wtorek, 5 kwietnia 2011

O segregacji w kontekście rankingu SheWired

Po ciut przydługiej przerwie, na którą złożyło się świętowanie moich kolejnych już urodzin (przy okazji - jak ktoś szuka inspiracji, jak zorganizować komuś urodziny-niespodziankę, polecam zwrócenie się do drugiej autorki tego bloga) i praca nad dość obszernym tekstem, którym się pochwalę, jak się już ukaże, wracam do pisania.

Przez ostatni miesiąc portal SheWired.com karmił nas kolejnymi odsłonami rankingu 100 najwspanialszych lesbijskich albumów wszech czasów. Redaktorki portalu poprosiły zaprzyjaźnione miłośniczki muzyki o wytypowanie 10 płyt, które odegrały największą rolę w ich życiu. I tak powstało zestawienie, które można obejrzeć tutaj: 1-25, 26-50, 51-75, 76-100. Do rankingu załapały się i legendarne już Ferron, Edith Piaf, Grace Jones, Cris Williamson, Janis Joplin, Joan Jett, Kate Bush, Janis Ian, Eurytmics, Joan Armatrading, Alyson Moyet, The Pretenders czy Patti Smith, i trochę już zapomniane artystki i grupy, które akurat w mojej muzycznej edukacji odegrały ogromną rolę, czyli m.in. Aimee Mann, Joan Osborne, The Breeders, Sheryl Crow i Garbage, i wciąż popularne Melissa Etheridge, Melissa Ferrick, Ani DiFranco, k.d. lang i Brandi Carlile (chyba najmłodsza z przeze mnie wymienionych). Nie zabrakło też GaGi czy Pink, ale to akurat nie moja bajka. Na szczycie znalazły się Sarah McLachlan, Tracy Chapman i Sophie B. Hawkins, co może nie jest aż tak szczególnie zaskakujące, w końcu Ameryka kocha klimatyczne nudziary, a przynajmniej pierwsze dwie panie można do tej kategorii zaliczyć (nie żebym ich nie lubiła, szczególnie Tracy, która na koncertach bynajmniej nudziarą nie jest). W sumie najbardziej mnie zaskoczyła tak wysoka pozycja Sophie B. Hawkins, u nas już praktycznie zapomnianej, ale najwyraźniej szczerość, mocny charakter i brak pokory popłacają.

Rzecz jasna w takich rankingach zawsze kogoś brakuje i pewnie każda z nas ułożyłaby trochę inny. I tak mi zabrakło grupy Scarlett (czy ktoś jeszcze pamięta "Independent Love Song"?), Lindy Perry, Jill Sobule, z nowszych rzeczy Chris Pureki i duetu Tagan and Sara, a z absolutnie podstawowych Alix Dobkin, która w 1973 roku nagrała pierwszą płytę otwarcie skierowaną do kobiet nieheteroseksualnych "Lavender Jane Loves Women". No i oczywiście uważam, że jedna płyta AniDifranco w zestawieniu to stanowczo za mało. Oraz że wybrano niewłaściwy album. Najbardziej za to ucieszyło mnie przypomnienie tej grupy:



To, obok Sonic Youth, The Pixies i Jane's Addiction, jedna z moich fascynacji z czasów licealnych, więc przywołała wiele miłych wspomnień.

Ranking został zauważony i przez polskie portale. Jako pierwsze doniosły o nim niezawodne Lesploty, trafił też na Inną Stronę. I to na tej drugiej pojawiły się pod nim komentarze, które mnie, cóż, zaskoczyły. Że robienie tego typu zestawień ma równie wiele sensu co robienie zestawień ulubionych potraw, napojów czy mebli osób nieheteroseksualnych i że segregacja to nie najlepsza droga do tolerancji. Oraz że muzyka nie ma orientacji, więc nie ma sensu jej w ten sposób dzielić. Z obiema tezami pozwolę się sobie nie zgodzić. Otóż muzyka jak najbardziej ma orientację (choć nie zawsze jedną), podobnie jak ma poglądy polityczne, społeczne, swoją filozofię i sens. Rzecz jasna nie każda i nie zawsze, bo trudno się doszukiwać którejkolwiek z tych rzeczy w pięciozdaniowych rytmicznych piosenkach nagranych z myślą o szybkim podbiciu dyskotek czy list przebojów i równie szybkim z nich zniknięciu, ale akurat w przypadku tych artystek i artystów, którzy trafili do rankingu, z pewnością tak nie jest. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że niektórzy traktują muzykę jako kompletnie obojętne tło i zasłyszane przypadkiem w radiu rasistowskie, homofobiczne, seksistowskie czy po prostu głupawe popisy różnych "gwiazd" nie robią na nich żadnego wrażenia, jednak pewnie nawet oni mają jakieś swoje ulubione kawałki, które są dla nich zarazem jakąś częścią ich osobistej historii - czy to ze względu na słowa, czy muzykę. I właśnie taką zbiorową, choć zarazem subiektywną, historię opowiadają takie rankingi.

