to pojękiwanie o dyskryminacji i dla mnie przypomina to trochę marudzenie służby, że państwo w dworku siedzą a oni w czworakach. I, że oni też chcą do dworku, bo tam ładnie, ciepło i jeść dają.Dworek to właśnie państwo, pod którego ochronę i opiekę wszyscy się garną. I ono ma wybierać na przykład , kto dla mnie w jakiej grupie spadkowej będzie i czy państwo zabierze z tego połowę czy tylko 7%. A dla mnie na przykład przyjaźń jest tak samo mocna jak miłość i jeżeli nawet przy moim związku partnerskim z U. ona będzie w tej najbliższej grupie i dostaniemy masę superowskich przywilejów, to już moja przyjaciółka nijak się tam nie znajdzie, bo dwóch związków partnerskich zawrzeć się chyba nie da ;). A poza wszystkim będzie to legitymizacja systemu, który mi nie pasuje.

@Magda

To interesujące co mówisz. Czy w taki sam sposób niechętnie podchodzisz do legitymizowania systemu przy pomocy innych jego przejawów? Na przykład rezygnujesz z usług policji w przypadku fizycznej napaści? No bo pójść do policjanta, to uznać, że powinien on się zajmować twoim życiem, otaczać jakaś tam ochroną i, tfu, składać na karb państwa jakieś potrzeby!

@Magda

DOMAGANIEM SIĘ RÓWNYCH PRAW nie nazwałabym "pojękiwaniem","marudzeniem". Tak zachowują się tylko ludzie niewierzący w to iż RÓWNE PRAWA JESTEŚMY WSTANIE WYWALCZYĆ ŻĄDAJĄC ICH. RÓWNE PRAWA NAM SIĘ NALEŻĄ i nikt świadom tego nie będzie o nie żebrał. Jak "służba" zachowujesz się ty i tobie podobni krytykując innych za ich śmiały strój starając się homofobom przypodobać.

Magda dlaczego masz pretensje do dzieci, które chcą być traktowane przez wymagającą matkę na równi z ich braćmi ? Ty na złość światu i samemu sobie zadowalasz się resztkami z obiadu, a najchętniej nie jadła byś nic. Zamiast jak twoi bracia domagać się równego traktowania ty wolisz "odmrozić sobie uszy" - z takim podejściem jakie prezentujesz mieszkając w domu swojej matki nigdy nie będziesz miała okazji najeść się do syta. Nikt ci nie każe opychać się posiłkiem, dzięki prawu do równego traktowania o które walczą twoi bracia będzie przysługiwać wszystkim dzieciom możliwość wyboru a nie tylko tym, których wyrodna matka upodobała sobie najbardziej. Dlaczego nie chcesz by wszystkie dzieci zjadły posiłek w takiej ilości by zaspokoił ich głód ?

Kraj nakładający na swoich obywateli niezależnie od ich orientacji tych samych obowiązków, ale już sugerujący się orientacją seksualną przypisując nam nierówne prawa postępuje nieuczciwie. Ja nie mam zamiaru prosić o coś co mi się słusznie należy, ja żądam równego traktowania !

Chcesz by Twoja kobieta miała takie samo prawo do Twojego majątku po Twojej śmierci, twoja sprawa, nikt przecież nie każe Ci się chajtać, obie panie uwzględnisz w testamencie skoro tego chcesz. Powiedz mi co dla Ciebie się zmieni jeśli i mi da się prawo wyboru ? Jak zmieni się przez to Twoja obecna sytuacja ?

KASIA

@Sylwek

W życiu nie byłam na policji. No nie, raz byłam, ale to oni się mną zainteresowali a nie ja nimi ;). Można w inny sposób ratować swoja własność czy bezpieczeństwo.

@KASIA

Jak słusznie zauważyłaś ja nie wierzę w równe prawa (co już tłumaczyłam Rudej na homikach), więc chyba nie muszę już odpowiadać na dalsze dramatyczne pytania z Twojego wpisu :). Tym razem byłoby to powielenie naszej dyskusji na wspomnianym portalu.

"Skoro chodzi o reguły gry ( a chodzi) to należy brać pod uwagę, że to społeczność jest ich autorem. A jeśli tak, to ofiary "prawicowych reguł gry", są ofiarami tych co te reguły wprowadzili.
QED"

@Sylwek:

Jak mniemam, to ostatnie jest żartobliwym odniesieniem do właściwego posta, w tytule pytającego o logikę.

Odwołanie się do potocznej wiedzy o życiu w USA nie jest tu żadnym dowodem, ani w znaczeniu logicznym, ani retorycznym.

"Społeczność jest autorem". Oho!

dobrze znane i często komentowane wskaźniki ekonomiczne i demograficzne nazywasz "wiedzą potoczną"? Dlatego właśnie nie lubię dyskusji z #prawicowymizaburzeniami, bo mało, że bazują na czczych fantazjach, obrażają się gdy im to wytknąć, to jeszcze lubują się w negowaniu rzeczywistości.

@Sylwek:

Po pierwsze, nigdzie powyżej nie dałam wyrazu moim przekonaniom politycznym.

Po drugie, w komentowanym poście mowa o Polsce, nie o USA, i przykłady, do jakich odwołałeś się odpowiadając mi kilka dni temu (system opieki społecznej i medycznej) są nieprzekładalne na polską rzeczywistość, skądinąd niepozbawioną bolączek - innych jednak!

Owszem, wysławianie się "naiwni Amerykanie", "pasożytnictwo", itp., jest potoczne (i pogardliwe). Natomiast wskaźniki ekonomiczne (zresztą arbitralnie definiowane i obliczane) można prezentować w sposób fachowy, albo interpretować i "podawać dalej" w sposób przystępny dla osób nieprzygotowanych merytorycznie do samodzielnej ich analizy. Tu pojawiają się uproszczenia, pokusy naświetlania tego, co z jakiejś pozycji ideologicznej jest warte szczególnej ekspozycji, jasne.

chłopie jak cudze poglądy nazywasz #prawicowymizaburzeniami to dlaczego się dziwisz, że się obrażają? powaliło Cię?

już w dzieciństwie, cóż poradzić...

BTW: a cóż to za osobliwe odwracanie ogona tym, że "rozmawialiśmy o Polsce". Rozmawialiśmy i dowiedzieliśmy się jak tu straszno bo państwo wtrąca się w to czy tamto. Dziwnym wydaje mi się nie patrzenie na przykład krajów w których państwo nie wtrąca się tak bardzo...

Prześlij komentarz