Przejdź do głównej zawartości

Człowiek TAK! Homoseksualizm NIE!

Zazwyczaj nie piszę wiele o homofobicznych inicjatywach internetowych (no chyba że Fronda coś ciekawego wysmaży), ale ta mnie rozbawiła, tak że - ku pamięci, bo raczej długo nie pożyje - jednak odnotuję. Pamiętacie tytułowe hasło "Człowiek TAK! Homoseksualizm NIE!"? Pewnie już nie. Popularyzował je Ogólnopolski Ruch Sprzeciwu Społecznego, który powstał w 2004 roku, tuż po przyjęciu przez Senat ustawy o związkach partnerskich autorstwa profesory Marii Szyszkowskiej. Ruch przetrwał trzy lata, a jego głównym obszarem działalności była ohydna żółta strona internetowa z moim ulubionym działem "Pokaż swoją twarz", gdzie można było zamieścić swoje zdjęcie i powiedzieć, że jest się homofobem (ze znanych pokazali się tam między innymi bracia Golcowie). Teraz homofobom jest znacznie trudniej. Skąd ta myśl? A bo znalazłam dziś w sieci stronkę ProHomofobia.pl. Ciekawa, kto za nią stoi (szczególnie że autorzy zbierają datki na swoją działalność, więc dobrze by było sprawdzić, czy to nie oszuści), sięgnęłam do tekstu otwarciowego i znalazłam w nim szokujące zdanie: "Teraz homoseksualni aktywiści atakują bezpośrednio swych adwersarzy, publikują nazwiska i adresy 'homofobów' w internecie". Jako żywo nie kojarzę takiej inicjatywy (publikowanie nazwisk i adresów), ale może ktoś mnie oświeci. W każdym razie nie dziwię się już, że autorzy strony wolą pozostać anonimowi, nawet jeżeli jest to anonimowość pozorna, bo łatwo ich znaleźć na Facebooku (i lista homofobów gotowa, ha ha!). Całej inicjatywie patronuje taki oto znaczek:
Wygląda znajomo? Powinien, bo podobny stworzyło swojego czasu Porozumienie Lesbijek LBT:
Nie ma to jak korzystać z najlepszych wzorców. Urzekło mnie również credo państwa anonimowych homofobów: "Tolerować nie znaczy zapomnieć, że to, co tolerujemy, na nic więcej nie zasługuje" (by kolumbijski katolicki tradycjonalista Nicolás Gómez Dávila). Oraz disclaimer, że oczywiście nie nawołują do nienawiści i według nich każdy człowiek ma prawo do wolności i szczęścia. Nieszczególnie to zastrzeżenie współgra z podsumowaniem tekstu o niedawnej demonstracji osób nieheteroseksualnych na Białorusi: "I wszyscy są zadowoleni… Amnesty International mogła się wykazać, Gazeta.pl także, OMON miał ćwiczenia terenowe, a geje… mieli kontakt z pałami!", ale cóż, najwyraźniej prawo do wolności i szczęścia to bardzo względna rzecz.

Generalnie, jak już napisałam, nie wróżę tej inicjatywie zbyt długiego żywota (jednak Fronda zawsze pozostanie najlepszym źródłem informacji z życia osób nieheteroseksualnych), ale trochę zabawy pewnie z nimi będzie. Ot, na przykład znalazłam u nich żeński odpowiednik Camerona - Julie Harren. Całkiem ponętny zresztą (dlaczego nasi konserwatyści zawsze zapraszają brzydala Camerona?):





Szczególnie wzruszyła mnie geneza kobiecego homoseksualizmu (końcówka drugiego filmu). Coś jak "właściwie nie wiem, skąd się bierze, bo to sprawa złożona, no ale na pewno są jakieś przyczyny, właściwie takie same jak w przypadku homoseksualizmu męskiego, tylko trochę inne. No ale już najgorzej jest jak dwie heteroseksualne kobiety przywiążą się do siebie emocjonalnie i nagle z tego wyjdzie seks, no to już naprawdę jest bardzo, bardzo złe". Kurczę, zawsze myślałam, że czasami tak jest, że z przyjaźni rodzi się miłość, choć rzeczywiście dla kobiet uważających się za heteroseksualne może to być jakiś kłopot. Reszty "wykładu" - pozwolicie - nie skomentuję, choć przyznam, że zawsze bawiły mnie przepychanki spod znaku "to jest wrodzone!" - "nie, wcale nie!", jakby miało to jakiekolwiek znaczenie.

