Przejdź do głównej zawartości

Głosowanie, ślub i płeć

Myślałyśmy, że po piątkowym skoku na pierwsze miejsce w konkursie SAS nic już nas nie zaskoczy. Tymczasem dziś, głównie chyba dzięki main topikowi na Gazeta.pl:
odnoszącemu się do tego tekstu, zaliczyłyśmy chyba z 1000 głosów (a strona konkursowa awarię, którą, mam nadzieję, szybko naprawią). Zagościłyśmy też na blogu Jenny Schecter, która dzielnie promuje homoseksualizm w bardzo trudnym miejscu, bo na Pardon.pl. Napisała też o nas Wirtualna Polska (pod głupim tytułem "Polskie lesbijki zwyciężą w kontrowersyjnym konkursie?"). Ale najpiękniejsza rzecz ukazała się na stronie Krytyki Politycznej:

To jest popkulturowa strategia walki z homofobią. Zdecydowanie moim zdaniem skuteczniejsza od strategii martyrologiczno-moralizatorskiej. O konkursie już teraz zrobiło się głośno, a samo uczestnictwo polskich par to okazja do przypomnienia postulatów LGBT. Im więcej doniesień medialnych na ten temat - szczególnie opartych o historie konkretnych osób, które są gotowe taki związek zawrzeć - tym lepiej. Ewie i Gosi marzy się lotniczy happening i luksusy w pakiecie z przyczyn zasadniczo politycznych - one od lat pchają ideę związków/małżeństw osób nieheteroseksualnych. Trzymam kciuki - pisze między innymi Agnieszka Graff. Cały tekst tu. Cudowny. Dziękujemy.

Tymczasem wokół ślubu Ani i Grety, a konkretnie wokół artykułu w "Gazecie Wyborczej", zrobiła się nielicha dyskusja. Nie żeby mnie to jakoś szczególnie zaskoczyło. Nienormatywne tożsamości to trudny temat, a jak się go jeszcze poda w taki sposób, w jaki zrobili to autorzy tekstu (dwie panie wzięły ślub! W Polsce! Legalnie!), to trudno liczyć na zrozumienie. Również wśród teoretycznie swoich, co pokazuje dyskusja na Homikach pod informacją o ślubie pań. W końcu, choć już wiemy, co to homoseksualność, biseksualność czy transseksualność, to inne tożsamości sprawiają nam już nieco więcej kłopotów. No bo jak można uważać się za kobietę, skoro się ma, za przeproszeniem, siusiaka (Ania)? I jak to możliwe, że kobieta, która przez tyle lat uważała się za lesbijkę, zakochała się w kimś, kto tego, znowu za przeproszeniem, siusiaka ma (Greta)? Ano można i możliwe. I tak naprawdę od wyjaśnienia, jak to możliwe, należałoby moim zdaniem ów tekst w GW zacząć. Choć nawet wtedy wzbudziłby nielichą konsternację. Ale przynajmniej byłby to już jakiś początek dyskusji o tych wszystkich tożsamościach, o których dotąd się w mainstreamie nie dyskutowało.

Dlaczego zatem uważam, że Ania jest Anią, a nie Jankiem? Bo moim zdaniem to nie ciało, w którym się urodziliśmy i w którym żyjemy, decyduje o tym, jakiej jesteśmy płci. A operacyjna korekta płci jest potrzebna w przypadku, kiedy ktoś w swoim ciele czuje się źle, nie jest natomiast konieczna, aby uznać, że dana osoba jest kobietą lub mężczyzną. Jasne, że według polskiego prawa w dokumentach Ani zawsze będzie widniało imię "Jan". Ale ona sama nie czuje się Janem (choć czasami funkcjonuje w tym wcieleniu) i to moim zdaniem w zupełności wystarcza. A poza tym - dlaczego właściwie nie? Dlaczego sztywno, binarnie dzielić rzeczywistość: ta ma w dowodzie "Gosia", więc to kobieta, ten "Marek", więc to mężczyzna? W czym nam przeszkadza ktoś, kto jest trochę tym, a trochę tym? Że utrudnia artykulację postulatów? Że nie wiadomo, czy (i jak) go włączyć czy wyłączyć z walki o równe prawa (bo pod pewnymi warunkami on/ona świetnie w naszym systemie prawnym funkcjonuje)? No bez przesady. To przecież nadal stara dobra dyskusja wizerunkowa. Co oczywiście nie oznacza, że wszyscy mają wszystko przyjmować na słowo: "Ania to kobieta, bo tak!". Przeciwnie - tłumaczyć trzeba.

