niedziela, 6 czerwca 2010

Ustawa o związkach partnerskich - co dalej?

Na Homikach ukazał się projekt ustawy o związkach partnerskich uwzględniający wyniki ankiety internetowej, w które głos zabrało ponad 4,5 tysiąca osób. Jest to kolejna już w ostatnich miesiącach propozycja rozwiązania kwestii związków partnerskich - w kwietniu swoje założenia do ustawy opublikowała Grupa Inicjatywna ds. Związków Partnerskich. To zupełnie inne pomysły - GI forsuje model podobny do francuskiego PACS, redakcja Homików układ maksymalnie zbliżony do małżeńskiego. Żeby było jeszcze goręcej, KPH zaprasza na debatę poświęconą właśnie ustawie o związkach partnerskich, na której wśród panelistów znajdą się jedynie przedstawiciele grupy popierającej PACS.

Przyznam, że mam mieszane uczucia w związku z tym okołoustawowym zamieszaniem. Bo choć wypowiadałam się w sprawie ustawy na Homikach, to jednak patrzę na to wszystko, co się dzieje, bardziej jako osoba z zewnątrz, niemająca pełnej wiedzy o rozmowach między twórcami obu projektów, o tym, co się działo podczas ogólnopolskiej objazdówki GI, o propozycjach, które padły i nie padły podczas konsultacji społecznych itd. itp. Troszkę większą jasność mam odnośnie tego, co się dzieje na Homikach, bo - szczęśliwie dla wszystkich zainteresowanych - w przypadku drugiego projektu debata toczy się w główniej mierze w internecie. Niemniej jednak, choć do najnowszego projektu znacznie mi bliżej niż do jakiegokolwiek innego, cały czas się zastanawiam, dlaczego wszystkie osoby zaangażowane w walkę o ustawę nie mogą się ze sobą dogadać. Dlaczego, zamiast wesprzeć istniejącą, stworzono kolejną grupę. Nie, nie uważam, że kto pierwszy, ten lepszy, i tak, doszły do mnie słuchy, że GI jest, delikatnie mówiąc, mało elastyczna w poglądach, po prostu akurat w tym przypadku rozdrobnienie inicjatyw nie jest czymś, co moim zdaniem pomoże w osiągnięciu celu. To nie EuroPride, któremu to, że grupy organizujące w tym czasie wydarzenia się ze sobą nie dogadują, zupełnie nie przeszkodzi, wręcz przeciwnie, wzmocni jego ofertę kulturalną. Tu jest inaczej, nie można mieć dwóch ustaw jednocześnie. To znaczy pewnie można, ale trudniej jest przeprowadzić dwa projekty niż jeden. W końcu liczba potencjalnych sojuszników politycznych jest bardzo ograniczona.

Spotkałam się z komentarzami, że GI jest zafiksowana na modelu francuskim i niezależnie od tego, co mówią uczestnicy spotkań czy debat, zamierza go forsować. Nie wiem niestety, co na to sama GI, poza tym, że twierdzi - inaczej niż niektóre osoby wypowiadające się w internecie - że właśnie PACS miał największe poparcie podczas prowadzonych przez nią konsultacji społecznych. Z pewnością jest tak, że - biorąc pod uwagę, jak w sumie niewielka była grupa osób, do której dotarli członkowie GI, oraz to, że sposób prowadzenia spotkań w jakimś stopniu mógł wpłynąć na opinie ich uczestników - trudno traktować ich głosy jako odzwierciedlające potrzeby całej społeczności LGBTQetcetera. Podobnie jest jednak w przypadku debaty na Homikach, choć wypowiedziało się w niej znacznie więcej osób. Pytanie jednak brzmi, co teraz. Jasne, że sama ustawa to pieśń przyszłości, niezależnie od tego, jaki kształt ostatecznie przyjmie, ale zaczynam się trochę obawiać, że przez dłuższy czas nie wyjdziemy poza pytanie "Jaka ustawa?". A przecież sprecyzowanie odpowiedzi na nie jest konieczne, aby iść dalej.

Oczywiście może być tak, że martwię się na zapas. Bo jakoś nie chce mi się wierzyć, by w krajach, które mogą się pochwalić znacznie przyjaźniejszym osobom nieheteroseksualnym prawodawstwem, prace nad ustawą przebiegły gładko i bez dyskusji. I może konkurencja jest w tym względzie czymś dobrym, bo obie grupy mają dodatkowy bodziec do działania. Z drugiej strony, skoro ja się czuję w tym wszystkim zagubiona, nie mam pojęcia, jak się czują osoby, których wiedza na temat działań wokół ustawy o związkach partnerskich ogranicza się do czytania newsów na portalach. I co zrobią, gdy ktoś je poprosi o pomoc na przykład w zebraniu magicznych 100 tysięcy podpisów.