Choć, jak już kilka razy pisałam, nigdy nie sięgnęłabym po coś tylko dlatego, że jest w zamyśle skierowane do osób nieheteroseksualnych, to z drugiej strony doskonale rozumiem, dlaczego takie rzeczy powstają i nie widzę w tym żadnej segregacji. Muzyka jest muzyką, książka książką, film filmem, tyle że chyba jeszcze nikomu nigdy nie udało się stworzyć dzieła skierowanego do wszystkich. Przeciwnie - to zupełnie naturalne, że twórca czy twórczyni zawsze myśli o jakiejś - szerszej lub węższej - grupie odbiorców. A odbiorcy z kolei szukają czegoś, z czym mogliby się, w mniejszym lub większym stopniu, zidentyfikować, odnaleźć kawałek siebie, swojej wrażliwości, przeżyć. Osoby nieheteroseksualne nie są pod tym względem inne. W końcu istnieje iluś tam twórców i ileś twórczyń, których najwierniejszą i często najbardziej okazałą grupą fanów są osoby nieheteroseksualne. I nie dzieje się tak przypadkiem, po prostu ich dokonania trafiają szczególnie silnie właśnie do tej grupy (co oczywiście nie oznacza, że każda osoby z tej grupy gustuje akurat w tym konkretnym artyście czy artystce). Jasne, że mogę z przyjemnością obejrzeć dobry film z heteroseksualnymi bohaterami, ale nie widzę powodu, by z tego względu nie było obrazów, których bohaterami są osoby nieheteroseksualne. Podobnie z muzyką i książką. Oraz, skoro już są, by o nich nie pisać, nie zestawiać ich, czy nie doceniać. W końcu kto ma to robić, jak nie my?

A kto by się znalazł w waszym rankingu?

14 komentarze :

Aż się boje pomyślec co wymyśliła Rude de Wredne ale przede wszystkim WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!!!;)

Dla mnie klasyką jest Joan Osborne, Janis Joplin czy chociaż by Sheryl Crow, a wspominanie o jakiejkolwiek segregacji przy tworzeniu takich rankingów jest śmieszne, bo heterykom do glowy by nie przyszło, że oni podczas tworzenia czegoś w stylu listy TOP(które teraz przeciez sa wszechobecne) musza brać pod uwagę to, czy ona oby na pewno spodoba się mniejszości seksualalnej w naszym pięknym (;)) kraju, zresztą nie wydaje mi się żeby jakikolwiek powazny człowiek kłócił się o to, jaka grupa ludzi slucha powiedzsmy J.Joplin (z powodów oczywistych , to istny bezsens). Ranking ten wzbudził taką fale komentarzy tylko, zresztą jak zwykle, bo nie dotyczy on osób pozornie mających najwięcej do powiedzenia -heteryków, którzy pewnie nie słyszeli chociaz połowy tych nazwisk. Żadnej glębszej filozofii tutaj nie ma wg. mnie i to na tyle ode mnie dziś, starsza o rok Ewo T. ;)

Te wszystkie zestawienia to nie moja era :P

W końcu dorwałam się do najnowszego 'Glamour' ;D No,no... wyszło świetnie, czytam wywiad już n-ty raz i mam wrażenie, że jutro o tej porze będę recytować bez najmniejszego zająkniecia cały artykuł, a zdjęcia... chyba ustawię sobie je na pulpit komputera(bądź powieszę gdzieś obok, żeby nie zwijać ciągle stron), bo napatrzeć się nie mogę do tej pory;o!

O to Pani z tego samego miesiąca co ma Żona... Z Piątego może? ;> Tyż Baranek! Zatem wszystkiego najlepszego, spełnienia Marzeń, i w ogóle Miłości, Miłości, Miłości... :)

Dziękuję pięknie za życzenia:) Urodziny mam 2 kwietnia, a Rude wymyśliła same piękne rzeczy, więc nie ma się czego bać!

@Anonim1
Kłopot w tym, że to są komentarze osób nieheteroseksualnych. I naprawdę nie rozumiem, jak można stawiać w takim kontekście zarzuty o segregację. Autohomofobia? Irracjonalny lęk przed odrzuceniem, bo mamy coś swojego? Bez sensu.

@merka
To takie dyskretne przyznanie się do wieku? :)

@Anonim2
Oj przestań, bo w narcyzm wpadniemy!

