Przejdź do głównej zawartości

Tajemnica Kary Auchemann (akt. NOWE "FAKTY")

W 2006 roku na Homikach ukazał się tekst "Abecadło młodego homika". Dla nas ciekawa jest literka T:

T – Tajemnica Kary Auchemann. Wokół postaci redaktorki wortalu Lesbijka.org aura tajemniczości wisiała od zawsze, jednak wraz ze śmiercią tej kreacji sprawa pogmatwała się całkowicie. Wobec tajemnicy Kary Auchemann problem znalezienia bursztynowej komnaty wydaje się dziecinnym zadaniem.

Kara Auchemann pojawiła się w internecie w 1998 roku. Najpierw jako Wiedźma na liście dyskusyjnej Polles (mój tekst o Polles tu), potem jako współtwórczyni jednej z pierwszych stron dla lesbijek i kobiet biseksualnych Inny Kraków, przekształconej następnie w Les.queer.pl, a w końcu w istniejący do dziś wortal Lesbijka.org. W czerwcu 2005 roku ten ostatni opublikował informację o jej śmierci. Posypały się kondolencje. Większość portali ograniczyła się do wyrażenia żalu, smutku i wyrazów współczucia bliskim Kary. Wyłamał się portal Gaylife, publikując tekst "Tajemnicza Kara nie żyje?", w którym naczelny portalu poddawał w wątpliwość fakt istnienia Kary i przytaczał dwie hipotezy co do jej prawdziwej tożsamości - legendarna założycielka Lesbijka.org miała być w rzeczywistości alter ego Marzeny Chińcz lub Janusza Marchwińskiego (w tamtych czasach redaktora naczelnego Innej Strony; hipotezę, jakoby Kara była Januszem, miało potwierdzać nazwisko Auchemann, akronim słów "auch ein mann" - "także mężczyzna"). Wyłamało się też wielu użytkowników i użytkowniczek portali, na których ukazały się kondolencje, również negując w komentarzach fakt istnienia Kary gdziekolwiek poza światem wirtualnym. Oczywiście znaleźli się i tacy, którzy twierdzili, że znali ją osobiście (lub - częściej - znali kogoś, kto znał ją osobiście) oraz że żądania, by, skoro tak było, potwierdzili jej istnienie, są śmieszne i uwłaczające godności osoby, która za życia zrobiła bardzo wiele, by chronić swoją prywatność.

Rzeczywiście jak na osobę, która przez siedem lat trzęsła lesbijskim internetem, Kara pozostawiła po sobie w sieci zaskakująco niewiele. Jeden wywiad, udzielony w 2003 roku Innej Stronie. Jedno zdjęcie, ponoć niewyraźne i obecnie dostępne jedynie VIP-użytkownikom Gaylife. Kilka tekstów i komentarzy. Zniknęły jej wpisy na Lesbijka.org oraz wiele dyskusji, które toczyły się po jej śmierci, między innymi chyba ta najgorętsza - na portalu Kobiety Kobietom. Niedostępne jest również archiwum pierwszej listy Polles. Prawdopodobnie najwięcej śladów po Karze miało szansę się zachować w skrzynkach e-mailowych dziewczyn, które z nią korespondowały. Bo Kara była mistrzynią korespondencji i wirtualnych romansów. Rozkochiwała w sobie dziewczyny, rozbijała związki, snuła intrygi, równie szybko potrafiła namówić kogoś na współpracę, jak i do siebie zrazić. Wysyłała zdjęcia - zawsze uniemożliwiające jej identyfikację. Umawiała się na spotkania i w ostatniej chwili je odwoływała, bo wydarzyło się coś strasznego. Pożar domu. Choroba w rodzinie. Choroba samej Kary, zawsze poważna. Jak na kogoś, kto (jak twierdzi jedna z dziewczyn, która ją znała, nie wiem, czy realnie, czy wirtualnie) obawiał się dyskryminacji (jako lesbijka i jako Romka) i dlatego chronił swoją prywatność, ta internetowa Kara miała ogromną siłę rażenia, zupełnie na pierwszy rzut oka niepasującą do kogoś, kto się boi coming outu. Ale nie jest to oczywiście żaden dowód na jej nieistnienie, w końcu nie ona pierwsza i nie ostatnia byłaby internetowym buldożerem, który w rzeczywistości okazałby się bojącą się własnego cienia szarą myszką.

Oczywiście znalazło się kilka osób, które za punkt honoru postawiły sobie rozwiązanie zagadki istnienia bądź nieistnienia Kary. Jedna z nich, po tym, jak Kara w mailu do niej przyznała, że jest zameldowana w Warszawie, zadała sobie trud sprawdzenia, czy tak jest w rzeczywistości. I dowiedziała się, że nikt o takim nazwisku w tym czasie w Warszawie zameldowany nie był. Oczywiście znowuż powodów, dla których Kara skłamała, mogło być wiele.

Pytanie, które często zadawali przeciwnicy tezy, jakoby Kara była bytem wyłącznie wirtualnym, brzmi "po co?". Po co ktoś miałby włożyć tyle czasu i wysiłku w stworzenie i podtrzymywanie swojego internetowego alter ego? Dla mnie to akurat jeden ze słabszych argumentów, bo powodów może być mnóstwo, od czystej złośliwości, po kompensację nieudanego życia w "realu". Konia z rzędem zresztą temu, kto nigdy nie odczuł nawet pokusy, by choć przez chwilę w sieci być kimś innym. Nie mówiąc już o tych, którzy tę pokusę zrealizowali.

