czwartek, 23 lutego 2012

Podpisujmy!


No i stało się - pierwszy projekt ustawy o związkach partnerskich (ten najbliższy ideałom akcji "Miłość nie wyklucza") od poniedziałku dostępny jest na stronie Sejmu (tu i tu). Teraz trzeba "tylko" tę ustawę uchwalić. Lub inną (choć wolałabym tę), bo do tego mają przecież jeszcze dojść PACS-y, no i coraz więcej o swoim projekcie mówi też PO. Co zabawne, póki co pomysły Platformy wcale tak źle się nie prezentują. Ba, sytuują ich potencjalny projekt pośrodku - między najambitniejszym, przygotowanym przez prawniczki i prawników MNW i KPH, a PACS-ami. Tak że może być ciekawie.

A skoro projekt jest w Sejmie, to trzeba zacząć naciskać. Naciskamy więc: od dziś można się podpisać pod apelem do marszałkini Sejmu o nadanie biegu "naszej" inicjatywie ustawodawczej oraz do posłów i posłanek o rzeczową debatę i przyjęcie ustawy. Na razie jest nieźle - udało się już zebrać ponad tysiąc podpisów. Rzecz jasna nawet tysiąc razy tyle nie sprawi, że ustawa zostanie przyjęta, ale w momencie, gdy projekt znalazł się w Sejmie, trzeba pokazać, jak wielkiej rzeszy ludzi jest potrzebny. Pisać, uświadamiać, tłumaczyć. I uzbroić się w cierpliwość, bo, choć chciałabym w tej sprawie być optymistką, to jakoś trudno mi uwierzyć, że, nawet dla odwrócenia uwagi od pomysłu z podniesieniem wieku emerytalnego, posłowie i posłanki PO zdobędą się teraz na coś więcej niż ewentualne przygotowanie własnego projektu ustawy o związkach partnerskich (bo takie obiecanki nie grożą, o czym już mieliśmy okazję się przekonać po ubiegłorocznych wyborach, utratą poparcia).

Ale: trzeba próbować. Wszak (to już taka moja mantra) całkiem niedawno, bo w wakacje ubiegłego roku, debatowaliśmy w Sejmie nad wrzuconymi w ostatniej chwili przed wyborami PACS-ami. Do kolejnych wyborów daleko (choć kto wie, kryzys, emerytury i takie tam), a już mamy kolejny projekt i dwa w drodze. Jasne, że już się naczekałyśmy, że chcemy ustawy teraz i natychmiast, ale też trudno nie zauważyć (naprawdę trudno!), jak wiele się w ostatnich miesiącach w tej kwestii dzieje. I to raczej nie dzięki temu, że, jak niektórzy lubią mówić, społeczeństwo czy politycy dojrzeli. Po prostu w pewnym momencie ktoś postanowił wziąć sprawy w swoje ręce (i tu należy oddać palmę pierwszeństwa Grupie Inicjatywnej ds. Związków Partnerskich) i nagle zaczęło się dziać. Czy byłoby tak samo, gdyby wszyscy nadal siedzieli z założonymi rękami? Być może, ale byłby to niezły zbieg okoliczności. Potwierdzający zresztą, że już czas. I nie ma na co czekać.

34 komentarze :

A czy nie czeka nas przypadkiem armagedon?


Docelowo - ustawa autorstwa PO i na warunkach PO, w zamian za poparcie tzw. lewicy dla podwyższenia wieku emerytalnego i innych "reform" mających na celu ostateczną likwidację tego państwa?


To po prostu straszne. Różne epitety się cisną, ale na pewno nie taki, że będzie "ciekawie". Jedno, co wiemy, to tyle, że efekty będą bardzo nieciekawe, może pod innymi względami dla szczęśliwych nowożennych, jak i dla wszystkich obywatelek i obywateli tego kraju w szponach globalnego kapitalizmu.

Biada, biada, biada! (i bieda)

Jeżeli lewica to poprze, to... A zresztą, co to za lewica. Emerytury, podwyższenie składki ZUS dla samozatrudnionych, po prostu zgroza. Pytanie, czy skoro PO jest u władzy, to to się w ogóle jeszcze da zatrzymać.

Odpowiedź przyniósł Pawlak - przecież liczy się tylko rodzina, kto by tam liczył na emeryturę?

Dlatego Platforma niedługo sama ogłosi traktat o związkach partnerskich dla wszystkich - zamiast emerytur, to takie praktyczne.


Że też oni nie wiedzą, że bardzo często cała ta rodzina trzymająca się razem wisi dosłownie na jednej emeryturze babci albo dziadka, a nie odwrotnie?

Do biegu start!

