Przejdź do głównej zawartości

Z życia homoseksualistek - część pierwsza

Dziś miało być poważnie, miały się pojawić albo rozważania na kanwie "afery adblockowej", albo tekst prostujący dość poważne przeinaczenia, które wkradły się do artykułu z "Przekroju" o niewidzialności lesbijek (no ale niewidzialność jest trudna do opisania, czyż nie?). Ale nie będzie (trudno, i tak są już nieaktualne, więc mogą jeszcze poczekać), bo jest piątek, dzień rozrywkowy, a zatem najlepszy na inaugurację nowego (równie nieregularnego, jak lekcje historii) cyklu, którego pomysł podsunął mi jakiś czas temu Sylwek. Idea nowa nie jest (inspiracja widoczna w tytule), ale cel (chyba) wart zachodu i szlachetny. Bo, jako że coraz więcej osób melduje mi, że nie są już w stanie śledzić tego, co się dzieje na forum Kobiety Kobietom, postanowiłam robić to za nie. I co jakiś czas publikować streszczenia co bardziej obiecujących wątków.

Na dobry początek coś łatwego. Otóż ostatnio z zapartym tchem śledzę (i składam z niego meldunki na Facebooku) kolejny wątek wizerunkowy. Nazywa się to to "Wielka lista buczyzmu", a powstało, bo poprzedni o tej samej tematyce zrobił się najwyraźniej zbyt długi. Zaczyna się obiecująco, od próby ustalenia listy cech "prawdziwego butcha" (krótkie włosy w "jajecznym" kolorze, szerokie spodnie, kraciasta koszula, marynarski chód...). Ale po jakichś sześciu postach zaczynają się schody, a konkretnie wątpliwości.

Wątpliwość numer jeden: Czy aby być butchem, należy spełniać wszystkie wymienione (wcześniej i później, bo potem doszło jeszcze m.in. specyficzne trzymanie papierosa, kształt okularów i "dziecinne" skarpetki) warunki?
Status: Nierozwiązana.

Wątpliwość numer dwa: Czy aby być butchem, trzeba być lesbijką?
Status: A cholera wie.
(osobiście jestem za tym, aby nie dyskryminować kobiet heteroseksualnych i biseksualnych)

Wątpliwość numer trzy: Co, jeżeli butch jest przy okazji piękną kobietą - vide Rachel Maddow?
Status: Nie no, nie o takich butchach mówimy.

Wątpliwość numer trzy i pół: Ale jeżeli owa piękna kobieta właśnie tak się identyfikuje?
Status: Nie no, nie o takich butchach mówimy.

Wątpliwość numer cztery: Czy butch to tylko wygląd, czy też charakter? A jeżeli charakter, to jaki zespół cech tworzy prawdziwego butcha? Czy chodzi o stereotypowo męskie, jak agresja, przebojowość, niezależność itp.? A jeżeli tak, to czy wystarczy je posiadać, aby być butchem? A może chodzi wyłącznie o korelację wygląd plus charakter? Tylko czy to oznacza, że butche łagodne, piskliwe i prorodzinne w rzeczywistości nie są butchami? No to może jednak chodzi tylko o wygląd? Nie, bo mażące się butche nie są prawdziwymi butchami. Kim są zatem mażące się butche?
Status: Nierozwiązana.

Wątpliwość numer pięć: Czy bycie butchem jest to etap w życiu, czy cecha permanentna? Czy o poranku można być femką, a wieczorem stać się butchem? Jak i na podstawie czego określić osoby, które są stylistycznie wielowymiarowe? Charakteru? Nie (bo: wątpliwość numer cztery).
Status: Nierozwiązana.

Wątpliwość numer sześć: Skąd się biorą butche? Na kim się wzorują w dzieciństwie? Czy jeżeli jest to mama, która była bądź nie była butchem (patrz wątpliwość numer dwa), to można nadal mówić o tym, że wzorują się na mężczyznach? Do którego pokolenia wstecz trzeba mieć w rodzinie krótkowłose kobiety bez makijażu i w spodniach, aby uznać, że stanowią kobiece wzorce? A może takie butche wzorujące się na mamach mają w rzeczywistości dwóch ojców? I co butchami wzorującymi się na Ellen, k.d. lang czy Rachel Maddow?
Status: Nierozwiązana. I nie no, nie o takich butchach mówimy.

