niedziela, 8 lipca 2012

Jeszcze nie mamy dość


Sobotnia demonstracja na Placu Zamkowym pod hasłem "Mamy dość! Żądamy ustawy o związkach partnerskich" przyciągnęła sto, może sto pięćdziesiąt osób. Nie, żebym się spodziewała lepszej frekwencji, ale mimo wszystko - słabo. Bardzo słabo. I nieszczególnie pociesza mnie fakt, że była to największa z dotychczasowych czysto "związkowych" manifestacji. Niestety, pospolite ruszenie nadal najlepiej wychodzi nam na fejsie. Bo nie ma co zrzucać winy na pogodę, burze, upały, wakacje, urlopy itd. Większości się po prostu nie chciało. Większość nadal uważa, że samo się załatwi, organizacje załatwią, politycy i polityczki załatwią, fejs załatwi. Lub też wydaje im się, że wystarczy samo "uświadamianie" najbliższego otoczenia.

A jak było? Upalnie i burzowo, rewolucyjnie i muzycznie. Mam nadzieję, że następnym razem - bo tak, będzie następny raz - dopiszę również: tłumnie. A póki co podziękowania dla tych, którym nie "przeszkodziła" pogoda i masa innych równie istotnych okoliczności. Tych, co niejednokrotnie przemierzyli i przemierzyły kilkaset kilometrów, aby być na demonstracji. Oraz dla DJane Benity, która od lat nas wspiera, i grupy TopLes, która dała czadu na koniec.

Słoneczny początek i rewolucyjna mowa Gosi:



KPH:

Ray Grant (tak, ten Ray) - "w Holandii jestem człowiekiem, w Polsce muszę być gejem":

Dzieci się nie nudziły:


Piękny prezent od jednego z uczestników:


Co tu dużo pisać - urzekający:

Trzy czwarte Barbie Girls, czyli Brabie Grills w YMCA:

TopLes:

Tradycyjna pamiątkowa fotka na zakończenie:

Mimo wszystko nie zaliczam tej soboty do nieudanych, jeśli chodzi o walkę o nasze prawa i naszą widoczność. A to dzięki dwóm uczestniczkom manifestacji, które przejechały ponad 100 kilometrów, aby się na niej pojawić ze swoim synkiem, i które, jak się wczoraj okazało, zrobiły coś naprawdę wielkiego:


Zdjęcia z manifestacji: Wiktor Sidoruk; więcej tu.

52 komentarze :

Rude de Wredne w komentarzu pod innym postem napisała:
"Dziecka nie mamy z bardzo prostego powodu, jakim jest odpowiedzialność. Odpowiedzialność za dziecko. Zrobić, urodzić to żadna sztuka, gorzej zapewnić mu poczucie bezpieczeństwa. W wypadku śmierci biologicznej matki, druga matka nie ma żadnych, ale to żadnych praw, wiesz o tym?"
Dziś czytam:
"Mimo wszystko nie zaliczam tej soboty do nieudanych, jeśli chodzi o walkę o nasze prawa i naszą widoczność.A to dzięki dwóm uczestniczkom manifestacji, które przejechały ponad 100 kilometrów, aby się na niej pojawić ze swoim synkiem, i które, jak się wczoraj okazało, zrobiły coś naprawdę wielkiego:..."
Dwie, nieodpowiedzialne kobiety?

Skąd ten wniosek? Gosia pisze przecież, że dlatego nie ma dzieci, bo przeraża ją odpowiedzialność z tym związana. Tak że jak jakaś para jednopłciowa się na nie decyduje, to świadczy o jej odwadze, a nie o nieodpowiedzialności. A dwie kobiety, które mają odwagę walczyć o prawa nie tylko swoje, ale i swoich dzieci, wiedzą, że niestety bez pokazania, że takie rodziny jak ich istnieją, nie ma zbyt dużych szans na zabezpieczenie ich praw, i realizują to w praktyce, to odpowiedzialność do kwadratu.

Frekwencja mnie zaskoczyła, nawet bardzo. Nie sądziłam, ze bedzie az tak słaba. Siara troche, nie? Zgadzam sie, ze samo sie nie załatwi i samo sie nie zrobi! Cóż...
Z mojej strony dzieki wszystkim dziewczynom i chłopakom za pomysł i organizacje demonstacji.