Kto zdobędzie w miarę przyzwoity kapitał na starość, może liczyć na niejedną propozycję matrymonialną...


Szkoda, że społeczeństwo na maksa znienawidzi teraz ludzi lgbt, już nie tylko za to, że są zboczeńcami, ale że cwaniakami i łamistrajkami. W każdym razie PO zamierza sprytnym manewrem przyrobić wszystkim taką gębę.

Ewa, a ja czegoś nie rozumiem. Wiem, że projekt znany Ci był przed opublikowaniem i dziwię się, że nie poprosiłaś o przeformułowanie na przykład zwrotu "obaj partnerzy" z artykułu 8.
W ogóle to dowiadywałem się w tej materii i wychodzi, że większość ustaw pisana jest w rodzaju męskim poza... przepisami dotyczącymi pielęgniarek!
Jednak w tej ustawie zamiast "obaj partnerzy" ("obaj", a więc dwóch mężczyzn) wolałbym "obie osoby pozostające w związku partnerskim", albo jakoś tak. Język polski jest pod tym względem koszmarny, ale z każdej sytuacji da się jakoś wylizać ;)
Brakuje mi też słowa "partnerka". Może w artykule 2 powinno być coś w rodzaju "ilekroć w ustawie użyte jest słowo partner chodzi o partnera, gdy dotyczy to mężczyzny i partnerkę, gdy chodzi o kobietę"

Język ustaw też powinien nadążać za zmianami.

Co do zmiany formy języka, to było by miło zobaczyć też żeńsko-osobową, byłby to krok w przyszłość i bardzo dobry moment, bo wprawdzie projekt dotyczy czego innego, ale już wymuszałby myślenie, a w przyszłości działanie w tej kwestii.

Jestem pod wrażeniem ogromu pracy.

ak

Uregulować trzeba, prawa zapewnić, obowiązki ustanowić. Jak najbardziej. Z projektu wynika (art.11 ust.1), że łatwiej rozwiązać związek partnerski niż małżeństwo. Niezależnie od słuszności uchwalenia tej ustawy przychodzi mi też do głowy, że nasz rząd mógłby się pochylić nad konkubinatem, tam też jest mnóstwo rzeczy do zabezpieczenia. "Jednoroczna" żona, czy mąż mają większe prawa niż konkubent, czy konkubina po 35 latach pożycia.

W projekcie znajdującym się tu:
http://orka.sejm.gov.pl/Druki7ka.nsf/Projekty/7-020-132-2012/$file/7-020-132-2012.pdf
zdziwiły mnie dwa punkty.
Art.5, pkt.1.4 - pytanie brzmi: dlaczego takie wyłączenie? Ten zapis jest dyskryminacyjny.
Art.11, pkt.3 - A, co jeśli partnerzy nie zgłoszą zgodnego wniosku?

Witam. Petycję podpisałam, teraz proszę znajomych i przyjaciół, żeby też to zrobili, projekt przeczytałam, ten MNW. Krótki,odwołujący się do prawa rodzinnego, i bardzo dobrze. Zgadzam się z Ewą w 100 procentach, gdy pisze: " Jasne, że już się naczekałyśmy, że chcemy ustawy teraz i natychmiast, ale też trudno nie zauważyć (naprawdę trudno!), jak wiele się w ostatnich miesiącach w tej kwestii dzieje. I to raczej nie dzięki temu, że, jak niektórzy lubią mówić, społeczeństwo czy politycy dojrzeli. Po prostu w pewnym momencie ktoś postanowił wziąć sprawy w swoje ręce (i tu należy oddać palmę pierwszeństwa Grupie Inicjatywnej ds. Związków Partnerskich) i nagle zaczęło się dziać. Czy byłoby tak samo, gdyby wszyscy nadal siedzieli z założonymi rękami?". I bardzo Ci, Ewo, dziękuję, a poprzez Ciebie wszystkim naszym "zawodowym" LGBT-owcom. Uważam, że nie ma sensu byśmy trwonili teraz dobrą energię na analizy, czy projekt ten (oraz jemu podobne), to kolejne polityczne podchody PO (a jak polityczne i podchody, to oczywiście dozą cynizmu zabarwione), tylko naciskajmy! w myśl zasady: słowo żekliście...

la_petite_parisienne: albo trzymamy się priorytetów (z krewnymi najlepiej wychodzi się na zdjęciu, to nie jest w tym momencie priorytet), albo chcemy zrobić może mały krok, lecz do przodu. To a propos Twojej pierwszej uwagi; jeśli chodzi o drugą, to - jak rozumiem - powinno mieć tu zastosowanie prawo rodzinne. Nie wiem, czy dobrze "załapałam" Twoją wątpliwość: że jeden partner/ka chce rozwiązać, a drugi ni cholery? Tu, na moje, wchodzi sądowe rozstrzygnięcie, zgodnie z KR. Przecież ustawa nie sprecyzuje nam wszystkich domniemanych okoliczności. Za to może kazać potencjalnym ochotniczkom/ochotnikom 50 razy przemyśleć, czy tego formalnego "klepnięcia" chcą?

