wtorek, 26 sierpnia 2014

O co chodzi Fundacji PRO - Prawo do Życia

Nawet jeśli nie kojarzycie tej fundacji z nazwy, to z pewnością zdarzyło się wam zetknąć z efektami jej działalności. To oni od 2005 roku obwieszają ulice zdjęciami zmasakrowanych płodów (zestawionymi, w zależności od potrzeb, ze zdjęciami "proaborcyjnych" polityków i polityczek, Hitlera, ofiar wojen, głodujących dzieci...). To oni pikietują pod szpitalami, w których zgodnie z prawem dokonuje się aborcji i zastraszają pracujących tam lekarzy i lekarki. To oni zbierają podpisy pod projektami ustaw o zmuszaniu kobiet do rodzenia niezależnie od okoliczności.

Ostatnio, oprócz ograniczania praw kobiet, wzięli się też za nękanie i stygmatyzowanie osób nieheteronormatywnych. Służy temu akcja o jakże szczytnej nazwie "Stop pedofilii". Jej celem nie jest bynajmniej ochrona dzieci czy pomoc ofiarom wykorzystania seksualnego, a walka z edukacją seksualną i powielanie najobrzydliwszych stereotypów na temat osób LGBTQ, szczególnie tego, że są one niebezpieczne dla dzieci. 

Jednoznacznie jako akcję szkodzącą dzieciom i stygmatyzującą osoby niehetero oceniła ją Monika Sajkowska z Fundacji Dzieci Niczyje, która od 23 lat działa na rzecz ochrony dzieci przed wykorzystaniem seksualnym:
Ta akcja kwestionuje prawa dzieci do informacji i rozwoju, dezorientuje, dezinformuje, buduje atmosferę zagrożenia i wrogości. Trudno uwierzyć, że w XXI w. można postulować karanie za dostarczanie dzieciom wiedzy o ich rozwoju i naturze relacji seksualnych, a opiekunów, nauczycieli i wychowawców prowadzących taką edukację stawiać w jednym szeregu z pedofilami. Pedofilia jest zaburzeniem preferencji seksualnych. Dla organizatorów akcji pedofilią jest edukowanie dzieci na temat seksualności. (...)
Edukacja seksualna nie ułatwia pedofilom wykorzystywania dzieci, jak głosi manifest akcji „Stop pedofilii”. Wręcz przeciwnie, dzięki niej dzieci potrafią trafniej interpretować zachowania sprawców, rozumieją je, są bardziej asertywne, trudniej nimi manipulować, potrafią rozmawiać o seksualności i łatwiej im prosić o pomoc i ochronę. Edukacja seksualna nie jest wprawdzie remedium na bezbronność i bezradność wykorzystywanego dziecka. Jest jednak szansą, bo jest w niej miejsce na przekaz o prawie do intymności, o sferze naturalnej seksualności dziecka, ale również o granicach, których nikt nie ma prawa przekraczać. (...) 
Tworzenie lub umacnianie mitów na temat problemu realnie szkodzi jego zapobieganiu. Dlatego też bulwersujące jest upowszechniane w ramach akcji „Stop pedofilii” informacji na temat związku pedofilii z homoseksualizmem. Nie istnieją żadne empiryczne dane z wiarygodnych metodologicznie badań, które potwierdzałyby tezę, iż osoby homoseksualne wykorzystują seksualnie dzieci częściej, niż osoby heteroseksualne. Społeczna dezinformacja w tym zakresie ma na celu stygmatyzację osób homoseksualnych. Jest przejawem dyskryminacji i budzi nasz zdecydowany sprzeciw.
Na temat zrównania przez organizatorów akcji osób nieheteronormatywnych z pedofilami wypowiedziało się też Polskie Towarzystwo Seksuologiczne:
Znakomita większość przypadków wykorzystywania seksualnego dzieci w Polsce jest popełniana przez heteroseksualnych mężczyzn i ma miejsce w rodzinie (tj. wykorzystywanie dziewczynek przez mężczyzn będących członkami ich rodzin – np. przez ojca, ojczyma, dziadka, wuja itd.). Ze względu na fakt, że osoby homoseksualne stanowią w społeczeństwie mniejszość, przypadki wykorzystywania seksualnego dzieci popełnianego przez te osoby stanowią proporcjonalną mniejszość w porównaniu do czynów popełnianych przez ludzi heteroseksualnych. Przypisywanie osobom homoseksualnym szczególnej – w porównaniu do heteroseksualnych – skłonności do seksualnego wykorzystania dzieci stanowi nieuprawnione nadużycie, a rozpowszechnianie skojarzenia miedzy homoseksualnością a pedofilią jest domeną ludzi nieświadomych i niekompetentnych, bądź też uprzedzonych do ludzi homoseksualnych i sprzeciwiających się prawom obywatelskim tych osób. Podtrzymywanie społecznego przekonania o szczególnej skłonności osób homoseksualnych do seksualnego wykorzystywania dzieci jest krzywdzące dla homoseksualnej części społeczeństwa, przyczynia się do niezwykłej trwałości uprzedzeń wobec tych osób i utrudnia pełne funkcjonowanie psychologiczne homoseksualnych obywateli i obywatelek. 
Co ciekawe, głos w tej sprawie zabrał także niesławny Mark Regnerus, którego badania, swoiście zinterpretowane, posłużyły Fundacji PRO do stworzenia plakaciku akcji, który oszpecił wiele ulic. A konkretnie do napisania na nim, że "31% lesbijek i 25% pederastów gwałci wychowywane dzieci":