@Ewa
Nie chcę ciągnąć dyskusji z Tobą o tym, co Rude de Wredne myślała, kiedy pisała powyższy komentarz. Nie ma tam słowa o przerażeniu odpowiedzialnością, gdyby były, nie odezwałabym się słowem.
Była to "wymiana uprzejmości" z Kocurkiem, na temat odpowiedzialności. Odpowiedzialności a, nie przerażenia.
Nie mam cienia pretensji do tych dwóch kobiet o to, że się pokazały i mówią o tym. Ważne jest, jednak, co się mówi. Jeśli czytam, że homoseksualni partnerzy nie mogą: pochować zmarłego partnera, dowiedzieć się o jego zdrowie w szpitalu czy wspólnie wziąc kredytu to wiem, że to jest nieprawda. I, to mnie wkurza. "Kłamstwo ma krótkie nogi".
Jeśli trąbi się o dyskryminacji to może warto pamiętać, że brak prawa do zawarcia małżeństwa lub związku partnerskiego czy adopcji dziecka partnerki/a w jednopłciowym związku nie jest, w świetle orzeczeń Trybunału Praw Człowieka, dyskryminacją.
Cała sprawa rozgrywa się na dwóch płaszczyznach, prawnej i społecznej i, co słusznie zauważyła dubiduu: "Związki partnerskie nie załatwią ludziom łatwiejszego życia. To jest jakaś pomyłka w logice.Żeby chcieć kiedyś zawrzeć związek partnerski, trzeba będzie z tej swojej zatęchłej szafy wyjść!". Po za tym, nawet jeśli się wyjdzie, to jak wynika z artykułu w "Newsweek"-u, można trafić na społeczną niechęć.
Dlatego, jak sądzę, trzeba uważać co się mówi i pisze.

To nie ciągnij. Gosia napisała jedynie, że nie mamy dzieci, bo to odpowiedzialność. Resztę sobie dopisałaś. Co dokładnie miała na myśli, wiem doskonale, bo nie raz o tym rozmawiałyśmy.

"Jeśli czytam, że homoseksualni partnerzy nie mogą: pochować zmarłego partnera, dowiedzieć się o jego zdrowie w szpitalu (...) to wiem, że to jest nieprawda. I, to mnie wkurza."

Jasne, zdarza się, że mogą. Pewnie nawet najczęściej tak bywa.

Ale nawet gdyby nigdy pary jednopłciowe nie miały z tym problemów, to i tak nie będzie to w porządku, dopóki będzie to zależało od woli konkretnych osób (lekarzy, urzędników), a nie tak, jak dla różnopłciowych - z mocy prawa.

Owszem, na przykład kampania "W związku z miłością" walczy raczej o przychylność społeczeństwa (wobec instytucji związków partnerskich), ale już akcja Miłość Nie Wyklucza walczy przede wszystkim o "przychylność" państwa, prawa. Trzyczęściowy zaś idzie szeroko i obstawia obie te opcje. ;)

@Wu
Prawo mówi wyraźnie kto ma prawo do pochówku i w żaden sposób nie ogranicza prawa osoby, w świetle prawa, obcej.
Ustawa o cmentarzach i chowaniunzmarłych art. 10 stanowi:
Art. 10. 1. Prawo pochowania zwłok ludzkich ma najbliższa pozostała rodzina osoby zmarłej, a mianowicie:
1) pozostały małżonek(ka);
2) krewni zstępni;
3) krewni wstępni;
4) krewni boczni do 4 stopnia pokrewieństwa;
5) powinowaci w linii prostej do 1 stopnia.
(...)
Prawo pochowania zwłok przysługuje również osobom, które do tego dobrowolnie się zobowiążą.

Ustawa o zawodzie lekarza i lekarza dentysty:
Art. 31. 1. Lekarz ma obowiązek udzielać pacjentowi lub jego ustawowemu przedstawicielowi przystępnej informacji o jego stanie zdrowia, rozpoznaniu, proponowanych oraz możliwych metodach diagnostycznych, leczniczych, dających się przewidzieć następstwach ich zastosowania albo zaniechania, wynikach leczenia oraz rokowaniu.
2. Lekarz może udzielić informacji, o której mowa w ust. 1, innym osobom za zgodą pacjenta lub jego przedstawiciela ustawowego.

Masz tu jakieś ograniczenia dla homoseksualnych partnerów lub nierówne ich traktowanie względem małżonków?

La.. A korzystałaś z tego prawa, które tak ochoczo przeklejasz? Nie sądzę. Znasz z życia wykorzystanie go? A my znamy. Proszę więc oszczędź sobie demagogii i zejdź na ziemię. Polską ziemię. I przestań popisywać się umiejętnością wyszukiwania przepisów prawnych i używania klawiszy "ctrl" "C" "ctrl" "V".
Przy okazji, czytanie ze zrozumieniem, także przepisów przytoczonych, oraz logika też się czasem przydaje.

