Przejdź do głównej zawartości

Lekcja pierwsza: Warszawski Ruch Homoseksualny

Czytam sobie komentarze pod moim wpisem o wojnie torebkowej i wpisie Ewy o zmianach i oczy przecieram ze zdumienia. Wychodzi mi na to, że nie ma sensu się szarpać, zamęczać, niedosypiać, wydawać pieniędzy, tracić czasu i nerwów, walczyć o związki partnerskie chociażby poprzez takie akcje jak "Miłość nie wyklucza", która już za chwileczką, już za momencik będzie miała premierową premierę itd., itp. Wystarczy cichutko usiąść sobie w kąciku i poczekać, a wszystko to, czego pragniemy, i to, o czym nie wiemy, że tego pragniemy, będzie nam dane. Jeszcze dokładnie nie wiadomo, przez kogo, ale sądząc po wspomnianych komentarzach, najprawdopodobniej przez Unię Europejską, Tomaszów Raczka i Lisa i może coś niecoś dorzuci Jacek Żakowski i niejaki Ryszard Kalisz. A wtedy dołączy się jeszcze Joanna Senyszyn ramię w ramię z Katarzyną Piekarską i już! Mamy ustawę, mamy związki, mamy małżeństwa i szczęśliwość ogarnia Polskę.

"No ludzieee!", chciałoby się krzyknąć, jak zwykła krzyczeć moja przyjaciółka Monika Komoda, która razem ze mną lat temu naście ileś tych wymienionych w drugim zdaniu tego tekstu czynności, jak się okazuje dla części osób bezsensownych, z pełnym zaangażowaniem i wiarą, że trud się opłaci, wykonywała. Zastanawiam się, z czego to poczucie, że to całe działaczostwo to była zabawa w piaskownicy, wynika? Niekoniecznie z braku myślenia, chociaż taką tezę postawiłabym najchętniej, ale byłaby chyba zbytnim uproszczeniem. Drugą opcją jest brak wiedzy na temat nie tak dawnych, choć wydających się już tak odległymi, czasów. I jako wieczna optymistka po pierwsze na to drugie stawiam, a po drugie postanawiam tę lukę uzupełnić. Oczywiście historie, które wam tutaj przedstawię, będą jak najbardziej subiektywne, niekoniecznie obfitujące w dokładne daty, nazwiska i cytaty, gdyż pamięć ludzka bywa zawodna. Ale mam nadzieję, że pozwolą tym, którzy zechcą się w nie zagłębić, zrozumieć, dlaczego twierdzę i twierdzić nie przestanę, iż działacze, działaczki oraz całkiem anonimowi ludzie, którzy im pomagali, przyczynili się do ogromnych zmian w postrzeganiu ludzi spod akronimu LGBT (o Q wtedy chyba jeszcze nikt nie słyszał). Czas więc na lekcję pierwszą.

Mamy rok 1985. Jak większość osób wie z historii najnowszej, schyłek Polski Ludowej. Gdzieś w "mądrej" partyjnej głowie zapala się lampka i pojawia się pomysł akcji, która nosić będzie jakże ładny kryptonim "Hiacynt".

Żeby nie wyważać otwartych drzwi, posłużę się Wikipedią (nie zawsze wiarygodną, ale mimo wszystko mniej zawodną niż moja pamięć):

"Akcja, na rozkaz Ministra Spraw Wewnętrznych gen. Czesława Kiszczaka, rozpoczęła się 15 listopada 1985. Rano w szkołach, uczelniach, zakładach pracy na terenie całej Polski pojawili się funkcjonariusze MO i zatrzymywali lub aresztowali osoby podejrzane o homoseksualność lub kontakty ze środowiskiem osób homoseksualnych. Łapanki urządzano też w miejscach spotkań osób homoseksualnych. Aresztowanym zakładano teczki o nazwie ‘Karta homoseksualisty’, zdejmowano odciski palców, a niektórych nakłaniano do podpisywania oświadczeń:

Niniejszym oświadczam, że ja [imię i nazwisko] jestem homoseksualistą od urodzenia. Miałem w życiu wielu partnerów, wszystkich pełnoletnich. Nie jestem zainteresowany osobami nieletnimi.

Poza założeniem ‘Karty homoseksualisty’ i zebraniem odcisków palców zatrzymani byli zmuszani szantażem do składania donosów na innych homoseksualistów, a także do opisu uprawianych technik stosunków seksualnych.

Akcja prowadzona była do roku 1987, choć kartoteki ‘Hiacynta’ uzupełniano jeszcze co najmniej do 1988; w wyniku akcji zgromadzono ok. 10-12 tysięcy akt osobowych, które dziś tworzą tzw. różowe kartoteki."

Wspominam o akcji "Hiacynt" dlatego, że to właśnie wtedy narodził się bunt, może nie taki jak prawie dwadzieścia lat wcześniej w USA, ale jednak. A w jego efekcie Waldemar Zboralski, Sławek Starosta, Krzysztof Garwatowski i inni, których nazwisk nie pomnę (jeśli ktoś z czytelniczek i czytelniczek zna, to proszę uzupełniać) założyli w 1988 roku nieformalną grupę pod nazwą Warszawski Ruch Homoseksualny. Nieformalną dlatego, że władze PRL uniemożliwiły zarejestrowanie organizacji, powołując się na badania opinii społecznej oraz, co może niektórych zaskoczyć, z obawy przed reakcją Kościoła katolickiego. WRH otrzymał za to poparcie ze strony ówczesnego Ministra Zdrowia, dzięki włączeniu do statutu grupy zapisu mówiącego o przeciwdziałaniu AIDS. Jak niektórzy może wiedzą, AIDS było wtedy uznawane za chorobę dotykającą głównie pedałów (gejów jeszcze nie było), narkomanów oraz prostytutki. Jakże się mylono! Ale wracając do WRH, zdecydowanie na tak był wówczas nieżyjący już ówczesny prezes Towarzystwa Rozwoju Rodziny (sic!) profesor Mikołaj Kozakiewicz, który i w latach późniejszych udzielał wszelkiej możliwej pomocy tęczowym organizacjom.

