Przejdź do głównej zawartości

Polska służba zdrowia i Blog Roku

Zostałyśmy z Gosią zaproszone na konferencję na temat wielokulturowości w pielęgniarstwie. Jeden z tematów dotyczy osób LGBTQetcetera w kontakcie z ochroną zdrowia. Muszę przyznać, że pod tym względem nasze doświadczenia są w większości bardzo pozytywne - może dlatego, że miałyśmy szczęście trafiać na otwartych lekarzy i lekarki, choć pewnie również z tego powodu, że (dzięki mojej firmie) jesteśmy beneficjentkami prywatnej służby zdrowia. Fakt faktem, że nigdy osobiście nie zetknęłyśmy gorszym traktowaniem ze względu na orientację psychoseksualną - gdy Gosia była w szpitalu, mogłam u niej siedzieć dzień i noc, nasza ginekolożka, ilekroć u niej jesteśmy, dopytuje się, kiedy się w końcu zdecydujemy na dziecko itd., itp. Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy mają takie dobre doświadczenia oraz że problemy, z którymi zgłaszamy się do lekarza, w pewnej części różnią się w zależności od tego, jakiej płci jesteśmy. Dlatego chciałabym was prosić, abyście podzielili i podzieliły się z nami swoimi doświadczeniami - i pozytywnymi, i negatywnymi - a my je zbierzemy i przedstawimy podczas konferencji. Piszcie o nich w komentarzach lub na maila: trzyczesciowygarnitur@gmail.com.

Drugie ogłoszenie ma charakter bardziej prywatny. Otóż mój blogowy brat, z którym nie zawsze się zgadzam, czasami żrę się jak z prawdziwym bratem i tak samo jak on mnie wkurza, ale też z drugiej nie mogę nie docenić wielu jego działań, zgłosił swojego bloga do konkursu Blog Roku Onet.pl w kategorii "polityka i społeczeństwo". Nie da się ukryć, że blog Abiekta jest jednym z najważniejszych, najciekawszych, najbardziej opiniotwórczych i najczęściej aktualizowanych miejsc w polskim tęczowym internecie. Niejeden portal mógłby się od niego uczyć. Gorąco zachęcam do głosowania na Wojtka. Szczegóły tu. A jak nie lubicie go czytać, to tym bardziej na niego zagłosujcie. Pomyślcie o tych wszystkich spamerach, którzy się zbiegną i zaczną komentować jego wpisy, gdy jego blog zostanie Blogiem Roku. Będzie miał chłopak z nimi zabawę.

Komentarze

  1. To miałyście spore szczęście. Jeśli chodzi o ginekologa - miałam super, jak mieszkałam w Warszawie. Dobry człowiek, kompetentny lekarz (mam jednak zwyczaj chodzenia do mężczyzn, a nie kobiet) i fajny facet. Jedyne, czego nie był w stanie zmienić, to nazywania mojej partnerki per "koleżanka". Ale wybaczałam mu, ponieważ naprawdę byłam zadowolona z kontaktów z nim (to on powiedział mi, że mogę mieć dziecko przez inseminację).
    Co do pielęgniarek, to niestety wspomnienia mam tragiczne. Leżałam kilka lat temu w szpitalu, miałam operację ręki - dwa razy. To był szpital na Szaserów. I pamiętam, jak dziś głupie docinki pani oddziałowej, brak szacunku i wreszcie nie wpuszczenie mojej dziewczyny na oddział. Weszła jej koleżanka, mojej partnerki nie wpuściła mówiąc, że nie jest spokrewniona. Jej koleżanka powiedziała, że jest moją kuzynką i czy ona może wejść - nie robiła problemów, po prostu była cięta na nas dwie. Moja partnerka siedziała wiele godzin pod drzwiami, widząc mnie jedynie w momencie otwierania drzwi przez personel. Strasznie niemiło wspominam mój pobyt w szpitalu. Obym nie leżała nigdy więcej, ani moja partnerka - tego sobie życzę... Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy tęczowych pracowników służby zdrowia też dotyczy ta konferencja?