A dlaczego uważam, że Greta, mimo iż przez wiele lat uważała się za lesbijkę, mogła zakochać się w Ani, nie przekreślając w ten sposób całego swojego dotychczasowego życia? Tu już jest prościej - bo nie wierzę, że nasza tożsamość jest niezmienna i z góry dana. I że - znowuż - określa ją to, co osoba, którą pokochamy, ma w spodniach. Choć jak dla mnie Greta lesbijką nie jest (określiłabym ją jako omniseksualną, czyli zdolną kochać poza granicami płci), to jeżeli ona uważa Anię za kobietę i chce się tak określać (choć nie wiem, czy chce), to w porządku. A jeżeli nie, to też. Ale powiedzieć, że zakochała się w mężczyźnie, to już jak dla mnie zbyt wielkie uproszczenie.

Pod poprzednim postem Wojtek zadał pytanie, co było w tym ślubie transgenderowego. Nie wiem, bo nie wiem, co to jest transgenderowy ślub. Nigdy wcześniej na takim nie byłam. Ale dyskusja, którą wywołał, niewątpliwie o przekraczaniu granic płci jest. Więc może to?

Komentarze

  1. Tak tekst KP, jaki i Twoj tekst o tozsamosci - swietne. Daje do myslenia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie przypuszczałam nawet, że zauważycie mój skromny wpis na blogu i moją katorżniczą pracę u podstaw (; W końcu postanowiłam napisać o tym, a nuż widelec ktoś zagłosuje... Przecież każdy głos się liczy, trzeba robić szum gdzie się da.

