Przejdź do głównej zawartości

Są zdeterminowani, aby się spotkać


W dzisiejszej "Wyborczej" ukazał się tekst Jacka Żakowskiego zainspirowany między innymi wydarzeniami wokół ostatniego Marszu Równości w Krakowie oraz niedawnymi atakami ultraprawicowych bojówek na squoty i "lewackie" lokale w kilku miastach. "Ultraprawica atakuje, władza milczy" - grzmi Żakowski. I zastanawia się, skąd ta obojętność rządzących się bierze. Mam wrażenie, że Żakowski szuka trochę za daleko. Ot, gdyby zajrzał przy okazji paru marszy czy parad nie gdzie indziej, tylko do "Wyborczej" czy na portal Gazeta.pl, to zobaczyłby odpowiedź na swoje pytanie. Bo oto owe, liberalne przecież, media przy okazji niemal każdego marszu czy parady bynajmniej nie wybierają narracji spod znaku postulatów czy powodów, dla których się one odbywają. Tak, zazwyczaj o nich wspominają i zwykle nie ma wątpliwości, że z nimi sympatyzują, tyle że dzieje się to na marginesie relacji z tych wydarzeń. A w centrum jest co? Wiadomo - konflikt. Marsz kontra NOP, parada kontra ONR. Starcie dwóch skrajnych środowisk, obowiązkowo w tytule, zazwyczaj też w leadzie. No a skoro to starcie, wojna, walka, to niby czemu władza miałaby się angażować po którejkolwiek stronie? Wszak obie to zadymiarze, czyż nie?

Polecam chociażby dwa teksty z ostatnich dni. Numer jeden - "Marsz Równości kontra spacer normalności na Rynku". To tytuł. "Ugrupowania nacjonalistyczne spotkają się w sobotę na Rynku z Marszem Równości. Skrajnie podzielony wielotysięczny tłum będzie dzielił jedynie kordon policji. Dlaczego magistrat po raz kolejny zezwala na niebezpieczną konfrontację na ulicach naszego miasta?" - to lead. A dalej? Uroczy wywiad z Filipem Szatanikiem z krakowskiego magistratu, w którym dziennikarka rzuca między innymi takim zdaniem: "Wiadomo, że po zakończeniu marszu grupy będą się szukać na mieście". A pan Szatanik stwierdza, że "obie grupy są zdeterminowane, żeby się spotkać". Tak, jasne. Wszak nie od dziś wiadomo, że krakowskie marsze kończą się uganianiem się gejostwa i lesbijstwa po mieście za narodowcami. Aby spuścić im manto, żeby nie było wątpliwości. Numer dwa - "Balony, petardy, okrzyki - Marsz Równości i kontrmanifestacja NOP". To tytuł. A lead? Zaczyna się tak: "Dwie manifestacje spotkały się dziś w centrum Krakowa". "Spotkały się" - super. Na popołudniową herbatkę pewnie. Dalej jest znacznie lepiej, choć i tak zdarzają się kwiatki. Jak ten: "pojawił się także postulat opracowania ustawy o związkach partnerskich". Opracowania?! No błagam. A na końcu obowiązkowa informacja o aresztowaniu kilku osób. Z której strony? A kogo to obchodzi.

Oczywiście - wyzłośliwiam się. "Wyborcza" robi sporo dobrego, jeżeli chodzi o nasze sprawy. A to, że jej dziennikarze i dziennikarki (no dobra, nie wszyscy i wszystkie) przez niechcący ugruntowują ideę marszy jako konfliktu czy nie wiedzą do końca, o co w nich chodzi, nie jest niczym dziwnym. Wystarczy popatrzeć, jak bardzo rozpowszechnione jest to i w "naszym" środowisku. Przykład z dzisiaj - reakcja na fanpage'u MNW na koszmarny news z Petersburga o pobiciu aktywistów LGBT przez nacjonalistów:
Jeśli świadomie prowokuję, to nie mam prawa krzyczeć, że czuję się napastowana. Co - oczywiście - nie usprawiedliwia gwałtu. Jeśli idę na manifestację, to ze świadomością, że prowokuję, drażnię czyjeś wrzody. Nie mam prawa krzyczeć, że mnie rozdrażniony właściciel wrzodu popycha.
To pojedynczy głos, ale, umówmy się, takie głosy nie są rzadkie. Wielu i wiele z nas również nie odróżnia parady od blokady (która, a i owszem, jest przeciw czemuś) i zrównuje osoby idące, by manifestować za czymś z tymi, którzy idą, by stanąć przeciw nim. I nie zwracają uwagi na postulaty, nawet jeżeli są. A w przypadku krakowskiego marszu - były.

