środa, 14 listopada 2012

Maria Konopnicka była lesbijką


Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak mawiał o Konopnickiej Ludwik Krzywicki, nie nawiązała już (czy też nie przypisywano jej) żadnego romansu z mężczyzną po tym, jak związała się z Dulębianką. Czy to wystarczy, by określić relację między dwiema Mariami jako coś więcej niż bliską przyjaźń? Zapewne nie, ale wystarczy, by stwierdzić, że ich związek był wysoce prawdopodobny. Zresztą gdyby Mania była mężczyzną, chyba nikt nie miałby wątpliwości, że był to najważniejszy mężczyzna w życiu Konopnickiej, i nikt nie wołałby o zdjęcia z sypialni czy cudem odnalezione zaznania świadka, który przypadkiem się przy ich łożu zaplątał.

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Ano dlatego, że od kilku dni karierę w mediach (dziś był między innymi w "Panoramie") robi ten oto mem:


w związku z czym i nasz blogasek odnotował przyrost ruchu z Google'a na hasła w rodzaju "Konopnicka lesbijka" czy "Maria konopnicka była lesbijką" (stąd taki, a nie inny tytuł notki - aby szukający trafili od razu tam, gdzie trzeba, a nie na ten wpis, który o Konopnicką jedynie zahacza). Mem doczekał się też odpowiedzi m.in. ze strony nowej gwiazdy polskich mediów i jednego z szefów Marszu Niepodległości Artura Zawiszy, który nazwał tezę o "lesbiźmie" Marii Konopnickiej "kłamstwem konopnickim" i stwierdził, że powinno być ono karalne podobnie jak kłamstwo oświęcimskie.

Trudno się dziwić zauroczeniu narodowców "Rotą", wszak Konopnicka dość konsekwentnie budowała w swojej twórczości i listach wizerunek siebie jako bogobojnej patriotki, a po jej śmierci jej czci strzegły córki pisarki Laura i Zofia, starannie niszcząc te pozostałości jej spuścizny, które mogłyby ją postawić w "niewłaściwym" świetle. Nie zmienia to jednak faktu, że trudno się w jej życiorysie doszukać jakichkolwiek, poza patriotyzmem, wzorców bliskich panu Zawiszy i spółce. Biografia Konopnickiej była już rzecz jasna po wielokroć wałkowana, dlatego, zupełnie wybiórczo, przypomnę tylko kilka "skandalicznych" faktów.

Po pierwsze, rzecz w tamtych czasach absolutnie niezwykła, Konopnicka odeszła od męża. Po drugie, opuściwszy go, przeniosła się z szóstką dzieci do Warszawy, gdzie sama zarabiała na utrzymanie rodziny. A gdy tylko jej najmłodsza córka poszła do szkoły, zostawiła i dzieci, odtąd jedynie łożąc na ich utrzymanie, odwiedzając je, ale już się nimi nie zajmując. Po trzecie, przypisywano jej sporo romansów z często młodszymi od niej mężczyznami, w tym nawiązany jeszcze w trakcie małżeństwa z Konopnickim z guwernerem swoich synów. Po czwarte, napisała książkę "Z przeszłości. Fragmenty dramatyczne", w której ukazała prześladowanych przez Kościół wielkich uczonych, co spotkało się z bardzo ostrą reakcją środowisk narodowo-katolickich. W "Przeglądzie Katolickim" pojawiła się wówczas recenzja, której autor m.in. tak pisał o "Z przeszłości":
Myśl jej jest bezbożna i bluźniercza. Na kruchej podstawie kilku faktów, odpowiednio przeinaczonych w rymach swoich, rzuciła ona w twarz Kościołowi raz jeszcze nędzną zniewagę, jaką tylokrotnie już rzucali nań jego wrogowie. Nowością w tej zniewadze jest nie myśl sama, lecz nowa tylko złość.
Nie był to zresztą jej jedyny zatarg z tym środowiskiem. Jej dokonania jako redaktorki naczelnej kobiecego pisma "Świt" tak oceniła katolicka "Rola":
W "Świcie" uprawiał się postępowy, czyli pogański liberalizm, z przymieszką żydowszczyzny. 
Również podczas pogrzebu Konopnickiej odezwały się echa jej konfliktu z Kościołem katolickim. Arcybiskup lwowski Józef Bilczewski wydał duchowieństwu zakaz uczestnictwa w uroczystościach, motywując to tym, że Konopnicka (podobnie jak, niespodzianka, Orzeszkowa) nie była prawowierną katoliczką.