    pozdrawiam i ściskam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  3. Z tego co piszesz o "Janie" pasuje mi (to oczywiście tylko moje zdanie, psychologiem nie jestem) do opisu czym jest transwestytyzm podwójnej roli...
    Nie mam nic przeciw Grecie i Ani, ale nie dziwię się oburzeniu jakie obudził tytuł artykułu. Głównie ze względu na to, że znam osobiście sytuację niejednej osoby transseksualnej i nie zdziwiłam się jak po tym artykule do jednej z nich przyszła matka i powiedziała "Synku, zobacz, przecież można o tak zrobić" z nadzieją w podtekście, że się "rozmyśli" i spróbuje "zaakceptować obce ciało".
    Pod tym względem stała się nieco krzywda tym osobom, a nie mają one z transgender ani transwestytyzmem podwójnej roli nic a nic wspólnego... Bo transseksualizm to tylko okres przejściowy, do póki nie zawidnieje upragniona literka w dowodzie i operacja (która niestety jest bardzo droga i dlatego wiele osób z opóźnieniem ją robi). Później osoba po naprawie "błędu Boga" jest tylko kobietą albo mężczyzną...
    A ta sensacja z tym ślubem (ze względu na niewiedzę ludzi) wprowadziło wielu w błąd. Chociażby dlatego, że właśnie "Jan" nie jest zwyczajną kobietą... Jest nią w domu, a w pracy jest mężczyzną i nie dąży nawet do funkcjonowania w społeczeństwie jako kobieta (co dają zmienione dokumenty). Wielu ludzi miesza te wszystkie pojęcia i... Przykro tylko patrzeć jak zostają wprowadzeni w błąd.
    Mam nadzieję, że ta niezdrowa sytuacja z tym tytułem etc może zobliguje jakieś organizacje do tego, aby poszerzać wiedzę ludzi na takie tematy. Aby nikt na tym nie ucierpiał.
    Co do uważania się drugiej pani za lesbijkę... Jeśli ona tak sama osobiście uważa, ponieważ obcuje głównie z kobiecą rolą "Jana" to niech tak uważa. Dla mnie jest osobą biseksualną, ponieważ... Jakoś wierzyć mi się nie chce, że prawdziwa lesbijka nie chciałaby, aby jej partnerka miała biust... O intymnej części nie wspominając.
    Bo ja rozumiem, owszem można kochać po prostu człowieka (bez płci), duszę, pokochać to co się w niej widzi, ale... Oczu nie da się oszukać. A takie kochanie jakoś tak bardziej pasuje mi do spojrzenia jakie preferują na wszelkich stronach i forach osoby biseksualne.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. dziewczyny, jak tak dalej pójdzie, trzeba będzie szykować te wizy do USA... głosuję codziennie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. @ Drevni Kocurek - masz całkowitą rację - ostatnio oglądałam program na Religia TV pt. Skalpel i dusza. Program przygotowany szalenie fachowo i na wysokim poziomie merytorycznym. Była m.in. rozmowa z seksuologiem dr Dulko oraz innym gościem (nie pamiętam, czy był to seksuolog czy psychiatra), który dość wrogo odnosił się do Dulki oraz bardzo dobitnie stwierdził, że obecnie jest trend, żeby transseksualistę zniechęcić do operacji, terapii hormonalnej, zmiany poważniejszej od tej w papierach. Ot - żeby zrezygnował z przemiany, co akurat jest w duchu kościoła katolickiego (podobnie, jak z homo - TS możesz być, ale nie wolno ci zmienić tego, co ci bozia dała). Właśnie takie nagłaśnianie ślubu w duchu "2 kobiety" może być paskudne dla transseksualistów - oni nie są jedynie osobami transgender, transwestytami, crossdresserami, którzy grają wyglądem i bawią się płcią. I chociaż rozumiem, że mała Ania chce polskiemu społeczeństwu pokazać, że pomiędzy mężczyzną, a transseksualistą M/K (odpowiednio kobietą i TS K/M) jest jeszcze COŚ (tak jak biseksualiści chcą być zauważeni w przestrzeni pomiędzy homo i hetero), to trzeba wiedzieć, jak to odbiorcy podać. A w tej sprawie podano w sposób skandaliczny, co tym bardziej mnie razi, że maczał w tym palce pan Pacewicz, którego miałam za rzetelnego dziennikarza.

    OdpowiedzUsuń
  6. Macie miażdżącą przewagę! Ja też pamiętam o Was codziennie :) Moim zdaniem najbardziej kochamy wnętrze, więc Greta mogła pokochać wewnętrzną kobietę, która kryje się pod powłoką męskiego ciała. Ale podane przez Ciebie określenie "omniseksualna" również tutaj bardzo dobrze pasuje.