    Co do głosowania na Abiekta, przekonałaś mnie tymi spamerami ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam :)
    Posiadam doświadczenia związane ze służbą zdrowia począwszy od tych serdecznych i miłych po te, łagodnie mówiąc, niesympatyczne.
    Od 6 lat walczę o to by nie stracić wzroku... Mam za sobą kilka operacji więc mogłabym tu opisać dziesiątki sytuacji jakie mnie spotkały.
    Żeby nie zanudzić nikogo opisze dwie skrajne.
    Najpierw pozytywnie będzie - pierwsza doba po operacji z komplikacjami gdzie leżałam nieprzytomna otoczona aparaturą, nieświadoma co się dzieje. Dla personelu medycznego nie było ważne że Marta to moja partnerka była potraktowana jak człowiek, otoczona opieką i wsparciem, pielęgniarki częstowały ją posiłkami i i co chwile donosiły gorącą herbatę. Lekarze informowali ją o wszystkim co dotyczyło stanu mojego zdrowia.
    Gdy w końcu w trzeciej dobie obudziłam się była przy mnie i jako pierwsza poinformowała wszystkich o tym fakcie, a ja czułam spokój wiedząc że jest przy mnie. Gdy już opuszczałam mury szpitala łzy same napływały do oczu jak pielęgniarki i lekarze serdecznie nas żegnali i życzyli wiele szczęścia :) a ja dziękowałam za opiekę i wyrozumiałość. Zapomniałabym ... mieszkam w Katowicach a opisywany szpital znajduje się w Krakowie.
    Czas na drugą historie mniej optymistyczną ...
    Któraś z kolei operacja tym razem w Katowickim szpitalu.
    nie wgłębiając się w szczegóły po tej operacji musiałam 72 godziny leżeć bez możliwości ruszania się.
    Gdy się obudziłam po operacji miałam przypięte pasami nogi, ręce
    i głowę (każdy ruch powodował wzrost ciśnienia w oku co było bardo niebezpieczne). Byłam sama, wystraszona i wszystko mnie bolało. Słyszałam tylko głosy na korytarzu. To Marta próbowała dostać zgodę od lekarzy i pielęgniarek by mogła wejść do mnie. Problem polegał na tym że ja przed operacją poinformowałam że Marta to moja partnerka i chce by mogła przy mnie być i by otrzymywała wszystkie informacje.
    Oczywiście usłyszała wiele wulgarnych i obrzydliwych komentarz na nasz temat i nie została wpuszczona wręcz kazano jej opuścić oddział. Smutne prawda...?? Pierwsze informacje o moim stanie zdrowia usłyszał mój tata. Gdy wstawił się za Martą został również obrażony. Cała moja rodzina w tym Marta była wytykana, obrażana i lekceważąco traktowana. Mnie traktowano gorzej jak przedmiot. Zero wsparcia ... nie pomagano mi w zaspokojeniu podstawowych potrzeb fizjologicznych ... na prośbę by pielęgniarka podała mi szklankę wody usłyszałam że musi ubrać rękawiczki i dopiero mi poda ... Dostałam furii bo jestem cierpliwa do czasz... więc podano mi zastrzyk uspokajający... czułam się bezradna, nie mogłam ruszyć żadną kończyną i tak męczyłam się trzy doby :(
    Gdy w końcu odpięto mi pasy i jedyna w miarę życzliwa osoba (rehabilitant) pomagał mi stanąć na nogi mogłam się bronić ... Z Martą, tatą i moimi braci pierwszy kontakt miałam w siódmej dobie po operacji i błagałam ich żeby mnie zabrali do domu...
    po trzech tygodniach w tym koszmarnym miejscu mogłam je opuścić. Złożyłam oficjalną skargę ale nawet nie usłyszałam przepraszam ...
    Czeka mnie jeszcze kilka operacji i zrobię wszystko by moja noga więcej nie stanęła w tym szpitalu.
    Jutro jadę na kolejną wizytę do Krakowa więc już kończę i pędze piec ciasto (tym razem sernik). Gdybym pokazała się bez to byliby rozczarowani ;).
    Pozdrawiam Kaśka

    OdpowiedzUsuń
  4. Głos na Abiekta już poszedł.

    My też bierzemy udział, ale w kategorii "Ja i moje życie" :)

    Jeśli o szpitale idzie nie mam negatywnych ani pozytywnych przejść. Zazwyczaj biorą Ją za moją Siostrę, ot tak bez pytania, a odwiedzać mnie mogła tak długo jak chciała (byle w porze odwiedzin) i żadnych nieprzyjemności nie było :)
    Tyle, że wiadomo, na sali przeważnie nie jest się samemu i nie można było się swobodnie zachować... Ale to nic. Dla bezpieczeństwa lepiej tak niż potem słuchać szeptów czy czegoś od sąsiadek z innych łóżek w sali.