Wątpliwość numer siedem: Co z butchami, które wzorują się na Justinie Bieberze?
Status: Za chwilę wyjaśnię.

Wątpliwości jest więcej, ale cała dyskusja sprowadza się właściwie do jednego: niemożności określenia jej podmiotu. Co jest tak naprawdę sporym przełomem w owej nieustającej i bezsensownej (może dlatego nieustającej?) debacie, choć teraz trzeba jeszcze poczekać, aż wszystkie dyskutantki (a szczególnie te spod znaku: "no ale przyznaj się, no po prostu przyznaj, że chcesz być facetem", "no ale dlaczego nie chcesz się przyznać?", "no ale to nic złego, jak się przyznasz", "no przyznaj się i porób sobie z siebie jaja, jak na osobę bez kompleksów przystało" itd.) to zauważą. Co może być dość trudne, bo cała dyskusja zaczęła się od próby zdefiniowania butcha, więc do etapu bezetykietowego jeszcze daleko (na razie pojawiają się nieśmiałe próby rozmnożenia etykietek). Tak że stay tuned, następny meldunek z frontu z pewnością nastąpi.

A póki co wszystkim z etapu postetykietowego polecam stronkę Lesbians who look like Justin Bieber. Rzecz absolutnie bez precedensu, jeżeli chodzi o rozwalanie heteronormy. Bo oto okazuje się, że nastoletnie fanki Biebera pod jej wpływem masowo zaczynają się zastanawiać nad swoją seksualnością. No bo jak zamiast jednego Biebera mają do wyboru na przykład czterech, i to ładniejszych od oryginału...

Komentarze

  1. nosz przecież femme i butch daje futch - widać, że nie czytacie afterellen :p

    OdpowiedzUsuń
  2. Wymiękłem ;) Całe pojęcie butchyzmu i zwłaszcza dyskusja o nim jest dla mnie zbyt skomplikowana ;D Mam wrażenie że geje nie mają większych problemów z wyraźnymi podziałami na męskich i mniej męskich. A nawet rozbudowali podtypy. Co więcej sam podtyp "gej misiek" ma wiele kategorii.
    Osobiście staram się nie dzielić ludzi na typy, podtypy i kategorie, ale jak to bywa z wszystkimi podziałami(stereotypami) - mimo że są wqrwiające to ułatwiają porządkowanie rzeczywistości.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja protestuję! To Bieber wzorował się na młodocianych lesbijkach;)

    OdpowiedzUsuń
  4. @Monika
    Ależ wiemy, to też było w dyskusji na KK (kategoria: rozmnożenie etykietek):
    Futch:
    1) a lesbian who has feminine looks but masculine dress and/or style,
    2) a butch who acts feminine, as opposed to being dominit one in a lesbian reletionship,
    3) a lesbian who in outwardly appearance dresses like or acts like a femme but has the mentality or mindset of a butch.
    Ale nic nie wniosło do zdefiniowania podmiotu dyskusji. No bo czy futch chce być facetem? A jeżeli tylko część futchy chce być facetem, to które? I co to właściwie znaczy być facetem?...

    @queerguy
    No ułatwiają. Tylko tak w sumie w jakim celu (no, może poza ogłoszeniami matrymonialnymi) owych etykietek używać?

    @Rude
    I na tym polega cały myk. Bo na kim się wzoruje lesbijka, która się wzoruje na chłopaku, który się wzoruje na lesbijkach? :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ano ułatwiają Ewo - szczególnie tym którzy nie są świadomi że z nich korzystają.
    Odrobina świadomości ich używania już komplikuje sprawę bo chce się od tego uciec. Ale się nie na do końca.
    Nawet w pełni świadomi tego że każda etykieta jest sztuczna i zawsze krzywdząca dla kogoś kto do niej pasuje (lub nie) dalej ich używamy. Ułatwiamy sobie w ten sposób komunikację. Zwłaszcza z tymi "nieświadomymi".
    O ile łatwiej jest użyć jednego określenia, niż skomplikowanego, przydługiego, a i tak niepełnego opisu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wydaje mi się, że najczęściej etykietki służą i tak zawsze do odrzucenia kogoś a nie zaakceptowania. Najwięcej ich jest w anonsach, gdzie jak w supermarkecie ludzie starają się wybrać towar skrojony na miarę. No przecież można: wpisać odpowiedni wiek, różne cyferki, kolor włosów, wykształcenie - bierzesz co chcesz a reszta może się bujać a raczej - nie istnieje.