@Rude de Wredne
Jak rozumiem obowiązujące prawo (przytoczone powyżej) jest nagminnie łamane. Jak rozumiem, urzędy właściwe, RPO, sądy wszelkich instancji, w tym SN, się tym nie zajmują.Prawo jest łamane i nikt się tym nie przejmuje. Na czym opierasz swoją pewność, że w jeśli zostanie uchwalona ustawa o związkach nie będzie również łamania prawa? Zgodnie z Twoją logiką, będzie tak samo.
Czytanie ze zrozumieniem, przy użyciu logiki, przepisów przytoczonych? Wskaż mi proszę błędy w rozumowaniu i czytaniu przepisów? Chętnie się czegoś nauczę.

No właśnie chodzi o czytanie - tu: przepisów - ze zrozumieniem KONTEKSTU.
Pierwsza przytoczona ustawa, ustęp 1, pkt 1 - wskaż mi, jak osoby jednej płci, w Polsce, mają zostać małżonkami (choćby "pozostałymi"). Jeśli nie dasz rady, to może chociaż wskaż, jak mogą zawrzeć związek partnerski, by nabyć takie prawa (lub chociaż część), jak mają małżonkowie. Jeśli wskażesz mi, że wszystkie te sprawy można załatwić wpisem u notariusza, to napisz to na stronie Frondy albo u Korwina - tam takie rady są w cenie.

Druga ustawa to samo. A może w takim razie podpowiesz, że to sztuczny problem - można przecież brać za partnera/partnerkę w związku (nieformalnym) jednopłciowym kogoś spokrewnionego i wtedy w ogóle nie ma problemu.

Takich świetnych porad (w tym "prawnych") udziela się osobom homoseksualnym zewsząd. Nie sądzę, by ktokolwiek potrzebował takiej "życzliwości".

@Wu
A co ma pkt. 1 wspólnego z prawem osoby obcej, wymienionej na końcu? Osoby uprawnione sa wymieniane enumeratywnie. Gdyby przyjąć Twój tok rozumowania, to tylko małżonkowie mają takie prawo a wskaż mi wstępnych i zstępnych, którzy mogą zostać współmałżonkami?
A, w przypadku drugiej ustawy, W OGÓLE nie mam mowy o małżonkach!

@la_petite

Tego typu "przepychanki" były już wałkowane setki razy, a tzw. rzeczywistość pokazuje, że Polskie prawo musi się zmienić, że prawne związki jednopłciowe muszą zostać wprowadzone, bo na bazie aktualnych się nie da funkcjonować jak człowiek.

Prawo powinno być konstruowane dla ułatwiania życia ludziom, a nie że ludzie powinni robić slalomy, żeby jakoś klecić swoją rzeczywistość tylko dlatego że, są homo.

@LP
Ok, ale czy to nie jest tak, że "osoba, która się dobrowolnie zobowiąże" jest na końcu listy i wystarczy, że pojawią się krewni z punktów od 1 do 5, a takiego prawa już nie będzie miała?

@Anonimowy
Oczywiście właśnie o to chodzi!

Nie walczymy o przepisy, które łaskawie pozwolą parom jednopłciowym ustawić się choćby na każdej liście (np. podatkowej, adopcyjnej, etc.), tylko na końcu. Po zstępnych, wstępnych, sąsiadach i opinii proboszcza. :/

@wszystkim powyżej
Powyższa lista nie warunkuje kto ma PIERWSZEŃSTWO, tylko PRAWO.
Jak rozwiązać, zatem, problem osób żyjących w konkubinatch i związkach jednopłciowych, które NIE CHCĄ legalizować swoich związków?
Przy okazji, tak zupelnie na marginesie, swoją wolę, w tym zakresie, można wyrazić w testamencie...
Żadne prawo nie rozwiąże problemów pomiędzy np. zstępnymi i wstępnymi, choćby w kwestii pochówku, bez dodatkowych zabezpieczeń prawnych. Proponowana ustawa (która trafiła do kosza) też w tej kwestii niczego specjalnie nie zmieniała.

Też mam ambiwalentne skojarzenia z tą informacją medyczną. Kiedyś jakaś instytucja się wypowiadała, że w Polsce nie zarejestrowano żadnych skarg dotyczących odmowy udzielenia informacji o stanie zdrowia partnera/partnerki...

@la petite
Jestem osobą tolerancyjną, ale Twoje notoryczne ... nazwijmy to wymądrzanie się (as cut, copy and paste) jest bardzo, ale to bardzo męczące (przynajmniej dla mnie). . .
i na tym poprzestanę.

