Przejdź do głównej zawartości

W odpowiedzi Tomaszowi Lisowi



Z Tomaszem Lisem polemizuje dziś na blogu Wiktoria Beczek, jedna z bohaterek kampanii "Rodzice, odważcie się mówić" i nasza współtowarzyszka z akcji Miłość Nie Wyklucza. Zapraszamy do lektury.

"Bardzo bym nie chciał żyć w świecie i w Polsce, które Terlikowski uznawałby zapewne za idealne” - pisał redaktor Lis ponad pół roku temu.

Teraz, w odpowiedzi na liczne komentarze i analizy wywiadu z Małgorzatą Terlikowską zamieszczonego w "Wysokich Obcasach", apeluje o pozostawienie zarówno pani Małgorzaty, jak i całej jej rodziny w spokoju. O zaprzestanie krytyki, bo przecież Terlikowscy mają prawo żyć, jak im się podoba. Uzasadnia to słowami:
Jak ktoś nie chce mieć partnera, to jest singlem. Jak ktoś chce mieć partnera, ale nie chce się żenić, to żyje w związku nieformalnym. Jak ktoś chce żyć z partnerem w związku partnerskim, to ma do tego prawo. Jak ktoś chce mieć związek partnerski z osobą tej samej płci, to ma to tego prawo. Jak ktoś chce żyć w małżeństwie, ale nie chce mieć dzieci, to ma do tego prawo. Jak ktoś chce mieć dwójkę dzieci, to ma do tego prawo.
I ja w tym świecie stworzonym przez Tomasza Lisa bardzo chciałabym żyć. Różnica między nami jest taka, że autor tych słów, jak wynika z jego tonu, jest przekonany, że w takim świecie żyje, ja natomiast jestem przekonana, że taki świat nie istnieje. Gdyby istniał, prawdopodobnie nie uczestniczyłabym od kilkunastu tygodni w całej tej medialnej burzy związanej z debatą nad projektami ustaw, coming outami rodziców, nie naruszałabym niczyjego poczucia estetyki i nie molestowała nikogo w przestrzeni publicznej.

Tomasz Terlikowski - publicysta, katolik, mąż żonie, ojciec dzieciom.
Niżej podpisana - aktywistka, ateistka, od 6 lat w stałym związku nierespektowanym przez polskie prawo.

W świecie Tomasza Lisa, ze względu na te i wiele innych różnic, żylibyśmy, nie interesując się sobą nawzajem. Pierwszy zgrzyt. Otóż niestety redaktor Terlikowski uznał, że świat potrzebuje poznać jego zdanie na temat osób LGBT. Przytoczyłabym konkretne słowa, bo lubię konkret, ale nie zwykłam wchodzić na Frondę i gdyby nie fakt, że tego typu wypowiedzi przebijają się do mainstreamu, omijałabym publicystykę katolicką szerokim łukiem, nie widząc potrzeby przekonywania katolików, że Boga nie ma. Drugi zgrzyt. Tomasz Terlikowski podpisuje się pod swoimi tekstami, to jest oczywiste, ale czy nie ważniejsze jest to, w kogo celuje swoimi wypowiedziami - czy w osobę XYZ, czy w całą grupę bliżej sobie nieznanych, ludzi? O ile łatwiej jest mówić o "tych gejach", czy o "lobby", niż o np. Wiktorii Beczek. A ja bym chciała takiej odwagi u red. Terlikowskiego.

Pod swoimi słowami podpisuję się ja, pod swoimi Terlikowski, podpisała się również żona redaktora Małgorzata. Wzięła odpowiedzialność za swoje słowa, licząc się z tym, że może to skomentować absolutnie każdy.

Anna Czerwińska powiedziała na temat tego wywiadu bardzo wiele ważnych rzeczy - powiedziała o presji, którą red. Lis bagatelizuje, twierdząc, że przecież Małgorzata Terlikowska ostatecznie sama zdecyduje, czy chce mieć dziecko, a zupełnie pomijając kwestię tego, jak z taką decyzją będzie się czuła, o wartościach wpajanych dzieciom, o życiu prywatnym osób publicznych (o którym za moment) i wielu innych, istotnych z punktu widzenia kobiety i feministki. Nie powiedziała natomiast o tym, co mnie w wywiadzie uderzyło najbardziej - o "karteczkach" pani Terlikowskiej. Jak to się stało, że osoba zajmująca się korektą redakcyjną zdegradowała swoją pracę do miana "karteczek"? Na to pytanie nie odpowiem, nie chcąc być posądzona o "tanie psychologizowanie", ale rzucam w eter inne - czy chciałabym nazywać akcje społeczne, np. pikiety pod Sejmem, w których uczestniczę, wg nomenklatury Pani Terlikowskiej – spacerkiem? Albo pojawienie się na billboardach kampanii "Odważcie się mówić" - foteczkami?