    A jednak nie wszystko się tak układa. Rzadko bo rzadko, ale czasem dość nieliczne grupy szukają dla siebie jakiejś etykietki. Przykład?

    Boysy... szczerze mówiąc nie znam dziewczyn w wieku 20-30, które określałyby się jako butch, nawet gdyby ktoś inny je tak nazwał. One wolą mówić o sobie boys, bo w jaki sposób mają się przeobrazić w butch? Jest ich kilka w paczce, spotykają się ze dwa razy w miesiącu na piwo, bo mieszkają w rozproszonych miejscowościach. Nie mają stałych dochodów ani nawet motocykla, więc dlaczego mają być jak stereotypowi mężczyźni? Są jak chłopacy, posiedzą, popiją browca, obgadają parę lasencji i po kumpelsku poklepią sie po ramieniu.

    Podobne grupy opisała Ariel Levy w ameryce, tyle ze tam dochodzi konkretny kontekst, że w jakiś sposób w gettach homoseksualnych można sobie było konkretnie wyobrazić i narysować to poprzednie pokolenie butch oraz to kolejne, które jest już boys. Nie było tam może akurat refleksji klasowej, ale rzuca się to ewidentnie w oczy: butch to jednak ktoś, kto postawi kolację, zaprosi cię do mieszkania i może nawet według starego dowcipu na drugi dzien się oświadczy. Bo ma do tego jakieś materialne podstawy.

    Boys pomlaskają na widok wylaszczonych babek i poopowiadają sobie sprośne dowcipy, ale postawić, to mogą w najlepszym razie kumplowi piwo...

    OdpowiedzUsuń
  7. „Bo, jako że coraz więcej osób melduje mi, że nie są już w stanie śledzić tego, co się dzieje na forum Kobiety Kobietom, postanowiłam robić to za nie. I co jakiś czas publikować streszczenia co bardziej obiecujących wątków.”

    Cudownie. Bo fakt, że nie nadążam spędzał mi sen z powiek. A kk, to nie Plebania, więc jak przegapię kilka odcinków, to już nie wiem o co chodzi :)

    Eile

    OdpowiedzUsuń
  8. @queerguy
    No masz rację, nie da się do końca uciec. Ale czymś innym jest świadome ich używanie w celach np. politycznych czy edukacyjnych, a czym innym w celu tworzenia mniejszości w mniejszości w mniejszości.

    @bejbola
    Ależ mylisz się, butche nie mają mieszkań, one gnieżdżą się stadami w wynajmowanych kawalerkach. Przynajmniej według niektórych użytkowniczek KK:
    http://trzyczesciowygarnitur.blogspot.com/2010/08/stada-lesb-w-wynajetych-kawalerkach.html
    :D

    @gadugadanie
    Jak to miło pomagać innym:)

    OdpowiedzUsuń
  9. No ja akurat nie piszę tego, co piszę, dla sarkazmu.

    Boysy raczej nie wynajmują kawalerek, często żyją z rodzicami w większych lub mniejszych miastach. A jak coś wynajmują, to właśnie chodzi o to, że nie mają bliższych ukladów z sublokatorkami lub lokatorami i nie mieszkają stadami, a w rozproszeniu, więc "podejrzanych" znajomych nie zaproszą.

    Poza tym jest to jedna z nielicznych grup, która w jakiś sposob próbuje dowartościować swoją sytuację: jesteśmy chłopakami, bawimy się, nie czas na bajery, stałe związki.

    Ale drugie dno jest takie, że do wizerunku Nicolasa Cage'a nie dołożą motoru ani wypasionej gitary, nie mają możliwości, żeby bawić się w zespół rock'n'drollowy albo gang motocyklowy. Są w wielopłciowym prekariacie, a ich seksualność jest szczerze mówiąc raczej obojętna w miejscu, gdzie pracują za najniższe stawki. I tym razem to się nie zmieni, gdy osiągną pewien wiek - niestety.