@Anonimowy
To, że nie zarejestrowano (nie wiem, czy to prawda), nie oznacza, że nie było odmów. Żeby nie szukać daleko - zdarzyło się to nam, choć miałyśmy wszelkie upoważnienia. Skargi nie wniosłyśmy, bo uznałyśmy, że nie warto się szarpać. Ale to nie znaczy, że ta sytuacja nie miała miejsca.

Ten ping-pong staje się nudny.

„Powyższa lista nie warunkuje kto ma PIERWSZEŃSTWO, tylko PRAWO.”
No właśnie – na żadnej liście nie mieści się ani żona żony, ani mąż męża, ani partner w związku – jak zwał, tak zwał. Walka jest o to, by partner w związku jednopłciowym, nie był jakąś tam OSOBĄ UPOWAŻNIONĄ, tylko – z mocy prawa powszechnego, a nie umowy lub papierka indywidualnego – był OSOBĄ BLISKĄ.

Jeśli komuś trzeba to jeszcze tłumaczyć, to znaczy, że albo mu się tylko nudzi, albo zrozumieć nie chce.


„Jak rozwiązać, zatem, problem osób żyjących w konkubinatch i związkach jednopłciowych, które NIE CHCĄ legalizować swoich związków?”
Przecież to jakaś bzdura. My mówimy o problemie ludzi, których polskie prawo pomija, lekceważy i chcieliby to zmienić.

Jeśli nie widzisz nieadekwatności pytania, to podpowiem – żeby w kontekście rozmowy tutaj nie było nonsensowne, trzeba by określić JAKIE I Z CZYM mają problemy ci ludzie i jak to ma się do dyskusji tutaj.

Dodam od razu – jeśli problem tych (hipotetycznych) ludzi polega na tym, że chcieliby praw, których teraz nie mają, ale bez uzyskania tych praw (bez walki o te prawa), to są to ludzie hipotetycznie nieporadni umysłowo.

@Wu
Powoli dochodzimy do consensusu, jak widzę.:)
Zgadzam się z Tobą w zupełności. Chodzi o to, aby partner w związku jednopłciowym, podobnie jak w związku różnopłciowym był traktowany przez prawo stanowione jako nie tylko osoba bliska ale i osoba pozostająca we wspólnym pożyciu i, w dodatku BEZ konieczności zawierania związku małżeńskiego czy rejestrowania umowy związku partnerskiego.
Zwróc uwagę, że ja o tym właśnie mówię cały czas (nie tylko pod tym postem ale i, we wcześniejszych komentarzach). Ustawa o związku partnerskim (czy nawet małżeństwie jednopłciowym) tych wszystkich kwestii NIE REGULUJE! Dotyczy, bowiem, tylko osób, które takowy związek zawarły a, kompletnie pomija osoby pozostające we wspólnym pozyciu i sobie, wzajemnie, bliskie czyli mimo uchwalenia ustawy, osoby które NIE ZAWRĄ związku, nadal pozostaną w tej samej sytuacji prawnej i nadal, będę miały prawo się czuć obywatelami drugiej kategorii, wykluczonymi np. ze względu na orientację płciową.
Pisałam już o tym, potrzebna jest redefinicja pojęć: "osoba bliska" i "osoba pozostająca we wspólnym pożyciu". Wątpię aby dało się to uregulować ustawą, pozostaje droga poprzez Izbę Cywilną Sądu Najwyższego w trybie uchwały, która stałaby się wykładnią.

@Ewa
Przyznam się szczerze, że mnie zaskoczyłaś. Szarpiesz się w sprawie uchwalenia ustawy o związkach partnerskich a nie szarpiesz w kwestii egzekwowania istniejącego prawa? A, będziesz się szarpać w identycznej sytuacji, jeśli będzie ustawa, będziesz w zarejestrowanym związku i lekarz Ci odmówi prawa do informacji? Czy też odpuścisz?

La Petite Parisienne,
chciałam tylko napisać, że zgadzam się z tym o czym piszesz w 100%.

I dodam tylko, że byłam w ciąży w szpitalu nie raz i Ukochana ani razu nie miała problemu by przyjść do mnie, żeby spytać prowadzącego mnie ginekologa czy wszystko dobrze z maluszkiem... Nawet razem byłyśmy na usg, na którym się popłakała...

Pielęgniarki nie pytały. Założyły, ze jesteśmy siostrami, bo jesteśmy do siebie podobne i to wszystko.

I to ona druga po mojej Mamie, zobaczyła Naszego Synka. :)

O równości i dziecku napisałam w wątku o winie, więc nie będę się powtarzać.

Pozdrawiam.