A skoro już przy homofobicznych stronkach jesteśmy, to nie mogę nie polecić frondowego podsumowania dziesięciolecia istnienia polskiej wersji MTV pod jakże znaczącym tytułem "MTV - hedonistyczno-gejowski 'fast food' w domach polskich nastolatków". Ja wprawdzie wychowałam się na anglojęzycznym MTV, któremu zawdzięczam między innymi Melissę Etheridge, lesbijską wersję "Randki w ciemno" (wybierać można było spośród 50 kandydatek!) czy jeden z pierwszych reality shows (jak nie pierwszy w ogóle) "The Real World", którego jednym z bohaterów był otwarty gej żyjący z AIDS (pierwsza seria, w kolejnych pojawiła się też lesbijka). Fakt, że MTV zeszło później na psy, ale jego pierwszym latom w polskiej TV zawdzięczam bardzo wiele. Szczególnie że wtedy lesbijek i gejów w polskiej telewizji było jak na lekarstwo.

Komentarze

  1. Paniewa,

    Fronda jest extremum rozumienia swiata.
    Religijnego,konserwatywnego ruchu oporu przeciw wartosciom jakie fundamentami wspolczesnosci: wolnosci, prawu do szczescia,uszanowania roznorodnosci, praw czlowieka...

    A moze zabawic sie w antyfronde? Przy pomocy frondowych srodkow/metod argumentacji stworzyc przekaz rownie extremalny jak ten frondowy tylko ze znakiem przeciwnym?

    m@B

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciężko mi się jej słuchało. Jak ona to sobie wszystko wykombinowała? Z drugiej strony to ciekawe, że tak doskonale wie, co czują inni. A wniosek mam jeden: wszystkiemu winni są heteroseksualni rodzice :) Najwyraźniej popełniają takie błędy wychowawcze, które my potem przypłacamy homoseksualizmem.

    Nie wytrzymałabym z taką kobietą w domu ;)

    Ash

    OdpowiedzUsuń
  3. Ewa, fajnie ze zmienilas kolorystyke, bo mialam trudnosci z czytaniem na tym okrutnie ciemnym tle :)co do pani to dla mnie Joanna Najfeld jest (niestety) bardziej atrakcyjna, ale to rzecz gustu. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. i wszystko wiemy geje to chłopcy mający ponad przeciętną ilość matek babć cioć i sióst, a lesbijki to te kobiety które w dziecięctwie były albo typowymi "chłopczycami" albo typowymi "kobietkami"

    OdpowiedzUsuń
  5. @Marcin
    Z zabaw w antyfrondę polecam bloga "Z życia heteroseksualistów": http://heteroseksualisci.blox.pl/html

    @Yga
    Cieszę się, że staję się user-friendly. Może jakiś ranking homofobek strzelimy? I głosowanie na największe ciacho? :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nooo, nie zgodzę się, że ta pani jest jakoś bardzo ponętna, ale miluśka z całą pewnością! Mi też zmiana kolorystyki się podoba.

    OdpowiedzUsuń
  7. Witam,
    redacja prohomofobia.pl jest zaszczycona, że opisała Pani naszą inicjatywę. Działamy tak na prawdę od tygodnia a tu taki rozgłos.
    Pozdrawiam i zaprzszam na www.prohomofobia.pl

    OdpowiedzUsuń
  8. my mamy naszą Najfeld co przecież cudne ma nogi :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak dla mnie pani ponętna nie jest w żadnym wymiarze. No ale ja wole "chłopczyce".
    A ja dowiedziałam się, że tak naprawdę jestem gejem, bo mój tata krzyczał. wiec chyba jestem chłopcem, który nie związał się z ojcem.
    Bo nie jestem chłopczyca, nie jestem wykorzystana i skrzywdzona i nie zabrali mi mamy.
    Pozdrawiam
    Kaja (od dziś vel Mateusz)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…