Przejdź do głównej zawartości

I co teraz, ha?

Wszyscy mają problem, mam i ja. Jak może pamiętacie, w ostatnich wyborach prezydenckich postawiłam na Lorda Voldemorta i Hillary Clinton, co parę osób miało mi za złe. W tym roku byłabym pewna, że zrobię to samo, gdyby nie... dwójka na warszawskiej liście Ruchu Poparcia Palikota. Wanda Nowicka, jedna z moich ulubionych aktywistek, wystarczająco radykalna jak na moje wysublimowane gusta, a na dodatek po prostu przyzwoity człowiek. Słowem idealna kandydatka startująca z mocno nieidealnej listy.

No i się gryzę. Gdyby to była jedynka czy nawet dwójka na liście SLD, to pewnie miałabym mniejsze opory. Bo ugrupowanie dość podłe, ale miejsce w Sejmie z takim numerkiem raczej pewne. Skoro więc i tak reprezentanci Sojuszu mają po raz kolejny objąć stołki, to niech skorzysta na tym ktoś, komu ufam i wierzę, że nie będzie kucać przed oficjalną linią partii i usprawiedliwiać działań, których się usprawiedliwić nie da. Z drugiej strony, skoro tak nie cierpię SLD, to dlaczego po prostu nie dam szansy ugrupowaniu, które jeszcze nie miało okazji pokazać, na co je stać? Czy problem z polską polityką nie polega według mnie przypadkiem na tym, że co wybory, to głosujemy przeciw komuś, a nie za kimś, w ten sposób legitymizując status quo, zamiast postawić na tych, co według sondaży może i nie mają szans, ale są nam ideowo bliżsi? Ano polega, kłopot w tym, że pan Palikot nie jest mi ideowo bliski, więc głos oddany na jego listę nadal nie byłby głosem "za". A poza tym: on też już miał okazję pokazać, na co go stać.

Co zabawne, to w RPP wcale nie przeszkadza mi najbardziej to, że jego twórca swojego czasu wydawał utraprawicowe pisemko "Ozon", a jego napastliwość wobec przeciwników politycznych. Wpiszcie sobie w Google frazę "Palikot atakuje" - lista wyników jest naprawdę imponująca. Pewnie, że w owych atakach jest często sporo racji i w dużej mierze nie biorą się z niczego. Problem w tym, że pod propozycjami, by Kurtyka palnął sobie w łeb, a Kaczyński przyznał, czego nadużywa czy przestał pieprzyć, czy jakże istotnymi doniesieniami w rodzaju ostatniego, że poseł PSL Jan Bury się spił do nieprzytomności, ginie merytoryka, a pozostaje jedynie niesmak. Dla mnie apogeum tego "stylu" uprawiania polityki była czerwcowa pikieta pod Sejmem, która ponoć miała służyć poparciu ustawy o związkach partnerskich, a okazała się być naprawdę żenującym antypisowskim happeningiem (pisałam o niej tu).

Jasne, że RPP ma jakieś tam założenia programowe (do poczytania tu), tyle że w publicznych wystąpieniach, zamiast akcentować ich pozytywy, skupia się na byciu "przeciw", więc nie mam pojęcia, czy potrafi być "za". Polityka to nie wersal, wiem, a pod pięknymi słówkami niekoniecznie coś pięknego się kryje (patrz Platforma Obywatelska), ale skoro wyznawcy Palikota chcą walczyć między innymi o poprawę jakości życia politycznego, miło by było, gdyby zaczęli od siebie i zamiast np. robić szopkę dla mediów z rozdawaniem uczniom i ich rodzicom ulotek na temat etyki w szkołach (chyba wolę już Napieralskiego rozdającego jabłka robotnikom, poziom żenady podobny, ale przynajmniej nie mieszał szkół w kampanię wyborczą), powalczyli o zmiany w szkołach chociażby tak, jak robi to SPR, któremu udało się w końcu doprowadzić do zmian w najpopularniejszym podręczniku do wychowania do życia w rodzinie (szczegóły na Homikach). Mniej to widowiskowe, ale za to skuteczne. Ale cóż, happenigi kosztują daleko mniej pracy, a za to efekt medialny dużo ciekawszy, więc po co się męczyć. A że jakaś grymaśna wyborczyni chciałaby dostać konkret zamiast dmuchania w gwizdek? E tam, kto by dawał konkrety, konkrety są nudne i się nie sprzedają.