Tak że, jak dla mnie, Żakowski nie ma co pytać, dlaczego władze nic nie robią. No chyba że wychodzi z założenia, że widzą one więcej niż ci, którzy je wybrali. A nawet ci, których to dotyka, przynajmniej teoretycznie, dużo bardziej niż miłościwie nam panujących.

Komentarze

  1. Dodam, że w sobotę na pierwszej stronie krakowskiej "Wyborczej" umieszczono zdjęcie zamaskowanej (czymś ciemnym) twarzy młodzieńca o ogolonej głowie, na tle tęczowych flag, co jako zestawienie jest co najmniej nadużyciem. Nieszczęsnego zdjęcia jakoś w internecie nie widzę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mediom się nie dziwię: piszą o "konfrontacjach", bo żywią się newsem, a im bardziej sensacyjny lead, tym lepiej się tekst sprzeda. A Żakowski pisze również o tym, że władza nie reaguje na coraz wyraźniejsze oznaki odrodzenia się skrajnie prawicowych grup, a co więcej: daje im pozwolenie na pojawianie się w przestrzeni publicznej. I to jest moim zdaniem sedno tego tekstu: politycy udają, że nie widzą skrajnej prawicy hajlującej na ulicach, władze miast potulnie zgadzają się na przemarsze nazistów - to znaczy, że mamy problem. A to, w jaki sposób informuje się o tym w mediach, to sprawa moim zdaniem drugorzędna.
    btw Lukrecja ma sporo racji

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie twierdzę, że wszystkiemu winne są media. Ale też nie bagatelizowałabym ich roli. Przypomnij sobie, co się działo w TVN i innych po 11 listopada i jakie wnioski można było z tego wyciągnąć. Plus - skąd czerpią swoją wiedzę ci wszyscy specjaliści i specjalistki np. od naszych parad i marszy, którzy nigdy na żadnym nie byli. Dodatkowa rzecz - news newsem, ale jeżeli dziennikarz liberalnych mediów, które na dodatek są nadal dość opiniotwórcze, nie zdaje sobie sprawy ze swojej roli w kreowaniu rzeczywistości i/lub nie ma pojęcia, jakie skojarzenia takimi newsami buduje, to mamy problem. Choć oczywiście nie jest to jedynie problem mediów, polityków, społeczeństwa itd.

    OdpowiedzUsuń
  4. Media nie są niewinne jak te lelije, ale żywią się tym, co wypuszczą w eter przedstawiciele władzy, tzw. autorytety i inni - dziennikarz sam z siebie nie nazwie ONRu bandą nazioli, ale gdyby powiedział to jakikolwiek polityk, info poszłoby do wszystkich mediów. Tymczasem politycy milczą i palą przysłowiowego głupa, a dziennikarze lepią newsy tak, jak im wygodniej. Mam - przynajmniej teoretycznie - wpływ na to, kto rządzi w kraju/mieście, i od tych ludzi wymagam konkretnych działań, a nie chowania głowy w piasek. Oczywiście chciałbym, żeby media działały rzetelnie, nie przekręcały faktów i nie szukały sensacji na siłę.

    OdpowiedzUsuń
  5. @natalia_o
    Ani dziennikarz ani polityk nie nazwą ONR-u bandą nazistów lub nazioli, bo to pachnie pozwem, a przeprosiny, najprawdopodobniej zasądzone, będą strzałem w stopę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie upieram się przy ożyciu określenia "naziol", ale wszelkie łagodniejsze formy byłyby mile widziane - naprawdę nie trzeba bardzo się zagłębiać w działalność ONRu i innych podobnych ogrganizacji, żeby zauważyć z jakiej ideologii wyrasta. Poza tym są inne wydarzenie w całym kraju, typu ataki na cudzoziemców, dewastacja żydowskich pomników, napady na knajpy lgbt - nietrudno odkryć, kto za tym stoi.

    OdpowiedzUsuń
  7. @natalia_o
    Rasizm i antysemityzm nie sa "wynalazkami" nazistowskimi, podobnie jak nietolerancja wobec osób homoseksualnych.
    W Wielkiej Brytanii, w ciągu ostatnich kilku lat, zanotowano gwałtowny wzrost przestępstw na tle homofobicznym, popełnionych, w większości, przez białych Brytyjczyków, nie związanych z BNP czy NF.

    OdpowiedzUsuń
  8. To prawda, ale "naukowy" antysemityzm jest wynalazkiem nazistowskim.