frog@dog
Pkt.1 - doskonale sobie zdaję sprawę, że to jest odniesienie do obyczajowości i nieumieszczenie takiego wyłączenia dawałoby wagon amunicji dla przeciwników ale...Właśnie to ale - wszak Miłość Nie Wyklucza, nieprawdaż? Zapis pozostaje dyskryminacyjny. I tyle.
Pkt.2 - powinno to być zaznaczone, że w przypadku odmiennym mają zastosowanie przepisy...(tu: wskazanie). Ustawa nie może pozostawiać żadnych wątpliwości. Problem polega jednak na tym, że wprowadzając nową instytucję prawa cywilnego (bo, z ustawy wynika jednoznacznie, że zawarcie związku partnerskiego zmnienia stan cywilny partnerów) nie podaje się metod rozwiązania kwestii spornych. Ustawodawca musi przewidzieć sytuację kiedy w związku partnerskim występuje niezgodność i znależć ustawowe rozwiązanie. Kodeks Rodzinny i Opiekuńczy nie zna pojęcia "związek partnerski", nie może być, zatem, podstawą prawną do rozwiązywania problemów, tegoż.

Co do projektu zamieszczonego tu:
http://orka.sejm.gov.pl/Druki7ka.nsf/Projekty/7-020-133-2012/$file/7-020-133-2012.pdf
moją wątpliwość budzi to, czy wszystkie ustawy zostały umieszczone w przepisach wprowadzających ustawę?
Nie może być tak, że część ustaw zostanie zmieniona a część, nie.
Ja twierdzę, że nie wszystkie ustawy zostały uwzględnione ale, oczywiście Biuro Legislacyjne może dopisać więcej, niemniej nie świadczy to dobrze o wnioskodawcach.

@Ter SA
Przed opublikowaniem znałam jedynie uzasadnienie i fragmenty całości. Nie byłam w grupie piszącej projekt, a w grupie konsultującej zapisy ustawy. Czyli moja rola ograniczała się do "chciałabym", "ew. mogę odpuścić". I słusznie, bo nie jestem prawniczką.

Ale masz rację, język ustaw jest fatalny. Chętnie się dopytam, czy tak być musi, czy też piszący mają tu jakąś dowolność i po prostu dokonali takiego wyboru.

@la_petite_parisienne
Podeślij mi proszę uwagi na priv - gdzie, czego i dlaczego Twoim zdaniem brakuje. Przekażę je zespołowi prawnemu, który pracował nad ustawą. Z pewnością będą przydatne podczas prac podkomisji (o ile/kiedy już do nich dojdzie).

@frog@dog
Słusznie prawisz, naciskajmy. Tyle możemy zrobić, reszta w rękach polityków i polityczek.

la_petite_parisienne: Zapewne masz rację. Ja wyszłam z założenia, że to projekt, nad którym "się pochylą" fachowcy. A w prawnych niuansach jestem ciemna, jak tabaka w rogu. Nie chcę jednak z góry zakładać, że takie niedomówienia, które wskazałaś, projekt ten "utopią". Natomiast nie chciałabym, żebyśmy już na starcie kręcili nosem , utyskiwali itp. Może uznasz, że taki minimalizm się nie godzi, ale ja uważam, że jak coś już zaistnieje formalnie, to można spokojnie ulepszać. A nie jestem (ach, niestety, w kwiecie wieku, by czekać na idealne rozwiązanie. Ja chcę (i tu wyrażę się z obcym mi patosem) dokonać żywota z tą zwyczajną satysfakcją, że moje życie nie było kwestią uprzejmości moich rodaków, lecz prawa, które stoi ponad czyimiś uprzedzeniami czy sympatiami. To, że praktycznie nie oberwałam dotąd zbyt boleśnie za moje homo wynika w sporej mierze z tego, że przez wiele lat "sprytnie" się kamuflowałam (bo moja partnerka miała wcześniej fatalne doświadczenia i o to mnie prosiła), chociaż miałam to szczęście, że funkcjonowałam w liberalnym środowisku i ten denny kamuflaż mało kogo zwiódł. Ale gdybym trafiła inaczej, jak to się zdarza wielu z nas... Dlatego, Mała Paryżanko, spójrz na ustawę również i z tej strony, pozdrawiam, ewa

Zanim projekt pójdzie pod głosowanie, długa droga jeszcze przed nim. Poprawienie ewentualnych usterek (również fachowcom się zdarzają) to akurat najłatwiejsza sprawa - po to są podkomisje, opinie resortów, legislatora itd. Gorzej, że może zostać: okrojony (to, co gorsza, optymistyczna wersja), zakwestionowany przez SN, włożony do zamrażarki, odrzucony w pierwszym czytaniu, skierowany do TK itd. Ale trzeba próbować. Po raz kolejny i kolejny, aż zostanie przyjęty.

