Przejdź do głównej zawartości

Ania Laszuk nie żyje


Miałyśmy z Gosią taką głupią zabawę - ilekroć spotykałyśmy Anię Laszuk na jakiejś imprezie, pokazywałyśmy ją palcami i piszczałyśmy: "Ojej, zobacz, to Anna Laszuk, ta słynna dziennikarka. Zobacz, pomachała nam, uśmiecha się do nas!". Anka zawsze reagowała tak samo: "No byście już przestały!". Przestawałyśmy i witałyśmy się, jak należy. A następnym razem robiłyśmy dokładnie to samo.

Gosia poznała Anię jakieś dwadzieścia lat temu, w czasach, gdy do zaprzyjaźnionych klubów przychodziło już tak dużo dziewczyn, że zaczęły się tworzyć grupki. Tę, w której była Ania, Gosia i jej przyjaciółki nazywały kołem gospodyń wiejskich. Po latach dowiedziałyśmy się od Ani, że jej grupa mówiła dokładnie to samo o ekipie Gosi.

Ja znałam Anię głównie z pracy. Mijałyśmy się na korytarzach, czasem znalazłyśmy chwilę, by pogadać. Ostatni raz w marcu tego roku, gdy radziła mi, jak negocjować z wydawcami. Rozmawiałyśmy wtedy o jej książkach, o tym, jak fantastycznym doświadczeniem jest dla niej pisanie i że niemal mi zazdrości, że też dostałam taką propozycję i będę mogła przeżyć ten pisarski rausz. Pozostawiła dwie książki - "Dziewczyny, wyjdźcie z szafy!" i "Małą książkę o homofobii". Obie świetne, obie przełomowe - pierwsza też dla niej, bo przecież wtedy i ona wyszła z szafy. I dała się sfotografować nago, owinięta tylko w folię, na potrzeby comingoutowego wywiadu. Pisała felietony do "Repliki", które czasem mnie wkurzały, i była naczelną magazynu lesbijsko-feministycznego "Furia". Ponoć prowadziła go żelazną ręką. Może i tak, nie wiem. Napisałam dla niej tylko jeden tekst. Ostatnio chciałam się zgłosić z pomysłem na kolejny.

Uwielbiałam przychodzić do niej do studia. Z nikim w radiu mi się tak dobrze nie gadało, nikt też chyba nie potrafił tak ciepło i na luzie, a z drugiej strony tak mądrze prowadzić audycji. Nadal nie wierzę, że już nigdy więcej nie zobaczę jej w słuchawkach, po drugiej stronie stołu. Że, przechodząc obok, nie pomacham jej przez szybkę.

Aktywistka, pisarka, dziennikarka... Robiła tak wiele, że niemal każdy o niej słyszał, a mnóstwo ludzi miało okazję poznać ją osobiście. Trudno zliczyć, ilu osobom jej będzie brakować. Już brakuje.

Żyła 43 lata. Dziś przegrała z chorobą nowotworową.

Fot. kampania "Nie czytasz? Nie idę z Tobą do łóżka".

Komentarze

  1. Zabawne, ale pomimo dorobku zawodowego Anki najlepiej zapamiętam ją z naszych pogaduch na imprezach, tak między rauszem a stanem nietrzeźwości, kiedy gada się o głupotach - najważniejszych w życiu głupotach. O tym, co tam na froncie domowym, jak wakacje, jak nasze kobiety. W Ani nie było nic z celebrytki, "pani dziennikarki", do której trzeba wysłać podanie o rozmowę. Była fajną, sympatyczną femme. Moją rówieśnicą. I już teraz jest mi źle na myśl, że nigdy więcej jej nie zobaczę na żadnej lesbijskiej imprezie, nie pogadamy sobie o rzeczach błahych, a ważnych, że jej już tutaj nie ma.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…