Wg mnie to jest zupełnie inne zagadnienie. Uprawnienia dla osób pozostających we wspólnym pożyciu i redefinicja samego pojęcia „wspólnego pożycia” – to zagadnienie ciekawe i warto, by ktoś o te sprawy zawalczył. Jak widzimy – jest jedna chętna. ;)

Ale to zupełnie nie rozwiązałoby wykluczenia par jednopłciowych przez prawo – zrównałoby być może pary jednopłciowe i różnopłciowe – ale jedynie na najniższym szczeblu społecznej organizacji. To byłby ochłap i upokorzenie – państwo uznałoby, że osobom tej samej płci wolno „wspólnie pożywać”, dając nawet jakieś pożytki tego współpożycia.

Nawet gdyby do takich zredefiniowanych (a właściwie nawet raczej zdefiniowanych) konkubinatów dołożono by nowe prawa, a także trochę obowiązków (i to, i to z katalogu dostępnych małżeństwom) – to takie rozwiązanie trudno by uznać za satysfakcjonujące. Byłoby to przerobienie konkubinatów w jakieś związki partnerskie.

Ale – aby konkubinat był konkubinatem, musi się opierać, wg mnie, najwyżej na OŚWIADCZENIU o pożyciu (zaświadczenia pożycia raczej sobie nie wyobrażam – także w znaczeniu prowadzenia wspólnego gospodarstwa). Czyli nie byłby to w istocie ZWIĄZEK, bo nie byłby rejestrowany przez państwo – konkubinat opierałby się na oświadczeniu o jego istnieniu w każdej pojedynczej sprawie (spadek, lekarz, podatki, zgon). Gdyby zaczęto konkubinat REJESTROWAĆ (jak małżeństwa lub związki partnerskie), to wróciłaby luka – tych (faktycznych) związków, które nie chcą się nigdzie rejestrować, tylko żyć sobie razem i mieć jakieś tylko podstawowe zabezpieczenia.


Związki partnerskie, owszem, też są trochę ochłapem – ale raz, stałyby wyżej (prawami i obowiązkami) niż konkubinat, dwa – ja je traktuję raczej jako etap przejściowy, jako faktyczne zabezpieczenie praw osób, którym małżeństwa są niedostępne + dla różnopłciowych instytucja pośrednia między konkubinatem a małżeństwem – do czasu pełnego zrównania praw.
Bo – moim zdaniem – sprawiedliwość dopiero się stanie, gdy pary jednopłciowe będą mogły zawierać (także) małżeństwa + poprawienie niesprawiedliwej i wewnętrznie sprzecznej konstytucji.

Dodatkowo – słowo „konkubinat” (bo sama instytucja już coraz mniej) ma wciąż w Polsce skażenie pejoratywne, z przeszłości.

Wszyscy którzy próbują z polskiego na nasze przetłumaczć coś la petitte: Nie próbujcie, ja nie mam zamiaru. Ma ona swoją idee fixe i choćbyście je to rozrysowali i tak nie zrozumie. Nawet nie zechce zrozumieć.
Drevni: Rozumiem, że panie pielęgniarki wiedziały,iż Twoja ukochana, jest Twoją ukochaną? I nie chcę nawet o tym myśleć, ale rozumiem, że jakby coś Tobie się stało, Twoja ukochana ma wszelkie prawa do Twojego (prawnie)/ Waszego (jak najbardziej) dziecka?

@Rude de Wredne
Przyganiał kocioł, garnkowi. A, Ty nie masz swojej idée fixe?
Ja stoję na stanowisku, że lepiej (i łatwiej) zmieniać istniejące prawo, tak aby dotyczyło wszystkich obywateli niż tworzyć nowe, dla zawężonej grupy. Po zaspokojeniu potrzeb prawnych wszystkich, można zacząć tworzyć prawo dla przypadków szczególnych.
Cały czas, pozostaje kwestia egzekucji istniejącego prawa bo bez tejże, nowe prawo będzie, tak samo, łamane.

Nie zawężonej czy przypadków szczególnych, tylko szerszej niż dotychczas, bo obejmującej pary bez względu na płeć partnerów/partnerek. Ale tak, oczywiście, najłatwiej by było zmienić konstytucję i dać wszystkim prawo do zawierania małżeństw. Co do egzekucji prawa - jakoś nie kojarzę, by prawa, które mają małżonkowie względem siebie, były łamane. Nie widzę więc powodu, by sądzić, by w związkach partnerskich będzie inaczej.