@ bejbe: ja radzę co do emerytur nie liczyć na państwo, czyli ZUS, tylko samemu sobie odkładać i po sprawie - wtedy każdy przejdzie na emeryturę, kiedy zechce i nie będzie się martwił, co zrobi PO itp., ja tam nie wierzę zresztą, że pokolenie 30-latków ( nie wspominając o młodszych) dożyje emerytury, nawet jakby była od 50 biorąc pod uwagę dzisiejsze zatrucie środowiska i jedzenia chemią, więc martwienie się emeryturą w wieku 20 czy 30 lat, to jak z tym indykiem, co to myślał o niedzieli...

Joanno, mimo zatrucia środowiska i jedzenia chemią, życie jednak się wydłuża. Jeśli życie zrobi Ci niespodziankę i będziesz żyła do 90-tki, to planując tylko do 60-tki czy 70-ki, może zabraknąć Ci oszczędności na te dodatkowe 20-30 lat. Wtedy już tylko ZUS zostanie :)

No pewnie - niech nas najlepiej w porę wytrują (jest już pomysł nawet - elektrownia atomowa). Nie dostaniemy ani grosza, a jak dodatek pogrzebowy zlikwidują, to kto wie, może przydamy im się na nowoczesne paliwo jądrowe?

Już nie od dziś wiadomo, że nasze ciała to maszyny o niebywałej wydajności i trzeba je wyeksploatować, niezłe mięso armatnie. Każde myśli, że ucieknie, a jak wtedy czadu daje - doskonały trening żabich ud!

Nie chcę tu generować jakiegoś zbiorowego profilu społecznego, bo nie trzeba tu specjalnie niczego uogólniać - raczej wiemy z naszego otoczenia, jak jest. To może lepiej tak partykularnie: czy moja sąsiadka, sąsiad z naprzeciwka może mieć poczucie, że w poparciu dla ustaw lgbt ma jakikolwiek swój interes?

Czy ma prawo myśleć, że przedstawicielstwo feministyczne i lgbt zaprowadzone do sejmu pod sztandarem Palikota - wypączkowanego z PO, w jakiś sposób przejmuje się problematyką społeczną i będzie głosowało przeciwko?

Czy ma prawo myśleć, że to jedna wielka ściema?


Ja myślę, że tak, choć oczywiście dzień próby nadejdzie w dniu głosowań i ostatecznie można sprawdzić, kto jak zagłosuje. Tyle że zastanawiam się, jak bardzo brać pod uwagę to wszystko, co wydarzy się w przebiegu tych "konsultacji" i czy ktokolwiek z sejmu, kto na sztandarach ma priorytet związków partnerskich, odważy się stanowczo i głośno wypowiedzieć przeciwko polityce PO?


Swoją drogą to jeszcze nie jest rozstrzygnięte, który postulat POlikota zostanie kupiony w zamian za poparcie kluczowych ustaw. Może to nie będą wcale związki partnerskie? Co do aborcji, to na pewno nie, co do bardziej miękkich postulatów - perspektywy są rozległe...

Myślę tylko, że marihuana na 100% nie ma szans w tej batalii, bo marijuana to nie grupa społeczna: społeczeństwo się oburzy, ale przecież docelowo nie na PO, tylko na odmieńców, że dostali jakąś wytargowaną ustawę. No a taka marijuana - to nie jest idealny pionek do bicia i łatka by przylgnęła nie tam, gdzie ma przylgnąć...

