piątek, 8 marca 2013

Zabić wiedźmę


Zabijanie bohaterów to serialowa klasyka. Twórcy mało którego tasiemca, niezależnie od gatunku, nie pozbywają się w ten sposób postaci - a im więcej sezonów powstaje, tym bardziej absurdalne wymyślają przyczyny ich śmierci. Ślicznie to widać w moim ukochanym "Ostrym dyżurze" - początkowo bohaterom zdarzało się ginąć pod kołami pociągu, potem zaczęły spadać na nich helikoptery. "Dawno, dawno temu", które, jak może wiecie, od jakiegoś czasu dość namiętnie śledzę (choć ostatnio twórcy coraz bardziej mi podpadają - i nudnymi rozwiązaniami fabularnymi, i niefajnymi pomysłami na relacje matek adopcyjnej i biologicznej z ich synem) póki co nie pozbyło się żadnego z głównych bohaterów, uśmiercając go (co nie znaczy, że nikt tam nie zginął, przeciwnie, godzina bez wyrwanego serca czy otrutej królowej matki to godzina stracona). Ma się to zmienić w najbliższym odcinku. Skąd to wiem? Bo tak jest promowany. Od tygodnia. "Ktoś umrze. Zgadnijcie, kto umrze. Ktoś nie przeżyje niedzielnego wieczoru" - co i rusz czytam na fanpejdżu serialu. "Mam nadzieję, że to ten. Ta powinna umrzeć. Ten powinien zginąć. Wykończ ją! Umrzyj, wiedźmo!" - piszą fani i fanki. A mnie robi się niedobrze.

Kontekst dla nieoglądających: to jest serial familijny. Mniej więcej na tyle, na ile taka jest seria książek i filmów o Harrym Potterze. I leci w telewizorze o dwudziestej. Czyli młodsze dzieci są w łóżkach, a starsze oglądają go z rodzicami. Zresztą nawet gdyby taki nie był, chyba by mnie ta zabawa w wytypuj trupa ruszyła. W każdym razie - ruszyła, i to na tyle, że postanowiłam się podzielić swoimi spostrzeżeniami z innymi miłośnikami i miłośniczkami serialu. Że wiecie, wszystko fajnie, ale ta gra w zabijanego i komentarze do niej trochę mnie niepokoją. Że budzenie ekscytacji potencjalną śmiercią nawet fikcyjnej postaci nie jest najfajniejszym sposobem na promocję. Że takie zabawy jedynie znieczulają (szczególnie młodszych odbiorców, ale nie tylko) na to, czym jest zabijanie, a może i gorzej - pokazują, jak bardzo już jesteśmy znieczuleni. Co dostałam w odpowiedzi? Głównie głosy, że przecież to tylko fikcja, że nikt z nich nie chce nikogo zabić, że to zabawa, odreagowanie, okazja, by bezpiecznie pokazać swoją ciemniejszą stronę. Oraz że nie rozumiem, bo nie jestem z Ameryki.

Niezrażona (i w sumie niezdziwiona), próbowałam dalej. Spytałam, czy tak samo zareagowaliby, gdyby zamiast "ktoś umrze" zobaczyli "ktoś zostanie zgwałcony". Czy równie chętnie podawaliby swoje typy, pisali, że mają nadzieję, że będzie to ta wiedźma czy ten pirat. Dodałam, że oczywiście gwałt i zabicie kogoś to dwa różne przestępstwa, ale tak naprawdę nie potrafię stwierdzić, które jest gorsze. I że moi rozmówcy chyba też nie. Oba są straszne. Ale jednak raczej nikomu nie przyszłoby do głowy promować serialu gwałtem. Za to zabijanie nie wiedzieć czemu uchodzi. Niestety nie doczekałam się odpowiedzi (poza jednym "rozumiem, o co ci chodzi"), bo po chwili mój komentarz zniknął. Widać użyłam zakazanego słowa lub porównania. Co jest, tak na marginesie, zabawne o tyle, że gwałty małżeńskie (choć nikt ich tak rzecz jasna wprost nie nazywa) zdarzają się i w "Dawno, dawno temu". W końcu nie wszystkie księżniczki wychodziły za swoich tru lofów. Niektórym trafiły się aranżowane związki ze starszymi od nich o czasem kilkadziesiąt lat królami.