Rude: Racja. Metoda kopiuj wklej jest żałosna. Żałosne jest też wymądrzanie się wiedzą (tylko i wyłącznie) teoretyczną, bo gołym okiem widać, że owa pani nigdy w życiu nie miała do czynienia z rzeczywistością wyoutowanego polskiego geja, polskiej lesbijki. Nie ma co się denerwować, starać się jasno i logicznie wytłumaczyć coś, jak w zamian dostajemy skopiowane fragmenty kodeksów i nie do złamania upór, że jak coś w kodeksie jest napisane to w rzeczywistości to idealnie funkcjonuje. :)

@Ewa
Jeśli mówimy o prawie dla wszystkich, to grupa osób chcących zawrzeć związek partnerski jest grupą zawężoną, a pary jednopłciowe są przypadkiem szczególnym, choćby z tego powodu, że jest ich jeszcze mniej.
Pisałaś, chwilę temu o łamaniu prawa w dostępie do informacji zdrowotnej. Skąd pewność, że homofobicznie nastawiona część społeczeństwa, będąca funkcjonariuszami państwa podporządkuje się nowemu prawu, skoro obecnego, z tych samych, homofobicznych pobudek nie respektuje?
Mówiłam o braku egzekucji prawa a nie o braku egzekucji praw wzajemnych małżonków choć pewnie jakby poszukać to by się znalazło.
Byc może, na ten temat, działaczki feministyczne mogłyby więcej powiedzieć bo, z pewnością, znają temat lepiej. Ja się nie będę wypowiadać bo, związek małżeński to kompletnie nieznana mi dziedzina życia.

@Made
"Ta pani" jest genetycznym, transseksualnym mężczyzną, "paradującym w kiecce" od 1979 roku, także, przez kilkanaście lat (za PRL-u i, po 1992) także w Polsce. Tak, trudno mnie nazwać wyoutowanym, polskim gejem. Może raczej, wyoutowaną polską ciotą?

@Wu
Mam troszeczkę za daleko, żeby "zawalczyć".

Ale zawrzeć będą go mogli wszyscy, w przeciwieństwie do małżeństw. Więc jest dla wszystkich. Jakoś nie kojarzę, by małżonkowie mieli w Polsce problemy z uzyskiwaniem informacji o stanie zdrowia żony/męża. Tak że nadal nie mam powodu uważać, że z partnerami będzie inaczej.

@Ewa
Nie, żebym się chciała przekomarzać ale nie, nie wszyscy będą go mogli zawrzeć. Tak, jak nie wszyscy mogą zawrzeć małżeństwo mimo posiadania płci przeciwnych, ale o tym już dyskutowałyśmy i nie ma co wracać bo, to niczego nowego nie wnosi.
Pisałam to już z pięć razy ale powtórzę, żeby nie było watpliwości...
Dostrzegam potrzebę zmian prawnych w omawianej kwestii ale inaczej widzę drogę do celu. Ponieważ należę do mniejszości w mniejszości, możesz mnie traktować jak mienszewika. Po za tym, nigdy nie lubiłam śpiewać w chórze, solo chętnie. Tak mam, za stara jestem żeby się zmieniać. I, nie widzę powodu.
Nikogo nie zmuszam do przyjęcia mojego punktu widzenia i, choć rozumiem Wasz, to, po prostu, go nie podzielam. Mogę?

Lekarz może udzielić informacji, o której mowa. - może lecz nie musi. to ważna kwestia. poza tym z doświadczeń własnych ekspedientki wynika iż na takiej choćby dziadowskiej poczcie upoważnienie to nie wszystko i pani flądra zza okieka czuje się upoważniona do przesłuchania kto to oraz PODWAŻANIA upoważnienia. chore to, nieprawdaż? odbierając paczkę raz na milion lat srał pies, jeśli prowadzi się intensywne działanie na alegro jest to upierdliwe. zwłaszcza, ze na każdą kolejną paczkę trzeba sobie napisać owe oświadczenie. (tylko proszę bez rad by samodzielnie chodzić na pocztę bo umrę na apopleksję)

nie mam ochoty by nad moją trumienką przepychała się rodzina i partnerka, bo się rozłożę zanim oni się pogodzą kto i do czego ma prawo, a jak pójdą się sądzić to już w ogóle kaplica.

poważać wszelkie wole i testamenty nie jest trudno. nawet jeśli się owe podważanie wygra to czasu, który do tego momentu upłynie nikt nie odda.

a to, ze związki partnerskie będą nie zobowiązuje niechętnych by takowe zawierali.
w lodziarni też sprzedają lody miętowe. mnie nie smakują i ich nie kpię. i co? podpalić lodziarnię?

