Przejdź do głównej zawartości

Inna Historia

Obiecałam o kilku rzeczach napisać, gdy już się wyurlopujemy. Wprawdzie trudno te parę dni nazwać pełnoprawnym urlopem (na to trzeba minimum trzech tygodni), ale słowo się rzekło, więc biorę się do dzieła. Na pierwszy ogień - Inna Historia, czyli wirtualne muzeum historii LGBT in spe.

Polskich projektów mających na celu przybliżenie "naszego" wycinka historii jest, wbrew pozorom, całkiem sporo. Pierwsze z brzegu - kalendarium "LESteśmy w Polsce", Homikoteka, "HomoWarszawa", "Homobiografie", "Sprawy Sadowskiej". Teraz pojawił się kolejny - internetowe muzeum. Główny cel to, jak piszą twórcy, zebranie fragmentów książek, artykułów prasowych, karykatur, zdjęć i druków ulotnych, głównie sprzed 1991 roku. Dodatkowo chcą nagrywać wspomnienia osób urodzonych przed 1960 rokiem i we fragmentach zamieszczać na stronie oraz publikować artykuły naukowe i wiadomości o wydarzeniach. Słowem, Inna Historia ma zebrać rozproszone dotychczas działania związane z odkrywaniem historii homoseksualności (i nie tylko).

Trudno nie przyklasnąć temu pomysłowi. Wprawdzie póki co największą chyba atrakcją strony jest możliwość pobrania za darmo "HomoWarszawy", ale gdy Inna Historia się rozkręci, może stać się nieocenionym źródłem wiedzy dla wszelkiej maści badaczy i badaczek czy po prostu osób ciekawych, jak to z nami drzewiej bywało. Czymś na kształt portalu Ośrodka KARTA XXwiek.pl czy Eines Tages (jak znacie niemiecki, koniecznie sprawdźcie tę stronę - moim zdaniem to najciekawsza tego typu rzecz w sieci). Oczywiście aby tak się stało, potrzeba czasu, zaangażowania i pieniędzy, o które twórcy zresztą proszą.

Nie byłabym sobą, gdybym, mimo że pomysł mi się bardzo podoba, ciut nad nim nie pomarudziła. Pierwsza rzecz to trochę mankamentów technicznych, związanych z tym, że Inna Historia bazuje na gotowych rozwiązaniach (głównie na Joomli). I nie ma w tym nic złego, tyle że, jak w przypadku wielu takich stron (w tym tej, na której jesteście), skrypt nie został do końca przetłumaczony na polski, w efekcie czego mamy trochę kwiatków w rodzaju "category", "read more" czy "published date". Inny kłopot tego typu to galerie, w których jako tytuły zdjęć wyświetlają się nazwy plików, co jest momentami dość zabawne - zerknijcie na przykład tu.

Druga sprawa, ale to już zupełnie subiektywne odczucie, to brak interakcji z użytkownikami. A konkretnie brak możliwości komentowania, oceniania czy automatycznego udostępniania zasobów chociażby na fejsie. Zakładam, że to zamierzone i że Inna Historia ma być czymś na pograniczu papierowego magazynu (stąd zamiast starego dobrego newslettera jest jeszcze starszy biuletyn) i "prawdziwego" muzeum, tyle że nie jestem przekonana, czy to najszczęśliwsze rozwiązanie. W końcu internet właśnie tym się różni od tradycyjnych mediów, że daje możliwość interakcji. Kolejna rzecz, już związana z samą zawartością - ciekawi mnie, jak zostanie rozwiązana kwestia przeglądania zasobów. Na razie jest ich niewiele, więc nie ma to specjalnego znaczenia, ale już niedługo przyda się moim zdaniem nie tylko wyszukiwarka, ale i szerszy niż dotychczasowy (ilustracje, książki, prasa itd.) wybór kategorii (np. ze względu na rok, konkretny problem czy tematykę).

No ale to wszystko w sumie drobiazgi. Bo najbardziej interesuje mnie to, co się na stronie znajdzie, szczególnie jeśli chodzi o literki LBT. Oczywiście zależy to nie tylko od twórców (choć o tym, czy coś znajdzie się na stronie, zadecydują oni), ale też od użytkowników i użytkowniczek. Może więc czas przekopać domowe archiwa?

