Przejdź do głównej zawartości

Nieludzkie traktowanie kobiet przez kobiety

Miałyście rację - dyskusja wizerunkowa na KK wcale się nie zakończyła. Za to weszła w bardziej cywilizowaną fazę. Doczekała się też pięknego komentarza na blogu Lipshit. Polecam lekturę. Tak za karę dla autorki, która śmiała wyznać, że czyta naszego bloga "z takim chorym zainteresowaniem, z jakim rozwiązuje się quiz w Cosmopolitan". Żartuję oczywiście. Wpis jest świetny. Za tekst o bobrze należą się złote usta. Obowiązkowo uszminkowane.

Ciekawa rzecz pojawiła się za to w komentarzach pod moim poprzednim postem - oto amerykańska profesorka Phyllis Chesler popełniła książkę "Nieludzkie traktowanie kobiet przez kobiety" o tym, jakie to kobiety są straszne i agresywne w stosunku do siebie. Temat podchwycił Onet, zajawiając go sensacyjnym tytułem "Polki najbardziej agresywnymi kobietami na świecie?" i pisząc między innymi, że owo niechlubne pierwsze miejsce Polek wśród agresywnych kobiet świata wyszło z wieloletnich badań prowadzonych przez autorkę. Zaintrygowana sięgnęłam do oryginału - można go znaleźć na Google Books tutaj - i przeczytawszy wszystkie fragmenty dotyczące naszego pięknego kraju, jako żywo nie znalazłam informacji o jakichś naszych szczególnych osiągnięciach na tym polu. Nie znalazłam też śladu wspomnianych badań (rozumianych liczbowo, procentowo itd. itp.), a jedynie opowieści o przykrych doświadczeniach wielu kobiet z wielu krajów, jak również pokaźną historię aktów agresji dokonywanych przez kobiety. Czyli nihil novi pod słońcem, Ameryki pani Chesler nie odkryła, opowieści o jakiejś szczególnej wrażliwości, miękkości, słabości czy delikatności kobiet już dawno między bajki włożyły nawet te straszne feministki, w opozycji do których zdaje się ustawiać autorka owego wielkopomnego dzieła (we wstępie pisze między innymi, że znajome feministki od lat próbowały ją odwieść od badań nad kobiecą agresją). Swoją drogą zabawne, że nad niesolidarnością kobiet utyskuje pani, która jako żywo się do tej solidarności nie poczuwa. I nie mam na myśli tego, że nie posłuchała owych niewymienionych z nazwisk feministek, ale tego, że oczywiście MUSI podkreślić fakt, że te anonimowe panie przeciw publikacji jej książki protestowały. Czyli złe feministki ukrywają pewne (jak dla mnie powszechnie znane lub przynajmniej guglowalne) fakty, aby nie przedstawiać kobiet w złym świetle, a ona, dzielna, politycznie niepoprawna je na światło dzienne wydobywa. Cóż, jakoś się trzeba zareklamować. Aby jednak oddać pani Chesler sprawiedliwość, nie mogę nie dodać, że faktów udało się jej zgromadzić naprawdę sporo, tak że jak ktoś jest znudzony martyrologicznymi Matkami Polkami i bohaterskimi Aldonami, może sobie poczytać o bardzo złych kobietach. Zawsze to jakaś odmiana.

A ja dla odmiany zaczęłam szukać humorystycznych przykładów relacji między lesbijkami "męskimi" a "niemęskimi" i znalazłam taneczno-wokalny duet Team Gina. Dziewczyny określają się jako "fierce femmes", lubią koniki pony, są zdaje się całkiem popularne w Stanach Zjednoczonych, specjalizują się w dość kiczowatym elektro-pop-hip-hopie, ale za to robią sympatyczne i nawet zabawne klipy. Tak że jak chcecie się dowiedzieć, jak wygląda i zachowuje się prawdziwa butch, podpowiedź jest tutaj:



Czyli że muszę sobie kupić bandamkę, bo siekierę już mam.

Komentarze

  1. Ewa moja była kierowniczka to był niezły agresor ;)
    a co do klipu :) faaajny :)
    zawsze lubię takie inicjatywy, nieważne że czasami jest słaby poziom, ale to znaczy, że ludziom się chce i mają przy tym frajdę :)
    Ciebie Ewuś i Gosię widziałbym w klimatach musicalowych hehe :) co Wy na to? :)

    OdpowiedzUsuń
  2. 2 things - Holy crap, the woman at 1.35 looks exactly like my ex - I'm ashamed to say, on a purely aesthetic level, I can see why it took me so long to leave her!
    Secondly, a few nights ago, my neighbour (a totally straight young woman) brought over a jar she needed opened - her boyfriend was out and she couldn't manage it herself... I'm not sure if she was counting on my self-professed 'soft-butch' girlfriend to be home, (which she wasn't). Needless to say, I was bound and determined to get the job done swiftly and effortlessly and I did, tossing my waist long hair outta' the way as I handed her the lid!

    OdpowiedzUsuń
  3. @Xys
    Ja też lubię takie inicjatywy i gdyby w Polsce powstała tak grupa, z przyjemnością wybrałabym się na jej występ. Musicale kocham, kłopot w tym, że kompletnie nie potrafię tańczyć! Ale jak będzie jakiś projekt, to chętnie w nim zaśpiewam.

    @WhipEye
    Well, I must say she's damn hot. I completely understand you. As for the jars - I use men to open them. But if the neighbour would be as cute as ours I would do my best to help her.

    OdpowiedzUsuń
  4. Obawiam się, że te dyskusje wizerunkowe to jeszcze przez lata będą wracać. Ale cóż trzeba to przerobić i w naszej rzeczywistości (w końcu choćby po "Gdyby..." widać, że w Stanach stosunki butch/femme musiały się unormować).

    Mnie się ten Team Gina autentycznie podoba :D
    A motyw z bandamką bezcenny (myślałam, że to funkcjonowało tylko wśród gejów)!
    Tylko przy kupnie uważaj na kolor i świadomie wybieraj kieszenie xD

    OdpowiedzUsuń
  5. O kurczę, a o co chodzi z tym kolorem i kieszeniami? Jakaś symbolika? "Jestem wolna", "Spadaj", "Mam ochotę na szybki numerek"? :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja w sumie też niedawno się o tym dowiedziałam :) Dzięki motywowi z "Cruising" :D
    Wyjaśnienie tu: http://en.wikipedia.org/wiki/Handkerchief_code

    OdpowiedzUsuń
  7. O-o:) To ja chyba przy siekierze pozostanę, bo moje ulubione kolory coś mi przestały pasować:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Haha :D
    Myślę, że możesz jednak swobodnie wybierać i nosić, bo chyba jednak niewiele osób kojarzy, o co chodzi :)

    OdpowiedzUsuń
  9. no właśnie, bandamka czy bandanka? wg hanky code = bandana code. tak czy siak ostatnie zdanie fajnie ironiczno-podsumowujące :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Rzeczywiście poprawnie jest chyba bandana. Ale pozostanę przy pisowni z czasów mojej nastoletniości, kiedy właśnie pod tą nazwą się je kupowało:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Pani z siekierką wypisz wymaluj jak moja nauczycielka od WF-u z podstawówki...

    W temacie, ten filmik też ciekawy:

    http://www.youtube.com/watch?v=NSpAU0FGrmU

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…