Co na to sam Regnerus? Ha, guru homofobów tym razem rozczarował swoich polskich wyznawców, którzy okazali się zbyt obrzydliwi nawet na jego standardy, i wystosował takie oto oświadczenie:
Śledzenie sposobów wykorzystania mojego artykułu z "Social Science Research" na temat rodzicielskich związków tej samej płci i wyników dzieci jest wyzwaniem. Są one na rozmaite sposoby interpretowane przez grupy reprezentujące różne opcje polityczne. W Polsce moje badanie jest cytowane na banerach i ogłoszeniach, które bezpośrednio obwiniają homoseksualnych mężczyzn i kobiety o seksualne wykorzystanie dzieci. Moje badania nie dają podstaw do takich twierdzeń. W ich trakcie nie pytaliśmy respondentów o to, kto był sprawcą molestowania - opis badania mówi o tym jasno. 
Wynika z nich tyle, że badane osoby dorosłe, których jedno z rodziców miało związek z osobą tej samej płci, wykazywały znacząco większą podatność na emocjonalne zranienie niż dzieci ze stabilnych rodzin, gdzie była matka i ojciec. Jednakże stwierdzenie, co jest tego przyczyną nie jest, na podstawie naszych badań, możliwe.
Podobnie jak wielu innych, jestem zdania, że dzieci zasługują na matki i ojców, gotowych poświęcić się dla nich, przedłożyć interes dzieci ponad własny. Badania to jasno pokazują. A historycznie najpełniej ten ideał realizuje się w małżeństwie. Różniąc się w opinii na temat modelu małżeństwa i rodziny, ludzie dobrej woli powinni zgodzić się, że należy dyskutować uczciwie, a nie fałszywie interpretując i wyolbrzymiając wnioski z ważnego badania.
Co ważne (i chyba umknęło mediom), na protest Regnerusa zareagowała dotąd nieprzemakalna Fundacja PRO. Najpierw na Facebooku:

A potem zamieszczając na stronie akcji oświadczenie, w którym niemal wprost stwierdza, że "dane", na które się powołali, pochodzą spod brudnych paluchów twórców akcji, a nie z badania Regnerusa:

I w tym momencie Fundacja PRO powinna zamknąć stronę, zwinąć akcję i przeprosić - wszak straciła właśnie jedyny "naukowy" dowód, który uzasadniał rozpętanie nagonki na osoby nieheteronormatywne (reszta to fantazje i anegdoty). Rzecz jasna tego nie zrobiła, ba, nadal zbiera podpisy pod projektem ustawy, na mocy której rodzic, który śmiałby wspomnieć swojemu dziecku o czymś takim jak seks lub prezerwatywa, mógłby pójść do więzienia, a edukatorzy seksualni od razu tam trafią, z racji swojej profesji. Nadal też oczerniają na swoich stronach osoby nieheteronormatywne, choć już bez powoływania się na amerykańskiego socjologa. Zbierają podpisy i szczują, bo, co pokazała Fundacja Dzieci Niczyje, nie chodzi im o dobro dzieci. O co zatem im chodzi?