WRH współpracował z innymi nieformalnymi grupami: Etap z Wrocławia (kojarzy mi się, nie wiem, czy prawidłowo, z Ryszardem Ziobro) oraz wydawcami magazynu "Filo" z Gdańska. Próbę rejestracji pierwszego polskiego legalnego stowarzyszenia homoseksualistów odnotowały wtedy takie periodyki jak "Polityka", "Przegląd Tygodniowy", "Wprost", "Radar", "Express Wieczorny", "Sztandar", "Kurier Polski" czy "Na przełaj".

I tyle jeśli chodzi o lekcję historii. Z mojej ówczesnej nastoletniej perspektywy rzeczy miały się w tych czasach nieco inaczej. Kiedy zorientowałam się, że pociągają mnie dziewczynki, a nie chłopcy, i tak już byłam postacią dość kontrowersyjną. W szkole ciągnęła się za mną, według definicji mojego brata, opinia debila, czyli "zdolna, ale leniwa". Zdolna, bo zamiast wziąć sobie do serca napisy, które w tamtych czasach wisiały wszędzie przy oknach "nie wychylać się", raz na jakiś czas błysnęłam wiedzą. A to jako pierwsza dostałam najwyższą ocenę w klasie za wypracowanie, a to na matmie rozwiązałam zadanie, z którym nie mogły poradzić sobie nawet najtęższe klasowe ścisłe umysły.

Na dokładkę już wtedy najbardziej nie znosiłam głupoty i hipokryzji i spotykając się z nimi, dawałam głośno temu wyraz. Czasy były burzliwe, więc sami i same rozumiecie. Aha, żeby było wszystko jasne, polityka mnie brzydziła, bardziej interesowały mnie sprawy społeczne. Podobno grono nauczycielskie na radzie pedagogicznej, kiedy wyczytane zostało moje nazwisko, natychmiast przerywało robótki na drutach, sprawdzanie klasówek, czytanie gazet itd. i zaczynała się prawdziwa jatka. Miałam zarówno gorących przeciwników, jak i zwolenników. A ocena z zachowania, pomimo mojego wielkiego społecznikostwa, nieodmiennie pozostawała poprawna i to otrzymywana w wyniku wielkiej wojny.

Ubierałam się, odkąd miałam na to wpływ, zdecydowanie odmiennie od innych dziewcząt. Spodnie, koszule, sportowe obuwie. Klasyka gatunku. Do pełnego obrazu mojej osoby trzeba dodać, że ważyłam jakieś 10 kilo więcej niż obecnie.

Nie ukrywam też, że swoje zainteresowanie płcią piękną potraktowałam jako dopust boży. W encyklopedii w tamtych czasach jak wół stało, iż lesbianizm, zwany również safizmem, jest dewiacją. Podczas oglądania z wypiekami na twarzy "Innego spojrzenia" od moich najbliższych usłyszałam komentarz "obrzydliwe lesby".

Internetu, jakkolwiek wydaje się to dziwne, wtedy nie było. W telefonie zaufania usłyszałam, że moja orientacja to zboczenie. Na religię na szczęście nie uczęszczałam. Pierwszą jaskółką nadziei okazały się artykuły w czytanym przeze mnie piśmie młodzieżowym "Na przełaj". Inne, takie jak "Świat Młodych" czy "Razem", nie poświęcały tej tematyce uwagi. Dzięki między innymi Mariuszowi Szczygłowi i jego tekstom w "Na przełaj" zrozumiałam, że nie jestem sama na tym świecie, że są inni ludzie, którzy borykają się z, jak wtedy myślałam, tym problemem. Jednak nie dane było mi ich wtedy spotkać. Nie było bowiem żadnego miejsca, do którego mogłabym się udać. W sumie więc w swoich myślach nadal byłam taka jedyna w swoim otoczeniu. Gwoli kronikarskiego obowiązku muszę napisać, że przez takie myślenie zmarnowałam kilka wspaniałych szans. Bo dla świata "zakochiwałam" się co i rusz w innym koledze.

W wieku dojrzałym lat osiemnastu zebrałam się na odwagę i poszłam porozmawiać z psychologiem, a dokładnie z psychiatrą. Pani z wypiekami na twarzy wysłuchała mojej historii, a następnie wyrysowała mi odwróconą parabolę, na szczycie której pośrodku napisała "biseksualizm", a na dole po jednej stronie "heteroseksualizm", a po drugiej "homoseksualizm", i powiedziała, że w wieku dojrzewania nasza orientacja nie jest jeszcze ukształtowana i znajduje się między homo a hetero. I że skoro czuję, że ciągnie mnie w tę drugą stronę, to powinnam unikać koleżanek o podobnych skłonnościach i alkoholu. Po wyjściu z gabinetu udałam się do najbliższego monopolowego, zakupiłam butelkę wina i umówiłam się z przyjaciółką, o której wiedziałam, że seks lubi niezależnie od płci partnera. Do dziś jestem jej wdzięczna.

Oczywiście moja orientacja szybko wyszła na jaw. Ale w szkole i tak byłam już postrzegana jako dziwadło, więc niewiele się zmieniło. Ot, doszła mi kolejna łatka. Teraz piszę o tym lekko, ale wtedy bolały głupie plotki, okrzyki "lesba", "cipoliz" i jeszcze kilka innych, których ze względu na elegancję garniturka nie będę przytaczać. Ubyło mi również też trochę i tak już nielicznych znajomych. No cóż, miałam więcej czasu na czytanie książek.