Niezależnie od tego, czy Kara istniała, czy nie, internetowy byt noszący to imię żył przez siedem lat i zdążył w tym czasie nieźle w życiu wielu osób namieszać. Szkoda by było, gdyby został zapomniany, i niniejszym ten wpis wielkiej intrygantce dedykuję. Kto wie, może go nawet przeczyta?

Update: 3 stycznia 2010 roku Kara ogłosiła na stronie głównej wortalu Lesbijka.org, że jednak żyje. Szczegóły tu.

9 stycznia na wortalu Lesbijka.org pojawił się kolejny sygnowany jej nazwiskiem artykuł, w którym skrytykowała swój macierzysty portal. Tego samego dnia Lesbijka.org zniknęła z sieci. 5 marca naczelną została ponownie Marzena Chińcz, a 19 marca wortal wznowił swoją działalność. Teksty "Kary" zostały usunięte bez wyjaśnienia.

5 kwietnia Marzena Chińcz napisała na forum Lesbijka.org, że "zmartwychwstała" Kara była rzeczywiście Karą:

To [...] nie był sobowtór Kary. To była Kara. Kilka lat temu zdecydowała się na zniknięcie z sieci, w czym ją wsparłam. Miała swoje powody, o których nie będę się rozwodzić, tak samo jak o całej reszcie tej historii nie będę dyskutować ani nikogo i niczego oceniać. Kiedy zdecydowała się na ujawnienie prawdy - powrót - przyznaję, że odetchnęłam z ulgą i miała w tym moje pełne wsparcie i ma je nadal. Dlatego napisałam w innym miejscu, że jeśli zdecyduje się na powrót, to ma tu zawsze drzwi otwarte, a ja nie będę tolerowała żadnych ataków na nią ani insynuacji na jej temat. Z mojej strony temat jest już zamknięty i nic więcej w nim nie dodam ani nie ujmę.

Update: Czytelniczka podesłała zdjęcie Kary z czasów Les.queer.pl:

Komentarze

  1. Niesamowita historia! No i opisana w klimacie rodem z "Twin Peaks" :)

    OdpowiedzUsuń
  2. o wlasnie- to jest WASZA urban legend.

    Czy nastepny program nie moze zawierac info ze wystapi i Kara A.?

    I w przerwach/miedzy numerami przez secene przechodzi ktoras z was z wielkim monitorem w rekach.tak by nie nie mozna bylo rozpoznac kto to?

    A ktos zza kulis wola: -kara daj tu ten monitor...

    A przy oklaskach na koniec przedstawienia Barbiowie machaja za kulisy by wyszla i Kara?

    Ludzie to zrozumieja czy nazbyt niszowe?

    m@B

    a na koniec

    OdpowiedzUsuń
  3. Mrożąca krew w żyłach historia!
    A co jeżeli duch Kary A. będzie nawiedzał w nocy młode lesbijki?:D

    A tak a propos tożsamości w internecie - przypomniało mi się jak jeden raz weszłam na czata gejowskiego, podając się za geja w celach badawczych :D Byłam ciekawa o czym geje gadają między sobą :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Faktycznie dość osobliwa historia... Czyli raczej nie ma szans, żeby dociec prawdy? Może i dobrze. Zwłaszcza jeśli rzeczywistość jest rozczarowująca. Przyda się trochę mitologizacji środowiska. Kto wie, może za kilkadziesiąt lat jakiś kult z tego wyniknie ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. @Neo - raczej zbyt niszowe, już teraz mało kto Karę pamięta :(

    @Metaxu - szanse są, w końcu osoby, które znają prawdę, nadal żyją. Jest też kilka niesprawdzonych tropów - ponoć studiowała na KUL-u, miała też fundację, która przyznawała stypendia naukowe młodym lesbijkom. Czyli coś w dokumentach powinno być. Tyle że nawet jakby nic nie było, niczego to w sumie nie dowodzi, bo przecież Kara ponoć była przez jakiś czas mężatką i nie wiadomo, czy "Auchemann" to jej nazwisko, czy męża, czy może jeszcze czyjeś. Czyli cała nadzieja w tym, że za 50 lat ukaże się książka "Byłam Karą Auchemann" :)

    OdpowiedzUsuń
  6. O ja pierniczę! Wspomnienia starych lat. Pamiętam maile od Kary, która próbowała mnie w sobie rozkochać. Bez skutku ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. w temacie http://lesbijka.org/?p=4182

    OdpowiedzUsuń
  8. Wiem, wiem, jest już notka na blogu;P

    OdpowiedzUsuń
  9. "Byłam Karą Auchemann" albo "BYŁEM Karą Auchemann" ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Dopiero teraz przeczytałam ten wpis i oznajmiam - ABSiku, jesteś MEDIUM :))))

    OdpowiedzUsuń
  11. Czyje zdjęcie znajduje się na innejstronie, przy wywiadzie z Karą ?
    Zamazane, ale jednak zdjęcie.
    Ktokolwiek to był, był relanie sfotografowaną osobą.

    OdpowiedzUsuń
  12. po latach podpowiem
    Kara Auchemann = anagram od Anna Kuchara
    wiem, brakuje "E" więc prawdopodobnie Anna E Kuchara.
    Kto znał ją we wczesnych latach, ten pewnie dostawał maile od akuchara@... chyba że tylko mnie to było dane ;)

    (pozdro absiku)

    OdpowiedzUsuń
  13. i jak tam, ktoś rozwiązał zagadkę tajemniczej Kary Auchemann? ;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…