8 komentarze :

zgadzam sie z toba ze rozdrobniebnie jest porazka, ale Grupa jest faktycznie zafiksowana na PACS jakby to bylo jakies najbardziej postepowe rozwiazanie. bylem na debacie w wawie, ktore zebralo moze 20 osob. mniej wiecej polowa mowila ze chce malzenstw ale zgodzi sie na zwiaqzki partnerskie, druga polowa ze zwiazki partnerskie. nie wiem na jakiej podstawie grupa uznala ze zebrani chcieli PACsu? to wrecz smieszne. legierski na kazde napomkniecie o rozbudowanej wersji zwiazkow partnerskich (nie mowiac juz o malzenstwie) krecil tylko nosem i mowil ze sie nie da, no i ze PACS to to takei zajebiste rozwiazanie bo kazdy sobie regiluje to jak chce. przeciez to idiotyzm! kazdy sobie reguluje jak chce i bez ustawy! chyba po to jest ustawa zeby regulowala cos jakby z gory, za nas. to z jednej strony moze i ograniczajace dla partnerow ale z drugiej daje pewene gwarancje ochrony. a przeciez o to chyba nam chodzi.

Jako osoba zainteresowana ustawą, lecz niezrzeszona w żadnym "klubie", pozwolę sobie na małą, przemądrzałą dygresję, w stylu zróbcie, a my pomożemy ;-)
Warto byłoby najpierw w jakiś sposób skonsolidować środowisko LGBTQ, bo w tej chwili, w Polsce mamy do czynienia z różnoraką drobnicą (króliki i jego znajomki), które nawzajem się kłócą i opluwają - takie odnoszę wrażenie, gdy zaglądam w sieci tu i tam ;-)
Jednym słowem - BRAK LIDERA z prawdziwego zdarzenia.
To nie musi być nawet osoba, tylko jakieś sensowne stowarzyszenie, które:
po pierwsze starałoby się mobilizować "szarego LGBTQowca" do różnych działań społecznych,
po drugie skupiało działaczy i tych którym się chce ;) w jeden organ (wiadomo w kupie siła),
po trzecie w miarę godnie reprezentowało środowisko "na zewnątrz", bo w chwili obecnej Ci którzy udzielają się medialnie, w większości przypadków są śmieszni, a chyba nie o to do końca chodzi.
Podsumowując: więcej pracy u podstaw i działania, a mniej pierdolenia (dosłownie i w przenośni).
...
Ale o tym wszystkim wszyscy wiemy ;-)
Jak akceptacja społeczna na skutek ww działań dla homoseksualizmu wzrośnie, można zacząć myśleć o ustawie.

Szczerze - ktoś musi jakoś zadbać o komfort tych kilku tysięcy osób, którzy wypowiedzieli się w ankiecie, a którzy paksów nie chcą - dlatego dochodzi do chorej konfrontacji, w którą teraz oficjalnie weszła KPH jako gracz, który ma silniejszą pozycję (bo ma kontakty oraz pieniądze). Ale przegra, gdyż ciemny lud tego nie kupuje (z komentarzy na homikach oraz blogach), nie chce wizji GI. Jakieś 90% z nich pewnie wcześniej nie słyszało o paksach, bo mówi się wyłącznie o związkach partnerskich ewentualnie małżeństwie. Ponadto brak zaufania do GI, są świadkowie, co mówią, że np. Trójmieście GI w ogóle nie robiła głosowania. No ktoś musi tupnąć nogą w tym wypadku i spróbować to odkręcić. GI trochę brnie w ślepy zaułek, ale przecież zawsze jest szansa na refleksje.

@Anonimowy
Ja bym nie powiedziała, że to jest tupnięcie nogą. To kawał rzetelnej roboty - przedstawienie różnych punktów widzenia, ankieta, podsumowanie i w końcu projekt ustawy. I szkoda go zmarnować. Tylko mam wrażenie, że tak na szybciej można coś zwojować jedynie rozmawiając ze sobą (a niech będzie i burzliwie, byle z chęcią dogadania się), a tak na mniej szybko, budując nową formację, o której pisze hds. I szczerze mówiąc, wolałabym pierwszą opcję, stąd niepokoi mnie brak informacji w tej kwestii. Bo z zewnątrz to wygląda tak, jakby GI i Homiki żyli w różnych rzeczywistościach, przy czym ta pierwsza nie zauważa tej drugiej, a ta druga pierwszą wprawdzie tak, ale niekoniecznie jako partnera.

Nowa formacja???
Po kiego grzyba ;-)
Wystarczy jakaś istniejąca.
Tylko która???
Wielu by chciało (zbyt wielu), a prawdziwego męża stanu - stanowej instytucji, nie widać.
Tylko po kostkach się nawzajem podgryzają jak ratlerki ;-)

Ehhh... Gderacz mi się włączył ;-(

Nowa w sensie jakości (i/lub zasięgu w przypadku istniejących, ale zbyt małych, by się przebić). Proszę nie gderać :)

"Bo z zewnątrz to wygląda tak, jakby GI i Homiki żyli w różnych rzeczywistościach, przy czym ta pierwsza nie zauważa tej drugiej, a ta druga pierwszą wprawdzie tak, ale niekoniecznie jako partnera."

A potrafisz się tak po partnersku dogadać z kimś kto cię ignoruje, a jak już jakimś cudem usłyszy, że mówisz białe to twierdzi, że powiedziałaś czarne?

Szczerze? Nie mam pojęcia, pewnie nie. Ale właśnie informacji o tym, że takie rozmowy były (lub ich z jakichś powodów nie było) brakuje mi w tej całej debacie. Skoro robimy coś dla ludzi, powiedzmy szczerze, dlaczego akurat my i dlaczego akurat tak.

Prześlij komentarz