Przejdź do głównej zawartości

Listy Polles - sentymentalnie

W 1998 roku praktycznie nie było polskich lesbijskich portali ani stron internetowych (oprócz Joey's corner, związanego z listą Polles i powstałego w 1998 roku; Inny Kraków, przemianowany później na les.queer.pl, a teraz znany jako Lesbijka.org, powstał w 1999 roku, Kobiety Kobietom w 2001), forów, nie mówiąc już o serwisach społecznościowych czy innych Facebookach. Była za to, a konkretnie za sprawą Joey pojawiła się 14 kwietnia 1998 roku, lista dyskusyjna Polles. Ja trafiłam na nią w 1999 roku - nie żebym miała tak świetną pamięć do dat, ale w tym właśnie roku sopocki Prokom Polish Open wygrała Conchita Martinez, a jej występu w Sopocie dotyczył mój pierwszy mail wysłany na Polles. Mail głupi i beztroski, który wywołał wielomiesięczną dyskusję, w której padły setki obelg, dwa razy słowo "przepraszam". I w której lista podzieliła się na dwa obozy (no może trzy - bo ileś tam osób tylko obserwowało wymianę zdań i dyskutowało o ciekawszych tematach) - jeden mnie bronił, drugi atakował... A poszło o moje radosne stwierdzenie, że co z tego, że Martinez jest lesbijką, skoro jest nieatrakcyjna i nosi kurtki z frędzlami. Wtedy nie było mi do śmiechu, bo przecież ja chciałam tylko z kimś pogadać, zapoznać się, a nie prowokować wielką awanturę (ech, młodość), po latach wspominam tę sytuację z wielkim sentymentem (tym bardziej, że moja główna wówczas oponentka siedzi teraz nie więcej niż półtora metra ode mnie zatopiona w Robin Hobb). Liście, a konkretnie Owcy, zawdzięczam też moją pierwszą internetową ksywę - abs (później abs_ik, teraz Absolutely Fabulous) - tak, była na ten temat całkiem poważna dyskusja.

Tamtą listę Polles (oraz do pewnego momentu jej kontynuatorkę, stworzoną przez Lemnę Polles2002) śmiało można nazwać fenomenem socjologicznym. Dla wielu lesbijek była najważniejszym miejscem w polskim internecie, a może i poza nim. W szczególnie gorących okresach dzienna liczba maili wysyłanych na Polles przekraczała setkę. To na niej poznawały się i rozpadały pary, zawiązywały długoletnie przyjaźnie, dyskutowano o książkach, filmach, polityce, religii, fryzurach, makijażach, motocyklach, zwierzakach, działaczkach, paradach, spacerach i o wszystkich ważnych i ważniejszych sprawach. To tam dzieliłyśmy się swoją twórczością, mniej i bardziej poważną (pamiętam cudowną parodię wczesnych książek Ewy Schilling, w której główną rolę grała kamienna popielnica z napisem Marlboro), obawami i emocjami. No właśnie, emocje, bo to chyba one były najważniejsze - i te pozytywne, i negatywne. Ileż to było kłótni, rozdanych banów i powrotów z innych maili i pod nowymi nickami, spektakularnych odejść ("Odchodzę z listy" - ogłaszała delikwentka, po czym przyczajała się i obserwowała reakcje na jej deklarację) i powrotów, prób zakładania nowych Polles i Lespolów. Przez Polles przewinęły się między innymi Wiedźma (założycielka Innego Krakowa), Lemna i Renifer (twórczynie Kobiety Kobietom), Adela i After Dark (do 2006 roku prowadziły bloga out-of-season), oczywiście Joey (nieistniejąca już Lesformacja.pl), Suzi (drużyna piłkarska Chrząszczyki), Lavender (autorka cudownych opowiadań, niestety już niedostępnych na Kobiety Kobietom), Magda Okoniewska (autorka książki "Mój świat jest kobietą" - którą wywołała potężną dyskusję o tym, czy miała prawo wykorzystać prawdziwe historie i postacie) i wiele, wiele innych (między innymi Rude de Wredne i Absolutely Fabulous z Barbie Girls:)).

Dopełnieniem Pollesu był czat TWAP (Towarzystwo Wzajemnej Adoracji Pollesek), a później reTWAP. Osobny (ale równie barwny) rozdział to wspólne wyjazdy, mecze piłki nożnej, wypady do klubów czy zabawy sylwestrowe.

Od paru lat lista dogorywa (ostatnia chyba burzliwa dyskusja miała miejsce w 2005 roku po śmierci papieża) i raczej nie ma sensu czegokolwiek z tym robić. I choć przez chwilę pomyślałam, że w takim razie właściwie wypadałoby nalegać na jej zamknięcie i definitywne zakończenie tego wcale niebagatelnego rozdziału w historii polskich lesbijek, jednak zrobiło mi się żal. Bo mimo że już praktycznie nikt (oprócz nowych użytkowniczek ślących zgodnie z instrukcją maile powitalne) na nią nie pisze, to jednak (przynajmniej teoretycznie) liczy sobie prawie 650 użytkowniczek. I pewnie spora część z nich równie sentymentalnie wspomina czasy, kiedy dzień się zaczynało i kończyło na Polles. Ale to se ne wrati.