Joanno: Ponieważ całą wypowiedź zawarłaś w jednym zdaniu, więc odnoszę się najpierw do jego pierwszej części: całkowicie się zgadzam, z wyjątkiem tej nuty sarkazmu. Pół życia przeżyłam w PRL-u, z tego fragment nieduży już jako kobieta pracująca, i serdecznie nie znosiłam tego syfu (zaraz wyjaśnię), który także na emeryturze dawał ludziom fundusz na życie nie odbiegający od tego, które wiedli. Potem zaszły zmiany. Miałam wybór - pracować w stabilnej firmie na etacie i dociągnąć do przyzwoitej emerytury za cenę drobnych moralnych ustępstw (jakoś ewentualnie do przełknięcia) i zaakceptować zawodową rutynę. Na tę ostatnią, mimo włączania najwyższych diapazonów rozsądku, nie potrafiłam przystać. Odeszłam (powiesz, bo byłam jak ten indyk, może, ale nie żałuję), bo przez kolejne lata zmieniałam pracę circa 10 razy i zatrudniałam się na kontraktach płacąc podstawowe ubezpieczenie ZUS. I tak robiło, jak przypuszczam, przynajmniej 30-40 proc. moich rówieśników. Oczywiste jest więc jak słońce, że emerytura z takiej działalności będzie żenująco mała. I nikt, przy zdrowych zmysłach nie może liczyć, że to wystarczy na jako takie życie. I, że - podejmując taka decyzję, jaką ja podjęłam - należy o tym wiedzieć i się zabezpieczyć. Jak rzekłaś. Natomiast druga część Twojej wypowiedzi to - wybacz - brzmi bardzo młodzieńczo (czego Ci zazdroszczę),demagogicznie i niemądrze. Bo akurat przeciwdziałanie zanieczyszczeniu środowiska to teraz, przynajmniej w Unii Europejskiej, priorytet. I powoływanie się na tego typu argumenty to łatwizna. W Twoim wywodzie jest to zgrabny, lecz pusty frazes. A, poza tym, trochę zagalopowując się w te rejony, odeszłaś od meritum...

Napisałam, ale wcięło. Zatem krótko. Nie trzymamy się tematu, a chyba po to Szefowa go proponuje, by się na nim skupić. Róbmy to więc. Jasne, że przy okazji dobijają się inne sprawy. Ja też już tu "zgrzeszyłam" wtrącając inne wątki. Ale trzymajmy się meritum, czyli projektu o ZWIĄZKACH PARTNERSKICH.
A tak, na marginesie, Ewo, co byś powiedziała na wprowadzenie w "Garniturze" czegoś w rodzaju Hyde Parku? Na przykład w wybrany dzień tygodnia? Może stałby się dodatkowym źródłem ciekawych tematów?

Szefowa jest przyzwyczajona do off topiców i póki nie zamieniają się we wzajemne przepychanki, nie interweniuje. Ale dziękuję za dyscyplinowanie dyskutantek:)

Hyde Park - świetny pomysł. Trochę tekstów zaproponowanych przez czytelników i czytelniczki już się pojawiło, jestem otwarta na kolejne propozycje. A jak to sobie technicznie wyobrażasz? Specjalna zakładka? Wątek?

Ooo mnie by się też przydał dzień hydeparku, a jaka formuła? Czy potrzeba szczególnej? Może po prostu bieżący post bez żadnych wyróżników, tyle ze zaczynający się różnymi przypadkowymi myślami...

Dziś przy śniadaniu spojrzałam za okno, i pomyślałam o offtopowym dniu na blogu przy herbacie...


No a co do emerytur, to wy serio uważacie to za offtopa w ogóle?

Przecież w równolegle w sejmie będą się toczyć różne sprawy, i nie wszystkie będą się toczyć niezależnie od siebie...
PSL "zaznacza swoją odrębność" w koalicji, a Palikot ma dostać coś za coś, tylko co to będzie?


Nie neguję, że sprawa ustawy o związkach partnerskich jest jakąś sprawą należącą do właściwości środowiska lgbt, i że to środowisko pracuje nad ustawą i o nią walczy. Nie przypisuję sprawstwa wyłącznie sejmowi, co to to nie. Niemniej w tych okolicznościach ta lub inna ustawa posiadająca swoje zaplecze w ruchach społecznych może zostać wykorzystana w instrumentalny sposób przez partię rządzącą.

Dlatego szczegółowy opis sytuacji, kto i jak długo będzie do sejmu wizytować i konsultować, i mityngować, i oczywiście ciężko nad tym pracować, może być tylko jedną stroną medalu, niestety.

