niedziela, 20 czerwca 2010

Głosowanie w obrazkach

Na razie obrazki są tylko trzy, ale może jeszcze jakiś dojdzie (edit: są już cztery, a w drugiej turze będzie mam nadzieję więcej:)). W każdym razie obywatelski obowiązek spełniony, a według nieoficjalnych wyników pierwszą turę garniturowych wyborów wygrała... Lady Gaga! No cóż, trzeba jej to oddać, że ze wszystkich kontrkandydatek miała najlepszą kampanię, no i w ostatnim roku była najaktywniejsza. Nie jest to prezydentka moich marzeń, ale myślę, że z funkcjami reprezentacyjnymi poradzi sobie świetnie.

Druga tura naszej zabawy już 4 lipca, tak że jak ktoś chciałby się przyłączyć, to proszę o kontakt na trzyczesciowygarnitur@blogspot.com.

I na koniec małe ogłoszenie. Zaprzyjaźniona blogerka ma do sprzedania dwa bilety w cenie jednego na berliński koncert Melissy Etheridge (30 czerwca tego roku). Szczegóły w ostatnim komentarzu tu.

36 komentarze :

Zadziwiające, bo ja jednak nie chciałam, by komisja zauważyła, jak podejrzanie długo coś tam piszę na mojej karcie, ograniczyłam się zatem do uczynionego z rozmachem skreślenia i dopisku chyba nieczytelnego... o fotografowaniu nawet nie pomyślałam! >_< Czy są już ujawnione jakieś statystyki ujmujące ilość głosów celowo nieważnych?

Ja też się trochę dziwnie czułam w kabinie:)

Statystyk dotyczących głosów celowo nieważnych póki co nie ma, ale czekam z zapartym tchem.

a robi się statystyki i podaje liczbę głosów nieważnych? mam nadzieję, że w tych wyborach będzie ich na tyle dużo, by tę informację szeroko rozpropagowano (sama w tej turze głosowałam "ważnie", ale w drugiej nie zamierzam)

ewa "źle" zrobiłaś głos nieważny! jeśli zostawiłaś wszystkie kratki puste jakiś nieuczciwy "mąż zaufania" mógł (np przy liczeniu) dyskretnie postawić krzyżyk i głos staje się ważny. lepiej jest zmasakrować kilka kratek.

oczywiście to hiperpoprawność w dziedzinie głosowania nieważnego, ufajmy komisji, ale... :)

@Głosujący na Gagę

Wydaje mi się, że sfałszowanie głosu jest możliwe tylko jak zostawi się pustą kartę, ale ok, w następnej turze dla pewności jakoś się zmuszę do przecięcia wszystkich kratek (to wcale niełatwe:)).

@Uschi

Na statystyki głosów nieważnych pewnie poczekamy do oficjalnych wyników, ale tak, podaje się je.

Lady Gaga to jest to!!!Świetne XDDD Ja tylko skreśliłam wszystkich i miałam ochotę napisać "samiec twój wróg",ale pomyślałam,że to byłaby przesada..dopisałam więc kandydatkę Magdalenę Środę i postawiłam przy niej krzyżyk. Ale dziękuję za inspirację, teraz będę miała odwagę zagłosować w drugiej turze na Abla Nightlorda (bohater mangi i anime"Trinity blood" XDD)

Na karcie w drugiej turze będzie więcej miejsca, tak że też obiecuję być bardziej kreatywna. Może nawet wezmę kredki... :)

http://www.facebook.com/group.php?gid=123211081053939&ref=mf a co myślisz o tym? :>

Niezły fun i podoba mi się ;D

Jednak na drugą turę bałbym się już zaryzykować nieważnego głosu.
Niby kropla w morzu, ale wolę dla chwili super zabawy nie ryzykować pięciu lat smutku i żenady.
Jak rzekł jeden z kandydatów: "W pierwszej turze głosuje się na konkretne osoby (idee), a druga to już wybór mniejszego zła".

Przywilejem demokracji jest totalna wolność w dysponowaniu swoim głosem.
Życzę zajebistej kreatywności i hiper zabawy ;)

Paniewa,

p.Napieralski wlasnie zaczyna przedstawiac liberalne/obyczajowe postulaty.
Najpewniej publicznie przepyta z nich obu kandydatow z drugiej tury.

Teraz pytanie: ktora z grup o jakich poprzednia notka (Homiki i GI) juz sie z nim kontaktowala by to jej koncepcje ustawy o zwiazkach partnerskich byly podstawa warunkow p.Napieralskiego dla udzielenia poparcia w II turze?