Po piąte wreszcie, wspierała Manię w jej walce o prawa kobiet do głosowania i studiowania oraz towarzyszyła jej w niesamowitej jak na tamtej czasy akcji wysunięcia kandydatury Dulębianki w wyborach do Sejmu Galicyjskiego.

Słowem, autorka "Roty" nie tylko niemal na pewno była wieloletnim w związku z kobietą. Opuściła też męża, a później dzieci i zajęła się własną karierą. Miała (prawdopodobnie) liczne romanse, spierała się z Kościołem i walczyła o prawa kobiet. Jakby nie patrzeć, na ikonę ruchu narodowego nieszczególnie się nadaje. No chyba że im to pasuje, to ja im nie wróg. Wszak to wszystko nie wyklucza bycia patriotką.

Na koniec nie mogę nie przypomnieć tego (kolejne części na YT):

17 komentarze :

Ewa, brawo!

Naziści mają problem. Niestety - dla nich - w panteonie naprawdę wybitnych Polaków nie ma bodaj ani jednego, który byłby bliski ich poglądom. To nie dziwi. Inteligencja = lewicowość :).

Polecam też życiorys Józefa Wybickiego - autora hymnu narodowego. Co my tam mamy? Bunt przeciwko katolickiej szkole. Małżeństwo wbrew woli rodziców z kobietą starszą o 17 lat. Przeciwnik pańszczyzny (na owe czasy - bardzo lewicowy postulat, równie rewolucyjny, jak dzisiaj związki partnerskie). Zwolennik rozwodów (za co zwalczał go Kościół, tradycyjnie dający głos za każdym głupim pomysłem).

Taki bezbożnik i libertyn też się niespecjalnie nadaje na ikonę ruchu nazistowskiego w Polsce.

Wychodzi na to, że naziści powinni śpiewać piosenki Shakiry. Waka waka proponuję na początek.

Obawiam się, że Shakira też się dla nich nie nadaje. W końcu przyjaźni się z lesbijką Melissą Etheridge.

A tak serio, to ogromną krzywdę robi się uczniom, przekazując im jedynie grzeczne i oficjalne fakty z biografii twórców. Bo trudno zainteresować się twórczością tak nieciekawych osób. A przecież i Konopnicka, i chyba jeszcze bardziej od niej znienawidzona w szkołach Orzeszkowa, i, jak piszesz Wybicki, to fascynujące postacie, które miały znacznie więcej do powiedzenia niż to, co się zazwyczaj na lekcjach o nich mówi. Dobrze, że chociaż "Mendla Gdańskiego" się uczniom pokazuje, bo inaczej wyszłoby na to, że Konopnicka była albo patetyczna ("Rota"), albo bezbrzeżnie nudna ("Nasza szkapa", "O krasnoludkach i sierotce Marysi").

Większość postaci historycznych jest znacznie bardziej skomplikowana, niż uczą o nich w szkołach i gdyby się to skomplikowanie, wątpliwości, zmiany decyzji pokazało uczniom, to znacznie chętniej by się o nich uczyli. A pozostając w klimacie wpisu - narodowcy chętnie porównują się do 300 Spartan Leonidasa. Ciekawe, jak sobie poradzą z ich homoseksualizmem? A, zapomniałem - można przecież w ten sposób: "Kłamstwo spartańskie mogłoby być karalne..."

Dziewczynki...czas jest taki, że jak uprawiać propagandę to dobrą a szarpanie się o Konopnicką to szkodliwy bezsens, choćby dlatego że np wasza ikona posłanka Grodzka (o innych ikonach lewicy nie wspomnę, bo to za łatwe) też ma "zaprzeszłości" .
Konopnicka była córką prawnika,poważnego patrioty wychowaną od 12 rż bez matki , przez ojca i zakonnice a jej jedyny brat zginął w powstaniu styczniowym..stąd jej bogobojny patriotyzm.Kiedy poczuła wolę bożą w 20 rż wyszła za mąż i urodziła 8 dzieci(!). Kiedy skonstatowała,że kolejna ciąża może już znaczyć śmierć uciekła od męża dziecioroba i niedorajdy.Początek jej pisania zbiegł się z odziedziczeniem majątku po zmarłym ojcu ( była jedyną spadkobierczynią ), po prostu było ją stać na "samorozwój" i "samorealizację ". Na płaszczyźnie literackiej nie wyrosła ani na centymetr powyżej tego, czego nauczył ją ojciec i zakonnice ale za to na płaszczyźnie osobistej przeszła wszelkie oczekiwania. Pozbywszy się dzieci( wyrodna matka , bardzo smutne historie)"poszła w długą ". Nie przepuściła niczemu co żywe i w portkach. Jej kiczowate, bogoojczyźniane brednie dobrze się sprzedawały, jak to z kiczowatymi bredniami często bywa. Dostała w nagrodę dworek i majątek, w którym jako całkowicie niezależna finansowo 53 latka, dziana, po 8 porodach , niezliczonych kochasiach, po menopauzie zamieszkała z kobietą, której jej pieniądze również zapewniły samorozwój i samorealizację.. archetypowy "lesbijski" związek..
Jej "odwaga "w spieraniu się z kościołem w sprawach kobiet miała swe źródło w niezależności finansowej, której sama sobie nie wypracowała..przypuśćmy, że nie odziedziczyła by majątku po ojcu i pozostała korepetytorką w Warszawie z 8 dzieci ....
Ta więc zostawmy..sorry ale muszę ...stare klempy
i wróćmy do teraźniejszości