Komentarze

  1. A, ja ciekawa jestem czy ktoś się pokusi o sięgniecie głębiej w historię. Nieheteronormatywność w Polsce nie narodziła się wczoraj. Tak, jak na całym świecie, jest przypisana społeczeństwu i nasze, w przekroju historycznym, nie było wyjątkiem, choć jak pisał w XVIII wieku, niemiecki lekarz Kausch: "Co się tyczy pederastii, cieszacej się takim powodzeniem u sąsiadów Polski,trzeba na chwałę Polakom powiedzieć, że jest ona tutaj nieznana i tak samo wzgradzona jak w Anglii".
    "G".
    Mylił się Kausch w obu przypadkach, pomijam Albion ale wystarczy sięgnąć do, powstałej dwa wieki wcześniej, spuścizny Andrzeja Krzyckiego, w której można znależć wzmianki o "miłośnikach chłopców".
    "L".
    W twórczości rękopiśmiennej, zarówno pamiętnikarskiej jak i fraszkopisarskiej, pochodzącej z XVII i XVIII wieku, można znaleźć sporo wzmianek o szlachciankach noszących się po męsku, tak się zachowujących i otoczonych przez miłośnice. Butch & femme trzy wieki wcześniej...
    "B".
    Najrzadziej pojawiają się wzmianki o zachowaniach biseksualnych aczkolwiek:
    "Trzy panny w jednym pokoju sypiały.
    Wiedząc, że czujną ochmistrzynię miały
    Która przez przez ścianę dziurę urobiła
    Aby nią, w nocy, co robią, patrzyła.
    Zabiegły temu, zabiwszy ją kołkiem,
    Aby się śmielej bawiły z pachołkiem
    Baba do dziury, alić w dziurze kołek,
    Chybiła baba, nie chybił pachłek.
    Panny rzec mogły, że z dwojakiej miary
    Zatkały dziurę wedle panny starej."
    Tyle, Trembecki.
    "T".
    Na dworze marszałka nadwornego koronnego Adama Kazanowskiego, "jego miłośnice bawiły się kobietą, co się mężczyzną mniemała, naśladując we wszystkim płeć męską" jak wspomina Jean de Laboureur.
    Z innego źródła wiemy, że na dworze kanclerza Jerzego Ossolińskiego przebywał chłopiec "który się dziewczyną mniema, nosi strój kobiecy i dość dobrze gra swoja rolę, osobliwie w tym, iż nade wszystko lubi, aby mu się zalecano".

    OdpowiedzUsuń
  2. la petite: Warto też wspomnieć o Izabelli Czartoryskiej, wydanej wbrew jej woli za Jana Działyńskiego. Było to małżeństwo nieskonsumowane. I, aczkolwiek trudno znaleźć jednoznaczne dowody (co i nie dziwota), że oboje byli osobami nieheteronormatywnymi, jednak listy Izabelli do jej przyjaciółki Josephine Rousset raczej nie pozostawiają wątpliwości.

    OdpowiedzUsuń
  3. frog@dog
    Przyładów są setki, jeśli nie tysiące i wciąż czekają na badacza, który to wszystko ogarnie i coś konstruktywnego napisze...Byle nie o, rzekomo, szalejącej w Polsce homofobii...

    OdpowiedzUsuń
  4. O ja cię. To dosłownie jak na portalu homiki.pl, gdzie jak opublikują skan jakiegoś arcyhistorycznego artykułu, to są wyłączone komentarze, a pod zwykłymi artykułami to komentarze są, ale ostro cenzurują wulgaryzmy (za to mowy nienawiści przynajmniej nie cenzurują u swoich zawodowych macho-trolli).

    No tak, żeby było "czysto" i reprezentacyjnie. Bo jeszcze ktoś hetero zajrzy, bo to wyższy poziom, a jak hetero zajrzy, i to na poziomie, to jest to gatunek pod szczególną ochroną, bo oni nie powinni wiedzieć, że się przeklina, bo to jest "na poziomie". :D W ogóle kulturalni i tolerancyjni ludzie hetero są na wysokim poziomie i zawsze budzili mój podziw, o jak ja chcę mieć kulturę i tolerancję, o jak ja chcę być hetero ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie ma ludzi hetero. Jest, tylko, kiepski podryw;)

    OdpowiedzUsuń
  6. ja mam jedna uwagę, przez którą nie jestem w stanie przeglądać innej historii - strona graficzna. logo mam wrażenie, że zrobione w paincie, kiepska typografia i niezbyt funkcjonalny układ stron, trzymam kciuki, żeby w projekcie znalazły się jakieś pieniądze na dobrego grafika i webmastera :)

    OdpowiedzUsuń
  7. @lary
    Nie jest ważne w czym logo robione, ważne czy dobre;)
    Przeważająca ilość stron w sieci jest zhuśtana graficznie ale jak wiadomo "De gustibus...".

    OdpowiedzUsuń
  8. @la_petite
    no właśnie o to mi chodzi, że skoro wygląda na painta (nie w tym dobrym sensie "oryginalnego rozwiązania"), to znaczy, że moim zdaniem nie jest dobre ;) wygładzenie go, to minimum, ale pomyślałabym jeszcze nad nim.

    OdpowiedzUsuń
  9. @lary
    Użyj gładzika agatowego albo, lepiej, gumy chlebowej:D

    OdpowiedzUsuń
  10. zbluruję sobie cały ekran!

    OdpowiedzUsuń
  11. Widzę humory dopisują. Nie ma jak przedłużony weekend:)

    OdpowiedzUsuń
  12. @Ewa
    Śmiech to zdrowie:D
    Lepiej tak niż czytać njusy i "jechać do Rygi";)

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie mówię, że nie. Po prostu konstatuję.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…