    OdpowiedzUsuń
  7. Joey

    Ja też do tej pory uważałam, że Gazeta na coś takiego się nie porwie, żeby z takiego ślubu robić tak chore zamieszanie wśród ludzi (bo pomijam już środowiska LGBT).
    Nie wiem... Ja bym na miejscu osób, których ślub był opisany w taki sposób żądałabym albo sama napisałabym jakieś sprostowanie. Chociażby z uwagi na właśnie osoby transseksualne, które teraz "dzięki" takiemu newsowi mają hardcore w domu. "Bo widzisz tak można, znajdź sobie babę/faceta i weź ślub. W domku sobie bądź Kasią/Krzysiem, ale dokumenty zostaw i to co bozia dała też. I na wnuki czekamy."
    Owszem, są pomiędzy - transwestyci podwójnej roli (których jak sama TransFuzja głosi się nie leczy, można jedynie zaakceptować to i już - czyli zaakceptować tak jak "Jan", nie?) i osoby transgender (które także, nie dążą do operacyjnych ani prawnych zmian). I właśnie to powinno być w artykule podkreślone.
    Bo, kurna, osoby m/k i k/m mają i tak od cholery ciężko i problemów, aby zmierzyć się z całym światem (rodziną, otoczeniem, pracą) i naprawdę nie potrzebny im taki "kołek" w tym trudzie jakiego się podejmują. Gazeta pisała wiele artykułów, na takie tematy też i naprawdę nie rozumiem jak osoba, która zna się ponoć na temacie, mogła tak ta sytuację potraktować.
    Wystarczy, że kościół i nam (osobom homoseksualnym) robi kazania typu "bądź sobie homo, ale żyj jak bozia przykazała" i im, że "uważajcie sobie o sobie co chcecie, ale bozia tak wam dała to nie wolno nic zmieniać", to jeszcze teraz ogłupione społeczeństwo będzie utrudniać... Tym bardziej nie rozumiem tej akcji, skoro z tego, co czytałam (mimo usilnego wybijania osobom ts z głowy operacji i zmian prawnych) stara się o to, aby leczenie było finansowane - bo cena jest chora 10 000 a to nie jest ot taka sobie korekcja biustu, bo jakaś pani uważa, że ma za mały...
    Podobnie pani opisana w Gazecie jako "lesbijka" nam robi przysługę, bo chyba nietrudno się domyślić, że teraz i my możemy usłyszeć "Zobacz lesbijka, a wzięła ślub z facetem to ty też możesz..." Taaa...

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  8. @ Drevni Kocurek - taaa... doskonale pamiętam, kiedy 20 lat temu postanowiłam wreszcie żyć tak, jak czuję i zerwałam kilkuletni związek z moim pierwszym i jedynym mężczyzną. Trzeba dodać mężczyzną, którego moja matka uwielbiała, a który o wiele lat wyprzedzał epokę metroseksualności i był podejrzewany o to, że jest gejem. Uszy mi więdły od wysłuchiwania gadania mojej matki - "no przecież on jest taki kobiecy, taki wrażliwy, delikatny, czuły, empatyczny, delikatny itp. itd" - a przecież nie o to chodziło. W sobotę według GW "lesbijka" wzięła ślub z kobiecym mężczyzną. A ja już wiem, że niejedna mamusia ma argument, żeby dręczyć córkę, zaś bardzo niepewna jeszcze swojej orientacji lesbijka może czuć się mocno zakłopotana.

    OdpowiedzUsuń
  9. Joey

    Tak jak i odkrywająca prawdę o sobie osoba ts ma teraz niezły mętlik "O co tu do cholery chodzi?!"...

    I zastanawiam się tylko, gdzie są te "dziewczyny" w momencie, kiedy z ich święta ktoś zrobił sobie bombę w społeczeństwo.

    OdpowiedzUsuń
  10. @Joey, Drevni Kocurek
    Nie macie wrażenia, że argumenty, których używacie, są identyczne z tymi, których używa się przeciw lesbijkom typu butch, drag queens na paradach czy osobom, które nie są zainteresowane tworzeniem stałych związków i otwarcie o tym mówią? Że niech sobie będą, ale niech się nie wychylają, bo psują wizerunek, utrudniają strategię emancypacyjną, utrwalają stereotypy itd.?

    Tak jak napisałam w poście - jak się chce kogoś zdyskredytować, to powód zawsze się znajdzie. I nie ma co winić Ani, Grety, dragów, butchów itd. że ktoś ich istnienie wykorzystuje jako argument przeciw nadaniu nam równych praw. Bo jakby ich (nas) nie było, to znalazłby inny argument. Jak dla mnie - nigdy nie ma dobrego powodu aby chować kogoś w szafie i udawać, że nie istnieje. Chociażby dlatego, że nas też wiele osób z miłą chęcią by w tej szafie schowało.