Ktora z grup pierwsza zrozumiala ze to w zasadzie jedyna i bezplatna szansa by przebic sie do powszewchnej swiadomosci?

m@B

PS. Oczywiscie moze byc i tak ze żądam za duzo.Ze fikusny suonik i domek i lady Gaga wyczerpuja kwestie oczekiwan wyborczych.

@B
neospasmin.blox.pl

zebym nie zapomnial:

czy zaproszenia na Europride dla obu kandydatow zostaly juz wyslane czy tez impreze te robia ludzie na tyle ci obcy ze uznajesz ze to nie twoje swieto?

Marcinie, proponuję, abyś zwrócił się z tymi pytaniami do GI, Homików i Fundacji Równości. Są to grupy odpowiedzialne za działania, o które pytasz, i z pewnością mogą Ci udzielić najpełniejszej odpowiedzi na temat tego, co teraz robią, i swoich planów na najbliższą przyszłość.

Eee tam,Paniewa,

nie rob prosze unikow,przyjmij mnie na klate.

W swej notce swietujesz wlasna porazke,wlasne powstanie warszawskie, dumnie prezysz suoniki i lady Gage, ja pytam co dalej?

Jak totalnie/nieodwolalnie/do zera nie przegrac wyborow 2010?

Jak zrealizowac homopostulaty nie opierajac sie przy tym WYLACZNIE na Strasbourgu?

m@B

Marcinie, nie jestem działaczką, jestem blogerką. Co się sprowadza do tego, że opisuję rzeczywistość, czasami coś postuluję, czasami kogoś skrytykuję, sympatyzuję z kilkoma organizacjami, z kilkoma nie sympatyzuję i tyle. Tak że jeżeli masz jakieś pomysły, postulaty, propozycje - zwróć się z nimi proszę do działaczy.

Wszystko rozumiem, tylko po co wiec piszesz o wyborach?

Z tego samego powodu, z którego piszę o książkach, filmach, stronach www, homofobii zinterioryzowanej, problemach z queerem, związkach partnerskich, festiwalach i wystawach itd. - bo dla mnie to ważny i/lub ciekawy temat.

Barbiowie rulezz i to nie zaden sexizm,slowo.

@hds

Problem w tym, że wiele osób nie ryzykuje, a ma pewność, bo taki efekt osiągnięty będzie przy obu możliwych w drugiej turze wynikach.

Oficjalne wyniki:
nieważnych głosów było 117662.
Czekamy na drugą turę:)

Głosów nieważnych było 117 tysięcy, czyli 0,7 całości. Dla mnie - wybacz Ewa - ta akcja jest żenująca. Zwłaszcza w perspektywie kontynuacji jej w drugiej turze. Pójście do wyborów oznacza podjęcie decyzji, a unikanie jej nie świadczy o dojrzałości głosującej/cego.

A jakby było więcej, to już nie byłaby żenująca? Przykro mi, ale w tych wyborach wybrałam własne dobre samopoczucie, a nie któregoś z dziesiątki leśnych dziadków. Na samopoczuciu pozostałej dwójki też mi nie zależy i, podobnie jak Paula, uważam, że niezależnie od tego, który wygra, efekt będzie ten sam.

Uhuhu, Wojtek "Państwowiec" powraca. ;)

Świadoma absencja wyborcza lub oddanie nieważnego głosu (świadome, podkreślam, a nie wynikające np. z lenistwa czy niewiedzy) to też jakiś wybór - przeciw wszystkim kandydatom.

Notabene ma to swoją instytucjonalizację w niektórych systemach wyborczych, gdzie karta zawiera dodatkową kratkę zatytułowaną "nie głosuję na nikogo z powyższych".

Ja taki wybór szanuję, bo szanuję wolność jednostki i nie uważam za bardziej dojrzałe to, że zdecydowałem się jednak wskazać kogoś, kto wywoływał u mnie stosunkowo najmniejsze obrzydzenie.

A potem będziemy mieli dokładkę w postaci kolejnej kaczki. Dzięki za słitaśną kreatywność i hiperfun!

Thumb down


I nie, nie histeryzuję.

@rm:
Tobie nie jest wszystko jedno, czy będzie kaczka czy gajowy. Niektórym jest, ich wybór.

Ten komentarz został usunięty przez autora.

@Quidnunc

Zdaję sobie sprawę, że udział w wyborach i takie czy inne potraktowanie karty do głosowania jest sprawą indywidualną.