Wszystko zmieniło się, kiedy w 1989 roku trafiłam na spotkanie WRH, przygotowującego się wówczas do zarejestrowania Stowarzyszenia Grup Lambda. Ale to już temat na kolejną lekcję.

Komentarze

  1. Prawdopodobnie takie wpisy czynią ten blog jednym z najlepszych w polskiej blogosferze :)

    Co do oglądania się na polityków, czy raczej "polityków": sam mam lekkiego kaca moralnego, po tym jak publicznie wypowiedziałem się zbyt entuzjastycznie o Palikocie. Bo w sumie na 100% jest efemrycznym zjawiskiem i zgrywą, lecz moje zadowolenie z samego faktu szydzenia z oderwania od rzeczywistości na jakie cierpi polska klasa polityczna przyjęło formę wyglądająca na nie wiadomo jakie oczekiwania.

    Pozdrawiam.

    PS: wasza akcja jest świetna, w skrytości ducha liczę, że jednak będzie jakimś malutkim, ale jednak przełomem w tym opuszczonym przez Boga i słońce kraju.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czekam niecierpliwie na kolejne lekcje różowej historii i cieszę się że jestem ze wsi ;)
    Ileż problemów egzystencjalnych mnie ominęło, bo przecież chłopstwo od wieków wyprawia różne harce w swoich chałupach i dopóki pozostaje to pod ichnią strzechą, to się żadna z kumoszek nie wpierdala ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. czytałem z zapartym tchem i czekam na więcej.
    świetnie Gosiu

    OdpowiedzUsuń
  4. umknelo Ci Ruda to, ze ja kompletnie nie jestem zaintersowana zwiazkami partnerskimi- dlatego moja optyka tak bardzo rozni sie od Twojej; przykro mi, ze masz takie traumatyczne wspomnienia z mlodosci, sama jednak twierdzisz, ze to nie byla kwestia homoseksualizmu tylko Twojego charakteru, jestesmy rownolatkami a moje wspomnienia sa zupelnie inne; co do akcji hiacynt- taki byl system i nie tylko gejom zakladano teczki, nie tylko oni byli szantazowani i zmuszani do wspolpracy i donoszenia- fajnie, ze ten system sie skonczyl ale to chyba nie zasluga dzialaczy lgbt?;)ja nigdy nie czulam sie jedyna lesbijka na swiecie- moze dlatego, ze w otoczeniu moich rodzicow byly osoby homo, bardzo lubiane, moze przez filmy, ktore ogladalam, moze przez ksiazki kozakiewicza o dojrzewaniu, ktore kupowala mi mama; a, ze to cale dzialaczostwo lgbt- to piaskownica- dokladnie tak uwazam

    OdpowiedzUsuń
  5. anonimowy pisze ze nie jest zainteresowany zwiazkami. no i co z tego? przeciez zwiazki partnerskie nie trzeba popierac zeby z nich korzystac. to kwestia sprawiedliwosci i rownosci a nei tego czy chce czy nie chce skorzystac. poza tym spora czesc osob chce skorzystac.

    OdpowiedzUsuń
  6. @Anonimowy

    Twoja "optyka" różni się tak bardzo nie dlatego, że jesteś niezainteresowana związkami partnerskimi, tylko dlatego, że masz w dupie czy żyjesz w kraju demokratycznym, czy w drugim Iranie.

    To tak jakby nie-Żyd stwierdził, że ma zupełnie inną optykę niż Żydzi i nie interesują go przypadki antysemityzmu, bo go to przecież nie dotyczy.

    Można i tak...

    OdpowiedzUsuń
  7. Kiedy przeczytałam akapit o encyklopedii przypomniała mi się anegdota z domu rodzinnego. Pacholęciem będąc (miałam z jakieś 12 lat) spytałam tatę niosąc pod pachą " Nową Wieś" z plakatem Limahla co to znaczy, że on jest homoseksualny. Tato zasępił się i kazał sprawdzić w encyklopedii. Ponieważ najbliższym hasłem była homogenizacja, jakiś czas żyłam w przekonaniu, że Limahl lubi serek homogenizowany.... I śmiesznie i strasznie ;). Teraz się z tego śmiejemy- z jego nieporadności i mojej wczesnej, zrzuconej na niewłaściwy tor, samoświadomości ale wtedy rzeczywiście nie było kogo spytać. Dziś dzieciaki mimo wszystko mają łatwiejszą drogę. Niech mi ktoś powie teraz, że to co było robione przez te wszystkie, wymienione przez Ciebie osoby, było niepotrzebne.
    Dziękuje Ci za ten wpis- czekam na następne.
    dubiduu

    OdpowiedzUsuń
  8. Moje podstawowe wspomnienie z lat 80 dotyczące homoseksualistów to migawki z wywiadów z Jerzym Nasierowskim. Przedstawiany jako zboczeniec, "wampir" i degenerat był jedynym oficjalnym przedstawicielem gejów polskich w środkach masowego przekazu. Czy taki był - nie wiem. Wikipedia wyjaśnia jego losy. Ówcześni odbiorcy tych mediów do dziś mają wbite w głowę to, co zapewniał ten przekaz. Mają teraz lat od 40 do nieskończoności i niosą w sobie to, czym zostali nasączeni.

    DV

    OdpowiedzUsuń
  9. Gdy przeczytałam ten post, pierwsze, co sobie pomyślałam to "Ty nas wszystkich, Gosiu, oszukujesz!" :) Spokojnie, chodzi mi tylko o notkę pod Twoim zdjęciem: "Ofiara własnego lenistwa". Gdyby każdy gej i każda lesbijka była tak leniwa jak Ty, to bylibyśmy jednym z pierwszych państw, jakie zalegalizowało związki partnerskie!