La... ależ możesz. Tylko, hmm, nawet jeśli ktoś czarno na białym udowadnia, że nie masz racji, nadal wmawiasz, że ją masz.
Rozczaruję Cię, ale solistka z Ciebie żadna. Śpiewasz w takim chórze, że aż uszy puchną;)

p.s. jezu, jak mnie irytują poradki "życiowe" o treści "możnapowiedziećżetosiostra". jeszcze jeden taki tekst i będę wrzeszczeć. nie sypiam ze swoją siostrą, nie całuję swojej siostry, nie podziwiam ciała swojej siostry, nie ślinię się na swoją siostrę. rzygać mi się chce gdy pomyślę o tym w takich kategoriach. to ci dopiero 'palogia'

Tak sobie czytam i czytam... I sądzę, że wszystkie strony mają trochę racji. Bo przytaczanie praw, teoretycznych zapisów niczego nie daje. Leżałam w szpitalu, nie wpuścili do mnie mojej partnerki, poniżali słownie, więc wiem, że żadne prawa tutaj nie są respektowane. I co? Myślicie, że po zmianie prawa będzie inaczej? Jeżeli wszystko zależy od człowieka, jego nastawienia, jego chęci... Żadne prawa nie spowodują, że będzie łatwiej, bo nie będzie. Bo musiałoby się to kończyć sprawami sądowymi, pismami, przepychankami itd. A wierzcie mi - kiedy leży się w szpitalu, nie myśli się o takich rzeczach, kiedy bierze się kredyt na dom, też w głowie masz inne myśli, niż zakładanie spraw sądowych, udowadnianie tego, wynajmowanie prawników. Homofobia jest i będzie, bez względu na to, czy coś się zmieni, czy nie, bo ona jest w ludziach. Denerwują mnie teksty z Newsweeka (jeszcze nie kupiłam, ale byłam na stronie i czytałam początek tekstu), że nie możemy brać kredytu, że nie możemy pochować zmarłego itd. Kochani, to naprawdę tkwi wszystko w ludziach. Moja mama jest taka (i wszystkie moje siostry), że nigdy nie odebrałyby dziecka mojej partnerce po mojej śmierci, że zapytałyby o zdanie w sprawie pochówku itd. Dodam, że względem mamy żyję w szafie, a i tak traktuje moją partnerkę jak swoją córkę. Kredyt spokojnie można wziąć, bo mam przykłady dziewczyn, które kredyty na mieszkania brały. A lekarz? Jeśli będzie szanował, jeśli będzie chciał, to naprawdę pozwoli dowiedzieć się o stan zdrowia, bez względu na prawa. I pisanie o takich rzeczach jest dla mnie nie na miejscu, bo nie o to w tym wszystkim chodzi. Trzeba zmieniać świadomość ludzi, przyzwyczajać ich. Mi samej ciężko to przychodzi, ale wierzę, że kiedyś będzie lepiej, że będę potrafiła bez obaw mówić np. w miejscu pracy. Tym bardziej, że obie staramy się o dziecko od kilku miesięcy. I jestem gotowa na totalną zmianę życia, bo to ja i moja partnerka musimy tę siłę przekazywać dziecku, by umiało sobie poradzić.

>Pielęgniarki nie pytały. Założyły, ze jesteśmy siostrami, bo jesteśmy do siebie podobne i to wszystko.<
ale dlaczego mamy być traktowani jak siostry, koleżanki a nie zgodnie z rzeczywistością? przecież tu chodzi o podstawową GODNOŚĆ, widoczność, trakowanie po ludzku jak pary - które też istnieją. po co udawać?

Manomento
Dokładnie. :)

Yga
Nie było w tym udawania, leżałam po ciężkim porodzie i myślałam tylko o tym, aby ustał ból i zobaczyć synka.
Wierz mi, w takich momentach świadomość czy nieświadomość personelu szpitala mnie nie obchodziła. Szpital to nie miejsce na afiszowanie związków. Jakichkolwiek.
Grunt, że nie robili nam żadnych problemów.

@Drevni

czyli Twoim zdaniem trzeba zlikwidować instytucje porodów rodzinnych, bo żona nie powinna afiszować się mężem? No ratunku! Praca to nie miejsce, szpital to nie miejsce, to gdzie jest miejsce na to, żeby normalnie mówić o sobie? Czy wszyscy, którzy mówią w niezobowiązujących rozmowach w windzie, w sklepie itd: jadę na zakupy z bratową, odwiedzę teściów, spędzam wakacje u rodziny męża afiszują się ze związkiem??

