Przejdź do głównej zawartości

Blogujemy dla homorodzin

Dziś akcja Blogging for LGBT Families.
Znam kilka kobiet, które wychowują dzieci (samotnie lub z partnerką), jedna para pokazała się nawet w trzecim numerze "Repliki":

Replika 03 2006

Pamiętam, że miałam mieszane odczucia co do tego wywiadu - bo z jednej strony to, że mamy zdecydowały się pokazać z twarzy i imion, to naprawdę było coś, z drugiej ich obawa przed ujawnieniem w najbliższym otoczeniu (szpital, przedszkole, szkoła) charakteru ich związku była dość przerażająca. Bo jak ich synek poradzi sobie z możliwą presją otoczenia, skoro nawet one sygnalizują, że jest w ich związku coś, co należy ukrywać? Oczywiście szanuję ich decyzję, szczególnie że, jak większość znanych mi (dość słabo, przyznaję) takich rodzin, one po prostu są najzwyczajniejszą parą z dzieckiem, a nie bojowniczkami o wolność naszą i waszą. Jednak ich przykład pokazuje, w jakim mniej więcej miejscu jesteśmy - z jednej strony piszemy o prawie do adopcji, z drugiej, oprócz aktora Michała Sieczkowskiego, nie mamy żadnego ujawnionego nieheteroseksualnego rodzica.

Żeby nie było tak ponuro (wszak to Dzień Dziecka), wrzucam fotkę mojego ulubionego (mimo że jedynie wirtualnie) "tęczowego" dziecka. To Dashiel, syn Sophie B. Hawkins, w wersji kilkudniowej:
źródło: www.myspace.com/sophiebhawkins

Ja mój prezent na Dzień Dziecka znalazłam na francoapple.multiply.com. To stronka, z której można pobrać kilkadziesiąt koncertów Ani Difranco (po zarejestrowaniu i dodaniu Francoapple do przyjaciół). Nie wiem, kiedy to ogarnę, póki co obejrzałam sobie koncert w Amsterdamie zarejestrowany przez nieodżałowaną telewizję internetową FabChannel i jestem w stanie... No, wiadomo, jakim. A jako że Ani już jest (ciekawe, co będzie po ogarnięciu tych wszystkich plików) moim źródłem piosenek na każdą okazję, mam coś i na dziś:


Na koniec małe sprostowanie do poprzedniego posta: nowa "Furia" prawie wyszła. W rzeczywistości na dniach będzie się drukować. No ale zamówić już można, prawda?

Komentarze

  1. Społeczeństwo powinno widzieć jak najwięcej takich rodzin, aby przekonać się, że są one jak najzupełniej normalne - kochające się i stwarzające dziecku dobre warunki do rozwoju.

    OdpowiedzUsuń
  2. Najpierw należałoby zalatwić kwestię adopcji dzieci partnerów. To jest uważam o wiele bardziej potrzebne. Aby nie było sytuacji gdy dziecko wychowane przez dwie kobiety, po smierci jednej z nich ( biologicznej matki )nagle, wyrwane ze swego środowiska wędruje do babci, która wczesniej tej rodziny nie chciała znać. Są takie sytuacje.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bezdomna" Katarzyny Michalak, czyli jak nie pisać o problemach społecznych

Złych, powielających wyjątkowo szkodliwe stereotypy książek jest wiele. Rzadko jednak matronują im instytucje kojarzone raczej z walką z uprzedzeniami niż z ich wspieraniem. Zaszczyt ten spotkał niestety „Bezdomną” Katarzyny Michalak. Dlaczego książka ta nie powinna być wspierana przez organizacje kobiece czy, szerzej, walczące z wykluczeniami? O komentarz poprosiłam Elwen, twórczynię bloga poświęconego zaburzeniu afektywnemu-dwubiegunowemu.

Fundacja Centrum Praw Kobiet wraz z Kongresem Kobiet objęły ostatnio patronatem (czy, jak chce tego CPK, matronatem) książkę pani Katarzyny Michalak o wdzięcznym tytule „Bezdomna”. Książka, zgodnie z zapewnieniami autorki i wydawnictwa, należeć ma do nurtu zaangażowanej literatury kobiecej, poruszającej trudne problemy kobiet wykluczonych poza nawias społeczeństwa. Brzmi zupełnie w porządku, prawda?

Problem zaczyna się w chwili, gdy skuszeni poważnymi rekomendacjami sięgniemy po tę pozycję. Książka opisuje historię Kingi Król, bezdomnej kobiety z …

Maria Konopnicka była lesbijką

Tytuł jest oczywiście nadużyciem. Nie wiadomo, czy Maria Konopnicka była lesbijką, czy osobą biseksualną, czy jeszcze kimś innym. Nie wiadomo, jak myślała o sobie ani tym bardziej, jak by się określiła i jak potoczyłoby się jej życie, gdyby urodziła się nie sto siedemdziesiąt, ale na przykład trzydzieści lat temu. Wiadomo za to, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia mieszkała i podróżowała z noszącą się po męsku miłośniczką polowań, malarką i działaczką na rzecz praw kobiet Manią Dulębianką, którą nazywała czasami "Pietrkiem z powycieranymi łokciami". Wiadomo, że z chwilą, gdy się poznały, poetka gładko przeszła w listach do dzieci z formy "ja" na "my" (mamy, myślimy, wyjeżdżamy), że były praktycznie nierozłączne, że miały różne nieprzyjemności z powodu krążących pogłosek o ich związku, że Dulębianka zrezygnowała dla Konopnickiej z kariery malarskiej i że zostały pochowane w tym samym grobowcu. Wiadomo też, że "niewiasta mocno kochliwa", jak …

Gołe dupy Renaty Przemyk

Renata Przemyk dała głos, a ja zawyłam z bezsilnej złości i, co tu ukrywać, przykrości. Szansonistka, której gros fanów stanowią lesbijki (i geje też), piosenkarka, która przez wiele lat była w związku ze swoją tekściarką, poetką Anną Saraniecką (oczywiście związku przyjacielskim), osoba, która jednym zdaniem mogła zrobić wiele dobrego zarówno dla siebie, swojej kariery, jak i dla osób LGBTQetc., postanowiła się wypowiedzieć.

I jak zazwyczaj na wywiady z Renią spuszczałam litościwie (no, może oprócz tego tekstu tu) zasłonę milczenia, tak tego wywiadu bez komentarza zostawić nie sposób.

Już na wstępie jest ostro:
Przecież chrześcijanie byli zawsze pokojowo nastawionymi ludźmi.  Chrześcijanie, zawsze, pokojowo. No fakt, bo sypialnianie nie za bardzo. Najczęściej raz do roku, i to w celu mienia dziatek. Poza tym artystka przespała lekcje historii, na których mówiono o wyprawach krzyżowych, chrystianizacji ogniem i mieczem, inkwizycji i takich tam różnych. Siadaj, Renata, pała.
Wszystkie…