Zabawne jest też to, że całkiem niedawno aktorka grająca Śnieżkę tłumaczyła, że nie ma szans na romans między głównymi bohaterkami, bo ten serial leci o godzinie dwudziestej i z pewnością oglądają go osoby, które nie chciałyby widzieć, jak bohaterka całuje się ze swoją przybraną babcią (wiem, że to brzmi dziwacznie, ale: panie są, na skutek pewnej klątwy i wędrówki między światami, mniej więcej w tym samym wieku i spotkały się po raz pierwszy w dwudzieste ósme urodziny jednej z nich, tak że wiadomo, że o kazirodztwie nie ma mowy, o homofobii owej aktorki za to jak najbardziej). Miało to być coś w rodzaju żartu, ale przy okazji świetnie podsumowuje całą tę zabawę w zabijanego. Bo oto serial jest nadawany o tej porze, że głównie postaci kobiece absolutnie nie mogą mieć ze sobą romansu. Mogą się za to nienawidzić. Walczyć ze sobą i przykładać sobie szpikulce do gardeł.

Jedna z osób, z którymi dyskutowałam o grubo moim zdaniem nietrafionym pomyśle na promocję najbliższego odcinka, w pewnym momencie postanowiła mnie "pocieszyć" stwierdzeniem, że tak, prawdziwy świat jest duży i straszny, ale ten stworzony dla i zaludniony przez fanów i fanki "Dawno, dawno temu" jest mniejszy i milszy. Mniejszy - tak. Milszy? Popatrzmy. Przemoc jest w porządku. Miłość inna niż heteronormatywna - nie. Przemoc ma dawać radochę, napędzić fanów i nieco podbić spadające ostatnio słupki oglądalności. Romans między bohaterkami wzbudziłby oburzenie i odstraszył część oglądających. Milszy? Gdzie tam. Taki sam.

11 komentarze :

ech. mnie zraziło po kilku pierwszych odcinkach - wiem ze czarnowłosa to niby zla królowa, ale przeciez czary to bujda - wyobraziłam sobie zachowaniu nauczycielki i biologicznej matki w swiecie bez czarów i złej królowej i mi sie to strasznie nie podobało. moja wrazliwosc jest mocno stępiona, sama bym sie pewnie nie oburzyła, wiec dzieki za ten tekst

A ja z kolei bardzo lubię ten serial. Jest taki naiwny, że aż fajnie się ogląda. A postać Rumpelstilskina to istne mistrzostwo aktorstwa. Aktualnie jest moją ulubioną postacią.
Serial idealny na leniwy wieczór z dziewczyną i lampką wina. Tak też właśnie czynię ;)

@Honorata
To dobrze, że już nie oglądasz, bo niestety wątek adopcyjna matka, biologiczna matka i ich syn staje się coraz bardziej irytujący. Szczególnie odkąd na horyzoncie pojawił się też biologiczny ojciec.

@Versus
Lubię ten serial, choć od zimowego małego finału drugiego sezonu (powrotu postaci z baśniowego świata) robi się coraz gorszy. Za dużo wątków pobocznych (sorry, ale co mnie obchodzi historia olbrzyma? I na cholerę te krzyżówki z "Lost"?), za mało rozgrywania relacji między głównymi bohaterami i Zła Królowa po lobotomii (ale może jej jeszcze minie - mam nadzieję, bo jak nie, to chyba odpuszczę sobie oglądanie). Rumple jest świetny, ale uważaj - jest w czołówce w zabawie w wytypuj trupa.;P

Szmat czasu nie komentowałam, ale mnie jakoś wątek serialowy w ten parszywy dzień wywabił... ;]

Ewa, naprawdę Cię dziwi, że seksualność jest mniej tolerowana, niż przemoc? Przemoc (zwłaszcza fizyczna) w gruncie rzeczy jest prosta, "naturalna", przyrodzona. Silniejszy decyduje, morduje, narzuca swoją wolę. Seksualność jest problematyczna. A jeszcze homoseksualna? Zaburza "naturalny" porządek społeczny na przemocy/przymusie oparty, nastawiony na męską seksualność i nieradzący sobie z nienormatywnymi relacjami.

Trochę mi szkoda, bo miałam się zabrać do tego serialu, a teraz chyba sobie daruję. Może jak skończę "House of Cards", siądę do "Gry o tron".

W ogóle mam wrażenie, że moje ulubione seriale jakoś mnie ostatnio zawodzą i szukam coraz to nowych. A może staję się bardziej wybredna... ;) Chyba tylko "Girls" ze jego naturalizmem dobrze mi się teraz ogląda.

Naprawdę mnie dziwi. Nie w sensie "ojej, ale jak to?", bo wiem, jak jest. Dziwi tak, jak dziwi nielogiczność wszelkich Frond, to, że media zawsze starają się pokazać "dwie strony" i wiele innych rzeczy.