    OdpowiedzUsuń
  9. frog@dog
    "Rosenberg i spółka", tylko rozwinęli "twórczo", wcześniejsze poglądy, tak Fichtego jak i Gobineau czy Chamberlaina, że o Heglu nie wspomnę. Właściwie, to ich można uznać za ojców duchowych wszelkich paranaukowych teorii rasistowskich, a w konsekwencji, antysemickich. "Miło" jest zwalić wszystko na hitleryzm, to tak pięknie wszystko tłumaczy. To, z czego tak chętnie naziści czerpali swoje obłąkane teorie, i niestety, realizowali działania z nich wynikające, już za czasów kaiserowskich Niemiec było obecne w życiu społecznym.
    Ale ja nie o tym...
    To, co się dzieje w Polsce, "w tym temacie", jest tylko fragmentem układanki. Nie jest tak, że to tylko nad Wisłą, to, niestety, ogólnoeuropejski trend. Ciekawsza by była próba poszukania przyczyn tego stanu, niż dość jałowe lamenty p.Żakowskiego.

    OdpowiedzUsuń
  10. Gazeta Wyborcza to radykalne centrum - antagonizować i ustawić siebie w pozycji rozjemcy, a tak naprawdę wspierać kapitalizm i kazać wszystkim siedzieć cicho i "przeć do przodu".

    Ale spór jest. Tylko że nie przebiega on tak, jak go od lat maluje wyborcza, platforma i całe radykalne centrum. Spór przebiega między tymi uśmiechniętymi z centrum a tymi nieuśmiechniętymi, którzy nie widzą kontekstu wokół siebie i napierają na tych, których mają najbliżej i z którymi mogliby się pewnie jakoś dogadać. A "uśmiechnięci" widzą doskonale, jak można to wyzyskać.


    A niby dlaczego gazeta wyborcza ma mnie bronić, dlaczego ma donosić z zatroskaniem, że ktoś napada na ludzi pod branżową knajpą, skoro gazeta wyborcza ma mnie w nosie?

    Nie widzę żadnego łącznika między tym, co pisze lub ma pisać gazeta wyborcza a moim życiem. Poza wszystkim, taka gazeta to nie jest forum społeczne tylko koncern czerpiący zyski z tego, ze jest medium. Inna sprawa, że oni próbują w niektórych wypowiedziach uzurpować sobie rolę obiektywnego forum. I to jest największy bullshit na miarę radykalnego centrum. Niech się w końcu raz przyznają, że reprezentują biznes i tak zwaną klasę średnią a reszta to dla nich mięso.

    Czy te media budują rzeczywistość? Może i tak, raczej niewiątpliwie: dokładają niemałą cegiełkę do kapitalistycznego matriksu. A kim mają być w tym wszystkim ludzie lgbt? Zapchajdziurą, "tematem zastępszym" na wolne szpalty? Pretekstem do antagonizowania grup wykluczonych?
    Jeśli odrzucamy matriks, to nie wystarczy zgrabna formułka w stylu "heteromatriks". Heteromatriks jest nierozłączny z kapitalistycznym matriksem.

    OdpowiedzUsuń
  11. @la petite_parisienne
    Oczywiście - Rosenberg i s-ka, Gobineau, i jeszcze wcześniejsi, i jeszcze. Ale to była jednak "tylko" pseudonaukowa pożywka, którą naziści "kupili" i ostatecznie w Wannsee 20.01.1942 "naukowo" postanowili rozwiązać. Wiesz, jeśli państwo tworzy biurokratyczną machinę służącą eksterminacji 11 milionów ludzi, to jest już inna jakość, niż nienawistny bełkot.

    OdpowiedzUsuń
  12. frog@dog
    Czy koniecznie trzeba budować biurokratyczną machinę, podbudowaną "naukowo"? Niekoniecznie. Można eksterminować, nieco chaotycznie, ponad milion. I, nie być nazistą. To, taka sama jakość.

    OdpowiedzUsuń
  13. Tak w temacie nazywania kogokolwiek nazistami - dopiero co na Frondzie ukazał się tekst pod jakże uroczym tytułem "Łysi neonaziści - jedyna alternatywa dla marszu dewiantów?". W samym tekście pojawiają się za to takie określenia jak "czasem faszyzujący tandem MW-ONR". Najwyraźniej sami zainteresowani widzą jednak jakąś zbieżność, więc może im jej nie odbierać?