Wracając do życia prywatnego osób publicznych - czy to nie na łamach Frondy pojawiały się dywagacje na temat "afiszowania się ze swoją seksualnością" osób LGBT? Czy to nie wg red. Terlikowskiego powinnam przestać mówić o tym, co łączy mnie z moją partnerką (a przecież powszechnie wiadomo, że z moją partnerką łączy mnie tylko seks, tak jak w przypadku każdej innej lesbijskiej pary)? Trzeci zgrzyt. Czy to nie ów redaktor mówił ostatnio o swoim przedmałżeńskim seksie? Panie redaktorze, pańska heteroseksualna orientacja powinna być tylko i wyłącznie pańską sprawą! Nie chcę słuchać, co i z kim robił Tomasz Terlikowski i czy to było przed ślubem, czy po, bo, delikatnie mówiąc, nieszczególnie mnie to interesuje. Tu dochodzimy natomiast do jakże słusznych słów Anny Czerwińskiej, którymi uzasadnia pogląd, że powinno rozmawiać się na temat życia prywatnego osób publicznych: "Tylko tak możemy dowiedzieć się, czy ktoś jest hipokrytą, czy kłamczuchem, cynikiem, czy świrem. (...) To samo dotyczy osób publicznych, a tych wypowiadających sądy moralne w szczególności".
Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a nie dostrzegasz belki we własnym oku? Albo jak możesz mówić swemu bratu: Pozwól, że usunę drzazgę z twego oka, podczas gdy belka [tkwi] w twoim? Obłudniku, usuń najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka twego brata.
Wiktoria Beczek

Komentarze

  1. Tak, jeśli ktoś wypowiada się publicznie, to musi liczyć z tym, że będzie oceniany i że nie zawsze będzie to miłe. I naprawdę nie mam pojęcia, dlaczego niektórzy/niektóre sobie/innym prawa do tej oceny odmawiają. I rzeczywiście Tomasz Lis zachowuje się w tym układzie przedziwnie - z jednej strony jest jedną z osób, którym zawdzięczamy niesamowitą popularność Terlikowskiego, z drugiej strony zdaje się nie widzieć, że owa wyrazistość poglądów czy co tam jeszcze w Terlikowskim ceni (bo chyba ceni, skoro go tak ustawicznie zaprasza i komentuje wypowiedzi, co?) oparta jest na niczym innym jak ocenianiu innych i mieszaniu z błotem tych wszystkich, którzy się w światopoglądzie naszego naczelnego taloba nie mieści.

    OdpowiedzUsuń
  2. To wewnętrzna sprzeczność - opowiadać o swoim życiu prywatnym i oczekiwać, że nie będzie komentowane.

    Mnie jednak najbardziej uderzyło w tym wywiadzie, że 1) Terlikowska mówi "jesteśmy na siebie skazani do końca życia", i 2) Terlikowski nie potrafił ogarnąć swoich własnych dzieci przez jeden weekend.

    Już abstrahując od tego, czy epatować publiczność opowieściami o własnym śluzie, czy nie (no nie czarujmy się, publiczność codziennie epatowana jest gorszymi treściami z życia różnych ludzi, i świat się nie kończy) - to to "skazanie" i to de facto przykucie do domu, no strasznie uprzedmiotawiające są. Oczywiście to wybór Terlikowskiej no i oczywiście, że teraz wszystkim naokoło będzie mówić, że jest przeogromnie szczęśliwa (no bo co ma mówić?), ale mnie osobiście ciarki przerażenia przeszły przez plecy. To jak samej zamknąć się w klatce i połknąć klucz. W imię czego? Nie rozumiem.

    Rodziny wielodzietne są spoko i bycie praktykującym katolikiem też jest ok. Naprawdę. Jednak - z tego co wiem - chrześcijaństwo (i katolicyzm też) zawiera jednak jakąś afirmację wolnej woli i wyborów człowieczych, i ta konieczność wybierania i używania swojej wolnej woli przez całe życie jest istotą człowieczeństwa. Terlikowska natomiast staje i mówi "jestem jak skała, nie waham się, nie zmieniam się, nie poruszę się, wszystko jest już poza mną, i choćby skały srały, to powieka mi nie drgnie". To bardzo niechrześcijańskie, niehumanitarne i po prostu niebezpieczne. W taki sposób można człowieka zabić lub zniszczyć i jeszcze być zadowolonym z siebie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Taki stan rzeczy, jaki mamy jest dziedzictwem kultury społecznej ponad dwóch tysiącleci.Ukształtował się zarówno w krajach cywilizowanych, jak i w buszu.Tak, jak jest plus i minus, katoda i anoda, tak jest mężczyzna i kobieta. Podobnie, jak dobro i zło.
    Świat jest dwubiegunowy.
    A-Men

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…