frog@dog
Jak wynika z "Alfabetu Biedronia", pochylanie się, w obecnym Sejmie nie jest wskazane;) Zajmą się tym projektem nie fachowcy a posłowie, o fachowości których, mam zdanie dość marne. Wykonywałam, kiedyś, zajęcie wymagające kontaktów z powyższymi, z udziałem w posiedzeniach komisji, włącznie. Przykre doświadczenie.
Odzywam się w tej sprawie, bo dostrzegam konieczność zmian prawnych w tym obszarze, choć, przyznaję bez bicia, że mnie ta ustawa ani ziębi ani grzeje. Odzywam się, także dlatego, że wiem z doświadczenia, iż poddawanie dyskusji niedopracowanego, od strony prawnej, projektu źle wróży ostatecznemu rozwiązaniu. Chciałabym się mylić, uczucie złośliwej satysfakcji jest mi obce. Jeśli projekt jest zapięty na przysłowiowy "ostatni guzik", to możliwość jego spieprzenia przez "fachowców" jest dużo mniejsza. Odzywam się, bo dzwonią mi w uszach słowa mojego Ojca, jedno z moich mott życiowych: "Cokolwiek w życiu będziesz robić, rób to dobrze". Do szału mnie doprowadza filozofia, stosowana niestety od kilku kadencji w Sejmie: "Uchwalmy jak jest a potem się, najwyżej, poprawi". Polski parlament cierpi na sraczkę legislacyją, zamiast upraszczać prawo i procedury prawne, serwuje nam kwintale kazuistyki, tony papierów i, niestety, setki bubli prawnych, zapominając, że na końcu ścieżki legislacyjnej są urzędnicy i obywatele, którzy, w przeważającej większości, nie są prawnikami a muszą zmagać się z materią prawną pozostawiającą zbyt duże pole do interpretacji na zasadzie: "Co Wysoka Izba chciała, przez to, powiedzieć?".
W kwestii projektów ustaw dyskutowaliśmy, w innych miejscach na tym blogu ("Ustawa w miesiąc?" i "Ustawa razy trzy") i, tamże, wyraziłam pogląd, który podtrzymuję, że pierwszym krokiem powinno byc redefiniowanie pojęć "osoba bliska" i "osoba pozostająca we wspólnym pożyciu" (to domena Izby Cywilnej SN) bo bez tego, mimo uchwalenia ustawy, sytuacja cywilno-prawna osób nieheteronormatywnych, które nie zawrą związku partnerskiego, pozostanie bez zmian i wciąż będzie możliwy identyczny casus jak Kozak vs Polska. To prowadzi do sytuacji: "Macie ustawę, więc morda w kubeł".

Co do uwag la petite parisienne odnoszących się do projektu, to art. 5 ust. 1 pkt 4 nie dyskryminuje, tylko opiera się na założeniu, że partnerzy uprawiają wspólne pożycie. Tak jak w przypadku małżeństwa, tak i tutaj zakładamy, że nie powinno ono być kazirodcze. Nie jest to dyskryminacja, bo rozróżnienie jest uzasadnione.

Co do art. 11 ust. 3 - w braku zgodnego wniosku wchodzą w grę przepisy odrębne o podziale rzeczy wspólnej. Dokonuje się go w postępowaniu nieprocesowym (sąd rejonowy dzieli wspólny majątek na wniosek któregokolwiek spośród współwłaścicieli). Odpowiednie przepisy zawierają Kodeks cywilny i KPC. Unikamy replikowania przepisów.

Co do braków w przepisach wprowadzających - sprecyzuj. Być może coś umknęło uwadze grupy prawnej, ale jest to mało prawdopodobne, gdyż przeanalizowane zostały wszystkie odniesienia do małżonków w polskich przepisach. Nie można jednak wykluczyć błędu, dlatego sprecyzuj, czego Twoim zdanim brakuje.

Wyjaśniam też, że projekt nie powstał w miesiąc - czego dowodzi jego kompleksowość.

Casus Kozaka nie powinien się powtórzyć na gruncie tej ustawy, bo przepisy wprowadzające obejmują m.in. zmianę art. 691 Kc. W wielu miejscach ustawa redefiniuje też pojęcie osoby bliskiej (czy najbliższej), obejmując tym pojęciem partnera. Niestety, takich definicji jest w polskim prawie wiele i jest to materiał, który grupa prawna zastała. Ustawa o związkach nie ma na celu zmiany całości polskiego prawa, a tylko tego, co wymaga zmiany w związku z wejściem w życie tej ustawy. Przyjęcie innego założenia naruszałoby zasady techniki legislacyjnej.

Ja bym proponował cyklicznie co tydzień lub co dwa tygodnie pojawiający się post "cafe garnitur", składający się z przegladu tygodnia, czyli kilku fragmentów różnych offtopów na zachętę do dalszych wynurzen, na któryś z tych tematów lub na całkiem inny. Zamykany wraz z założeniem kolejnego.
Nigdy i nigdzie czegoś takiego nie widziałem, ale może tu się sprawdzi?

Oczywiscie powyższy komentarz to offtop o offtopach do @frog@dog, @bejbe i @Ewy.

