sobota, 13 października 2012

Ania Laszuk nie żyje


Miałyśmy z Gosią taką głupią zabawę - ilekroć spotykałyśmy Anię Laszuk na jakiejś imprezie, pokazywałyśmy ją palcami i piszczałyśmy: "Ojej, zobacz, to Anna Laszuk, ta słynna dziennikarka. Zobacz, pomachała nam, uśmiecha się do nas!". Anka zawsze reagowała tak samo: "No byście już przestały!". Przestawałyśmy i witałyśmy się, jak należy. A następnym razem robiłyśmy dokładnie to samo.

Gosia poznała Anię jakieś dwadzieścia lat temu, w czasach, gdy do zaprzyjaźnionych klubów przychodziło już tak dużo dziewczyn, że zaczęły się tworzyć grupki. Tę, w której była Ania, Gosia i jej przyjaciółki nazywały kołem gospodyń wiejskich. Po latach dowiedziałyśmy się od Ani, że jej grupa mówiła dokładnie to samo o ekipie Gosi.

Ja znałam Anię głównie z pracy. Mijałyśmy się na korytarzach, czasem znalazłyśmy chwilę, by pogadać. Ostatni raz w marcu tego roku, gdy radziła mi, jak negocjować z wydawcami. Rozmawiałyśmy wtedy o jej książkach, o tym, jak fantastycznym doświadczeniem jest dla niej pisanie i że niemal mi zazdrości, że też dostałam taką propozycję i będę mogła przeżyć ten pisarski rausz. Pozostawiła dwie książki - "Dziewczyny, wyjdźcie z szafy!" i "Małą książkę o homofobii". Obie świetne, obie przełomowe - pierwsza też dla niej, bo przecież wtedy i ona wyszła z szafy. I dała się sfotografować nago, owinięta tylko w folię, na potrzeby comingoutowego wywiadu. Pisała felietony do "Repliki", które czasem mnie wkurzały, i była naczelną magazynu lesbijsko-feministycznego "Furia". Ponoć prowadziła go żelazną ręką. Może i tak, nie wiem. Napisałam dla niej tylko jeden tekst. Ostatnio chciałam się zgłosić z pomysłem na kolejny.

Uwielbiałam przychodzić do niej do studia. Z nikim w radiu mi się tak dobrze nie gadało, nikt też chyba nie potrafił tak ciepło i na luzie, a z drugiej strony tak mądrze prowadzić audycji. Nadal nie wierzę, że już nigdy więcej nie zobaczę jej w słuchawkach, po drugiej stronie stołu. Że, przechodząc obok, nie pomacham jej przez szybkę.

Aktywistka, pisarka, dziennikarka... Robiła tak wiele, że niemal każdy o niej słyszał, a mnóstwo ludzi miało okazję poznać ją osobiście. Trudno zliczyć, ilu osobom jej będzie brakować. Już brakuje.

Żyła 43 lata. Dziś przegrała z chorobą nowotworową.

Fot. kampania "Nie czytasz? Nie idę z Tobą do łóżka".

3 komentarze :

Zabawne, ale pomimo dorobku zawodowego Anki najlepiej zapamiętam ją z naszych pogaduch na imprezach, tak między rauszem a stanem nietrzeźwości, kiedy gada się o głupotach - najważniejszych w życiu głupotach. O tym, co tam na froncie domowym, jak wakacje, jak nasze kobiety. W Ani nie było nic z celebrytki, "pani dziennikarki", do której trzeba wysłać podanie o rozmowę. Była fajną, sympatyczną femme. Moją rówieśnicą. I już teraz jest mi źle na myśl, że nigdy więcej jej nie zobaczę na żadnej lesbijskiej imprezie, nie pogadamy sobie o rzeczach błahych, a ważnych, że jej już tutaj nie ma.

Prześlij komentarz