Przejdź do głównej zawartości

Homofobia? Nie znam


Tematem numer jeden na naszych portalach jest dziś złożony przez PO projekt zmian w Kodeksie karnym, dotyczących mowy nienawiści i przestępstw motywowanych nienawiścią. Obecnie art. 256 Kodeksu brzmi tak: "Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2". Po zmianach ma wyglądać tak: "Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści wobec grupy osób lub osoby z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, politycznej, społecznej, naturalnych lub nabytych cech osobistych lub przekonań podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2".

O tym, dlaczego ten projekt jest absurdalny i czym mogą skutkować tak mętne sformułowania jak "naturalne lub nabyte cechy osobiste", obszernie napisały już m.in. Homiki i Inna Strona. Ja pozwolę sobie jedynie powtórzyć jedno stwierdzenie, które przewija się nie tylko na naszych stronach, ale też np. w tekstach Ewy Siedleckiej czy Wojciecha Sadurskiego - że prawo powinno mieć związek z rzeczywistą sytuacją społeczną. I że gdy nie tylko z subiektywnych odczuć wielu osób, ale też z badań, również tych przeprowadzonych we współpracy z Biurem Pełnomoczki Rządu ds. Równego Traktowania (tak, ten urząd sprawuje pani z PO), wynika, że najwyższą, bo ponad pięćdziesięcioprocentową niechęcią społeczną mogą się "poszczycić" geje, a tuż za nimi są osoby transseksualne (48,9 proc), biseksualne (47,7 proc), chorzy psychicznie i lesbijki, skandalem jest nieuwzględnienie tego faktu w projekcie ustawy, która ma chronić przed nienawiścią. Choć rzecz jasna gdy weźmie się pod uwagę, kto ów projekt przygotował, nie ma w tym nic dziwnego. Wszak Platforma już w trakcie prac nad swoim pseudoprojektem ustawy o związkach partnerskich zrobiła wszystko, aby nie zająknąć się w nim ani słowem o osobach nieheteroseksualnych, choć to przecież one mają być jego głównymi beneficjentkami.

Tymczasem opisana w poprzednim tekście historia z Łodzi ma dorobiła się ciągu dalszego. Otóż okazało się, że według policji atak na Adama, Olafa i ich kolegę nie miał podłoża homofobicznego, a w każdym razie nie wskazują na to zebrane materiały. Fakt, że nie mam pojęcia, na czym polega zbieranie materiałów w takich sprawach, ale skoro napastnicy najpierw upewnili się, z jakiego typu klubem mają do czynienia, potem wyzwali swoje ofiary od pedałów i takich tam, a potem je pobili, to chyba można domniemywać, że przypuszczalna orientacja pobitych miała coś wspólnego z tym, że pobicie zaistniało?

Żeby było jeszcze ciekawiej, mamy też opinię policji na temat również przywołanych w poprzednim wpisie ataków na warszawską UFĘ. Spróbujecie zgadnąć, jaka jest? Niespodzianka - powtarzające się od kilku tygodni wybijanie szyb w lokalu i wypisywanie na ścianach, oknach i drzwiach haseł w rodzaju "pedały" czy "cwele" zostały uznane za zwykłe chuligańskie wybryki, które zdarzają się każdego dnia. I nie ma co się w nich według policji odszukiwać drugiego dna. Tak na marginesie, to stróże prawa wykazali się też podczas zgłaszania kolejnych aktów wandalizmu, wypytując kobiety z UFY o ich orientację psychoseksualną czy o to, na którym marszu były 11 listopada.

Związek między tym, co się dzieje w UFIE, a tym, co się stało w Łodzi, jest oczywisty. W obu przypadkach mamy do czynienia z bardzo prawdopodobną homofobiczną motywacją sprawców i w obu policja tego nie widzi. Jak to się ma do projektu zmian w Kodeksie karnym? Ano tak, że jego twórcy też udają, że coś takiego jak przestępstwa z nienawiści w stosunku do osób nieheteronormatywnych nie istnieje. A skoro nie istnieją, to rzecz jasna nie trzeba nikogo przed nimi chronić. Logiczne, nieprawdaż?

Komentarze

  1. "I nie ma co się w nich według policji odszukiwać drugiego dna".

    To jest efekt tych wszystkich ostatnich lat politycznego przyzwolenia na homofobię, jaka płynęła z góry. Społeczeństwo zobaczyło, że państwo nie staje w obronie mniejszości seksualnych i teraz zaczyna zbierać to plon poprzez wzmożoną agresję na ulicach. Do tego dochodzi homofobiczność systemu na poziomie urzędników. Ekh... najgorsze, że mam wrażenie, że po latach rządów Tuska jest gorzej niż było za Kaczyńskiego.

    OdpowiedzUsuń
  2. Też mam takie wrażenie. Za rządów PiS przynajmniej było wiadomo, że rząd jest homofobiczny, antykobiecy itd. i wiele osób to oburzało. Teraz mamy homofobię czy antyfeminizm w białych rękawiczkach - wcale nie jest lepiej, pod niektórymi względami jest gorzej, ale iluś tam osobom, które za czasów Kaczyńskiego protestowały, wydaje się, że jest bardziej cywilizowanie, europejsko itd.

    No ale tak się kończy wybieranie "mniejszego zła" (i nie piszę tego z satysfakcją).

    OdpowiedzUsuń
  3. ataki sa efektem ostatnich lat politycznego przyzwolenia na homofobie? no ciekawe, rozumiem ze wczesniej homofobii nie bylo. to ze nie jest tak fajnie jakbysmy chcieli nie znaczy jeszcze ze jest grozej. od PiSu nikt nie oczekiwal normalnej polityki w tym zakresie, od PO oczekuje sie ze beda nagle super gender/queer poprawni tak jakbysmy tego my sobie zyczyli. a tu az ta krozowo nei jest, co nie znaczy ze nic sie nie zmienia na lepsze. s.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ależ jest zupełnie odwrotnie, przynajmniej w moim przypadku. Ja niczego od PO nie oczekuję, bo nigdy nie miałam specjalnych złudzeń co do tej partii. Natomiast samo PO udaje, że jest superpoprawne, friendly i w ogóle. I wiele osób się niestety na owo udawanie nabiera.

    Oczywiście, że pod wieloma względami jest lepiej - ale to nie jest zasługa PO, a osób nieheteronormatywnych. Samo PO wpływ na polepszanie naszej sytuacji ma żaden. Całkiem spory za to na zamiatanie problemu homofobii pod dywan i tworzenie ułudy "normalności".

    OdpowiedzUsuń
  5. ja znam wiele osób które są jak PO. niestety. bon ton na salonach a w rzeczywistości homofobia wieje.

    OdpowiedzUsuń
  6. Prawda jest taka, że jedyny homo dopuszczalny dla PO to klon amerykańskiego "gay republican", czyli "nie narzucający się", sam lekko homofobiczny, głosujący na ich partię no i oczywiście koniecznie facet, baby są od rodzenia dzieci.

    Dla PiS to też idealny wzorzec o ile oczywiście nie popiera zbrodniczego PO, w końcu ich lider też ponoć ma wielu "takich przyjaciół".

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…