Do tego dochodzi jeszcze pewna teoria spiskowa. Aż mi głupio, że ją przytaczam, a jeszcze głupiej, że nie jestem do końca przekonana o jej nieprawdziwości, ale co mi tam. Otóż pomysł (bynajmniej nie mój) jest taki, że Palikot działa tak naprawdę z ramienia PO, a jego jedyny cel to osłabienie wyniku SLD, którego na "radykalne" deklaracje po prostu nie stać.

I w tym wszystkim mam Wandę Nowicką, działaczkę społeczną, od lat walczącą o prawa kobiet, do bólu konkretną i do bólu niehappeningową. I pomysł koleżanki z pracy, by namawiać ludzi, żeby na nią głosowali, bo jak przebije szefa partii, która udostępniła jej miejsce na liście, to będzie to jakiś sygnał, że reprezentuje głos całkiem sporej rzeszy osób, i to większej niż festyniarz Palikot. Plus miło by było, gdyby się okazało, że SLD popełniło spory błąd, spychając ją na dalsze miejsca na liście.

No i mam dylemat - Lord Voldemort czy Wanda Nowicka? Może pomożecie mi go rozwiązać.

A na koniec zagadka. Na osobę, która jako pierwsza poda tytuł książki, której pierwszym zdaniem jest tytułowe "I co teraz, ha?" czeka egzemplarz "Tęczowej rewolucji". Pytanie jest chyba trudne, więc dla ułatwienia dodam, że książeczka owa w Polsce została wydana w dwóch wersjach (przygotowanych przez tego samego tłumacza i często wydawanych w jednym tomie), a na dodatek ma swoją filmową adaptację w wydaniu bardzo znanego reżysera, który pokusił się o nadanie jej autorskiego (moim zdaniem dużo słabszego) zakończenia.

Komentarze

  1. Ja też miałem pewien dylemat, ale gdy się okazało, kto jest jedynką w Krakowie, pozbyłem się swoich wątpliwości. Obym się nie pomylił! (w końcu zemsta Lorda Voldemorta może być straszna :-P )

    OdpowiedzUsuń
  2. mechaniczna pomarańcza burgessa? (ale przecież zakończenie kubricka lepsze :P)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja bym wybrał jednak palikota.
    Zauwazmy, że sporo rozsądnych ludzi z jego list startuje, zaś opory "a bo to partia palikota" są w sumie kontynuacją typowej strategii gdy głosujemy bardziej na partie niż ludzi i programy, co jak dotąd, miało mizerne skutki.

    OdpowiedzUsuń
  4. @VN
    No i koniec zabawy. Zakończenie Kubricka lepsze? Nocoty, ja tam wolę, że "mały Alex dorasta". Po książeczkę proszę się zgłosić na priv:)

    @Anonimowy
    No Ania Grodzka to jest to!

    @Sylwek
    Ha, tyle że to, że głosujemy na partie, wynika z takiej a nie innej ordynacji wyborczej. Ja bym bardzo chciała głosować po prostu na ludzi. Ale przekonuj, przekonuj:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja uważam, że jak RPP nie uzyska przynajmniej 5% w tych wyborach to wtedy już żadna partia nie będzie się liczyć z głosem LGBT. Bo po co, skoro nie jest to żadna siła.

    Festyniartstwo Palikota jest związane z festyniarstwem polskich mediów. Mało kiedy zdarzają się tak merytoryczne programy jak np. ten http://www.youtube.com/watch?v=AQQv-_MB6fk ale trzeba zauważyć, że profesor sam sobie zadawał pytania ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. mi jdnak najbardziej przeszkadza ozon w przeszlosci palikota. ale ideologicznie dzisiaj jest dla mnie idealem. dwie najbardziej pozadane przeze mnie cechy ma - antyklerykalny, progejowski. reszta mnie juz mniej interesuje.

    OdpowiedzUsuń
  7. no i co zlego w rozdawaniu ulotek? ja szcezrze mowiac chcialbym by parenascie lat temu pryszedl ktos taki do mojej szkoly. nie bylo etyki, byla tylko religia. mialem spore problemy z powodu tego, ze nie chodzilem na religie. i to nie ze strony rowiesnikow ale nauczycieli, a konkretnie ksiedza ktory postanowil przekonac wszystkich nauczycieli, ze z powodu mojego ateizmu jestem zlem wcielonym.