    OdpowiedzUsuń
  14. I to jest właśnie urok mediów spoza centrum. Fronda brawo :-)

    OdpowiedzUsuń
  15. @Ewa
    Zdanie: "czasem faszyzujący tandem MW-ONR", jest zdaniem prawdziwym.
    A lead? Sama o tym pisałaś powyżej...

    OdpowiedzUsuń
  16. Tytuł, moja droga, tytuł. Zresztą w tekście owi neonaziści też są, wraz z uzasadnieniem użycia tego a nie innego określenia. Tak że frondzia chyba wie, co pisze o swoich pieszczoszkach.

    OdpowiedzUsuń
  17. @Ewa
    Żeby nie mieć kłopotów z trawieniem, nie czytuję Frondy. To miłe, że sami sobie robią krzywdę.

    OdpowiedzUsuń
  18. @Ewa
    Ponieważ jest słoneczne przedpołudnie, jestem w szampańskim nastroju a na śniadanie zjadłam płatki z jogurtem i owocami, uznałam, że mogę spróbować przeczytać, tylko ten artykuł i...Nic się nie stało. Trawię normalnie.
    Neonaziści pojawiają się i w lead'zie, podobnie jak zdanie o faszyzującym tandemie. P. Brzezińska nigdzie nie stawia znaku równości pomiędzy tandemem MW-ONR a nazistami czy neonazistami. Nawołuje, natomiast, do zmiany wizerunku (poprzez, miedzy innymi, pozbycie się niepożądanych elementów: "Smutną konkluzją tego tekstu jest fakt, że na każdej, nawet najbardziej potrzebnej manifestacji, zawsze znajdzie się jakiś debil, dzięki któremu cała reszta zostanie obdarzona mianem na przykład faszysty. Zawsze pojawi się jakiś łysol w neonazistowskiej koszulce „Blood&Honour” albo kibol, który przyjdzie „wyrównywać porachunki z policją” - bo też taki motyw przybycia na Marsz Tradycji zdradził mi jeden z uczestników.")i diametralną zmianę sposobu demonstrowania. Choć, jak sama przyznaje, określenie jej jako faszystki jej nie boli to jednak potrafiła napisać:
    "Dlaczego na Marszu Tradycji i Kultury nie ma rodzin z dziećmi? Dlaczego nie ma chociaż połowy osób, które co roku maszerują ulicami Warszawy (i wielu innych miast Polski) w Marszu dla Życia i Rodziny. Dlaczego nie jest tak kolorowo, wesoło i głośno, jak wtedy? Dlaczego nie ma balonów, kolorowych transparentów, dobrego nagłośnienia? Czy jedyną odpowiedzią na hasła wykrzykiwane przez różową koalicję, która domaga się legalizacji związków homo i adopcji przez nie dzieci, jest prymitywny „Zakaz pedałowania”, „Polska cała tylko biała” albo „Pedały do gazu”? I dlaczego dewianci potrafią zacząć swoją manifestację od Hymnu Narodowego i błogosławieństwa, którego wprawdzie udziela pastor sekciarskiego kościoła, ale przekonując, że „Gdyby Jezus żył dziś, to z pewnością byłby z nami”. Dlaczego organizacja, która na lewo i prawo szafuje hasłem „Bóg-Honor-Ojczyzna” nie potrafi rozpocząć demonstracji Hymnem? Dlaczego zamiast słów modlitwy szybciej usłyszy się tam przekleństwa."...
    "Tak samo, jak nie toleruję wulgarności w przestrzeni publicznej, tak nie podoba mi się „zakaz pedałowania”, który jest skrajnym przejawem takiej wulgarności."...
    "... tak samo skandaliczne było zachowanie „tradycjonalistów”, których policja zatrzymała za obrzucenie petardami homoseksualistów."
    Wynika z tego, że "frondzia" (tekstem p. Brzezińskiej), raczej, strofuje swoich pieszczoszków a nie usprawiedliwia.
    Czy wezwanie do zaprzestania agresji ze strony MW-ONR i umożliwienie czy zachęcenie do udziału w ich marszach rodzin z dziećmi, to przejawy akceptacji dla nazizmu czy neonazizmu?
    To, raczej głos rozsądku z tamtej strony barykady, podyktowany, oczywiście, ochroną własnych interesów ale, co by nie powiedzieć, trudno się z nią, w tej kwestii nie zgodzić.

    OdpowiedzUsuń
  19. Hm, a czy ja napisałam, że ich usprawiedliwia? Czy - że akceptuje? Po prostu - nazywa rzeczy po imieniu. Ostrożne, ale jednak tak.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…