Przejdź do głównej zawartości

Problemów z queerem ciąg dalszy

Na dobry początek posta wrzucam obrazek, który w zeszłym tygodniu zrobił karierę na Wykopie:

 
Słodki, nieprawdaż? A ileż osób, spojrzawszy na niego, pomyślało, że może jednak statystyki nie kłamią?

Dawka rozrywki na dziś prawie zrealizowana, wracam do przynudzania. Wczoraj dotarła do mnie najnowsza "Replika". Na okładce Lady Gaga, a w numerze między innymi felieton Anny Laszuk (pierwszy z cyklu i świetny), wywiad z autorami Naszej Sprawy 2 Uschi Pawlik i Michałem Minałto, komiks Beaty Sosnowskiej i dwa moje teksty (o fotoreportażu Hani Jarząbek i o Ellen DeGeneres). W sumie ciekawy numer wyszedł. A, o mężczyznach też coś jest, i to nie tylko w osobie Gagi. 

Jest też wstępniak Mariusza Kurca, zainspirowany tekstem Anny Laszuk z "Furii", o którym pisałam tu. Tekst Mariusza pokazuje niestety, że zastrzeżenia teoretyczek queer do artykułu Laszuk mogą być słuszne. Na początku Mariusz podkreśla, że zgadza się z nią, że queer po polsku m.in. "wyzwoliło" swoich zwolenników od polityki. Potem przytacza między innymi słowa dr Antu Sorainen, fińskiej teoretyczki queer, na temat rozdźwięku pomiędzy akademickimi teorety(cz)kami a działacz(k)ami LGBTQetcetera:

Nasze sposoby myślenia są kompletnie różne. Oni uważają, że teoria queer to pusta gadanina, która nie ma zastosowania w codziennym życiu. Próbują wszelkimi sposobami zasymilować się ze światem heteronormatywnym.

A następnie fragment tekstu dr hab. (gratulacje, przy okazji) Joanny Mizielińskiej z ostatnich "InterAliów":

Dlaczego większość aktywistów uważa, że "coming out" i polityka tożsamości oparte na naturalistycznej koncepcji orientacji seksualnej (jako biologicznie uwarunkowanej/danej) jest bardziej skuteczną strategią? [niż polityka queer - dopisek mój]

By w końcu stwierdzić, że "Replika" stoi na stanowisku, że coming outy i polityka tożsamościowa są najbardziej skuteczną strategią walki z homofobią, ale nie ma to nic wspólnego z "biologicznym" podejściem do orientacji seksualnej. A praktyka queer to otwarte mówienie "jestem hejem/lesbijką/bi/trans i nie wstydzę się tego" i ona to właśnie promuje.

Dlaczego piszę o tym tekście? Bo jest to dla mnie przykład właśnie takiego odczytania tekstu Laszuk, jakiego obawiały się wspomniane w moim poście o "Furii" prekursorki polskiego ruchu queer. Być może zresztą Mariusz robi to samo co Ania, czyli upraszcza problemy z queerem, wychodząc z założenia, że czytelnicy i czytelniczki doskonale rozumieją, że nie chodzi mu o teorię queer w ogóle, ale o niektórych jej wyznawców i wyznawczynie. Pomijam już kwestię, że nie sądzę, by Mizielińskiej chodziło o dosłownie rozumiany naturalizm, a raczej o odejście od polityki tożsamościowej wyrażającej się w tym, że musimy się jakoś określać (ale to już ona sama wie najlepiej). Kłopot w tym, że takie teksty deprecjonują (choćby niechcący) zarówno osiągnięcia naukowe naszych akademików i akademiczek, jak i ich rolę w ruchu LGBTQetcetera. I niepotrzebnie pogłębiają rozdźwięk między działacz(k)ami a teorety(cz)kami. Rozdźwięk zresztą przynajmniej po części pozorny, bo przecież również akademicy również działają, jak nie w organizacjach, to uczestnicząc w marszach i innych inicjatywach mających na celu zwiększenie naszej widoczności. A działacze i działaczki dla odmiany korzystają z efektów ich pracy, ba, nawet je promują - chociażby KPH, prowadząc swoje queer studies.