    OdpowiedzUsuń
  10. Według mnie tożsamość butch to sprawa zbyt skomplikowana intelektualnie dla uczestniczek dyskusji na KK. Klapki na oczach i ciasne móżdżki, ale o tym można się przekonać obserwując dyskutantki także w innych wątkach.
    Jak dla mnie forum KK zmieniło się w zatęchły kurnik - są kury, co siedzą wyżej na grzędach i mają radochę z dziobania tych, co siedzą niżej - słowem, one są paniami kurnika.
    Przykre.

    OdpowiedzUsuń
  11. Joey, kiedy zaczął się ten wątek, miałam nadzieję, że będzie jakaś sensowna próba określenia, co to jest butch, ale z Wielkiej Listy jest na razie Wielkie Nic. Niektóre panie już parę lat "drążą" zagadnienie, ale tylko kręcą się w kółko, rozdając ciosy. Te zaś, co miały coś ciekawego do powiedzenia, zniechęcone już się pożegnały z wątkiem, a temat aż się prosi o magisterkę, a nawet doktorat, przynajmniej z zakresu językoznawstwa kognitywnego i kategoryzacji. Ale o ileż przyjemniej połomotać sobie w buczki, niż np. łamać ząbki na Wittgensteinie (nie próbowałam). Ewa, wiem, że to trochę z grubej rury, ale nie mogłam sobie odmówić :P

    OdpowiedzUsuń
  12. joey- skoro to tak skomplikowane intelektualnie zjawisko a Ty ciasnego mozdzku nie masz to wnies merytoryczny glos do dyskusji i scharakteryzuj tozsamosc butch bo jak na razie jedyne co potrafisz to bredzic o rzekomym gnojeniu, ktore objawia sie chyba tym, ze opisuje sie zjawisko butch( bo nie konkretne osoby) bez naboznej czci, na ktora z niewiadomych powodow powinny zaslugiwac

    OdpowiedzUsuń
  13. @bejbola
    Nie kręci mnie dodawanie kolejnej etykietki do i tak już pokaźnego ich zbioru. Szczególnie że przy okazji wrzucasz kolejny kamyczek do ogródka innej etykiety. Nie lubię takiego uproszczonego różnicowania ludzi, a również w twoich wypowiedziach widzę go aż nadto. Do bogatych działaczy i działaczek wykorzystujących uciśnione masy dołożyłaś właśnie butchki, co to śmią mieć ustabilizowaną sytuację materialną. Kto następny?

    @Joey, @lingwistka
    Bo nie chodzi o to, aby cokolwiek rozwiązać, dojść do jakichś konkretnych wniosków. W końcu literatura na ten temat jest wystarczająco pokaźna, by wszystkie, które mają ochotę być doinformowane, już dawno to zrobiły. Chodzi jedynie o to, by sobie błyskotliwie lub mniej popitolić. Ot, rozrywka na nudne popołudnia, ranki i wieczory.

    OdpowiedzUsuń
  14. z literatura na ten temat np z judith butler tez mozna tworczo polemizowac, nie koniecznie nalezy traktowac jej tezy jako prawdy objawione- ale fakt do tego potrzeba blyskotliwosci, niektorym starcza jej tylko na to, zeby sie oburzac i bredzic o gnojeniu, coz

    OdpowiedzUsuń
  15. To do roboty, Anonimowa, polemizujcie. Chętnie poczytam, a jak będzie wystarczająco twórczo, to i opiszę:>

    OdpowiedzUsuń
  16. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  17. Kto następny? Kto się tylko nawinie :D

    A tak na serio, to trochę mnie dziwi, że przypisujecie mi złe intencje.

    Mnie się podoba wasz cykl wizerunkowy w którym wyśmiewacie i piętnujecie wzajemną nienawiść różnych freaków na podstawie tego, jaką łatkę przypinają innym ale...

    Niekiedy nadmiernie wygładzając stereotypy, czy po prostu nie kastrujecie nomen omen tych buczych i boysów?

    Choć mi o to, że jeśli ktoś mówi o mnie, że jestem kocmołuchem, nie mam fajnych ubrań i nie pasuję, to ja już nie mam zamiaru się rozbeczeć z tego powodu tylko biorę się w nich tymi "tłustymi łapskami" i niech mają to, czego chcą! Niech uciekają ode mnie, skoro mogę ich rozpędzić na cztery strony.

