poniedziałek, 4 stycznia 2010

Powody do świętowania i żenada na Gaylife

Właśnie po raz pierwszy jako osoba prywatna odczuwam coś, co internetowych dziennikarzy i dziennikarki (przynajmniej część z nich) kręci najbardziej - satysfakcję z trafienia w temat. Dwa ostatnie dni są rekordowe pod względem oglądalności bloga, a wszystko dzięki wejściom z Google'a na hasło - niespodzianka - "Kara Auchemann", które w rankingu fraz, po których ludzie do mnie trafiają, obecnie plasuje się na miejscu piątym, przed moim ulubionym "madonna porno" i za wszelkimi odmianami garniturów. Żeby było jeszcze milej, wpisawszy imię i nazwisko niedoszłej nieboszczki w ulubioną wyszukiwarkę większości internautów, dostajemy taki oto wynik:



Miejsce pierwsze i drugie, przed takimi gigantami jak Lesbijka.org, Homiki, Inna Strona i Kobiety Kobietom - no to jest wynik, jakiego jeszcze nie miałam (i już za chwilę może wyglądać inaczej, stąd pamiątkowy screenshot). A jak to się robi? Ano trzeba mieć newsa lub temat, którego nikt przed tobą nie miał (przynajmniej ostatnio) i musi wydarzyć się coś, co sprawi, że ludzie zaczną go poszukiwać. Nie zaszkodzi też dobry tytuł - w tym przypadku "Tajemnica Kary Auchemann" okazał się dla internautów i internautek znacznie atrakcyjniejszy niż "Mam na imię Kara. Auchemann Kara" (tytuł wczorajszego tekstu nieboszczki na Lesbijka.org) i, klikając go, wywindowali mój starszy tekst o Karze z wczorajszego czwartego miejsca w Google'u na dzisiejsze pierwsze. No a mój wczorajszy tekst poszedł za ciosem - no bo skoro Google uznał mnie za wiarygodniejszą niż Lesbijka.org w tym temacie, to już na całego. Czyli, jak się nie ma całego zaplecza dziennikarskiego i researcherskiego, to liczy się przede wszystkim szczęście. Niemniej jednak oczywiście świętuję i mam nadzieję, że choć kilka osób, które do mnie w ostatnich dniach trafiły, jeszcze tu wróci. A ja się postaram, niekoniecznie wyciągając kolejne trupy z szafy, by miały co czytać. Choć wyciąganie trupów jest w sumie zabawne.

Mniej zabawne jest to, co się dzieje wokół Naszej Sprawy 2 od momentu, kiedy to portal Gaylife postanowił ogłosić całemu światu, że dla nich wytaczanie sprawy "Rzeczpospolitej" jest bez sensu i że osoby, które się na to odważyły, ośmieszają siebie i środowisko. Trzy pierwsze odsłony akcji Gaylife i jej konsekwencji na blogu Abiekta tu, tu i tu, oficjalne sprostowanie tu, a kolejne teksty pewnie za chwilę, bo portal Adlera nie odpuszcza i dziś opublikował kolejny tekst, w którym m.in. z aprobatą cytuje dotyczące pozwu teksty z prawicowych mediów, przypomina ponoć drastyczniejsze sytuacje, w których to LGBTQetcetera obrażali innych lub też urażano uczucia np. katolików, oraz przywołuje przykład z Bośni z 2003 roku, kiedy to zakazano opowiadania dowcipów o blondynkach i każda blondynka od tego czasu może za taki żart pozwać i ma sporą szansę na wygraną. I oczywiście porównuje Michała i Ulę, którzy pozwali Rzepę, do tychże blondynek (które moim zdaniem mają prawo pozywać tych, którzy ich zdaniem naruszają ich dobra, podobnie jak zresztą każdy człowiek).

Nie uważam, że powinniśmy się popierać we wszystkim, co robimy. Nie kupuję wszystkich książek napisanych przez lesbijki, nie podpisuję wszystkich petycji rozsyłanych przez przedstawicielki i przedstawicieli LGBTQetcetera. Krytykuję, gdy mi się coś nie podoba. Jednocześnie jednak uważam, że pewnych granic przekraczać nie należy, a jedną z tych granic jest zawieranie sojuszy z środowiskami homofobicznymi. To, co robi Gaylife, przypomina mi postawę amerykańskich feministek antypornografek, które w latach 80. ubiegłego wieku sprzymierzyły się z konserwatystami, aby wprowadzić antypornograficzne prawodawstwo. I nie ma nic wspólnego z obroną wolności słowa, a bardzo wiele z koniunkturalizmem, załatwianiem osobistych porachunków i szukaniem poklasku za cenę szkodzenia tym, którym chce się coś robić. Dobra wiadomość jest taka, że na mariażu z konserwatystami gorzej wyszły feministki. Dobra?

13 komentarze :

a może ktoś miał przeciek z zaświatów :) :) :)

Jak dla mnie mniej istotne jest "sprzymierzanie się z wrogiem" - cała sprawa Gaylifu jest idiotyczna od strony merytorycznej - jakim cudem cywilny pozew o cokolwiek może być zagrożeniem wolności słowa?

Porównywanie do "obrażania katolików" jest także śĶieszne - katolicyzm się (w zasadzie) wybiera i jest to jakby nie było zbiór poglądów. Większość rzekomego "obrażania katolików" to nic innego jak krytyka któryś s tych poglądów (na przykład skądinąd rozsądne przyrównanie wiary w Boga do wiary w św Mikołaja).