Matka Boska
Uwagi przesłałam Ewie, na priv, zgodnie z sugestią ale skoro się domagasz - służę:
USTAWA
z dnia 8 września 2000 r.
o komercjalizacji, restrukturyzacji i prywatyzacji przedsiębiorstwa państwowego "Polskie Koleje Państwowe".
Art. 42. 1. Prawo do nabycia lokalu mieszkalnego przysługuje osobom, które zajmują lokal mieszkalny:
2) po śmierci najemcy: małżonkowi, zstępnym, wstępnym, rodzeństwu, przysposabiającym albo przysposobionym, a także osobie, która pozostawała faktycznie we wspólnym pożyciu z najemcą,
USTAWA
z dnia 9 października 2009 r.
o dyscyplinie wojskowej
Art. 49. 1. Przełożony dyscyplinarny, organ wojskowy
uprawniony do orzekania o ukaraniu, wyższy
przełożny dyscyplinarny i rzecznik dyscyplinarny
podlega wyłączeniu od udziału w postępowaniu dyscyplinarnym,
jeżeli:
2) jest małżonkiem, krewnym lub powinowatym w linii
prostej obwinionego, osoby przez niego pokrzywdzonej
albo obrońcy obwinionego, albo pozostaje
we wspólnym pożyciu z jedną z tych osób;
W odpowiedzi:
Art. 5 ust. 1 pkt 4 - założenie, z gruntu, fałszywe ponieważ mogą istnieć inne powody zawarcia związku partnerskiego niż uprawianie seksu, bo tylko w tej sytuacji można mówić o kazirodztwie.
Prowadzenie wspólnego życia i gospodarstwa domowego, uregulowanego ustawą, z krewnym z linii bocznej, nie oznacza, jeszcze, kazirodztwa. Po za tym, zakaz kazirodztwa, podobnie jak zakaz sodomii sa zakazami obyczajowymi, nieprawdaż? Nie istnieją żadne inne przesłanki tych zakazów.
Art. 11 ust. 3 - wszystko pięknie ale gdzie to jest napisane w ustawie? Jak wspomniałam, brak jest odnośnika do obowiązujących przepisów. Odnośnik domyślny? Żartujesz, chyba...

La petite parisienne:
Hi, hi, ten wcześniejszy komentarz był napisany przez Metkę Boską, a nie Matkę Boską, popłakałem się ze śmiechu. ;)

Tu Metka Boska. Wyjaśniam, bo pomylono mnie z mniej szykowną, chociaż popularniejszą konkurentką.

La petite:
1) co do ustawy o PKP, to zaktualizuj LEXa. Ustawę zmieniono z dn. 6 grudnia 2008 r. i obecnie odsyła ona do art. 691 KC, którego zmianę zaproponowano w ustawie wprowadzającej ustawę o ZP;
2) do co dyscypliny wojskowej - masz rację, z nieznanych mi przyczyn nie zaproponowano nowelizacji tego przepisu. Trzeba to będzie skorygować w toku prac legislacyjnych.

Cieszę się więc, że "uleciał" tylko jeden przepis (na szczęście ustawa o dyscyplinie w obecnym brzmieniu obejmuje też wyłączenie "osoby we wspólnym pożyciu", więc nie ma tragedii, ale istotnie dobrze będzie to doprecyzować).

Co do kazirodztwa - ustawa o związkach zakłada istnienie wszystkich trzech więzi pożycia, również fizycznej. Z forsowaniem tezy o zakazie kazirodztwa jako kulturowym przeżytku nie spieszyłbym się - jest to postulat intrygujący, ale jednak może wzbudzić zbyt duży opór społeczny. W przyszłości rozpowszechnienie się pożycia seksualnego synów z matkami i wnuczek z dziadkami istotnie może osłabić ten opór, co uzasadni odpowiednią zmianę legislacyjną. Na obecnym etapie sprawa Josepha Fritzla, który okazywał nadmierną czułość córce, jeszcze budziła w Polsce dreszcze. Prywatnie dodam, że również u mnie.

Co do art. 11 ust. 3 - nie zgadzam się. Również Kodeks rodzinny i opiekuńczy w art. 58 par. 3 wskazuje jedynie na fakultatywny podział majątku wraz z rozwodem. Wyższość projektu ustawy o ZP polega na tym, że tu sąd będzie związany zgodnym wnioskiem partnerów (z praktyki wynika, że obecnie sądy, opierając się na fakultatywności tego trybu, nie chcą dzielić majątku w rozwodzie nawet na zgodny wniosek stron), co ułatwi ludziom życie. Nie ma potrzeby regulowania w ustawie o ZP czegoś, co jest uregulowane w odrębnych przepisach. Nie ma też potrzeby odsyłania do tych przepisów (Kodeks RiO również do nich nie odsyła, a mimo to wiemy, jak dzielić majątek po rozwodzie).