Słuchajcie.
Tu nie ma się co szarpać i wprowadzać związki partnerskie. Jak ludzie się swoich relacji z partnerem/partnerką wstydzą, i jeszcze się nie wstydzą, że się ich wstydzą.
Musiałabym bardzo nie szanować mojej partnerki, żeby powiedzieć o niej "siostra"... Chyba lepiej się rozstać, niż się wstydzić, z kim się jest.

Anonimowy 14:45 - KOCHAM CIĘ :P:D

@Ewa?
Mam pytanie dotyczące sobotniej imprezy, bo nie mogę nigdzie się doczytać...
Czy na pl.Zamkowym pojawili się posłanka Grodzka i poseł Biedroń?

Posłanka Grodzka reprezentowała w tym czasie Polskę na London Pride, a co robił poseł Biedroń - nie wiem, ale na zdjęciach go nie widać.

Ale poseł Biedroń ma plusa, bo opublikował, co marszałkini usiłowała (chyba) ukryć:
http://robertbiedron.pl/wp-content/uploads/2012/07/pliki.pdf

@Manomento
Pewnie, że zmienianie postaw ludzi jest ważne, ale z tego ustawy nie będzie. Aby mieć ustawę, trzeba robić więcej - działać konkretnie na jej rzecz, lobbować u polityków, składać projekty, dbać o widoczność itd. Tak że tak, ja się zgadzam, że tzw. praca u podstaw jest ważna, ale to za mało. Samą pracą u podstaw osiągnie się przyjazne środowisko, w którym nadal od spadków i darowizn będziemy płacić najwyższy podatek i, gdy rodzina partnera/partnerki nie będzie z nami w dobrych relacjach (a tego czasami nie da się przeskoczyć), to trzeba się będzie z nimi bić o wszystko. Trzeba robić i to, i to. I tak działamy.

@Ushi
Dzięki za link, choć szkoda, że poseł Biedroń nie skopiował wszystkich stron. Nie bardzo, natomiast, rozumiem co pani marszałek miałaby ukrywać? Bo chyba nie opinie SN, KRP i KNP PAN-u...

@Manomento
Jakoś chyba mało kto w to wierzy, ale prawo MA jednak także funkcję wychowawczą, edukacyjną. Co u innych bierze się z serca, wychowania, z lektur, u innych (a u tych samych na przykład wzmacnia) zaczyna działać, gdy wiedzą, że tak trzeba, bo tak stanowi prawo (np. w miarę to działa zwłaszcza na funkcjonariuszy państwowych); jeszcze u innych przepisom prawa muszą towarzyszyć sankcje karne za ich nieprzestrzeganie, by zaskoczyli.

Oczywiście pewnie zawsze będzie też margines, który nawet groźby kary się nie przestraszy – tych trzeba ścigać, karać i piętnować społecznie (zachowania, nie ludzi).

Prawo jest jednym z elementów, narzędzi wychowania społecznego. Nie musi POPRZEDZAĆ zmian społecznych – bo, żeby jakieś prawo zaistniało, musi być jakiś zaczyn woli wprowadzenia tych praw.
Prawo ma WSPOMAGAĆ edukację społeczną. Teraz chodzi o to, by zaczyn był jak największy, czy raczej – by się ujawnił w jak najszerszym zakresie; w tym na manifestacjach.

I właśnie poseł Biedroń – zanim dostał dzisiejszego plusa ;) – zarobił dużego minusa, bo w sobotę walczył o wolność dla… tabaki. :/

Odnośnie pdf Roberta Biedronia...

Czy ktoś wie, jaki był cel w wysyłaniu zapytania do Polskiej Izby Rzeczników Patentowych i innych tego typu?

Pozdrawiam,
ak

Projekty ustaw o związkach partnerskich obejmują zmiany w kilkudziesięciu chyba innych ustawach. Niektóre z tych ustaw mogą się wydać dość egzotyczne i odległe od zagadnienia związków partnerskich. Ale każda taka ustawa, która ma być zmieniona w najdrobniejszym nawet fragmencie przez ustawę o związkach partnerskich - ma przypisany jakiś pakiet instytucji opiniujących zmiany w tych ustawach.

Zapytanie o opinię trzeba było wysłać do wszystkich podmiotów odpowiedzialnych za przepisy, w których zmianę wprowadzają projekty ustaw o związkach partnerskich. zapewniam, że tych przepisów jest multum, polecam jednak lekturę projektów.

No niby tak, ale wiele instytucji odpowiadało, że leży to poza zakresem ich działalności.
Stąd moje pytanie.

ak

Zmiana zapisu w konstytucji załatwiłaby za jednym zamachem wszystkie te prawa jakich nam brakuje a jeszcze dała bonusy, których projektach o związkach partnerskich nie ma.

Prześlij komentarz