Rzeczpospolita przyrównała wszystkich homoseksualistów do zoofilów. Czy to jest krytyka poglądów (by podpadało pod wolność słowa)? Czy pozew wobec autorów takiego porównania to atak na wolność słowa?

Druga czesc textu moglaby miec wlasny tytul. Np. "Jak to jest dac sie wydymac konserwatystom?"

Albo "Guardian zakonczyl wspolprace z polskim artysta ludowym.Poszlo o prawa czlowieka."

Ciekawe czy guglowy popyt na takie fikumiki przebilby ten na Kare czy garnitury?



m@B

PS.Pozycji/nosa gratuluje.
Moze czas zaczac pokazywac wypchana Kare w kabarecie? Do tego chusteczki po PLN 3/szt.? A jak ktos nie ma tyle a mimo to teskni to niech smarka w Rzepe...

neospasmin.blox.pl

A mnie denerwuje to, że w sprawie Gaylifu jest tyle emocji wokół my - oni, a żadnej merytorycznej dyskusji, czego ja osobiście zupełnie nie rozumiem, bo moje myśli wyłącznie w tą stronę biegną. Poza tym warto się zastanowić jaki wpływ ma taka dyskusja na sąd, który będzie orzekał w sprawie. Moim zdaniem szkodliwy.

@Sylwek - Argumenty Gaylife przytoczyłam tylko po to, by pokazać ich absurdalność. I zgadzam się z Twoimi uwagami (choć i tak dla mnie najbardziej obrzydliwy w tej sprawie jest sojusz z homofobami w imię jednostkowych interesów), oprócz tej o wybieraniu katolicyzmu. A, oczywiście nie odbieram katolikom prawa wytaczania komuś sprawy, ilekroć poczują się urażeni:)

@:) - Podyskutowałabym, gdyby było o czym dyskutować. Póki co wolę trzymać się zasady niedyskutowania z głupim, bo mnie sprowadzi do swojego poziomu, a potem pokona doświadczeniem.

Postawą GL jestem równie zdegustowana co i ty.

Paniewa,

prosze w gugle wstukac "Test in Anthropology".
Samo sie zrobilo,slowo!

Ale najsmieszniejsze ze mimo tego nikt wiecej sie nie pojawil...

Moze przy nicku powinienem zaczac stawiac "i" w koleczku.cos podobnego do symbolu copyright. "I" jak ignorowany?

m@B

@Neo - To nie "ignorowany", po prostu mało ludzi wpisuje w Google tę frazę. Sprawdziłam - i wyskoczyło mi "za mało danych, aby wyświetlić statystyki". Część "musi się zdarzyć coś, co sprawi, że ludzie zaczną wpisywać daną frazę w Google" jest zazwyczaj trudniejsza od wypozycjonowania frazy (o ile nie jest megapopularna, wtedy dla odmiany to pozycjonowanie jest trudniejsze):)

Gratuluję sukcesu guglowego ;)

A jeśli chodzi o gaylife to czy warto to tak rozdmuchiwać? No jej. Jest kilku facetów (zakładam, że z racji specyfiki strony nie odpowiada za to żadna kobieta), którzy nic w życiu nie zrobili, a pragną się wybić na tym, że inni robią. Nawet nie ma co komentować.

Tak jak pisałaś wyżej, Ewo - szkoda zadawać się z głupcami, bo zdegradują Cię do swojego poziomu i pobiją doświadczeniem.

Tlumaczac na zrozumialy: pierwsze miejsce wcale nie oznacza zainteresowania,tak?

Albo,po barbiowemu: na pustyni i Matkakurka laska do wyrwania?

Satysfakcja ze choc tasujacy karty w google uznali ze moje dzwonki na wierzchu.

nieutulony w zalu i niezaspokojony w zadzy slawy m@B

@Arc - Trochę nie doceniasz siły oddziaływania GL. Sprawa jest już rozdmuchana, a będzie jeszcze bardziej, i o to w sumie chodzi. Problem w tym, że aby do świadomości społecznej przebił się również, a właściwie przede wszystkim, głos osób popierających Naszą Sprawę. Tak że moim zdaniem w tym przypadku nagłaśniać trzeba, bo inaczej wyjdzie, że poza pozywającymi nikt w tę sprawę nie wierzy. A to będzie PR-owa klęska.

@Neo - Ależ Ty jesteś sławny. Wpisujesz czasami swoje imię i nazwisko albo ksywę w Google? Jeżeli nie, natychmiast zacznij!

Zapewne masz rację, Ewo. Ale ja nie lubię po prostu takich kretyńskich sytuacji, takiego kołtuństwa jakie reprezentuje gaylife. Wkurza mnie to niezmiernie.

Dlatego, żeby dla równowagi przesyłam linka do informacji wiszącej obecnie na Onecie. Chodzi o pierwszą osobę transseksualną nominowaną na wysokie stanowisko polityczne. Niestety nie w Polsce.

http://wiadomosci.onet.pl/2105846,12,zmienil_plec_i_dostal_prace_od_samego_prezydenta,item.html

Paniewa, wpisalem i mnie zalalo!
Bbb dziekuje za sugestie.
Lece sobie teraz jakis postument obstalowac by mnie bylo widac.
Lastryko rulezzz!

m@B

Prześlij komentarz