    OdpowiedzUsuń
  5. Właściwie rzecz biorąc nie spotkałam się z większymi problemami u lekarzy.
    Moja internistka wie, że jestem lesbijką, aczkolwiek nie dowiedziała się tego ode mnie tylko od mojej mamy. Tuż po moim coming oucie mama z nią rozmawiała na ten temat (szukała jakiegoś punktu zaczepienia, zrozumienia tego, co dotyczy jej córki) i lekarka powiedziała jej, że to jest jak najbardziej normalne, a także, że chodzi do świetnego fryzjera, który jest gejem ;). To między innymi przyczyniło się do zaakceptowania przez mamę mojej orientacji.

    Rzecz się miała gorzej z różnymi psychologami. Kiedy miałam naście lat i sama nie bardzo rozumiałam "czemu podobają mi się dziewczyny" odbyłam kilka wizyt u różnych psychologów. Jedna babka stwierdziła, że to jest wbrew naturze, inna po prostu zignorowała temat. Nie przypominam sobie zresztą psychologa, który by ten temat potraktował normalnie, nie licząc studentów psychologii, ale to co innego.

    A co do wizyt w szpitalu to na całe szczęście nie przerabiałyśmy jeszcze tego z M. (i oby długo nie było takiej potrzeby).
    Od jakiegoś czasu jednak można wybrać u lekarza pierwszego kontaktu osobę, którą się upoważnia do wglądu w naszą historię choroby i tak dalej w razie jakiegoś wypadku. Bez problemu można podać swoją partnerkę - M. podała mnie i nikt się nawet nie pytał, kim ja dla niej jestem.

    OdpowiedzUsuń
  6. @hds
    Co do pracowników służby zdrowia - trudno mi powiedzieć, ale wydaje mi się, że tak :)

    @Drevni Kocurek ^^
    A z którym z Waszych blogów bierzecie udział? Chętnie zareklamuję!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ewo,

    oba nasze blogi biorą udział.
    Zarówno Mój http://drevni-kocurek.blogspot.com/ jak i Motylki http://motylekmagda.blogspot.com/ =)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jest jeszcze inny powód, żeby głosować na Abiekta - z samej satysfakcji, gdy przegra z nim Janusz Korwin-Mikke ;) zakochana-w-dziewczynie.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  9. Przepraszam Autorkę bloga za Offtop, ale mam nadzieję na wybaczenie. Chciałam prosić o kontakt Kaśkę, która opisywała swoje doświadczenia pooperacyjne. Mając wątpliwą przyjemność być osobą bestialsko okaleczoną przez lekarzy, którzy nie tylko nie mają pojęcia o schorzeniu, które sami spowodowali, lecz także o przeciwwskazaniach, i co i rusz stwarzają zagrożenie życia i pogorszenie zdrowia wskutek braku wiedzy na temat leków, procedur itp. - postanowiłam wreszcie wykorzystać te doświadczenia w gatunku literackim, którego jeszcze nie uprawiałam: thrillerze medycznym. Wprawdzie dramatycznych historii swoich i setek pacjentów mojego forum mam aż nadto, ale historia Kaśki porusza łamanie praw człowieka oraz naruszanie kodeksu karnego w jeszcze innym aspekcie lekarskiej głupoty. Prosiłabym zatem o kontakt via formularz na stronie, którą podaję (muszę się tak tajniaczyć, bo mój serwis i tak jest atakowany przez różnych spamerów, reklamiarzy itd., którzy wyciągają adresy e-mail z netu i ze skryptów).

    Pozdrawiam i życzę wszystkim Wam siły w robieniu rozróby w przypadkach łamania praw pacjentów. W razie potrzeby - służę wykładniami językowymi przepisów (na potrzeby procesów sądowych).

    OdpowiedzUsuń
  10. wczoraj miałam operację, moją żonę - powiedziała, że nią jest i wskazałam jako osbę do podejmowania decyzji i informowania o moim zdroie - wyproszono z oddziału (miała wrócić dzisiaj), z kolei żonę pacjenta z tego samego oddziału wpuszczono na oddział, powiedziano by pomogła mu rozebrać się i pozwolono być na oddziale do 19-stej.


    KaFor

    OdpowiedzUsuń
  11. No właśnie... Czyli nic się nie zmieniło i pewnie nie zmieni długo...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…