"Wasza" ikona czyli czyja? Moja i kolegów komentujących powyżej? Nie wiem, jak koledzy, ale ja z racji ogólnej awersji do polityki nie posiadam ikon w tym gronie. Choć oczywiście zdarza mi się kogoś cenić za konkretne dokonania.

Powód przypomnienia postaci Konopnickiej jest podany w tekście - temat jest po prostu na czasie. Na tym między innymi polega dziennikarstwo, również blogowe, że się o tym, czego ludzie mogą w danym momencie szukać, pisze.

Bardzo przydatny post moim zdaniem :)

trzeba pisać ale nie tylko to czego ludzie dla wygody niemyślenia oczekują

Wypraszam sobie, osoby czytające tego bloga zdecydowanie należą do grona myślących.

ale może...takie ikony jaki ruch

podzielcie się z onr sprawiedliwie po połowie ..im Konopnicką autorkę kiczowatych bogoojczyźnianych bzdur a sobie Konopnicką monstrum egoizmu, próżności i nimfomanii posuniętej do tego stopnia ze jak już fizycznie z chłopami nie mogła to se za pieniądze ciemnego narodu z Dulębianki Pietrka zrobiła :)

a reszcie dajcie spokój
dość już

A po co dzielić, skoro można łączyć? Narodowcy niech sobie śpiewają "Rotę" ze świadomością, że jej autorka bynajmniej archetypową Matką Polką nie była, a my sobie nazwiemy ustawę o związkach partnerskich imionami Konopnickiej i Dulębianki, wiedząc, że do twórczości tej pierwszej lubią się odwoływać narodowcy. I tak pani poetka i pisarka wiele lat po śmierci połączy wydawałoby się zupełnie odmienne grupy.

Miła perspektywa? Dla mnie tak.

rota jest rotą i wszyscy ją śpiewają i mnie to ani nie kręci, ani nie przeszkadza..ale Konopnicka jako patronka związków partnerskich zawsze będzie przyczyną niekończących się sporów, zarówno z onr jak i w samym lgbt , i jeśli naprawdę chodzi o zgodę a nie o ciągłe jątrzenie znajdźmy fajniejsze babki :)
no bo jak kryterium naszych wyborów będzie "podbieranie " "łączących" ikon narodowcom ..to na Częstochowską i tak wypadnie (radykalnie samotna matka,lubiąca kobiety :)
a jak bycie anty matka Polką to na matkę małej Madzi :(
skończmy z tym kabaretem
skutki mogą być fatalne , bo w dzisiejszej sytuacji wróże raczej polityczny sukces tym chcącym zdelegalizować sld

i żeby postawić kropkę nad i ..nie chodzi o to żeby odpuszczać narodowcom ze strachu przed konfrontacją
Tomasik zrobił dobrą robotę odbrązowiając..rzeczoną, ale wy robicie złą robotę stawiając ją na inny piedestał
weźcie se np Sontag i Leibovitz,są wielkie, poszalały, pokochały się, zrobiły se dziecko, były ze sobą do końca i ta co przeżyła wychowuje je z miłością, choć nie jest jej łatwo..
a teraz pomyślcie jak na podstawie życiorysu naszych ikon rysuje się przyszłość dzieci z poprzednich związków w związkach partnerskich..zgroza
no trochę wrażliwości i wyobraźni

zakładam swojego bloga

Hej, super post. Aż zlinkowałem u siebie :)
Pozdrawiam

Przez przypadek wszedłem na tę stronę, poszukując zresztą zupełnie czego innego - zdaje sie "lekcje historii". Z wielkim zaciekawieniem przeczytałem kilka tekstów i tyle Wam powiem, ludziska - jesteście fantastyczni. Wasze zdrowie...

Prześlij komentarz