Może po prostu zwykła chęć dorzucenia swoich '3. groszy' do tak naprawdę nieistotnej (patrząc racjonalnie przecież muzyka jakiej słucha LGTBQ(jeżeli oczywiście przyjmiemy, że wogóle istnieje taki typ muzyki sluchanej przez to środowisko) nie wplywa na to czy społeczeństwo zaakceptuje orientacje seksualną kogokolwiek) rzeczy, w której nie chodzi nawet już o walkę w imię czegoś czy obronę jakiś poglądów, po prostu, ot , ktoś stworzyl sobie listę 'SheWired', a pod nią wybucha miepotrzebnie rewolucja dotycząca segregacji (i to o dziwo w końcu na odwót homo-hetero, a nie jak do tej pory hetero-homo), kiedyś ktoś mądry powiedział,że muzyka powinna być wolna od poglądów politycznych i to chyba najlepsze wyjście.

@Anonimowy/a
Nie doceniasz siły muzyki. Jak najbardziej może mieć wpływ na rzeczywistość czy kształtowanie poglądów. I ma. Muzyka to nie tylko rozrywka, to też głos pokoleń, ruchów, ideologii itd. itp. (spójrz choćby na Dylana, Kaczmarskiego, Lennona, Rage Against The Machine, dawny Perfekt, Kazika, prawdziwy hip hop... i na wiele kobiet z tego rankingu). I, szczerze mówiąc, gdyby muzyka była czymś bezideowym, nastawionym wyłącznie na dostarczanie miłych dla ucha doznań (jak niestety większość tego, czym obecnie zachwyca się mainstream), prawdopodobnie w ogóle bym jej nie słuchała.

Co oczywiście nie zmienia faktu, że oburzanie się rankingiem, który jest z założenia zabawą i nie ma nic wspólnego z polityką, jest bez sensu.

Zobaczyłam zdjęcie The Breeders na Trzyczęściowym i w jednej chwili wiedziałam, że to tego teledysku szukam od wielu miesięcy, widziałam go ze 3 razy pod koniec podstawówki i nie pamiętałam ani nazwy zespołu ani tytułu, pamiętałam tylko świetną linię melodyjną,i że jakieś dziewczyny krzyczą z buzią pod wodą.
Ten teledysk ma powera! -Jeden z najlepszych teledysków tamtych czasów i nie tylko : D

Chyba trochę źle mnie zrozumiałaś, jestem mega fanką rocka i absolutnie nie uwazam żeby muzyka byla rzeczą bezideową(po co wtedyby się jej słuchalo? chyba jedynie przy dużej ilości alkoholu, w wiadomo jakim celu), i absurdem jest zarzucanie, że muzyka nie niesie w sobie glębszych wartości, bo to przecież głownie przez nią młodzież(i nie tylko) wyraża swoje prawdziwe 'ja', przez swoją poprzednią wypowiedź mówię mniej więcej tak; polityka(taka, która segreguje obywateli na kategorię 1. i 2.) psuje wartość przekazu i nie wyobrażam sobie, żeby pod pretekstem muzyki zarzucac komuś (kto tak naprawdę w życiu codziennym jest dyskryminowany) segregację, bo lista jest LGTBQ,a co powiedzmy z disco polo'wymi listami ? Niech punki, skinhead'zi czy hipisi ją odrzucą i uznają za dyskryminację bo nie jest ani punkowa ani skinhedowska ani tez hipisowska, na tej zasadzie ten absurd jak dla mnie działa.

@Joanna
Bardzo się cieszę, że mogłam pomóc:)

@Anonimowa
BARDZO źle Cię zrozumiałam. Dzięki za wyjaśnienia, bo cały wczorajszy wieczór spędziłam, mamrocząc z wściekłością "muzyka powinna być wolna od poglądów politycznych". Serio, serio :D

Nie ma sprawy. Wieczór powiadasz...;) Nasza definicja wieczoru chyba też się jednak różni (patrząc na godziny dodania komentarzy i odpowiedzi na nie). ;D

A! Przypomniało mi się (jeszcze wczoraj wieczorem na to wpadłam), że na poparcie swojej tezy dot. polityki powinnam podać pewną piosenkę; P!nk - Dear Mr President (tak, wiem , nie przepadasz za samą wokalistką ale ta piosenka skierowana jest do prezydenta Busha i ma dość ciekawy przekaz, chociaz pewnie już ją gdzieś słyszałaś.)

znaczy się 'wieczorem' ;)

Kurczem sorry za to spamowanie ale jak widać nie potrafię się wysłowić w jednym komentarzu o co mi tak naprawdę chodzi.

"Dear Mr President" akurat lubię. No ale ja w ogóle mam słabość do politycznych kawałków, oczywiście jeżeli są po 'mojej' linii politycznej. A wieczór to, no, rzecz względna:)

Prześlij komentarz