    Notka bardzo interesująca, dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Dziękuję.

    :*
    Kamila

    OdpowiedzUsuń
  11. @hds
    Jakkolwiek by to nie mogło zabrzmieć, chętnie bym przeczytała o tym, co się za zamkniętymi drzwiami owych chałup wyprawiało. Połowa mojej rodziny żyje na wsi i słyszałam już niejedną historię, ale wszystkie są heteroseksualne, ciekawa więc jestem, czy rzeczywiście działa to w obie strony:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Dzięki za komentarze:) Cieszy mnie, że tęczowa historia, szczególnie, że
    jest i będzie dość subiektywna budzi zainteresowanie:).
    Sylwek: też nie wierzę w "polityków", chociaż..., ale o tym w dalszej części historii.
    Anonim: nie twierdzę, że moje przeżycia były traumatyczne. I jakie książki czy filmy w tych czasach mówiły pozytywnie o homoseksualizmie? Mam wrażenie, że piszesz o jakimś świecie równoległym:)
    Z Twojej wypowiedzi można wywnioskować, że właściwie każdy ruch społeczny był niepotrzebny, bo wszystko po prostu byłoby i będzie nam dane.
    I tu prośba do anonimów, jeżeli macie odwagę krytykować, miejcie odwagę się podpisać, chociażby jedną literką.
    Dobiduu: Scenka z lat 80-tych w sklepie spożywczym: Ja: poproszę serek homoseksualny. Sprzedawczyni: Męski czy żeński?
    Arc-en-terre : ależ ja jestem leniwa. Gdyby nie ludzie wokół mnie, którzy ciągnęli to ze mną, a i często za mnie, nie mogłabym się tak "chwalić";).

    OdpowiedzUsuń
  13. W 1985 r. właśnie weszłam w małżeństwo z mężczyzną (kompletnie nie mając pojęcia, iż nie nie jestem heteroseksualna). Byłam w nim 20 lat. W roku 2000 dopiero, będąc w wieku dojrzałym, zorientowałam się, że na równi potrafi mnie zafascynować osoba tej samej co ja płci. Byłam ogromnie zła! na los, iż nie miałam tej wiedzy w wieku, gdy podejmowałam decyzję o założeniu rodziny, o małżeństwie - iż nie była ona przez to tak do końca - w pełni - świadoma. Musiałam przebijać się przez pseudowiedzę opartą na stereotypach i uprzedzeniach, na nowo budując swoją tożsamość w oparciu o własne, nowe dla mnie, doświadczenia życiowe. 4 lata później, będąc po rozwodzie (nie z tego powodu), zdecydowałam złączyć swoje dalsze życie z kobietą. Bardzo mi doskwierała nierówność w Polsce wobec nas (wciąż jeszcze trwająca) - tymbardziej, iż znałam warunki jakie były mi dostępne w małżeństwie różnopłciowym przez poprzednich dwadzieścia lat mego życia. W 2008 roku, jako pierwsze w Polsce, zawarłyśmy małżeństwo humanistyczne (5 par różnopłciowych było przed nami) i w tym samym dniu religijne. W tym roku potwierdziłyśmy je cywilnym ślubem zagranicznym. Jestem współautorką petycji na stronie www.petycje.pl dot. związków partnerskich w Polsce oraz pikiet pod Sejmem w tej samej sprawie. Wydałam recenzowane artykuły naukowe na temat przemocy w szkołach wobec LGBT, sytuacji LGB w kościołach w Polsce, oraz pod znamiennych tytułem: Związki partnerskie deprecjacją tradycyjnych wartości czy prawami człowieka? Prowadzimy z żoną moją sprawy precedensowe o nasze prawa przed polskimi sądami (pierwsza z nich jest w tej chwili kierowana do Trybunału Konstytucyjnego). Zatem od 6 lat czynimy starania dot. praw LGBT w Polsce. Wcześniej - w moim życiu - nie miały one dla mnie takiego znaczenia, jak teraz, gdy dyskryminacja dotyka nas osobiście. Planujemy kolejne działania, których celem jest polepszenie jakości naszego codziennego życia w Polsce (raczej nie wyjedziemy z naszej ojczyzny).

    Pozdrawiam

    KaFor

    OdpowiedzUsuń
  14. anonim to oczywiscie ja, czyli shadowland:)
    absolutnie nie mam w dupie czy zyje w kraju demokratycznym czy nie- dlatego chodze na wybory i glosuje na najlepszego z najgorszych- wlasnie po to by nie obudzic sie kraju rzadzonym przez nawiedzonego psychopate- niektorym nie robi to roznicy i niefrasobliwie twierdza, ze dla nas im gorzej tym lepiej wiec psychopata bylby lepszy- to dopiero waski punkt widzenia...
    co do zwiazkow partnerskich- Ci ktorzy ich potrzebuja powinni o nie walczyc, dla mnie to nie jest problem naruszania praw czlowieka- wiec EOT

    OdpowiedzUsuń
  15. Jeśli ty w Kaczyńskim widzisz zagrożenie dla porządku demokratycznego (być może jest, a może nie), nie widzisz go zaś w systemowym łamaniu praw człwoieka (które ma miejsce, niezaleznie od twoich prywatnych fantazji i preferencji) - cóż, pozostaje mi pogratulowac, że najparawdopodobniej przyczyniłas się do wyniesienia do włądzy partii Gowinów i Niesiołowskich. Faktycznie, oni nie są wariatami, wcale...

    BTW: ostatnio Kutz musial po wyroku sądowym przepraszać za psychopatę, może powinnaś bardziej ważyć słowa? To, że Kaczyński "nie potrzebuje takich rozwiazań" jak ty nie czyni go wariatem, jest po prostu równie głupi, tylko na inny sposób, w szczegółach, nie co do istoty.