Dzięki za skrupulatną lekturę!

mój off topic był zainspirowany 1 komentarzem pod artykułem - sorry, sorry :) ale jak ktoś ma odkładać w ZUS, to im dłużej tym lepiej po prostu dla niego, dlatego zdziwiłam się negatywnym nastawieniem do podwyższenia wieku emerytalnego i złość komentatorki, że w zamian za "naszą" ustawę będziemy musieli poprzeć tą- to ciekawy temat swoją drogą - To tak co do ewentualnego Hyde Parku :)

Podwyższenie wieku emerytalnego to zawiązanie pokaźnego aneksu do umowy społecznej, choć właściwie równie dobrze można by traktować nawet najdrobniejszą ustawę za element takiej zmiany.

No ale Tusk myśli, że - wciskając nam frazesy w stylu "nie ma innego wyjścia" - doprowadzi do tego, iż my się na tę nową umowę zgodzimy, nie żądając nic w zamian, co chyba powinno być oczywiste: pracujemy dłużej, ale w zamian za rzetelne zabezpieczenie owoców tej pracy, tzn. że emerytury będą solidne.

W tej chwili dążą do tego, żeby emerytury były tak samo niskie i niczym nie zabezpieczone przed kolejnymi "aneksami do umowy". Kontynuując politykę prokapitalistyczną, rząd chce doprowadzić do tego, że realnie emerytury będą jeszcze niższe niż dziś, choć będziemy pracować nawet do 70 lat, jeśli nie dłużej. A międzynarodowe koncerty i jego kolesie w radach nadzorczych będą tymi naszymi groszami "profesjonalnie zarządzać", biorąc za każdą naszą jedną złotówkę 10 razy.

Metka Boska.
Przepraszam, za ten, przyznaję, zamierzony "błąd". W ferworze, zapomniałam umieścić ";)" na końcu.
Prawdę mówiąc, nie wiem dlaczego wyświetliło mi nieznowelizowaną wersje ustawy "o PKP", co nie zmienia faktu, że powinnam to sprawdzić dokładniej.
Co art.11, rozumiem aczkolwiek nie podzielam. Wynika to, li tylko z faktu, że moim zdaniem, umieszczenie odesłania uprości tłumaczenie "krowom na miedzy" (czytaj: posłom w czasie obrad) dlaczego tak a nie inaczej. Łatwiej usunąć niż walczyć o "oczywistą oczywistość". Procedowanie tej ustawy to schody, przy których Hiszpańskie, to pikuś. Przepraszam, Pan Pikuś.;)
Co do kwestii kazirodztwa zaś...Ani mi w głowie namawiać kogolwiek do wymuszania zmian obyczajowych w tej sprawie przy "użyciu" ustawy o ZP. Ani żadnej innej. To kwestia posługiwania się pojęciem dyskryminacji. Jeśli osoby homoseksualne są w Polsce dyskryminowane z powodu niemożności zawarcia legalnego związku jednopłciowego, to skoro podstawą dyskryminacji jest zakaz obyczajowy, to inne wyłączenia na podstawie takiego samego zakazu także są dyskryminacją. Zatem albo przestańmy mówić o dyskryminacji osób homoseksualnych (w obszarze prawa stanowionego) albo mówmy, że inni też są dyskryminowani. Ja wiem, problem polega na tym, że to głupio wygląda. Z resztą, dotyczy to nie tylko kazirodztwa ale także np. wielożeństwa. Niby nikomu nie przeszkadza ale...Inne obyczaje. Dlatego, między innymi uważam, że trzeba uważać z szermowaniem argumentem o dyskryminacji. Mam nadzieję, że to wyjaśnia moje stanowisko i kończy sprawę kazirodztwa, bo nie chcę produkować kolejnego off-topu. I, tytułem wyjaśnienia, dlaczego wogóle się czepiłam akurat tego (i, jak wyżej to nie zachęta do dyskusji). Jestem przeczulona na wygłaszane hasła o dyskryminacji osób homoseksualnych w Polsce, zazwyczaj w opozycji do innych krajów. Dlaczego? Bo osoby takie są dyskryminowane na całym świecie, równiez w tzw. "cywilizowanych krajach zachodnich". I, tego nie zmienią żadne prawa. Ustawy zmienią formy czy sposoby ale nie fakt dyskryminacji.

@frog@dog, @Joanna, @Allek
A co powiecie na takie narzędzie:
http://trzyczesciowygarnitur.blogspot.com/p/cafe-garnitur.html

Wprawdzie nie wiem, czy w dobie Facebooka ma to sens, ale testowo mogę wstawić.

@Allek
Pomysł wart rozważenia. Rozważam zatem.

Przemyślę rano, bo dzisiaj padam od nadmiaru zajęć.
pozdrawiam

Prześlij komentarz