piątek, 23 kwietnia 2010

Orientacja nie wpływa na życie

Chodzenie na spacery z psem, oprócz wielu wad (czy zimno, czy deszcz i słota, czy upał, nieważne, jak się czujesz, pies musi i już!) ma też parę zalet. Jedną z nich jest możliwość snucia refleksji, szczególnie gdy na dworze jest w miarę ciepło, w okolicy nie krążą "wrogowie" naszego Absika, a ten właśnie toczy kolejny wielki bój ze "złym" patykiem.

I tak na kolejnym spacerze zaczęłam się zastanawiać, czy i jak bardzo moja orientacja psychoseksualna wpłynęła na moje życie. Zanim podzielę się z naszymi czytelniczkami i czytelnikami swoimi "pieskimi" przemyśleniami, zrobią tradycyjną dygresję.

Dawno, dawno temu, kiedy Polska przestała być Polską Rzeczpospolitą Ludową, trafiłam do nielegalnej wówczas organizacji Lambda, która potem przerodziła się w jak najbardziej legalne Ogólnopolskie Stowarzyszenie Grup Lambda. I jako neofitka wpadłam w amok. W krzywym zwierciadle wyglądało to tak: spotykałam kogoś nieznajomego i przedstawiałam się "jestem lesbijka Małgorzata R.". Przeszło mi po dwóch latach. Ale nadal moja orientacja była dla mnie na pierwszym miejscu. Wszystko potęgował zapał szalonej działaczki (ksywa nadana mi w tamtych czasach to "Zoja", kto pamięta serial "Dom", wie, o co chodzi). Przeszło mi po sześciu latach w 1995 roku. Ale odeszłam radośnie i z hukiem. A co:)

Starałam się żyć jak wszyscy - praca, partnerka, kot, zmiana partnerki, szukanie mieszkania, wraca kot, bo była partnerka znajduje dziewczynę podobno z alergią na koty, szukanie mieszkania, kłopoty w związku, kolejny kot, wyprawa na koncert Melissy Etheridge (kiedyś muszę o tym napisać osobną notkę), moja zdrada (niestety), kolejny związek, mecze piłki nożnej, wyjazd do Anglii na mistrzostwa gejów i lesbijek w piłce nożnej, kupno mieszkania, wydawało się, że wspólnego, remont tego mieszkania, czyli krew, pot i łzy, walka ze spółdzielnią o nadal wspólne mieszkanie (o naiwności), kolejne rozstanie, strata, jak się okazało, jednak nie wspólnego mieszkania (historia również zasługuje na notkę), dochodzenie do siebie, romans z sąsiadką z bloku, rozstanie z sąsiadką, bycie samą w wynajętym mieszkaniu, ta sama (już nie) sąsiadka jako moja kochanka, kolejna kochanka i noc z 13 na 14 marca 2005, kiedy z moimi obydwoma kochankami pojawiłam się na imprezie pomanifowej i zobaczyłam Ewę po raz pierwszy (tak mi się przynajmniej wydawało). Prawda, że zupełnie normalne życie?

A, zapomniałam dodać, że były jeszcze problemy z pracą i zupełnie nie miałam czasu ani ochoty na żadną działalność. Byłam wypalona i zmęczona przekonywaniem, tłumaczeniem itd. Jednak cały czas mój lesbianizm determinował moje poglądy na polityków, ludzi znanych. Swoje sympatie kierowałam w stronę tych, którzy byli nam przychylni. Obejmowało to też sferę prywatną.

Od kiedy poznałam założycielkę tego bloga, coraz bardziej dawałam się wciągać w, nazwijmy to, działalność. Objawiło się to między innymi uczestnictwem w organizowaniu Parady Równości w 2007 roku. Zamiast narzekać, postanowiłam coś zrobić. Udało się o tyle, że po raz pierwszy Parada miała jasno sprecyzowane i spisane postulaty, które cytowały media. Niestety zapał organizacyjny przeszedł mi po raz kolejny dzięki dwóm panom B. (temat na kolejną notkę, może powinnam rozpisać ankietę na temat tego, o czym powinnam napisać). Ale właśnie wtedy nasze performensy muzyczne przerodziły się w twór o nazwie Barbie Girls. Jak wiadomo kabaret, jak wiadomo o tematyce lesbijskiej.

Wniosek: ależ nie, moja orientacja psychoseksualna nie ma żadnego wpływu na moje życie. Skąd! Wcale! W żadnym jego aspekcie oprócz sypialnianego!

Ciekawe, kto mi w to uwierzy?;P

9 komentarze :

Spisz wszystko po kolei, najlepiej w formie autobiografii!

Eee tam;
wszystko,wszysciutko o czym tu piszesz, wlacznie z potrzeba wspolnoty(uczestnictwa,dzialaczenia), moglo byc doswiadczeniem homo jak i hetero.

Dla mnie jeden jedyny wstras to wiek-myslalem ze ty jeszcze z juniorow, a tu czarno na bialym ze to o ciebie chodzilo w akcji "zabiez babci dowod".

sprobujmy teraz odwrocic twa historie: moglabys napisac jak zycie wpywa na orientacje? Jak ja modyfikuje?

szacuneczek

m@B

Nie ma co się zrażać takimi doświadczeniami. I pomyśleć, że gdyby nie to wszystko, może nie byłybyście razem, nie powstałyby Barbie Girls itp.

Mecze to, jak rozumiem, na Łazienkowskiej 3 :)

Bardzo dziękuję za tęczę na Powązkach. Skąpana słońcem wyglądała dziś cudownie.
Zdjęcie na mailu i FB

@anonimowy - a co ja Szymon Niemiec?;) Ale pomyślę nad powieścią z elementami autobiografii. W sumie i tak nikt nie uwierzy, że to prawda
@m&b - nie wiem czy się obrazić czy dziękować, pomyślę...;) Pomysł odwrócenia ciekawy:)
@junior - ja się nie zrażam, też tak myślę. Mecze to początek chrząszczyków akurat:).
Zdjęcia tęczy mnie rozłożyły, po raz kolejny.

Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

Do autorki skasowanego komentarza:
Wydaje mi się, że nie jest to dyskusja na forum publiczne. Jeżeli chcesz wyjaśnić tę sprawę, proponuję, abyś porozmawiała z Gosią prywatnie. W poście nie pojawiły się żadne dane pozwalające na identyfikację opisywanych osób komukolwiek poza osobami znającymi sytuację. I chciałabym, aby tak pozostało, przynajmniej tam, gdzie mam na to jakiś wpływ, dlatego usunęłam Twój komentarz.

dajcie to zdjęcie, proszę!
Uschi

Jeśli o mnie chodzi, to jestem za! Piękna sprawa, ślad powinien pozostać.
Zasłużyła na to!

Mnie się śmiać chce, kiedy ktosia mi mówi, że bycie lesbijką w żaden sposób nie determinuje jej życia. Toż to zupełnie inna optyka i nie mam tu na myśli żadnego relatywizmu moralnego czy inszej filozofii. W takich sytuacjach zawsze przypomina mi się moja matka i jej tekścior: "rozsądek podpowiada mi, że lepiej by mi było z kobietą, ale niestety jestem niewolnicą mojego pociągu do mężczyzn". Jej życie też jest zdeterminowane przez orientację, tyle, że heterycy się nad tym nie zastanawiają. Jak i nad wieloma sprawami - dla nich oczywistymi.

Prześlij komentarz