    OdpowiedzUsuń
  16. @ Ewa
    Działa w obie strony ;)
    Z racji małej społeczności, gdzie wszyscy dobrze wiedzą co się dzieje u innych, wydaje mi się że w ramach tzw. świętego spokoju, białe małżeństwa są wykorzystywane na jeszcze większą skalę niż w środowiskach miejskich.

    Z drugiej strony opowieści z serii: zdrowy wieśniak nie pogardzi nawet kozą ;) (w domyśle czytaj - baba, chłop, kotek czy dynia, cóż za różnica) to stereotypy takie same jak takie, że każdy gej jest przegięty, a lesbijka to babochłop, które z drugiej strony zawierają w sobie przecież ziarno prawdy.

    O swoich doświadczeniach w tej kwestii wolę litościwie nie wypowiadać się na forum publicznym.
    Zresztą zbytnio nie ma o czym.
    Ot zwykła, prowincjonalna sielanka ;D

    OdpowiedzUsuń
  17. @hds
    Ależ w życiu takie stereotypy nie przyszłyby mi do głowy, o nie! Po prostu zaczęłam sobie myśleć o moich przystojnych kuzynach, ich stodole, polu, traktorze... Bosz, co też mi chodzi po głowie!

    OdpowiedzUsuń
  18. Shadowland- postaram się napisać dużymi literami, żebyś mnie dobrze zrozumiała.

    Jakie filmy oglądałaś w latach osiemdziesiątych, i jakie książki czytałaś, że tak Cię ukształtowały ? Obawiam się, że skoro, jak piszesz, wyrastałaś w przychylnym środowisku, to patrząc na Twoje wypowiedzi w różnych miejscach- niewiele z tego skorzystałaś- a szkoda.

    I jeszcze jedno- jeśli zakaz związków partnerskich nie jest łamaniem praw człowieka- czym więc jest? Może podasz definicję praw człowieka, którą stosujesz w swoim życiu- ciekawa jestem.

    I na koniec-ciekawi mnie również to, czy podobnie jak kiedyś na KK zrobisz tutaj "one woman show"- każdy temat będziesz podkręcać pod własne tezy- a tego to już bym drugi raz nie zniosła.


    dubiduu

    OdpowiedzUsuń
  19. @shadowland - mam w Danii przyjaciółkę, która nie odczuwa potrzeby zawierania związku partnerskiego, ani nie ma na to ochoty, ale dała by się poćwiartować, by jej wybór był jej własnym wyborem, a nie wyborem polityką państwa. Dlatego choć osobiście żenić się nie zamierza całym sercem wspiera te pary jednopłciowe, które takie związki chcą zawierać (i zarówno sama głosowała na G&E, jak i zachęcała znajomych). Z tego samego powodu ja jestem za in vitro dla par również niemałżeńskich - bo tak, jak nikomu nie powinno się zakazywać formalizacji swojego związku, tak samo nie powinno się go nakazywać.

    OdpowiedzUsuń
  20. Chyba każdy z nas ma takie wspomnienia z tamtych lat :) w latach 87 lub 88 na moim cudownym ryneczku stały 2 kioski ruchu. W jednym z nich sprzedawało 2 gejów. Nigdy nie zauważyłam żeby ktokolwiek coś im "walnął"... Prowadzili ten kiosk kilka lat, a ja z wypiekami na twarzy kupowałam u nich "Inaczej". Nie znałam wtedy nikogo, ale właśnie tych 2 chłopaków którzy gdy mijaliśmy się na ulicy uśmiechali się do mnie sprawiło, że nie czułam wyobcowania i sama.

    OdpowiedzUsuń
  21. @Joey- kazdy ma w swoim zyciu jakies priorytety i sprawy, w ktore uwaza, ze warto sie angazowac- we wszystko sie nie da, wiec dokonujemy selekcji; dla mnie zwiazki partnerskie sa na szarym koncu; jesli dla Ciebie sa istotne to jak nabardziej powinnas sie angazowac i ja nie mam przeciez nic do tego; uwazam, ze uwlaczajace i naruszajace godnosc i prawa czlowieka jest np to, ze w Polsce osoby chore na stwardnienie rozsiane nie maja refundowanych lekow- i choc sama chora nie jestem angazuje sie akurat w ta kwestie; to, ze ja nie moge zawrzec zwiazku partnerskiego w niczym nie uwlacza mojej godnosci- tym bardziej, ze mam w zasiegu reki sporo rozwiazan prawnych, ktore reguluja sprawy finansowe w sposob, ktory mi w zupelnosci wystarczy.

    @Sylwek- ulzylo Ci? to na zdrowie

    @dubiduu- ogldalam duzo filmow i duzo ksiazek czytalam, bylam w komfortowej sytuacji bo czesto wyjedzalam zagranice; co do one man show- jesli uwazasz, ze naginam cos pod wlasne tezy a Ty potrafisz to odkrecic- to zrob to- na tym polega chyba inteligentna dyskusja, zamiast stwierdzac- jestes be tak dobierz swoje argumenty, zeby wyszlo, ze jednak sie mylilam

    OdpowiedzUsuń
  22. Zasadniczo, gdy czuje potrzebę ulgi mam na to lepsze sposoby niż dyskutowanie z ludźmi nie umiejącymi bronic własnych tez. Powiadasz o problemach ludzi ze stwardnieniem rozsianym. Prawda to. Tylko jak to się ma do kwestii związków partnerskich i tego, iż osoby homoseksualne będące w związku są przez prawo rozpoznawane jako de facto obce? I jeszcze te bajeczki o "odpowiednich rozwiązaniach prawnych". Odpowiednie rozwiązania kończą się tam, gdzie stoi lekarz nie chcący dopuścić "obcego" do chorego, lub gdy kochana rodzinka wypędza z pogrzebu zboczeńca z którym zepsuty syn wrabiał różne nieprzyzwoitości przynosząc wstyd rodzinie.