Inaczej niż ileś tam znajomych osób, nie uważam, by chodziło o wystawianie dzieci na żer pedofilów z kręgów kościelnych, choć oczywiście pośrednim efektem działań fundacji może być jeszcze mniejsza niż dotychczas świadomość nieletnich w temacie ich granic, tego, kto i jak może je dotykać, jak rozpoznać, że ktoś chce je skrzywdzić i co zrobić w takiej sytuacji. Ale mimo wszystko: nie. Moim zdaniem po prostu chodzi o to co zwykle - pieniądze i władzę. Wszak Fundacja PRO - Prawo do Życia ma status organizacji pożytku publicznego, mimo że jej działalność ogranicza się do wieszania plakatów, zbierania podpisów pod projektami ustaw ograniczającymi prawa wszystkich, którzy śmią myśleć inaczej niż oni, organizowania kursów dla "prolajferów" i zbierania pieniędzy. Czyli ze swoich celów statutowych:
1) wspomaganie działań mających na celu ochronę życia ludzkiego od momentu poczęcia do naturalnej śmierci, zdrową i udaną prokreację, przeciwdziałanie zapaści demograficznej;
2) umacnianie pozycji rodziny jako fundamentu relacji społecznych;
3) wspieranie instytucji małżeństwa jako drogi do szczęścia;
4) budowanie świadomości społecznej sprzyjającej świadomemu rodzicielstwu;
5) wspieranie postaw rodzicielskich poprzez działania na polu wychowania, kultury, nauki;
6) budowa systemu edukacyjnego, którego celem jest wychowanie do wolności i służby innym ludziom
realizuje dokładnie pół pierwszego - poprzez domaganie się zmuszania kobiet do rodzenia bez względu na okoliczności. Nie chroni kobiet i dzieci, nie wspiera ofiar pedofilów, nie przeciwdziała przemocy w rodzinie, nie tworzy rozwiązań wspierających rodziny z dziećmi... Słowem, nie robi nic, by swój statut realizować. Nie robi, bo to niełatwe i kosztowne. Nie robi, bo to nie jej cel.

Cel to zbieranie kasy. Oraz wygrywanie wyborów, zyskiwanie władzy, a przez to jeszcze większej kasy. Bo fundacja nie istnieje sama dla siebie. Istnieje, by dostarczać mięsa różnym Prawom i Sprawiedliwościom, Solidarnym Polskom i innym takim. Tworzyć milutką atmosferę zagrożenia, w której straszne pedały, lesby, feministki i inne "genderystki" deprawują cudze (a czasem i swoje) dzieci i wyszarpują płody z brzuchów dobrych katolickich matek. Kreować wroga, którego owe partie obiecują zniszczyć, zdeptać, spalić, a prochy utopić. Wszak łatwiej walczyć z urojonym wrogiem niż rozwiązywać realne problemy. I łatwiej się na tym wrogu wylansować. Szczególnie takim, co zagraża dzieciom. Wszak wszyscy kochamy dzieci. I wszyscy będziemy ich bronić.

Oprócz polityków, fundacja działa też rzecz jasna na rzecz Kościoła katolickiego. A konkretnie stara się przykrywać coraz częściej wychodzące na jaw afery z jego udziałem oraz przeciwdziałać osłabianiu jego pozycji, które jest nieuniknione bynajmniej nie ze względu na afery, ale dlatego, że coraz mniej jest osób, którym one nie przeszkadzają, za to coraz więcej takich, które widzą inne modele życia niż patriarchalny. Silny Kościół to wierni, wierni to wyborcy, wyborcy to władza, władza to pieniądze - jest o co walczyć. Więc walczą, wszak wszyscy - i politycy, i Kościół, i różnorakie fundacje, których celem jest walka z wyimaginowanymi wrogami - na tej walce skorzystają. Nie trzeba się przy niej wysilać, nie trzeba nikomu służyć, nie trzeba się napracować, nie trzeba myśleć - wystarczy pokrzyczeć i stworzyć parę sugestywnych obrazków. I cóż z tego, że nic się w ten sposób nie zmieni, pedofilia nie zniknie, Polacy i Polski nie zaczną się na potęgę rozmnażać, nie przybędzie prorodzinnych rozwiązań, grupom, na rzecz których ponoć się działa, nie będzie lepiej. Ważne, że będzie się tam, gdzie chce się być - w kurczącym się gronie uprzywilejowanych, którzy, co by się nie wydarzyło, zawsze się wyżywią.