Jednak nie znajduję żadnego racjonalnego uzasadnienia dla tego hm... "protestu". Ktoś powie, że jak inaczej budować opozycję wobec obecnej rzeczywistości politycznej i braku realnej alternatywy... Tylko że ten protest jest TOTALNIE niewidzialny - głos nieważny, to głos nieważny - statystyka (na którą notabene prawie nikt nie zwróci uwagi) potraktuje głos rzekomego "aktywisty" tak samo, jak karteluchę kogoś, kto se po prostu jaja zapragnął zrobić.

Napisanie wiersza o wąsaczu sadyście i kaczce, co się nagle przemieniła w piewcę polityki miłości da taki sam efekt, co głosowanie na Lejdi Gagę - czyli ŻADEN. Nie łudźmy się, że ktoś dzięki temu "przejrzy na oczy, że coś jest nie tak z tą naszą demokracją".

Tak dla (sorry za słowotwórstwo) "aktywizmu kreacyjnego", nie dla "aktywizmu destrukcyjnego".

Nie jestem pewien, czy wspomnienie jeszcze o pewnego rodzaju odpowiedzialności wobec pozostałych jest uzasadnione, bo jakoś się mi to kłóci z pierwszym zdaniem tego komentarza... Tak czy siak, świat nie jest czymś prostym.

PS To moja opinia - lubię dyskutować i być przekonywanym, więc z chęcią przeczytam racjonalne "za" taką akcją. :)

paniewa,

te 1117k niewaznych to wiecej czy mniej nizli w pierwszej turze poprzednich wyborow prezydenckich?

Hasla i ideologia dla uniwaznania wlasnych wyborow politycznych spowodowaly ze wiecej osob tak sie zachowuje czy nie?
Jaka jest liczebna roznica?

Sam zastanawiam sie czy waszego ruchu nie rozszerzyc i na restauracje: wchodze, dostaje karte, ide z nia do toalety, tam wykreslam wszystkie dania niewegetarianskie i wolami pisze : "a gdzie leniwe?!".
I spierdalanko.

Na poczatku pewnie nie bede az tak odwazny wiec pisac bede znikopisem.

Przyjmiecie mnie do swojej bandy?

m@B
neospasmin.blox.pl

@rm:
Sam nie mam zamiaru dołączać do akcji. Jestem prawie pewien, że pójdę i jednak wskażę trochę mniejsze (w moim mniemaniu), ale zło.

Jednak rozumiem w pełni decyzję kogoś, kto nie ma zamiaru partycypować w takim wyborze. Cieszyłbym się, gdyby tacy ludzie zostali dostrzeżeni, choć też nie mam złudzeń, że jeśli nawet zostaną, to niewiele to zmieni.

Jedynym (i dla mnie zupełnie wystarczającym) racjonalnym uzasadnieniem jest wolność wyboru - również wolność OD przymusowego wyboru.

Jestem w stanie wyobrazić sobie taką dwójkę kandydatów, spośród której nie byłbym w stanie w żaden sposób wybrać. Dlatego rozumiem, że wielu może mieć podobne odczucia w tej chwili.

A jeśli odwołujesz się do odpowiedzialności wobec pozostałych - weź pod uwagę, że ktoś celowo może nie chcieć, by ani jeden ani drugi nie został wybrany. Taka opcja nie jest rzecz jasna możliwa, więc jedyne, co pozostaje to jakaś forma protestu.

@Quidnunc

Też bym chciał widzieć w statystyce dwucyfrowy bojkot, ponieważ w takim wypadku miałoby to pewien sens i swoje oddziaływanie, jakieś.

Nie kwestionuję prawa do wstrzymania się od głosu - mamy wolność i niech nikt nie waży się komukolwiek takich rzeczy narzucać. Nie krytykuję prawa jako takiego, lecz jego konkretną w wypadku tych wyborów właściowość - irracjonalność (uargumentowałem tę ocenę w komenatrzu wcześniejszym).