Pierwszy sezon OUAT jest fajny, więc ja bym go tak od razu nie skreślała. A cały nieheteronormatywny fandom tego serialu jest po prostu rewelacyjny - tak że może jednak?

Strasznie mi szkoda tego serialu, bo miał ogromny potencjał, który niestety nie został nawet w połowie wykorzystany. Najpierw oglądałam z nadzieją, że się rozwinie. Potem, bo niektóre postaci okazały się fajne. Po jakimś czasie dałam sobie spokój, kiedy okazało się, że z tą fajnością scenarzyści radzą sobie na dwa sposoby - zabijają postać, albo piszą jej wątek, który całą tą fajność przekreśla.
Ale tak to jest, kiedy reklamuje się "innowacyjną" koncepcję, która w rzeczywistości jest świeża tylko do połowy, w tych bardziej oklepanych aspektach (przeniesienie akcji do przyszłości, nieudolne próby zrobienia z księżniczek feministek). A szkoda, bo mogło być o wiele lepiej...

@Ewa

Seks jest be, seks nienormatywny jest jeszcze bardziej be, nawet jeśli zostanie tylko zasugerowany (da się pokazać związek nie schodząc na pr0n, przy czym pr0n hetero to jest jak widać parę w łóżku i czasem cycki, a pr0n homo jest jak dwóch facetów da sobie buzi na pożegnanie). Zabijanie jest cacy, keczup jest cacy, ba, odcięte kończyny są cacy, pod warunkiem że nie ma zbliżeń, wtedy nadal jest to kino familijne. Przemoc "bez konsekwencji" typu rozjeżdżamy kogoś walcem, a on się nadmuchuje i wstaje jest tak cacy, że dozwolona od lat trzech.

Ja też nie jestem z Ameryki, więc tego nie rozumiem. Ale obserwuję to już od dawna... No, może poza festiwalami niczym nie moderowanej nienawiści (bo fikcyjną postać wolno), te są nowością internetsową.

@Ewa

Fronda jest nie tyle nielogiczna, co ma "autorską logikę" ukutą na własne potrzeby, typu ateista implikuje wroga narodu. A pod przykrywką niezważania na kneblującą wolność wypowiedzi poprawność polityczną, pozwala się tam na zwyczajne chamstwo, ignorancję i brak szacunku dla drugiego człowieka.

Z kolei w mediach nieprawicowych panuje podejście: nie drażnij KK/teoretycznego katolika, który seks uprawia tylko w celach prokreacyjnych.

Mnie to wszystko już niestety nie dziwi - zwyczajnie smuci. :/

Co do OUAT, jeśli jest tak dobrze w pierwszym sezonie, to może się skuszę. :)

Nie widziałem ani jednego odcinka tego "cuda", ale w podobnym klimacie gorąco polecam komiksowy serial pod wielce mówiącym tytułem "Baśnie".
W kwestii bezsensownego promowania mordów i przelewu krwi, przy jednoczesnym strachu przed pokazywaniem nagości oraz miłości homoseksualnej wypowiadałem się już tyle razy, że już mi się nie chce.
Kompletnie nie kumam tego schematu i już chyba nigdy nie zrozumię ;)

Pierwszy komentarz.... przeczytałam dyskusję, i co zobaczyłam to głaskanie po główce pt. "ktoś nie rozumie różnicy między fikcją a rzeczywistością". Wszyscy są mili i dobrzy i nie chcą zabijać, oczywiście. V. condescending. I nikt nie komentuje reklamy jako takiej, reklama jest dobra, my jesteśmy mili, wszyscy wiemy, że to tylko "postać". A przecież, żeby serial zapewniał "ucieczkę", o której w tej dyskusji mowa, trzeba mieć do niego emocjonalny stosunek, trzeba coć czuć, zawiesić niedowiarstwo na kołku (jak się mówi po polsku "suspend disbelief"? :) i się utożsamić. Ludzie piszą o tym, że nie cierpią Cory, i o tym, że głosują na eliminację "postaci" w jednym zdaniu.....


Śmiesznie, że zdecydowałam się na komentarz nt. serialu, którego nawet nie oglądam :) pozdrowienia!


Rita

@rita_blue
Bo to w sumie nie tekst o serialu, a o pewnym zjawisku, niestety dość powszechnym. BTW, zabili Corę. I teraz te same osoby, które życzyły jej śmierci, piszą, że "czysta i dobra" Śnieżka miała prawo ją wykończyć i że przecież ona tylko broniła swojej rodziny (bzdura, tak na marginesie). I kompletnie im nie przeszkadza, że zrobiła to w wyjątkowo drastyczny sposób.

Prześlij komentarz