    Oczywiście chodzi też o głębszą różnicę światopoglądową. Moim zdaniem nie należy "walczyć ze stereotypami" jak leci, tylko wziąć pod uwagę to, że niekiedy są dla kogoś ważne a niekiedy mają moc którą mozna obrócić w innym kierunku.

    To, co nie podoba mi się w liberalnej polityce lgbt, to ustawianie się do ładnego zdjęcia z etykietką "normalności". No ale, pomijając wiele ogólnie znanych i przerobionych odcieni tej debaty, może warto przyjrzeć się tym, którzy nie przejdą w ten sposób, nie będą "normalni" dopóki nie założą takich stylowych ciuchów (obojętnie w jakim stylu) ale takze nie zrozumieją, dlaczego mają akurat tacy i takie być.

    No ale to w sumie też już oklepany temat.

    Ja w każdym razie stawiam na kontrasty, jak najbardziej!

    Można namawiac naprawdę różnorodnych ludzi do stawienia się na jakiejś manifestacji pod z grubsza jednym sztandarem, ale należy postawic pytanie, czy to doświadczenie w jakikolwiek będzie transformacyjne dla nich samych?

    Niestety jakakikolwiek ruch, czy istota doświadczenia, polega na tym, że jedni podpasowują się pod drugich a ci nawet nie mają świadomości, że w ten sposób dominują. Żeby chociaż się zorientowali, że niektórzy tu udają, że przebierają się za nich... to już by była nawet taka transformacja z ich strony!

    No ale zaraz, ile można się zdawać na to, że moze ktoś w zakresie swojej wyobraźni zobaczy przebrane nieautentyczne imitacje? To ja wolę jednak nie stroić się w piórka tylko pójść jako ten kocmołuch. Wtedy wraca nareszcie jakiś kontrast.

    To jak na razie niekończący się temat, niemniej jak znajdę jakieś punkty zaczepienia w wybranych wpisach, to będę na bieżąco pisać, co mi leży na wątrobie.

    OdpowiedzUsuń
  18. Anonimowa - a może tak na początek byś się odanonimowała? Jeśli współtworzysz Wielką Listę (100%, że tam "pitolisz"), to nabożną cześć możesz sobie darować, ale opisem Twoich uwag nazwać nie można. Doktorat miałabyś uwalony :(

    OdpowiedzUsuń
  19. masz racje bejbola, obronczynie moralnosci kastruja butche- nie dosc, ze nie maja one penisow to jeszcze wciskaja im, ze wcale nie sa meskie- no masakra normalnie, niektore sa tak zaczadzone swoja ideologia, ze stawiaja butch za wzor wyzwolonej z okowow patriarchatu kobiecosc- gdybym byla butch czulanbym sie tym zniesmaczona

    OdpowiedzUsuń
  20. @bejbola
    Błagam, bez pluralis majestaticus, bloga prowadzą dwie osoby, ale jednak istniejemy jako odrębne byty.

    Też nie lubię polityki "normalności" (kwintesencją była akcja "Niech nas zobaczą"), wpasowywania się w heteronormę, udawania ładnych, miłych, uśmiechniętych, przeciętnych, sparowanych itd. Nie jesteśmy takie i tacy, przynajmniej nie wszystkie i wszyscy, a próby zdefiniowania podmiotu działań ruchu LGBT właśnie w ten sposób nigdy nie przyniosły żadnych zmian.

    Owe "debaty" wizerunkowe na KK są do niczego o tyle, że nie ma w nich nawet próby określenia ich podmiotu. Bo, sorry, nie chodzi przecież o to, jakiej długości włosy ma butch (czy boy - proszę bardzo), jaką kurtkę czy skarpetki włoży, jakim krokiem chodzi itd. itp. Sprowadzanie dyskusji do opisywania swoich fantazji na temat czyjegoś wyglądu i motywacji sprawia, że zamiast próby rzetelnej dyskusji mamy wzajemne dogryzanie, które bywa zabawne, ale po paru postach (a co dopiero paru latach i tysiącach postów) zwyczajnie nudzi. No i, co najważniejsze, nijak się ma do promowania kontrastów, różnorodności itd. itp.

    OdpowiedzUsuń
  21. a jak w takim razie Ty okreslilabys podmiot? tozsamosc butch to...?