Jestem za skonkretyzowaniem przedmiotu dyskusji, czyli wyborów (lub raczej plebiscytu). Mamy do zakreślenia oczywiście albo J. Kaczyńskiego, albo B. Komorowskiego. Obaj unikają jak ognia publicznego komentowania kwestii związków i w ogóle próbują tuszować istnienie lgbtq. Jednak konkretyzujmy dalej kontekst plebiscytu. GI bawi się swą ustawą, Homiki przedstawiły coś sensownego. Załóżmy hipotetycznie, że przez parlament przepchana zostaje wreszcie ustawa (nawet mocno okrojona) i ląduje na biurku prezydenta. Abstrahuję od tego, że to sytuacja prawie niemożliwa z PO/PSL przy sterach. Zakładamy jednak, że już na biurku papier leży... Gdyby ustawę zaaprobowałby peoowopeeselowy (lub -eseldowy) parlament, to prezydent z obozu rządzącego (wąsacz) zachowałby tę legislacyjną ciągłość i tchnął życie w dokument. Gdyby Jaro trzymałby w ręku pióro, od razu wykreowałby się na obrońcę katomoralności, władcę tego antemurale christianitatis i zawetowałby ustawę, zbijając pokaźny kapitał polityczny w postaci pnących się do górę słupków poparcia (mimo że jego poglądy dot. homoseksualizmu nie są wcale takie straszne - przeszukajcie dailymotion).

Abiekt słusznie pisze, że od pół roku gdzieś zaczynamy iść - gdzie dokładnie? Tego nikt nie wie. Może donikąd. Jednak łapiemy w żagle wiatr, zgodzicie się?

Mamy 4 pkt. różnicy, powtarza się rok 2005, nie warto, jak już hds napisał, mieć funa przez sekundę bazgrania po kartce a potem pluć sobie w brodę, gdy kaczka wetuje ustawę.

Oh i pamiętajmy jeszcze, że Palikot palnął coś o POSLD i że Grzesiek stawia warunki. Mimo że sama lewica i jej kandydat niechętnie mówił o związkach, to jednak łapmy się, łampy się czegokolwiek, dajmy tej szansie się zanużyć i nie zatapiajmy jej nieopatrznie i bezmyślnie. A nuż a widelec... ;)

miast zanużyć oczywiście "wynużyć" :]

A właściwie to "wynurzyć"? ;)

Mnie przekonywać w zasadzie nie musisz, ale nie ma mowy, żebym zdobył się na agitowanie za Bronisławem. :)

Możemy snuć różne political fiction, gdzie wsadziłbym na razie PO-SLD, ale kto wie - może przy kolejnych wyborach? Tylko że nie wiadomo, jak one mogą się skończyć po roku "samodzierżawia" Platformy. I kto to wie, co by się miało z takiej koalicji urodzić.

Chyba popłynąłem... :)

Dlczego stosunek do regulacji prawnej związków jednopłciowych, jaki mają dwoje pozostali na placu boju kandydaci, ma być czynnikiem decydującym, nawet dla czytelników/czytelniczek i komentatorów/komentatorek tego bloga? Odkąd mam prawa wyborcze - od półtora dekady - rozpaczałam nad wieloma zawetowanymi ustawami, które uważałam za warte "wdrożenia", i wkurzałam się, gdy podpisywano mi nie odpowiadające (albo takie, które uważałam za ogólnie szkodliwe, ale nie mam prawa generalizować), o utopionych inicjatywach legislacyjnych nie wspominając. Jestem stara, cyniczna i bez złudzeń, i jeśli podjęłam trud dopisania się do listy wyborców w miejscu realnego zamieszkania, jeśli się pofatygowałam w deszczu, a w lokalu czekałam pół godziny, to znaczy, że byłam bardzo zdeterminowana... "to have fun that lasted five seconds"? Chyba nie. A 117 tysięcy z dużym hakiem to tyle, co ludność Włocławka... albo holenderskiej Lejdy, ot co.

@Quidnunc

osz, dzięki za korektę. Ja to już dziś z rana odpłynąłem widocznie. -.- ;)

@rm

Przy okazji tych wyborów bawię się w political fiction chyba tak często jak nigdy dotąd. Scenariusz pierwszy: Kaczyński zostaje prezydentem, PiS bez wodza słabnie, PO wygrywa wybory samorządowe, na parlamentarne rośnie nam nowa siła (lewicowa? naprawdę liberalna?), która pewnie będzie współrządzić z PO. Scenariusz drugi: Komorowski wygrywa wybory, PiS wygrywa wybory samorządowe, przed parlamentarnymi ludzie mają już tak dość jednowładzy PO, że znowuż wybierają PiS, w międzyczasie rośnie nowa siła, która jest w opozycji do PiS (bo żadna sensowna partia z nimi w koalicję nie wejdzie)... Nie podejmuję się prognozować, czy któryś z tych scenariuszy jest realny, tak samo jak nie wiem, czy SLD wspólnie z PO przepychałoby ustawę o związkach partnerskich (BTW, Napieralski właśnie stwierdził, że tym punktem nie będzie grał w grze pod tytułem "którego z panów na K. poprę").