W porządku, dosyć, wracamy do zabawy. Zabawny jest zatem komentarz od niedawna najsłynniejszego tomaszowskiego radnego Adamusa, który, w kontekście niemal powszechnej krytyki, z jaką spotkał się jego homofobiczny i seksistowski tekst (o którym wspomniałam w poprzednim poście), stwierdził, że "Homoseksualne lobby w Tomaszowie jest bardzo silne". Ciekawe, co by powiedział o homoseksualnym lobby w Wolinie, rodzinnym mieście Ryszarda Giersza, który właśnie wygrał przed sądem apelacyjnym kolejną edycję procesu z nękającą go sąsiadką. Zabawnie jest też na blogu Abiekta, ale o tym już następnym razem, bo prawicowi czy konserwatywni geje (i lesbijki, i osoby biseksualne, i...) to niemalże temat rzeka. Ale za to jakże fascynujący.

Komentarze

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mówienie o prawicowości czy konserwatyzmie w taki sposób jak zrobił to Abiekt jest mocno upraszczające. Prawicowość ma szerszy zakres - przede wszystkim ekonomiczno - gospodarczy a konserwatyzm ma głębszy wymiar i raczej nie polega wyłącznie na podzielaniu poglądów redaktorów Rzeczpospolitej. Poza tym u nas wszystko stoi na głowie i w większości spraw prawica jest lewicą, a lewica prawicą. Prawicowość i lewicowość to przecież tylko w niewielkim stopniu poglądy na kwestie społeczno - światopoglądowe. Ja jestem konserwa i moje poglądy na wiele spraw są bardziej na prawo niż na lewo, co nie znaczy, że automatycznie jestem homofobką. Myślę, że w tym zakresie mam też w LGBT całkiem dobre towarzystwo (i wcale nie wliczam tu Adlera).Działania pana Adlera nie świadczą o prawicowości czy konserwatyzmie tylko zupełnie czymś innym (nawet w pierwszej wersji postu napisałam o czym, ale potem pomyślałam, że jeszcze mnie pozwie :)). Było by trochę głupio jakbyśmy przez takie uproszczenia się na siebie poobrażali.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dlatego też napisałam, że to temat na następny post. Bo to nie jest takie proste, ale skoro już temat na tapecie, to wypadałoby się do niego porządnie odnieść. Choć ja akurat myślałam o aspekcie historycznym.

    A może Ty o niehistorycznym napiszesz? Bo ja to słabo konserwatywna jestem.

    Rzeczywiście pierwsza wersja komentarza jest ostrzejsza:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Obrazek mnie ubawił :D

    To ja muszę czym prędzej dotrzeć do nowej "Repliki". Zwłaszcza artykuł o Ellen mnie ciekawi :)

    A co do kwestii konserwatyzm-liberalizm, to osobiście uważam, że tak na dobrą sprawę niewiele osób wie, co właściwie się kryje za tymi określeniami. Bardzo dużo zależy od kultury politycznej danego kraju. Sięgnięcie do historii na pewno pomaga pewne rzeczy uporządkować, ale wydaje mi się, że w sensie współczesnego dyskursu politycznego niewiele daje. Politycy mówią, że ci to konserwatyści, tamci liberałowie, komuniści, itd., ale to raczej ich "autorska" koncepcja, niż operowanie pewnymi określeniami ze zrozumieniem. Niestety, to samo jest z większością społeczeństwa.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pomysł fajny, więc na pewno kiedyś napiszę - jak być konserwatywną lesbijką i przeżyć ;)

    Ale to za jakiś czas bo wymaga pomyślenia a to ostatnio nie jest moja mocna strona.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…