    Dodam tylko - co mnie w twoich bazgrołach najbardziej zdumiewa, to chęć brnięcia dalej. Mnie, jak każdemu, zdarza się napisać/powiedzieć horrendalną głupotę, gdy jednak mi ją wytknę, to jeśli nie starczy mi sił na przyznanie się do błędu, zawsze starczy ich by ze wstydem wycofać się z dyskusji.

    OdpowiedzUsuń
  23. @shadowland - są rzeczy, których rozwiązaniami prawnymi nie załatwisz - choćby śmierć partnera. Możesz spisać testament i zawlec całą rodzinę do notariusza, by się zrzekli zachowku, ale nie zmusisz państwa polskiego, by nie dowaliło podatku wdowcowi/wdowie jak obcemu człowiekowi, a to może skutecznie zrujnować obdarowanego. A co, jeśli rodzina nie zechce zrzec się zachowku? Po X(XX) lat wspólnego życia i tak może się okazać, że wylądujesz pod mostem i żadne zapisy ci nie pomogą. Poza tym - nie chodzi o jakieś szalone, aktywne zaangażowanie w kwestię związków partnerskich (chyba każdy z nas ma jakieś inne sprawy, ja też). Ale jak pokazała kampania konkursowa G&E wystarczyło jedno kliknięcie! Czasem nie trzeba wiele - jeden podpis tu, jeden sms wysłany tam. Aktywność w jednej sprawie nie determinuje całkowitej obojętności w innych sprawach.

    OdpowiedzUsuń
  24. tak to jest w zyciu- ze wszystkiego nie przewidzisz- mozesz byc legalna zona i tez wyladowac pod mostem, mozesz po smierci meza splacac latami jego kredyty, o ktorych zaciagnieciu nie wiedzialas, mozesz Ty sama byc w pozycji tej rodzina, ktorej zachowek sie nalezy- i wtedy pewnie bedziesz uwazala, ze slusznie Ci sie nalezy etc
    a co do klikania to ja tez pare razy kliknelam- czuje sie rozgrzeszona:)

    OdpowiedzUsuń
  25. A ja będę upierdliwa i poproszę o konkrety, konkrety i jeszcze raz konkrety.
    A dokładniej tytuły książek i filmów, rodzaj tych wspaniałych działań prawnych, które daję nam dokładnie takie same prawa jak zawarcie związku. Ogólniki znam aż za dobrze:)

    OdpowiedzUsuń
  26. moje dojrzewanie to koniec lat 80 i poczatek 90- sluchalismy janis joplin, the doors, davida bowiego, eltona johna, pamietam filmy- my own idaho, even cawgirls get the blues, inne spojrzenie, pamietam, ze angielskiego uczylam sie czytajac biografie martiny navratilovej( prezent od ojca, ktory chcial zebym grala w tenisa), pamietam moja nauczycielke w podstawowce, ktora powiedziala na lekcji, ze jakis tam procent osob jest homo i z tego wynika, ze w naszej klasie tez sa takie osoby, moj wujek, ktory byl profesorem na uczelni byl homo i bardzo go wszyscy lubili
    co do zabezpieczen prawnych- nie daja takich samych mozliwosci jak w formalnym zwiazku ale mi w zupelnosci wystarcza

    OdpowiedzUsuń
  27. Rozumiem że anonim to shadow: Tylko inne spojrzenie z wymienionych przez Ciebie filmów był pokazywany w omawianym przeze mnie czasie.Idaho to 1991 rok produkcji, Even to 1993. Poza tym Inne spojrzenie trudno nazwać filmem z pozytywnym przesłaniem.
    Wujek rozumiem nie ukrywał tego, że jest homo? I nie pisz mi proszę, że nie trzeba się afiszować i że to sprawa intymna, bo nie wierzę żeby twoi hetero znajomi ani słowem nie wspominali o swoich partnerach.
    Ciekawi mnie też, czego, osoby zadowolone ze swojego życia, szukają na w takich miejscach jak forum lesbijek czy nasz blog?
    Aha, a Elton John w tamtych czasach twierdził, że jest hetero:) Bowie zresztą też:)

    OdpowiedzUsuń
  28. wujek nie ukrywal sie- wsrod znajomych i rodziny wszyscy wiedzieli, nie wiem czy na uczelni-pewnie byla to tajemnica poliszynela
    a czy ten blog czy forum jest
    przeznaczone tylko dla osob sfrustrowanych, ktore spokoju nie zaznaja dopoki zwiazki partnerskie nie beda legalne i wszystko w ich zyciu temu celowi musi byc podporzadkowane? pojecia nie mialam; co do eltona i bowiego- mylisz sie- oboje deklarowali sie wtedy jako bi; w ogole mam wrazenie, ze umyka Ci fakt, ze pokolenie naszych rodzicow to przeciez rewolucja seksualna, dzieci kwiaty- moi rodzice na zdjeciach z lat 70 wygladaja jak wyjeci z filmu hair- dlugie wlosy, dzwony, kolorowe koszule:)oczywiscie, ze to wszystko z trudem docieralo do Polski ale docieralo, ludzie wyjezdzali zagranice, przywozili kasety vhs z filmami, sluchali muzyki- Ty przedstawiasz ten czas jako ponure sredniowiecze z policyjnymi represjami- shadow

    OdpowiedzUsuń
  29. No nie mogę- "Even Cowgirls get the blues"- to 1993 rok- nie trzeba było przywozić kasety z zagranicy- można było sobie w wypożyczalni z półki wziąć. Mieszasz fakty i lata- jak zwykle pod swoje teorie- "Moje własne Idaho" to 1991 rok.
    Czekam na pozycje z lat 80-tych, Gosia pisała o tamtych czasach i zaczęłaś się rzucać, że wszyscy tu jak jeden mąż (i żona) jesteśmy nie duoczeni, czekam zatem na te pozycje- milowe kroki w pokazywaniu gejów i lesbijek w latach 80-tych.
    Dzieci kwiaty w PRL-u, rewolucja seksualna w PRL-u... Shadowland- proszę Cię, weź Ty mnie nie rozśmieszaj- polecam lekturę "Hippisów w PRL" niejakiego Sipowicza- zobaczysz co przechodzili hippisi w tych, jak dla Ciebie "pięknych czasach". Mama wrażenie, że chowałaś się w odmiennej rzeczywistości.
    Chciałabym, żebyś odpowiedziała na moje pytanie o prawa człowieka- a nie swoim starym sposobem zmieniała temat i robiła zamieszanie.