10 komentarze :

o, wygląda na to, że ktoś uruchomił prawników Elseviera

Przyznam, że to jest dla mnie zagadka: co się stało, że Regnerus wydał takie oświadczenie (wszak zrobił te swoje naciągane badania dokładnie po to, by udowodnić coś takiego) i co się stało fundacji, że tak się jego oświadczeniem przejęła. Może ktoś im zagroził zakręceniem jakiegoś kurka z pieniędzmi? Bo ze wsparcia zagranicznych fundamentalistów pewnie też korzystają.

Regnerus wydał takie oświadczenie, bo nawet z jego naciąganych badań wynikało coś przeciwnego, niż umieszczono na plakacie. O czym zresztą w "cytowanym" artykule wprost napisał.

Jeśli chodzi o wyjaśnienie, dlaczego oni to robią, to osobiście jestem raczej sceptycznie nastawiony do wyjaśnień "kasa, kontrola i sława", jako że taki zarzut można IMO postawić zawsze, wszędzie i każdemu. W sprawach rzeczywistych powodów oczywiście można tylko spekulować. Na moje oko, chcą wprowadzić tylnymi drzwiami w kraju przymus edukacji w wersji katolickiej i stąd ta ich fiksacja na prezerwatywach, jako narzędziu ułatwiającym podejmowanie zachowań seksualnych, tj. deprawującym (chyba do końca nie przemyśleli, dlaczego w reklamach prezerwatyw premium hasło brzmi "Tak, jakby nie mieć nic na sobie"). Nie da się też ukryć, że rzetelna edukacja seksualna nie będzie zawierała elementów "homoseksualizm to choroba i deprawacja", co też jest sprzeczne z katolicką nauką (szczególnie w wersji polskiej). Ale ile w tym jest celowości, a ile wiary w słuszność "edukacji po katolicku", to w sumie nie wiadomo.

a co z tą masturbacją od 6 lat? Mam nadzieje że to też wyssane z palca?

Anonimie, ale w jakim celu chcą ów przymus wprowadzić? Tudzież w jakim celu udają, że jest taka potrzeba - wszak zajęcia z wdż to w większości szkół właśnie edukacja w wersji katolickiej. Bo mają taką misję, ideę? Nie kupuję tego. Poziom zakłamywania rzeczywistości w ich wydaniu wskazuje na działanie polityczne, nie misyjne. I tak, ta masturbacja to element tego zakłamania.

Nauczanie masturbacji od 6 lat jest oczywiście wyssane z palucha. Prowadzi to zresztą do niepotrzebnego wzbudzania lęku wśród rodziców przed posyłaniem dzieci do szkół, gdyż w nieuprawniony sposób robi z nauczycieli jakieś potwory, podczas gdy są to tacy sami ludzie, jak inni. Często wyciągany jest tutaj przykład filmiku "edukacyjnego dla dzieci" dla dzieci z Belgii. Filmik ten rzeczywiście jest z Belgii, ale nie jest edukacyjny dla dzieci, tylko jest to fragment kabaretu dla dorosłych grupy Neveneffecten, zresztą fragment z ostatniego odcinka poświęconego nieudanym skeczom. Niestety linkowane w Polsce fragmenty tego odcinka mają wyciętą reakcję człowieka z telewizji, który wprost mówi, że to jest tak nieodpowiednie dla dzieci, że nigdy tego by nie puścili.

Jeśli chodzi o wytyczne światowej organizacji zdrowia, to rzeczywiście pojawia się tam temat masturbacji w tak młodym wieku. Ale pojawia się dlatego, że to nie jest tak, że małe dziecko nie widzi co ma w majtkach, a nawet jak widzi to nie jest tym zupełnie zainteresowane. Otóż bywa ciekawe, co może prowadzić do sytuacji, które chyba nie powinny być zupełnie ignorowane.

@Ewa Tomaszewicz
Ależ oczywiście, że ich działanie jest polityczne, skoro chcą zmienić ustawę. Chciałem tylko zwrócić uwagę, że o to, że jakieś działanie jest motywowane kasą, kontrolą i sławą to można oskarżyć w zasadzie każdego, wliczając w to PTS i fundację Dzieci Niczyje. Oczywiście spekulując odnośnie celów proponowanych zmian można posunąć się do dowolnie radykalnych twierdzeń. Chociaż, jak dla mnie motywacje mogą być różne nawet w obrębie fundacji, która to prowadzi.