Komentarze

  1. Ah yes, you have to love on-line discussion groups, chat facilities etc. especially as a queer grrrl. The links forged and friendships made can be life-long and life-changing. Gay.com for instance (which is currently a mere shadow of its former packed-out self), although male-dominated, still managed to be the precursor of over decade long friendships amongst lesbians, several overseas adventures and many long term relationships, some involving emigration. Where would we be today without these virtual worlds that impact so significantly on the 'real'? I am soon to celebrate 9 years of being with a woman I met on gay.com, who moved from the U.S. to Australia, just to be with me!

    OdpowiedzUsuń
  2. W 1999 roku chodziłam do podstawówki i chyba nawet nie wiedziałam, co znaczy słowo "lesbijka" :)

    Ciekawa jestem jakby się mój coming out potoczył, gdyby wszystko działo się 10, 20 lat temu...

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj, pamiętam te czasy :))) (jak to zabrzmiało...:) przypomniała mi się jeszcze taka żółta stronka - tylko z czatem - niestety nie pamiętam już czy to był późniejszy Inny Kraków, czy KK....

    OdpowiedzUsuń
  4. Stare, dobre czasy... Chociaż dla mnie, jako założycielki i administratorki tej pierwszej listy aż tak dobre zawsze nie były (chodzi głównie o dramatyczny koniec).
    Do teraz trzon moich polskich lesprzyjaźni stanowią "polleski", co jest tym bardziej cenne, że po reemigracji nie znalazłam się w Warszawie w kompletnej towarzyskiej próżni, a i na liście poznałam - jak wiele innych kobiet - tę jedyną, z którą dzielę życie. Przede wszystkim jednak wiem od uczestniczek listy, że była ona w ich życiu czymś szczególnym, ważnym i wyjątkowym - i to jest dla mnie najważniejsze :-D

    OdpowiedzUsuń
  5. Arc-en-terre, ja byłam wtedy w liceum i mimo iż wiedziałam, co to lesbijka, to i tak nie miałam pojęcia, że istnieje coś takiego jak Internet.

    A na listę wlazłam gdzieś w 2001 czy 2002 roku i odrzuciła mnie atmosfera towarzystwa wzajemnej adoracji oraz głupie i błahe tematy na niej poruszane.

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak, to były naprawdę stare, dobre czasy. Pamiętasz może na IRC był czat i tam spotykały się dziewczyny z całego świata na pogaduchy. Udzielałam się i na Polles i na Polles 2002 i na IRC, a teraz, no cóż brak czasu i to już nie to samo co kiedyś. Pozdrawiam
    atkabe

    OdpowiedzUsuń
  7. Atkabe - Pewnie, że Cię pamiętam, przy dyskusji o papieżu zdaje się że byłyśmy po jednej stronie barykady :) O IRC-u (a konkretnie TWAP-ie) napisałam, zresztą to był chyba pierwszy i ostatni czat, na którym się udzielałam.

    Baluk - Może i masz rację z tym towarzystwem wzajemnej adoracji, choć ja bym raczej określiła to jako towarzystwo wzajemnego podgryzania :) Rzeczywiście sporo z nas było tam towarzysko, nie dla poważnych dyskusji - ale w sumie na tym też polegała uroda Pollesu, choć oczywiście nie każdy w takich zabawach gustuje.

    Joey - o dramatycznym końcu pierwszej Polles nie chciałam pisać, bo nawet te złe rzeczy po latach wydają mi się jakoś mało poważne. Choć pamiętam, że nagłe zniknięcie pierwszego Pollesu było dla mnie szokiem :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Myślę, że lepszy był szok dla kilkuset zdezorientowanych niż ten, który groził ok. 30 osobom, bo konsekwencje mogły być poważne. Chociaż uważam, że coming out to dobra rzecz, to w outingu niewinnych, niczego nieświadomych osób nie widzę nic dobrego. Nie będzie tajemnicą, że od 4 lat w imieniu tych osób oddycham odrobinę spokojniej ;-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Oj chyba od 7 lat :) Absolutnie Twojej niegdysiejszej decyzji nie podważam, ale mimo wszystko warto pamiętać i pisać również o tym, co poszło nie tak - bo jest to jednak kawał naszej historii i szkoda by było, gdyby tak zupełnie została zapomniana.

    OdpowiedzUsuń
  10. Też z nostalgią czasami wspominam te czasy :)
    A na Twojego bloga trafilam dzieki akcji wyjdź z szafy
    serdecznie pozdrawiam
    *adela* (nadal z after-dark)

    OdpowiedzUsuń
  11. Widać nie ma to jak dobra reklama :) O Pollesie szykuję teraz coś większego (na którymś z naszych portali), jak będzie, to się pochwalę - oczywiście tutaj.

    Również pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  12. oo jak fajnie, że się wspomina stare czasu :) dla mnie też Polles był abs. czymś wyjątkowym i z sentymenetm go wspominam, te codzienne ściąganie maili... fajne to było :)
    Yga

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…