    Poza tym - o tekście w GW większość osób już zdążyła zapomnieć. Nie demonizowałabym jego impaktu.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja mam tylko nadzieję, że ludzie szybko zapomną o tym nieszczęsnym artykule, bo w dobie walki o prawo do ślubów par jednopłciowych, taki artykuł może nas cofnąć w naszych dążeniach nie przymierzając jak warszawska prezydentura Kaczyńskiego.

    Podkreślam jeszcze raz: LGBT to różne środowiska dążące do różnych spraw. To co w tej chwili najważniejsze dla mnie (uregulowanie sytuacji prawnej w Polsce), dla Ani i Grety jest sprawą drugorzędną, bo oni walczą o... no właśnie nie bardzo zrozumiałam o co. O tolerancję do przebierania się? Do zabawy płcią? O to walczy o wiele odważniej Rafalala i, moim zdaniem z o wiele lepszym skutkiem.

    Zgadzam się też z Kocurkiem w kwestii krzywdy jaki ten artykuł wyrządza osobom trans, które CHCĄ zmienić płeć oraz lesbijkom, które NIE CHCĄ się wiązać, ani tym bardziej brać ślubu z kobietami w męskim ciele.

    Nie dalej jak wczoraj znajomy pół żartem pół serio, na wieść o tym, że jestem lesbijką zarechotał i oznajmił, że on też, bo przecież też kocha kobiety!

    I niestety takich tekstów nasłuchałam się w życiu wiele :/

    OdpowiedzUsuń
  12. @igrażka
    Wydaje mi się, że trywializujesz kwestię tożsamości takich osób jak Ania i to jest być może to, o co ona walczy - o poważne traktowanie tego, kim jest, a nie sprowadzanie wszystkiego do zabawy. I to Twoje trywializowanie jest dla mnie analogiczne do trywializowania Ciebie jako lesbijki, o którym piszesz. Dla Ciebie to jest zabawa płcią, dla kogoś innego kwestia prawa do bycia i swobodnego wyrażania tego, kim jest. Tak samo jak dla Twojego kolegi bycie lesbijką to dobry temat do żartów, a dla Ciebie... sama sobie odpowiedz na to pytanie.

    Rozumiem, że dla Ciebie ważniejsze są kwestie, które Ciebie bezpośrednio dotyczą (mnie zresztą też). Ale to nie jest powód, aby milczeli wszyscy ci, którzy mają coś innego do ugrania, nawet jeżeli Tobie się wydaje, że on w ten sposób Ci szkodzą.

    OdpowiedzUsuń
  13. hmm,

    małe sprostowanie do poprzedniego postu. wydaje mi się, że coraz częściej mówi się nie tyle o zmianie płci, co o jej korekcie - tak aby aspekt fizyczny i psychiczny czuły się ze sobą dobrze...

    i uważałabym, ze sprowadzaniem wszystkiego do anatomii...

    nie czuję, żeby Ania i Greta zrobiły mi jakąkolwiek krzywdę (co do uogólnień - to trzeba by zapytać więcej lesbijek i więcej pre-op trans ludzi). postrzegam to, co robią jako walkę - walkę o widoczność.
    tak jak nie każdy musi być homo-bi-hetero, tak nie każdy chce się dawać ukobiecać/ umężczyźniać wg tradycyjnych wzorców...i nie ma na to jednoznacznej nazwy. i bardzo dobrze... różnorodność górą:)

    a gosi i ewie szczere gratulacje:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ewa, nie zrozumiałaś mnie. Jestem za tym, żeby tematykę transów przybliżać wszystkim - sama pracując przy festiwalu Pryzmat byłam za tym, żeby pokazać jak najwięcej filmów o transach (głównie dokumentów, ale nie tylko). Chodzi mi jedynie o nomenklaturę. Ślubu, jak sugeruje artykuł, nie wzięły "legalnie dwie kobiety". Legalnie wzięli go mężczyzna i kobieta. Ot subtelna różnica.
    O ten tekst, który posłużył za nagłówek artykułu mi chodzi.