Nie wiem też, która opcja polityczna z możliwych jest gorsza - czy pseudoliberalne PO, które odżegnuje się od prywatyzacji szpitali, czy (chyba już oficjalnie) lewicowy PiS, który bełkocze coś o podwyższeniu składki zdrowotnej przy jednoczesnym obniżeniu podatków... Właściwie od początku kampanii śledzę wypowiedzi kandydatów z myślą "a może jednak któryś nie jest taki zły, jak mi się wydaje". I z dnia na dzień przekonuję się, że są gorsi, niż myślałam. Tyle uzasadnienia osobistego wyboru.

A akcja? Skromna, fakt, ale też wymyślona w ostatniej chwili, pod wpływem jednego z głosów na którymś forum, że i tak nikt tych nieważnych głosów nie zauważy. I jasne, że te parę tysięcy osób, które tu bywają, to rzeczywiście niewiele w porównaniu z liczbą głosujących, ale jedynie taka forma protestu była w moim zasięgu.

O to czy "mniej dojrzale" lub "bardziej zenujace" jest nie pojscie, oddanie niewaznego glosu czy glosowanie na "mniejsze zlo" mozemy sie klucic bardzo dlugo i nic z tego nie wyniknie. Wiec po co?

Sprawa sprowadza sie (ok, dla mnie) do dwoch kwestii - 1) co uwazam za zgodne z moimi zasadami, 2) co przewiduje ze doprowadzi lub moze doprowadzic do polepszenia sytuacji w przyszlosci.

Dla mnie - 1) glosowanie na "mniejsze zlo" jest wyjsciem po prostu niemoralnym i krotkowzrocznym, oraz braniem jakiejs malutkiej wspolodpowiedzialnosci za to "mniejsze", ale jednak nadal zlo. Stwierdzenie "w ten sposob oddajesz glos na Kaczynskiego" uwazam za demagogie. 2) glosowanie na "mniejsze zlo" oznacza poparcie dalszej patologizacji polskiej polityki i niewiare w to ze cos moze sie zmienic. Mniej lub bardziej zorganizowana akcja "nie glosuje na mniejsze zlo, nie glosuje wbrew moim przekonaniom" jest jedna z mozliwosci przekonania spoleczenstwa ze, wlasnie, nie musimy popierac caly czas tej samej czteroglowej swini, przepraszam, hydry. Na razie "niewaznych glosow" mamy 0.7%. Jesli w kolejnych wyborach przekroczymy 3%, czy jeszcze lepiej 5% - co wcale nie jest nierealne - media nie beda mogly dalej udawac ze takiego problemu nie ma, i bedzie mozna uzyc tego jako punktu wyjscia do jakis konkretniejszych dzialan. Ot, chociazby jakis zorganizowany nacisk na zwiekszenie odpowiedzialnosci (prawnej i majatkowej!) urzednikow i politykow, obnizenie progu wyborczego albo jakas ustawa "antyzamrazarkowa" (obowiazek glosowania nad projektami obywatelskimi w okreslonym czasie).

Wreszcie, przyjrzyjmy sie na te 0.7%. To nie jest malo. Z 11 miejsc (10 kandydatow + "zaden") to jest 9-e. Zwiekszmy to dwukrotnie, przebijemy Jurka i Leppera, trzykrotnie - Olechowskiego i Pawlaka, czterokrotnie - wiecznego kandydata Mikkiego.

Spojrzcie na te wyniki - miejsca od 4-ego w dol to 2.48 - 0.13%. To nie jest normalne. Spojrzcie, nawet jurkowi hardcorowi pro-liferzy glosowali (najprawdopodobniej) na Kaczynskiego. Oczywiscie, media i przyznawany czas antenowy maja na to duzy wplyw, ale nie taki jak wlasnie syndromy "glosowania na mniejsze zlo" i "glosowania przeciw".

Nie zgadzacie sie z tym? Ok. Ale wezcie pod uwage ze dla wielu osob to jest swiadoma i przemyslana decyzja.

p.s. Nie bede sie wypierac, kandydaci aktywnie lub biernie homofobiczni maja u mnie duzy minus, ale glownym kryterium ktorym sie kieruje jest ekonomia, a pod tym wzgledem jest jeszcze gorzej.

A ja nawet nie wiedziałam, że Gaga kandyduje ;)

Prześlij komentarz