    OdpowiedzUsuń
  8. Czy "Mechaniczna pomarańcza" nie jest w trzech wersjach - zrusyfikowanej, zangielszczonej i zgermanizowanej?

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak dla mnie Wanda Nowicka. Tak jak podczas poprzednich wyborów, uważam, że puste głosy tylko wzmacniają PIS lub PO, więc w efekcie są głosami na PIS lub PO, choć oczywiście wiem, że nie taka jest intencja.

    OdpowiedzUsuń
  10. No, dlatego Cię pytałam... Tak myślę, że gdyby mocno lobbować za Wandą Nowicką, to się uda.
    (Mam dokładnie te same obawy)

    OdpowiedzUsuń
  11. @adremja
    Nie widzę takiej zależności. W końcu Palikot nie jest (i nie powinien - jak żadna partia!) rzecznikiem LGBT. Oprócz naszych spraw liczy się jeszcze program gospodarczy, pomysły na edukację itd. Wiele osób może na niego nie zagłosować chociażby dlatego, że nie odpowiada im jego populizm.

    A co do mediów - no przepraszam, ale to żadne usprawiedliwienie:)

    @Hyakinthos
    Szkoła powinna być wolna od polityki, a już szczególnie szkoła podstawowa (a tam się udali ludzie z RPP). Poza tym rozdawanie ulotek - tak jak napisałam - to pusty gest, śmieszny w świetle wieloletniej walki iluś tam ludzi o etykę w szkołach. Wolałabym, aby RPP im konkretnie pomogło, a nie "uświadamiało", że "mogą żądać".

    @Anonimowy
    Mam tylko pierwsze wydania - w wersji zrusyfikowanej i zangielszczonej. Wiem, że tłumacz przygotowywał trzecią wersję, ale, szczerze mówiąc, nie wiem, czy się kiedykolwiek ukazała.

    @gadugadanie
    Dla mnie to, jak może pamiętasz z poprzednich wyborów, żaden argument, bo sprowadzający się do wybierania "mniejszego zła":)

    OdpowiedzUsuń
  12. I tak nie ma innego przyzwoitego rozwiązania w Warszawie. Cieszy mnie ta wiadomość bo będę mogła w końcu z przekonaniem postawić obok kogoś krzyżyk. I nieważne czy wygra czy nie, ważna jest możliwość wyboru. Palikot jest charakterystyczny i narcystyczny ale jako jedyny daje szansę ludziom, którzy gdzie indziej zostali zmarginalizowani. Nawet jeśli to pusty gest to i tak dla mnie jako wyborcy ważny. Mam dość śliskich panów z SLD, PSL, PO i PIS.

    OdpowiedzUsuń
  13. zewsząd i znikąd08.09.2011, 12:22

    Uważam, że Palikot jest trochę autodestrukcyjny politycznie - po prostu nie rozumie, że tak napastliwy sposób uprawiania polityki mało kogo przekona, a wiele osób odrzuci. Szkoda, bo programowo jestem do nich przekonana. Kandydatki i kandydaci LGBTQ przeważyły, ale już wcześniej byłam dość zdecydowana na nich głosować ze względu na ich pomysły w zakresie polityki narkotykowej. Nie żebym uważała, że krótkofalowo jest w Polsce szansa na coś więcej niż prawdziwa, uczciwa depenalizacja, ale po prostu dla idei - chcę dawać do zrozumienia, że prześladowanie mniejszości używkowych jest barbarzyńską polityką, która musi się wreszcie skończyć.

    OdpowiedzUsuń
  14. Miałam i mam podobny problem z wyborami, z racji rezydentury: Lord czy Anna Grodzka. Organizacje partyjne wyczuwają dylemat, pojawiły się informacje o debacie między Kalitą (SLD) i Grodzką (RPP) w Krakowie... niekoniecznie dla tych, którzy rozważają oddanie głosu na kandydata nieuwzględnionego na liście, rzecz jasna. :/

    OdpowiedzUsuń
  15. Mniejsze zło jest lepsze niż gorsze zło - będę się upierać :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…