    OdpowiedzUsuń
  30. w 85 roku mialam 10 lat- wtedy interesowalo mnie zycie podworkowe a nie kinematografia lgbt:)
    moze chowalam sie w odmiennej rzeczywistosci od Twojej- tak naprawde to rodzina i grono znajomych tworzy klimat w jakim sie dorasta- moj byl wlasnie taki- bez polityki, kolorowy, z duza iloscia muzyki z lat 60, ubraniami z burdy, ktore szyla mojaj mama, z 2 miesiecznymi wakacjami na obozach zeglarskich- rodzice nalezeli do warszawskiego yacht clubu przy uniwersytecie- moze byla to jakas enklawa ale ja wspominam ten czas jako radosny a moi rodzice choc biedni byli wolnymi i pogodnymi ludzmi- potem moj ojciec wyemigrowal z Polski- dlatego czesto wyjezdzalam zagranice; tak, ze nie demonizuj tych czasow- o wiele wiecej prawdy o tych czasach jest w filmach Bareji niz w martyrologii bojownikow o wolnosc
    prawa czlowieka- czyli prawo do zycia, do ochrony zdrowia( notorycznie łamane) do wolnosci swiatopogladowej, wyznaniowej, domniemnie niewinnoosci- tak mniej wiecej to widze

    OdpowiedzUsuń
  31. Wiesz co, mieszasz wszystko ze wszystkim- byle się tylko jakoś wyślizgać z tego co napisałaś powyżej. Filmy Barei to filmy o polskiej rzeczywistości- przerysowane ale prawdziwe, może i śmieszne ale cholernie dobrze przedstawiające polską rzeczywistość.

    Jak w PRL-u ktoś mógł mówić o wolności, jak mógł być wolnym ? Dlatego właśnie tatuś wyemigrował- znieść nie mógł nadmiaru wolności?
    Shadowland- albo nie rozumiesz albo kłamiesz albo Ci się wszystko pomieszało.
    Nie kompromituj się, bo z każdym postem coraz bardziej się pogrążasz i szkoda czasu na dyskusje z Tobą.

    OdpowiedzUsuń
  32. @dubiduu

    Zdaje mi się, że powinien już tu na blogu piszczeć troll-alert, bo jak czytam o "kolorowym PRLu" to słabo mi się robi :)

    OdpowiedzUsuń
  33. @Sylwek- przepraszam, pomyliłam imiona ale nadal się do Ciebie szeroko uśmiecham :))))

    OdpowiedzUsuń
  34. @dubiduu- podobne pytanie mozesz zadac teraz- jak w ustroju kapitalistycznym, wyscigu szczurow, bedac trybikiem w machinie korporacji- mozna czuc sie wolnym?

    OdpowiedzUsuń
  35. Anonimowy- wdech, wydech, wdech, wydech...

    Gosia- ja nie wiedziałam, że ten Twój post jest taki rozwojowy- od "różowych teczek" do wolności w kapitalizmie.... :D

    OdpowiedzUsuń
  36. Do Shadowland:

    Bardzo proszę sprecyzuj jakie to są te prawne rozwiązania "w zasiegu ręki", o których piszesz.

    Razem z moją Partnerką - z trudem i u kolejnego z odwiedzanych notariuszy - uzyskałyśmy pełnomocnictwo w sprawach zdrowotnych. Kolejni prawnicy odmawiali nam - mimo, iż wszystkie zapisy pochodziły z Polskiej Karty Pacjenta. Dodam, że mieszkamy w dużym mieście.

    Jestem więc bardzo ciekawa jak bez związków partnerskich regulujesz sprawy dot. np. ubezpieczeń czy dziedziczenia?

    Czwarta Gwinea

    OdpowiedzUsuń
  37. @shadowland - od Gosi jestem zaledwie 11 miesięcy młodsza i niestety nie przypominam sobie niczego, co by moją kiełkującą lesbijską świadomość w latach 80 wspierało (wręcz odwrotnie, szalenie ciężko pracowałam na to, żeby nawet sobie wmówić, że jestem hetero). Z Polski zaś w 1988 wyjechałam nie dlatego, że na horyzoncie świeciła zorza wolności, ale dlatego, że właśnie w ogóle nic nie wskazywało na jakiekolwiek zmiany w kwestii politycznej i gospodarczej (przynajmniej w mojej "czerwonej" Bydzi). Ja moją edukację homo przychodziłam w Danii, bo w Polsce o lesbijkach słyszałam jedynie w kontekście wychowanek poprawczaka. A opowieści mojej babci (emerytowanej wychowawczyni) były niesamowite, lecz jednocześnie wzbudzały u mnie szaloną autocenzurę w temacie. Zaś o "pedałach" słyszałam jedynie z opowiastek o umalowanych szatniarzach Jamy u Michalika w Krakowie oraz relacjach brata oraz kolegów z klasy, którym pechowo zachciało się siusiu na miejskim dworcu, a nie chcieli wzorem piesków obsikiwać ścian, więc odwiedzali przybytek do tego przeznaczony.

