Przejdź do głównej zawartości

Lesbijki, które "obudziły się" zbyt późno

Znalazłam dziś ciekawy wątek na forum Kobiety Kobietom (dostępny tylko dla zalogowanych użytkowniczek) - o lesbijkach, które odkryły, że są lesbijkami, już po tym, jak zdążyły sobie ułożyć życie z mężczyznami, dorobić gromadki dzieci i tak dalej. Czyli zazwyczaj w wieku średnim. W sumie nic nowego, w końcu takich "późno obudzonych" jest całkiem sporo, zaskoczyła mnie za to liczba jadowitych komentarzy i teorii na temat mężatek-lesbijek (czy kobiet biseksualnych). Tak swoją drogą, to w sumie nie wiem, czemu mnie zaskoczyła, w końcu o tym, że lubimy wykluczać ze swojego grona wszystkie, które są nie dość kobiece, męskie, lesbijskie, monogamiczne i tak dalej, i tak dalej, wiem nie od dziś. Ale że w dotychczasowych wpisach temat mężatek jakoś się nie pojawił, czas to nadrobić. Czego się zatem dziś dowiedziałam? Że taka "zmiana orientacji" to efekt nudy w związku i szukania nowych wrażeń, że mężatki (podobnie jak straszne biseksy) trudnią się uwodzeniem biednych PRAWDZIWYCH lesbijek, by przez miesiące czy lata związku zwodzić je, że kiedyś zostawią dla nich mężów (co oczywiście nigdy nie następuje), że oszukują nie tylko swoje kochanki, ale i tychże mężów, że strach przed reakcją dzieci nie jest żadnym usprawiedliwieniem dla trwania w związku z mężczyzną i że jeżeli są PRAWDZIWYMI lesbijkami, to wywrócenie do góry nogami swojego dotychczasowego życia nie powinno być żadnym problemem. Ciekawostką jest też to, że tego typu komentarze padały zarówno z ust (klawiatury?) PRAWDZIWYCH lesbijek, jak i kobiet, które kiedyś były zamężne, ale zdecydowały się na opuszczenie mężów i życie z kobietą.

Były też oczywiście komentarze pozytywne, wspierające (najbardziej spodobało mi się odwrócenie sytuacji i przypomnienie wątków spod znaku "zakochałam się w mężatce"), ale generalnie dyskusja zakończyła się na propozycji, by "kobiety z mężczyzną w tle" założyły sobie swoją własną stronę, gdzie mogłyby spokojnie rozmawiać o swoich problemach i nie narażać się na nieprzyjemne komentarze. No w sumie forum to nie grupa wsparcia, tak że opcja prywatnej strony jest na pewno bezpieczniejsza dla samych zainteresowanych, przykro jednak, że trzeba się samowykluczać, aby uniknąć wykluczenia ze strony innych.

Wiem, że się powtarzam, ale ta skłonność grup marginalizowanych do wynajdywania sobie w swoim gronie osób, o których mogą powiedzieć "my jesteśmy inne, lepsze, to one są brudne, grzeszne i złe" nigdy nie przestanie mnie zadziwiać. Jasne, że nie wszystkie gramy fair i że sytuacje opisane w negatywnych komentarzach się zdarzają (a komu się nie zdarzają?), ale wrzucanie wszystkich do jednego worka z etykietką "podła, kłamliwa i niewierna" jest po prostu debilne. I co z tego, że ktoś inny też był w takiej sytuacji i postąpił inaczej? Albo nawet nie był, ale wie, że by postąpił? Po pierwsze, to nigdy nie jest taka sama sytuacja, po drugie, póki się nam coś podobnego nie zadzieje, to nie wiemy, co zrobimy. Ja wiem, że nie da się nie oceniać, ale szkoda, że tak często w tych ocenach brakuje chęci wysłuchania drugiej strony i wczucia się w jej sytuację.

Na pociesznie - późny coming out to nie tylko nasz (w sensie polski) problem. Ot, znalazłam fajnego bloga w języku language (jak zwykła mawiać moja była szefowa) - Discovering Pride - Coming Out In Midlife. Może się komuś przyda.

Komentarze

  1. Jeśli to jakieś pocieszenie, to wśród gejów nie jest inaczej. Dla mnie "samowykluczanie się" to zjawisko przygnębiające. Jak każda nietolerancja i marginalizacja.
    Niektórzy ludzie chyba zapominają, że tożsamość (orientacja) seksualna może się zmienić...

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem jedną z kobiet/lesbijek, jak sama siebie nazywam z odzysku. Kiedyś dokonałam wykluczeniasiebie z grona osób homoseksualnych, bo uważałam, że potrafię żyć z mężczyzną i wcale nie na siłę. Pewnie by to trwało do dziś, ale w wyniku niezależnych wydarzeń, i to wcale nie na podłożu romansu z kobietą, zdałam sobie sprawę, że nie tu moje miejsce jednak. Nie chcą nikogo oszukiwać, rozwiodłam się szybko.

    To skomplikowane "zjawisko" kiedy budzi się w nas uśpiona natura i wcale nie łatwa do ogarnięcia.

    Nasza społeczność zbyt pochopnie reaguje na wiele spraw, nie ma miejsca na analizy i przemyślenia, kochamy być wszechwiedzący i krytykujący, nie patrząc na konsekwencje dla innych. To społeczeństwo konsumpcyjne w dużej większości, wychowane na "prawdach medialnych" nie na obserwacji zjawisk.

    Pozdrawiam wszystkich.

    OdpowiedzUsuń
  3. Chcąc wyplewić to przykre zjawisko, chyba musielibyśmy zacząć od potężnej reformy szkolnictwa...

    OdpowiedzUsuń
  4. Osoby, które tak chętnie wykluczają "late bloomers" zapominają, że tu nie chodzi o bycie prawdziwą czy nieprawdziwą lesbijką. Wiele z tych kobiet jest osadzonych w zależnościach rodzinnych (dzieci, teściowie), zawodowych (brak pracy/słabo płatna praca, bo karierę kiedyś się poświęciło dla rodziny), majątkowych (wspólny dom/mieszkanie/gospodarstwo/firma) oraz emocjonalnych - bo to nie tak, że męża nienawidzą i chcą go rzucić, bo drań. Być może trudno zrozumieć te wszystkie zależności osobom, które w nich nie żyją, ale czy to takie trudne wczuć się w to, że ktoś nie ma w sobie dość odwagi/siły/egoizmu, by wywracać do góry nogami życie swoje i swoich bliskich. A przecież wystarczy - jako "prawdziwa" lesbijka - przypomnieć sobie, jak to było, gdy kilkuletnie wspólne życie ze wspólnym mieszkaniem, meblami, samochodem, psem, oszczędnościami, przyjaciółmi i co tam jeszcze zawaliło się, jak domek z kart. I ile dochodziło się do siebie po takiej traumie. A to doświadczenie było/jest i będzie przecież udziałem wielu "prawdziwych" lesbijek.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…