    Jeżeli ja się przebiorę za mężczyznę, to choćbym skisła, nie wezmę w Polsce LEGALNIE ślubu z moją partnerką jako kobieta i mężczyzna. Prawnie nadal będziemy kobietami, bez żadnych praw wobec siebie.

    Być może dla niektórych sytuacja prawna jest mniej istotna od tego jak są traktowane. Jednak dla wielu osób w wieloletnich związkach, które się wspólnie czegoś dorobiły, ważne jest, aby zabezpieczyć swoją partnerkę/partnera od strony prawnej - chociażby przed zakusami rodziny w razie śmierci jednej z partnerek.

    @Wicehrabia - to, że tobie nie zrobiły krzywdy, nie znaczy, że nie zrobiły krzywdy innym - i to wcale nie samym ślubem, lecz taką, a nie inną formą nagłośnienia go w największych mediach w kraju.

    OdpowiedzUsuń
  15. cala zabawa cale niezrozumienie wynika z tego ze ta para wziela slub nie dla ruchu, nie po to by wywalczyc prawa dla niehetero ale dla siebie. I z takiej prespektywy- perspektywy przystawania ich doswiadczaenia do waszych wzorcow nalezy je oceniac a nie z perspektywy przystawalnosci ich zwiazku/slubu do waszych wzorcow i postulatow.

    W komentarzach jakie pod textem Ewy widac lustrzane odbicie postulatow kosciola katolickiego- jest norma (u czarnego -hetero, w ruchu na rzecz praw homo- homo), kto od tej normy odstaje ten do odstrzalu.
    Nie wydaje mi sie by takie zwieranie szeregow bylo zgodnie z zasada nadrzedna jaka powinnismy sie kierowac- prawem do szczescia.

    A propos tego ostatniego- ide oddedrzec, niech leca...

    m@B
    neospasmin.blox.pl

    OdpowiedzUsuń
  16. @Ewa
    Czytając komentarze też mam wrażenie jakbym zagłębiała się w dyskusję wizerunkową...Tyle, że tym razem nie będzie porno lasek ;)
    Najważniejsze, że dzięki takim wydarzeniom jest głośno w mediach...
    Ps: Prowadzenia w konkursie gratuluje, kilka razy dziennie bilet odrywam :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Też mam takie wrażenie, i że niestety jest podszyta zwykłą ludzkią zawiścią.
    Wśród Lgbt transy (wszystkich rodzajów) stoją na samym dole drabinki. Dominującą pstawą ze strony homików jest pochylanie się ze współczuciem, połączone z zaznaczaniem jak bardzo transy nieprawdziwymi są kobietami lub mężczyznami.
    I oto nagle ktoś taki okazuje się mieć prawa, o których homiki mogą tylko pomarzyć. I to wcale nie pomimo swojej "niedoskonałaoci" ale właśnie dzięki niej. Do tego, zamiast zapaść się ze wstydu pod ziemię, beszczelnie się z tym obnosi. I jeszcze próbuję się za homikami ujmować. Niemalże jakby homiki niżej stały :).
    A dla przeciętnego heteryka nie ma specjalnej różnicy pomiędzy lesbijką gejem, transeksualista czy tranwestytą. Wszyscy demokratycznie nie pasują do modelu prawdziwej kobiety lub prawdziwego mężczyzny.

    Co mnie natomiast dziwi i smuci to fakt, że krzycząc o tym jak to panie nam zaszkodziły, nikt nie widzi tej ankiety obok, gdzie ponad pięćdziesiąt procent jest za małżeństwami homoseksualnymi.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…