    OdpowiedzUsuń
  22. Mam wrażenie, że nacisk na określanie swojego wizerunku w grupie jest ważny
    tylko i wyłącznie dla osób, które w tej grupie realnie uczestniczą. Inni
    mają to głęboko w nosie. Trzy przykłady. Młoda działaczka PiS w rozmowie z
    GW zaznacza wyraźnie, że nie słucha Radia Maryja i nie wierzy w teorie
    spiskowe ani w zamach, dziewczyny z kociego forum zaznaczają, że dokarmiają
    i pomagają kotom, ale oczywiście nie są jakimiś nawiedzonymi zbieraczkami,
    które mają po 30 zwierząt na 30 metrach, no i kobiety homoseksualne, które
    mówią ok. żyję z osobą tej samej płci, ale oczywiście golę nogi, chodzę do
    kosmetyczki, kocham Polskę i nie jestem działaczką. Jakie to ma znaczenie
    dla osoby z zewnątrz, która i tak widzi wspomniane grupy (członkowie PiS,
    kociarze, lesbijki) przez zjawiska, które uważane są przez tę osobę za
    ekstrema? Żadne. Najwięcej emocji takie dyskusje budzą w samych
    zainteresowanych, dla innych w większości ani to nie jest interesujące ani warte
    zauważenia.

    Jeżeli coś mi przeszkadza w postrzeganiu grupy, w której jestem to działam
    lokalnie. Po prostu daje się poznać. Tym, na których mi zależy a nie jakiejś
    masie, która może sobie mówić o mnie, co jej się żywnie podoba, bo dla mnie
    liczy się opinia bliskich a nie dalekich.

    A już całkiem prywatnie, to w debacie wizerunkowej śmieszy mnie zarówno próba wmówienia mi, że
    jeżeli mam długie włosy to jestem więźniem heteronormy , a niezależna mogę
    być jedynie w spodniach, jak i przekonywanie mnie, że seksowne są tylko
    dziewczyny z lokami a te z krótkimi włosami i w koszulach powinny siedzieć w
    domach. Każdy może wyglądać jak chce - mnie osobiście kręcą kobiece
    fatałaszki i uwielbiam w nich moją dziewczynę, dlatego też nie wyobrażam
    sobie związku z kobietą, która tego nie lubi, ale nie przyszłoby mi do głowy
    obrażać się na jakieś laski w dresach czy innych spodniach, że mi wizerunek
    psują. Bo wizerunek buduję sobie ja sama.

    OdpowiedzUsuń
  23. Fajski tekst:)

    wokół tematu podobne zamieszanie jak na portalach transwestytów na temat transwestytyzmu k->m
    i podobne wątki wychodzą :D:D:D

    pozdrawiam,
    All - "wannabe butch hetero"
    lub "tv k/m"
    lub "niezdefiniowany"

    OdpowiedzUsuń
  24. A podeślesz linka (o ile dyskusja jest ogólnodostępna)?
    Chętnie porównam doświadczenia:)

    OdpowiedzUsuń
  25. Ależ proszę bardzo, zapraszam w niegościnne progi forum na którym wciąż czuję się turystą...

    http://www.crossdressing.pl/forum/index.php?lang=pl&topic=1619#80828

    http://www.crossdressing.pl/forum/index.php?lang=pl&topic=4978

    Przepraszam, że tak późno odpowiadam (wstyd!), ale nie spodziewałem się że mi odpowiesz.

    Widzę, że dalej drążysz podobne wątki (Dynarski w odsłonie frondowej i replikowej, dżinsy i cekiny), niesamowita satysfakcja dla mnie z czytania, podszyta jednak lekką nutą masochizmu, no bo co ja ledwo w głowie zamajaczę, to Ty już szybko, mądrze i dowcipnie na czynniki pierwsze tu rozbrajasz. Pozdr serdeczne
    All

    OdpowiedzUsuń
  26. @All
    Dziękuję za te linki - naprawdę pouczające i pokazują drugie dno tych wszystkich wizerunkowych rozważań. I aż mnie kusi, by te dyskusje kiedyś wykorzystać, ale trochę się boję, że jako jednak dyletantka w tej kwestii coś pokręcę. Ale spróbuję się z tym zmierzyć.

    No i bardzo, ale to bardzo mi się podobają Twoje posty. :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…