Przejdź do głównej zawartości

Wystawa w Muzeum Narodowym - pierwsze wrażenia

Na otwarciu wystawy "Ars Homo Erotica" zjawiły się tłumy. Nie zabrakło przedstawicieli naszych mediów:
od lewej: Timofieusz, Abiekt, Tomek, Gosia, Marcin z Homików

Przyznam od razu szczerze, że nie wiem, jak jest na innych wernisażach w tym miejscu, bo nigdy na taki nie trafiłam, ale tu widok zgromadzonych ludzi był przedni:
Tłum przed Muzeum Narodowym

Gości powitał dyrektor Muzeum Narodowego Piotr Piotrowski. Potem było entuzjastycznie przywitane przemówienie prof. Jacka Lohmana z Museum of London ("Muzeum Narodowe jest właściwym miejscem dla takiej ekspozycji, zwłaszcza w Polsce, kraju o niezwykle silnej tradycji katolickiej. Słowo narodowe w nazwie muzeum oznacza, że jest ono przeznaczone dla całego społeczeństwa, bez względu na orientację seksualną poszczególnych grup społecznych. Wszyscy powinni się móc w nim odnaleźć" - powiedział między innymi), następnie przyszedł czas na dosłownie parę słów od głównego sprawcy zamieszania Pawła Leszkowicza:
dr Paweł Leszkowicz, kurator wystawy

I w końcu mogliśmy wejść (a właściwie wcisnąć się) do środka. Na wejściu powitała nas jedna z najciekawszych prac z całej wystawy, słynna instalacja czeskiego artysty Davida Czernego "Entropia" z księżmi wbijającymi tęczową flagę w kartoflisko, będąca fragmentem wystawionej w 2009 roku Europarlamencie ekspozycji pokazującej stereotypy związane z państwami UE:
Instalacja Davida Czernego
Hol główny Muzeum Narodowego

Dalej było różnie. Nie jestem pewna, czy najszczęśliwszym rozwiązaniem był tematyczny podział wystawy ("Czas walki", "Akt męski", "Imaginarium lesbijskie", "Święty Sebastian" itp.), bo mimo sporej liczby eksponatów (250, o ile dobrze pamiętam), a może właśnie dlatego, że jest ich tak wiele, całość sprawia nieco chaotyczne wrażenie. Być może lepszym rozwiązaniem byłby podział chronologiczny (ale się nie wymądrzam, bo na sztuce znam się słabo). Tak że, zamiast pisać, co mi się nie podobało, pokażę, co mi zapadło (pozytywnie) w pamięć. "Imaginarium lesbijskie" zrobiło na mnie średnie wrażenie (doszła do tego wpadka z opisem dragkingowej części zdjęć Hani Jarząbek, które przedstawiono jako "Da Boyz. Życie codzienne polskich lesbijek"), choć jedną pracę muszę pokazać:
Akt serbsko-chorwackiego duetu Tanja Ostojić i Marina Gržinić

Coś dla siebie znalazłam też w części poświęconej androgyniczności:
Maciej Osika, Autoportret

Fajny był też pomysł z pokazaniem literatury spod znaku LGBTQetcetera:
Ale najbardziej spodobał mi się ten obraz i w brodę sobie pluję, że nie zapamiętałam nazwiska autora (edit: dzięki Aleksandrowi już wiem, kto jest autorem - kłaniam się nisko!):
Zbysław Marek Maciejewski, Autoportert z Puttem

Podsumowując: mimo iż ogólne wrażenia mam średnie (chyba wolę oglądać wystawy pojedynczych lub kilkorga artystów i artystek, a nie przekrojówki, gdzie czasami trudno znaleźć coś, co spaja wystawę w całość), to chyba wybiorę się jeszcze raz, aby wszystko w spokoju obejrzeć i poczytać (wernisaże, jako wydarzenia towarzyskie, nieszczególnie jednak współgrają z samą czynnością zwiedzania, oglądania czy innych rzeczom, które zazwyczaj robi się w muzeum). No a poza tym to pierwsze takie wydarzenie w bardziej wschodniej części Europy, tak że tak czy siak wychodzi na to, że lektura obowiązkowa.

Komentarze

  1. Obraz z ostatniego zdjęcia to "Autoportret z puttem" autorstwa Zbysława Marka Maciejewskiego (za Polityką).
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie dziękuję! No to teraz go sobie o nim poczytam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Maciejowski jest w albumie (akurat inne dzieła), powiem wprost - ta wystawa jest słaba. Niestety. Mam z nią problem, ale postanowiłem napisać co myślę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten akt Anji Ostojić i Mariny Gržinić jakos mi sie kojarzy ze średniowiecznym (renesansowym?) malowidłem przedstawiającym siostry -jakieś księżniczki chyba?- one również są ukazane nago do połowy i w podobnej jesli nie identycznej pozie
    jeśli ktos wie o czym majaczę i mnie oświeci byłbym wdzięczny :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Portret Gabrielle d'Estrées i jej siostry, księżnej de Villars, w Luwrze wisi

    Vega

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…