Warto zauważyć przy tym, że do tej pory takie kwestie, tj. podstawy programowe regulowane były rozporządzeniami. Czyli ustawa może utrudnić tutaj wprowadzanie zmian. Ot taki element konserwujący.

Co więcej biorąc pod uwagę, że uprawianie seksu nie wymaga żadnych dodatkowych środków, to zapis "dostarczanie im środków ułatwiających podejmowanie takich zachowań" wprowadza tu ekstra niepewność prawną. Bo co można uznać za takie środki? Nietrzymanie klucza od stodoły w sejfie? Pozwolenie na wzięcie kocyka? Sprzedaż smalcu (koniecznie też powinien być trzymany w sejfie, o gumkach nie wspominając)? W zasadzie czemu nie. Oczywiście taka dodatkowa niepewność prawna może być wykorzystana do wyciszania niewygodnych faktów, przeczących propagowanej wizji rzeczywistości, jakoby to dzieci zaczynały interesować się seksem dopiero w wieku kilkunastu lat. Bo sorry, ale zgwałcona jedenastolatka w ciąży jest np. młodsza. Ale z takim zapisem można np. zastanowić się jakich środków ułatwiających podejmowanie takich zachowań dostarczyli jej rodzice. Na pewno kupili buty i pozwolili wyjść z domu. Może też gdzieś w barku znalazłoby się parę prezerwatyw. Na marginesie, trudno jest nie odnieść wrażenia, że przynajmniej niektóre elementy nauki katolickiej też sprzyjają uciszaniu (np. automatyczna ekskomunika za aborcję, czego nie ma w przypadku morderstwa np.). Oczywiście nie wiadomo, na ile to jest celowe, a na ile przypadkowa zbieżność.

W zasadzie można, ale... Ja bym jednak odróżniła fundacje, stowarzyszenia itd., które działają na rzecz grupy będącej przedmiotem ich zainteresowań, od tych, których celem jest robienie szumu wokół siebie i przeciwdziałanie wyimaginowanym zagrożeniom. Oczywiście trudno mówić o motywacjach konkretnych osób (i w najfajniejszej organizacji zawsze będą karierowicze), można za to mówić o konkretnych efektach i o tym, czy stowarzyszenie realizuje cele statutowe i przyczynia się do poprawy sytuacji tych, którym pomaga czy się nimi zajmuje. Przykład z trochę innej bajki, ale też mi bliskiej - organizacje pomagające zwierzętom. Są takie, które mają konkretne osiągnięcia w dziedzinie np. liczby adopcji, wyleczonych zwierząt, wysterylizowanych zwierząt, poprawy ich sytuacji itd. Ale są też takie, które zajmują się głównie robieniem szumu wokół siebie i zbieraniem kasy na to, by robić większy szum. I moim zdaniem Fundacja PRO należy właśnie do tej drugiej kategorii - nie pomaga, gorzej, szkodzi grupie, której zobowiązała się pomagać, a przy okazji robi wokół siebie dużo szumu.

Tak, ich cele pośrednie są najprawdopodobniej takie, o jakich piszesz. Nie jest to natomiast cel ostateczny. Jeśli, jakimś cudem, te osiągną, wymyślą sobie kolejne zagrożenia, na "walce" z którymi skorzystają i oni, i pozostałe grupy - Kościół, politycy. I które uzasadnią ich istnienie. I to jest w zasadzie ta główna różnica - że oni sobie powody, dla których istnieją, wymyślają, a nie skupiają się na rozwiązywaniu realnych problemów.

Regnerus i fundacja mogą sobie teraz pozwolić na wydanie takich oświadczeń, bo plakat był i do najbardziej zajadłej części społeczeństwa, która i tak nie zajrzy na stronę fundacji i nie przeczyta sprostowania. Gdyby powiesili plakaty ze sprostowaniem, uznałabym, że jest uczciwie. A tak, co im zależy?

Przez tę akcję żal mi nie tylko osób niehetero, ale także dzieci. Jakaś banda buców wykorzystuje naprawdę poważny problem (i je same) dla swoich prywatnych interesków.

Prześlij komentarz