    Osobiście uważam, że osoba wychowywana pod kloszem elitarnego środowiska akademickiego o wysokim stopniu kultury i świadomości nie wie zupełnie, jak to było tam - w zwykłej Polsce, bez tytułów i otwartych umysłów intelektualistów z krwi i kości. I jak by nie było - 6-7 lat różnicy w tamtych czasach to były całe wieki - kiedy ty oglądałaś "Kowbojki" jako duża nastolatka, ja już od kilku lat żyłam jako dorosła les po zupełnie niepotrzebnych przejściach w udawaniu kogoś, kim nie byłam.

    OdpowiedzUsuń
  38. Jedyną kojarzoną przeze mnie "zwyczajnoobiegową" plus-minus lesbijską książką z lat osiemdziesiątych był zbiorek o wymownym tytule "My dwie z naszej malutkiej wysepki" (1987)... Filmy? voyons! Publicity? strach się bać!

    OdpowiedzUsuń
  39. Bardzo fajnie się to czyta, choć to niefajne czasy były (;

    Ja to akurat o latach 80 nic specjalnego nie napiszę, chyba że o Misiu Uszatku czy czym tam wtedy byłam zainteresowana.

    Czekam z niecierpliwością na kolejne lekcje.

    P.S. Mnie osobiście też nie interesują związki partnerskie, gdyż z założenia jestem przeciwna legalizacji i wszelkie małżeństwa to dla mnie kompletna bzdura. Jednakże doskonale zdaję sobie sprawę, że nie każdy podziela moje zdanie, i moje osobiste poglądy na ten temat nie mają tu nic do rzeczy, jako blogerka traktująca o sprawach homoseksualnych będę o tym pisała, domagała się tego i już. To jest prawo, które zwyczajnie po ludzku należy się Nam. A prawo jak to prawo, nie obowiązek, można z niego korzystać, nikt nikogo nie zmusza.

    OdpowiedzUsuń
  40. mnie tylko ciekawi jak w 88 ktoś komentujący mógł czytać Inaczej

    Nota bene - tych tekstów Szczygła nie było aż tak wiele (dokładnie trzy, w tym jeden z Ewą Żychlińską).

    Ja bym też nie był taki pewny w kopiowaniu pewnych rzeczy z netu - wsparcie Kozakiewicza nie było aż tak olbrzymie ("wszelkiej pomocy"). No i brakuje jednego nazwiska - Selerowicza. To on nakręcił to wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  41. No właśnie. W 1988 to się Filo kupowało.

    OdpowiedzUsuń
  42. Wojtek: Ja Kozakiewicza, Zofię Kuratowską pamiętam, chociażby ze spotkania w Sejmie, ale tym napiszę w kolejnych "lekcjach". Tekst "wszelkiej pomocy" pochodzi ode mnie, a nie z netu.
    Powiadasz trzy artykuły, uwierz mi na tamte czasy, to było barrrdzo dużo:). Teraz i mnie się wydaje to dziwne, ale wtedy... Szczygieł, mam wrażenie, jako pierwszy zaczął opisywać homoseksualizm jako zjawisko, a nie jako problem.
    O Selerowiczu faktycznie zapomniałam, dzięki:) Ale czy nakręcił wszystko, hmmm, wiele osób tam nakręciło:)
    Anonim: Owszem,Filo było, ale nie w powszechnym obiegu. "Ruch" mam na myśli "Książka, prasa, ruch" go na pewno nie kolportował:)

    OdpowiedzUsuń
  43. Jak to nie ? Bardzo przepraszam, ale tu się mylisz - Filo kupowałam właśnie w kiosku Ruchu. Niby gdzie indziej ? Przecież nie w spożywczym.
    Powielaczowe, czarno-białe. Bardzo klimatyczne. Póżniejszy Facet to była już komercha do kw.

    Molże w Warszawie nie było. W Krakowie tak.

    OdpowiedzUsuń
  44. Zresztą na Innej Stronie można to sprawdzić w artykuyłach z historii ruchu LGBT w Polsce.
    Kupowałam wszystkie jak leciały pisma z lat 80-ych od pierwszego numeru Filo, poprzez Tak Nie, Zmierzch i juz nawet nie pamietam...
    Wszystkie w kioskach.

    A tutaj cytacik z innastrona.pl :"we wrześniu gdyńskie "Filo" - pierwsze magazyny gejowsko-lesbijskie dostępne w kioskach Ruchu".

    artykuł Polityka historyczna LGBT?
    Białe plamy polskiego ruchu gej-les

    - Krzysztof Tomasik -

    anonim./.

    OdpowiedzUsuń
  45. Anonim: Filo w legalnym obiegu pojawiło się w roku 1990, tak jak i część wymienionych przez Ciebie pism. W latach 80-tych, były pisma, ale chodziły w drugim obiegu i miały nakład o wiele wiele mniejszy niż Replika.
    Co jest do sprawdzenia:)
    Ja wiem, że lata się zlewają, ale wszelkie przekazy mówią, łącznie z Krzysiem Tomasikiem, że pisma legalne pojawiły się na początku lat 90-tych:)

    OdpowiedzUsuń
  46. Właśnie się zastanawiam czytając tutaj o gayzetach skąd u mnie w domu Filo z 1989 ?
    W żuciu nie kupowałem w 2 obiegu. Głowę bym dał, że to tez z kiosku.
    A tak w ogóle ciekawy artykulik.krzych38

    OdpowiedzUsuń
  47. Trochę wiedziałam, trochę nie wiedziałam - a zawsze dobrze jest jakąś nową wiedzę przyswoić, zwłaszcza w tym zakresie ;) Akcja "Hiacynt" to musiało być coś strasznego... zakochana-w-dziewczynie.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…