Przejdź do głównej zawartości

Pijawki, Mikołaje i comingoutowe jogurty

Wczoraj TVN pokazało materiał z naszego ślubu i części podróży poślubnej. W internecie jest już cały film i kilka dodatków - wszystkie do obejrzenia tu.

A przedwczoraj wróciłyśmy do Nowego Jorku. Jedno z ostatnich zdjęć zrobionych w West Hollywood wygląda tak:
Nie da się ukryć - szkoda nam było zostawiać za sobą słońce, ale z drugiej strony, mimo tych wszystkich luksusów, które miałyśmy w LA, Nowy Jork jest jednak ciekawszy. Ale zanim do niego dolecimy, kilka wspomnień z West Hollywood.

11 grudnia
Przede wszystkim - ocean. Do Santa Monica wybrałyśmy się autobusem (choć w hotelu doradzali nam raczej wynajęcie samochodu lub wzięcie taksówki). Podróż trochę przypominała pamiętną scenę autobusową z "Dnia Świra", ale obyło się bez większych kłopotów. Samo miasto jest bardzo filmowe, a plaża, przynajmniej o tej porze roku, mglista. Zresztą zobaczcie sami i same:
Tak, ci ludzie na drugim zdjęciu naprawdę wędkują. Co potem? Wizyta w chyba najbardziej nieheteroseksualnej jogurtowni świata; przykłady oferowanych smaków poniżej:
Oraz spacer po West Hollywood w poszukiwaniu wyprzedaży (owszem, były, ale zakupy zrobimy jednak w Nowym Jorku) oraz wizyta w rosyjskim SPA (dostałyśmy nowe twarze). A wieczorem załapałyśmy się na doroczny zjazd Świętych Mikołajów. Niezbyt grzecznych i trzeźwych, ale za to bardzo licznych.
To zaledwie jedna grupa, w sumie było ich kilkuset.

12 grudnia
Poranne pakowanie i relaks na dachu hotelu, a potem podróż limuzyną na lotnisko (ostatnia niespodzianka od organizatorów konkursu):

Potem ponad pięciogodzinny lot do Nowego Jorku, podróż do Queens, gdzie mieszkają Tom i Brendan, pierwsza prawdziwa herbata i pierwsze koty do głaskania od wylotu z Polski.

13 grudnia
Zwiedzanie, zwiedzanie, zwiedzanie. Tym razem postawiłyśmy na kontrasty - Rockefeller Center, Grand Station Central i Greenpoint (polska dzielnica). Te pierwsze imponujące, ta ostatnia trochę przygnębiająca. Ale może to tylko wrażenie, bo z tego, co opowiadał nam Tom, niektórym Polakom żyje się tam całkiem nieźle. No i zabawnie było znaleźć się przez chwilę w miejscu, w którym niemal wszyscy znają język polski.

Słynna choinka przy Rockefeller Center:
Grand Central Station:

Jedno z ogłoszeń na Greenpoint:
A wieczorem wybrałyśmy się do Cubbyhole, czyli, jak zapewnili nas nasi gospodarze, pubu dla prawdziwych lesb. I nie rozczarowałyśmy się - barmanka śliczna i miła (i do tego Irlandka!), muzyka niezła, drinki duże i mocne, darmowe przekąski i oczywiście toast za nasz ślub. W środę idziemy tam ponownie - na Christmas Party. Wszyscy je tu mają, więc i my chcemy!

Więcej zdjęć... no, wiadomo, gdzie.

Komentarze

  1. Pierwsze zdjęcie absolutnie śliczne i urocze:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie lubię Was. W ogóle! Kompletnie! To z zazdrości o to słońce :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziewczyny powiem banalnie życzę wam takiej nudy jak mają heterycy! Czego my nie możemy mieć ,a bardzo chcemy. Ja na pewno!!!Wszystkiego Najlepszego bierzcie od życia ile się da i tak cholerka wam zazdrościmy ja i kitka. :)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo mi się podobały zdjęcia, oglądając je, czułam po prostu zazdrość i w ogóle - West Hollywood, marzenie ;) pozdrawiam i powodzenia ;)
    Gosia

    OdpowiedzUsuń
  5. Jesteśmy z Wami myślami i sercami! Magda i Paulina z Psiej Wachty

    OdpowiedzUsuń
  6. Konia z rzędem za taką pogodę! ;) zakochana-w-dziewczynie.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  7. Cieszę się, że wróciłyście :) Zaraz sobie obejrzę ten odcinek MKS ;P

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…